Inspektor Nezumi medytuje o nietrwałości istnienia

      


    Inspektor Nezumi siedział w pokoju i patrzył w ścianę. 

- Dlaczego nie odbierałeś mojego telefonu? - spytała Noriko. - Przyniosłam Ci kwiaty. 

- Medytuję. 

- Ha, ha, jak Bodhidharma. Przyjmiesz mnie Mistrzu na swoją uczennicę? Ale z góry mówię, że ręki sobie nie utnę. No i nie mogę zbyt długo czekać. Dziewięć lat to długo. 

- Już jesteś przyjęta. 

- Mamy już linie papilarne mordercy, mężczyzny lub kobiety. DNA nie pozostawił. Sprawdziliśmy w bazie danych, ale nie był karany. 

- Życzę powodzenia. 

- Ale ta zbrodnia była jakaś nieludzka. Zbyt subtelna, niemal niewinna. Żadnych śladów przemocy. Badania toksykologiczne niczego nie wykazały. Nieobecność urazów ciała. Nakamura podejrzewa trop chiński. 

- Skąd wiadomo, że nie umarł z przyczyn naturalnych? 

- Po konsultacji z Yoko uważa, że przyczyną śmierci tej aktorki był przestrach. Wiesz, że ona się nigdy nie myli. Obcuje z denatami od tylu lat. 

- Obcuje? 

- Chciałam, żebyś się uśmiechnął. Dlaczego nie interesujesz się tą sprawą? 

- Nie muszę. Niech Nakamura działa. Mam wakacje. 

- I patrzysz w ścianę? 

- Niedługo wszyscy umrzemy. Jakie to ma znaczenie? Ale jestem przekonany, że tego nie zrobił człowiek. 

- Może pójdziemy do kina? Będziesz się gapił w ekran. 

- Po śmierci Mitsuko nie mam ochoty na żadne rozrywki. 

- To tylko kot...Przepraszam, nie chcę ci sprawiać przykrości. Ale niedawno zmarła twoja matka. 

- Umarła w szpitalu, nie widziałem jak konała. Żeby zrozumieć, czym jest śmierć, wystarczy widzieć jak umiera zwierzę, które rzekomo nie ma duszy. Zanim zesztywniała, wyła z  bólu. Po tym już nigdy się nie podniosłem. - 

- Jak miałam brudek za paznokciami mama mówiła, że to żałoba po kocie. 

- Kiedy z wyobrażenia o śmierci zostaje tylko fizjologia, nie ma już żadnych złudzeń. I to jest właśnie czysta metafizyka. 

- Nadal zadręczasz się tym, że dałeś jej wodę? 

- Była odwodniona, wypiła...I wtedy przeszył ją taki ból, jakby miała się rozpaść. Pogłaskałem ją. Zaczęła mruczeć. To był ostatni akt miłości w moim życiu. Ale nie mogłem jej pomóc. Skończę w piekle. 

- Dlaczego lekarz odmówił eutanazji? 

- Mówił, że może przeżyć jeszcze ze trzy miesiące. Dał mi płyn do przemywania jej nowotworu i tabletki doustne. Nie mogłem go zastosować. Rzucała się z bólu jak diabeł po święconej wodzie. 

- Skąd ta metafora? Jesteśmy w Kioto. 

- Interesuję się różnymi wierzeniami...Była tak ufna, a ja nie mogłem jej pomóc. Lekarz wykluczył operację. Mówił, że się udusi i że nie przedłuży jej życia, a przyniesie jedynie jeszcze większe cierpienie. 

- Nie próbowałeś pójść do innego. 

- Inni w tej klinice udawali głupich. Mówili, że to nie nowotwór, tylko skaleczenie i że powinna przyjmować leki. A wiedzieli bardzo dobrze. - 

- Kochałeś ją? 

- Tak...I ona jedna była mi wierna. 

- A ja, Nezumi?  A ja? 

- Ludzka wierność niewiele znaczy. 

- Psia coś znaczy. Ale Mitsuko to nie Hachiko. Podobno koty tęsknią za miejscem, a nie za człowiekiem. Nie położą się na twoim grobie. 

- Niewiele o tym wiesz. 

- Powiem Nakamurze, że uważasz, że nie zabił człowiek. Uśmieje się. 

- To była bardzo czuła i delikatna zbrodnia. Żaden człowiek by takiej nie popełnił. 

- Mam patrzeć z tobą w ścianę? 

- Będziemy w kontakcie. 

- Wypraszasz mnie?  Jesteś chyba naprawdę chory. Koty ważniejsze od ludzi. 

- Zostań, ale mi nie pomożesz. 

- Znam większe traumy. Przecież nie przytulałeś jej? 

- Przed śmiercią kładła się na mnie z tym nowotworem, który miała w okolicach sutków.  Kiedy byłem rozebrany przylegała do mnie mocno i czułem jej ciepło. Słyszałem jak bije jej serce, w innym rytmie niż moje. 

- To już prawie jak zoofilia. Nie bałeś się zainfekować? 

- Nie mów tak. Nic z tego nie rozumiesz. Matka też była zazdrosna...Kiedy zobaczyłem niewielką rankę na jej ciałku wiedziałem, że umrze. Licho wyzierało z niej złośliwie. Wiedziałem, że będzie rosła i nie zagoi się. Tak było z Etsuko. Po operacji cierpiała jeszcze bardziej. 

- Jesteś jak dziecko, Mistrzu. Pokazywałeś mi zdjęcia. To wyglądało potwornie. 

- Ten lekarz mówił, że na zewnątrz była tylko niewielka część nowotworu. Dwie trzecie było w środku. Popadła w apatię, nie jadła, nie piła, ale kiedy przyniosłem jej wtedy wodę... 

- Popłacz sobie. 

- Nie potrafię...Moja miłość umarła. 

- Myślałam, że medytacja to spokój. 

- Tak. Kiedy skonała spłynęło na mnie jakies światło i spokój. (To było w środku głuchej, ciemnej nocy).

       Siedzieli w milczeniu. Potem poszła. Rano zadzwoniła do Nakamury. 

       - Nie uwierzysz, kto zabił. To panda! Miałem nosa z tym chińskim tropem. Nie znamy motywu. Musimy sprawdzić kim była w poprzednim wcieleniu. 

      - Ale odciski palców...

      - Mają takie jak ludzie. 

      - Nezumi to wiedział. 

      Nakamura roześmiał się jowialnie: 

      - On wie wszystko!  




      


 

Komentarze

  1. To nie jest ten utwór, o którego ukończeniu wspominałem...

    OdpowiedzUsuń
  2. - Ach, jakie to były piękne czasy, gdy Pani Inspektor z nami była! I dobrze, że się skończyły. Podobno zajęła się montażem paralektycznym. Profesjonalnie.
    - Chodźmy już zidentyfikować tego denata, bo na wiolonczeli dzisiaj gram.
    -Ty? Na flecie raczej! A skąd on?
    - Z rzeki...No wlazł drugi raz...
    - Ostatni chyba.
    - Niekoniecznie. Patrz, ugryzienie.
    - Może pies...
    - Eee nie, małe takie...
    - Pluskwa?
    - Raczej sumienie.
    - Czy to boli?
    - Zależy czy żyjesz...
    - Czyli go nie boli?
    - Nie wiem.




    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty