Błogość


         Zimowa pogoda w święta Bożego Narodzenia nie jest niczym nieoczekiwanym. Wczoraj przed zachodem słońca było pięknie. Brakowało tylko śniegu, żeby było jak za dawnych czasów. 

      Chętnie zaszyłbym się w leśnej głuszy i patrząc na zachód słońca, kruki czy wrony, podziwiał śpiącego jelenia -  jak na obrazie tego zacnego malarza. A potem zamarzł...

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. A może to wschód słońca? 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie pamiętam. Gdzieś chyba przeleżałem...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. https://www.facebook.com/share/r/1D3aGDbbKD/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do tego Bożego Narodzenia to bym się nie zgodził, Jezus się nie narodził 25 grudnia, to wymysł kościoła z IV wieku. A tak w ogóle narodziny Boga to absurd. Co innego zimowa pogoda w czas tradycyjnie świąteczny. Taka pogoda należała też do tradycji, niestety wszystko przemija...
    A kruki nie podziwiają śpiącego jelenia, czekają aż będą mogły się pożywić. Takie życie, każde się kiedyś kończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezus nie urodził się pośród śniegu lecz pod palmami.
      Twierdzenie o tradycji zimowej pogody jest wiec kłamstwem logicznym.
      W Australii tradycyjna Bożego Narodzenia tradycja jest w środku lata.
      Żałosna jest logika logicznego.
      No chyba, ze Pan na Zagrodzie a resztę ma w nosie.

      Usuń
    2. Głupota tego co napisałeś polega na braku zrozumienia slowa tradycja i łączenie go z narodzeniem się jakiegoś Boga. Tradycja to są obyczaje danej społeczności, a narodziny Boga to jest bzdura bo Bóg jest przecież wieczny. Natomiast data urodzin Jezusa jest nieznana, wiadomo tylko że nie było to 25 grudnia.
      Jezus nie urodził się w Australii, więc data którą tam się obchodzi to też tylko tradycja i jest to przejęta tradycja z Anglii, gdzie w tym czasie jest zima.

      Usuń
    3. Zastanawiam się nad "tradycją". Na ogół mamy do czynienia z tradycją religijną w formie obrzędów, zwyczajów. Czy tradycja obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia należy do tradycji religijnej czy można obchodzić te Święta nie będąc religijnym? Czy jest sens uczestniczyć w czymś, w co się (ostentacyjnie wręcz) nie wierzy? Czy to nie jest może jakaś hipokryzja? Nie czepiam się nikogo, zastanawiam się.

      Usuń
    4. Goldi,
      to może zdefiniuj czym jest wiara?
      Mianowicie wiara, ze Jezus inkarnował się jako Słowo w ludzkie ciało, urodził się jako Syn Boży.
      Jeśli ktoś w 100% wie, że to jest prawda wtedy taka osoba obchodzi Boże Narodzenia.
      Domyślam się, że wiara to mniej niż 100%
      Czyli może się urodził na 90% a 10% ze to jakaś lipa.
      Z polskiego miałem minus 3 w ósmej klasie więc pozwolę Wam zdefiniować czym jest dla Ciebie wiara.
      Ja mam pewność więc jestem poza wiarą.
      Z tego co napisał Piotr wynika, ze był Mikołajem, czyli tak jak w Sowieckiej Rosji obchodzi święto Dziadka Mroza, w Narodziny Syna Boga bowiem nie wierzy.
      Jak by nie było ja wiem, a wierzący sobie debatują, na tak albo na nie albo na coś pośrodku.

      Usuń
    5. Goldi.
      A na czym by miało polegać to nie obchodzenie Gwiazdki przeze mnie. Miałbym iść w tym czasie do roboty, czy co? 😀 Są dni ustawowo wolne, więc mam je wolne. A choinka i prezenty nie mają nic wspólnego z jakimiś narodzinami Boga, tak samo jak obżeranie się do rozpuku. Do tego mam wybór, albo narodziny żydowskiego Boga, albo słowiańskie Szczodre Gody. 😉

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. W Nowym Jorku, gdy przyjechałem tam na emigracje w 1985 roku, Polonia mnie uczyła lokalnej mądrości:
      Polak Tobie już pomógł jeśli nie pomógł.
      Ludzie w swojej większości Goldi - żyją w ciemności ciemni tego świata rządzonego przez szatana.
      Im dalej trzymasz się od tych ludzi tym lepiej dla Ciebie.
      Gdy jeszcze wiesz, ze najwięcej bezrobotnych na tym Wszechświecie jest bezrobotnych Aniołów, prawie nikt bowiem w swoim twardym ego nie zwraca się do nich o pomoc - wtedy wiesz, ze nigdy ale to nigdy nie jesteś sama na tym świecie.
      Nie musisz się miotać, nie musisz polegać na sobie.
      Gdy pozostajesz w wierze:
      ani Twoje oczy nie widziały tego nigdy,
      ani nigdy nie słyszałaś o takich rzeczach,
      ani nawet nie jesteś sobie w stanie wyobrazić cudownego życia, jakim obdarzy Ciebie Twój Ojciec w Niebie.
      Jeśli z każdym rokiem masz lepiej, wtedy wiesz, ze idziesz właściwą ścieżką przez życie.
      Nie zostaliśmy stworzeni aby polegać na ludziach czy na sobie samym.
      Zaden filozof nie czyta Biblii ze zrozumieniem, wiec nie ma kto Ciebie nauczyć Prawdy.

      Usuń
    9. No tak Goldi, przy moim stole i poza stołem mówię dzieciom o bujdzie, szczególnie gdy zapytają i one to potrafią zrozumieć lepiej od dorosłych i Danka. U mnie przy stole rodzice nie mają nic przeciwko. Dawanie prezentów, choinka i obżeranie się nie są rytuałami religijnymi dla mnie, a jak komuś się tak wydaje to jego sprawa. Tradycja zawsze jest narzuceniem komuś czegoś, obojętnie czy w to wierzy czy nie.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. To tak, jakbym przyjechała do obcego miasta i nie miałabym kogo spytać o drogę. Ludzie koło mnie muszą być. Ja się ich pytam 🙂

      Usuń
    12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    13. Goldi,
      po mszy w polskim katolickim kościele idziemy do parafii na ciastko z kawą.
      Tam zawsze przysiadam się do innego stolika.
      Poznaję naszą lokalną Polonię, czym żyją.
      Zawsze każdego dnia o 6:30 rano do 9tej w lokalnej kawiarence spotykają się emeryci.
      Mam z nimi fantastyczne rozmowy, zawiązałem przyjaźnie.
      Gdy tak nagadam się przez dwie godziny mam dawkę kontaktu z ludźmi.
      Dowiaduję się, jaka była Ameryka przed moim przyjazdem do Stanów. Czym żyli gdy byli młodzi.
      Fantastyczne rozmowy.

      Usuń
  13. Piotrze,
    obnosisz się chełpiąc, że swoje własne wnuczki nauczasz o ateizmie.
    Tymczasem z Ewangelii wiemy,
    czytałeś ok 5 razy wiec nieznajomością Pisma nie możesz się zasłaniać.
    Jeśli ktoś tylko jedną osobę odciąga od Boga, lepiej aby się nie narodził w ogóle, zapowiada Jezus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danek obnosisz się z tym swoim Jezusem, ale on nic nie znaczy, poza gadaniem Tobie podobnych nawiedzonych dogole go tu nie ma. Pomimo jego gadania narodziłem się i mam się dobrze. Poza tym na świecie rządzi jak mówisz szatan, a Jezus siedzi podobno na tronie po prawicy i założywszy nogę na nogę, ma w nosie to co się tu dzieje. W odróżnieniu ode mnie, zawsze, gdy się boisz, gdy masz kłopoty, zaczynasz szukać pomocy. Ta pomoc nigdy faktycznie nie nadchodzi, sa tylko twoje przypuszczenia, że ją dostałeś. Nawet Jezus na krzyżu czekał na pomoc, a w końcu rozczarował się i krzyknął: «Ojcze, czyś mnie opuścił?». Musiała w nim zrodzić się wielka wątpliwość, to było wielkie pytanie.
      Nic się nie działo, a on przez te wszystkie lata wierzył, że Bóg przyjdzie, aby go zbawić, swojego jednorodzonego syna. Nikt nie przyszedł. Jezus Chrystus musiał umrzeć w całkowitym rozczarowaniu.
      To co jest napisane w jakiejś Ewangelii ma takie samo znaczenie dla mojego życia, jak to co jest napisane w książce z baśniami Andersena, czyli żadne. Niczego mi tu nie brakuje, a żyje w odróżnieniu od Ciebie, w swojej ojczyźnie, tam gdzie sa groby moich przodków. Potrafię sobie dać radę bez spieprzania do Ameryki i bez pomocny naiwnych baśni.

      Usuń
  14. Tak się zamyśliłem.
    Mamy tutaj Filozofa, mamy wielu przecież mądrych przedstawicieli polskiej inteligencji.
    Przychodzi zwykły człowiek z ulicy w osobie odziu -
    wylewa pomyje na osobę Jezusa na waszych oczach, nikt nawet nie powie jednego słowa mądrości.
    Czy wszyscy tulicie swoje mądre uszy?
    A potem ludzie się zastanawiają dlaczego coraz mniej uczęszcza do Kościoła?
    Pozwalacie prostactwu kierować swoim życiem.
    Przesłanie tego co napisał odziu jest kłamstwem szatana.

    Jezus bowiem oczekiwał swojej chwały, postrzegając ukrzyżowanie jako drogę do wypełnienia swojej misji, ukończenia dzieła i powrotu do boskiej chwały, którą dzielił z Ojcem, nawet doświadczając intensywnego cierpienia i modląc się, aby „kielich” śmierci go ominął, ostatecznie jednak poddając się woli Bożej dla zbawienia ludzkości.
    Ta „radość, która była przed Nim”, obejmowała Jego wywyższenie, odkupienie grzeszników i objawienie Bożej miłości poprzez Jego ofiarę.
    Pamiętajmy, że Jezus nie tylko był Synem Bożym, miał w sobie też charakter człowieka, czującego ból cierpienia, emocjonalny ból opuszczenia przez wszystkich.
    Był to moment głębokiego cierpienia, w którym Jezus czuł się opuszczony przez Ojca (u Mateusza 27:46).
    Jednak umierał patrząc w przyszłość, gdy stanie się Zbawicielem, gdy zasiądzie obok Ojca na Tronie.
    Jezus modlił się o dokończenie dzieła, które Mu powierzono, a które zakończyło się na Krzyżu (u Jana 17:4-5).
    W agonii ( u Łukasza 22:41-44) Jezus poddał się woli Ojca, rozumiejąc konieczność Krzyża dla odkupienia.
    Był to jednocześnie moment ostatecznego zwycięstwa i chwały, ponieważ złamał moc grzechu i śmierci, umożliwiając wierzącym doświadczenie Jego boskiego życia.
    Amen?
    Czy ktokolwiek jest w stanie powiedzieć w tym miejscu Amen?

    Ludzie, nie dajcie się prostym ludziom manipulować.
    Własnie narodził się nam Emanuel.
    Tylko poprzez Niego mamy zapewnione wejście do Nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanawiam.
      To zwykli ludzie tworzą ten świat, a ortodoksyjni wielbiciele jakiegoś odłamu wiary Mojżeszowej, jak jeden kaznodziej, ktory tu wlazł z butami na blog twórcy literackiego, potrafią stworzyć tylko niezbyt liczną sektę. Wlazł tutaj i realizuje jakąś misję szerzenia wiary swojej sekty, jakby był u siebie, nie zwracając uwagi na to, że Filozof, którego to jest blog, wyznaje zupełnie inne poglądy, a blog stworzył do prezentacji swojej twórczości, a nie do prezentacji poglądów nawiedzonego ortodoksa.

      Jak Jezus czuł się opuszczony przez ojca, to widocznie tak było i żadne gadanie tego nie zmieni. Nie poddał się on woli Bożej, tylko woli rzymskich oprawców. Wola boża to mniemanie, a wola oprawców to fakt rzeczywisty. Istnienie transcendencji jest cały czas jedynie przypuszczalne, choć nie wykluczone, natomiast istnienie żydowskiego Boga z biblijnych mitów jest zupełnie nieprawdopodobne. Tyle mówi tutaj zwykły człowiek z ulicy, tylko dlatego, że agresywne wymądrzanie się ortodoksa na tym blogu jest irytujące.

      Usuń
    2. odziu,
      irytująca jest ignorancja tego zwykłego człowieka.
      To może zapytam wprost:
      czy rzeczywiście wierzysz, że nic poza rozrzucającymi się atomami ciała Twojej żony -
      ze nic nie zostało po niej?
      Ot tak sobie żyła, chodziła po tej ziemi.
      Kochała Ciebie, mieliście dzieci -
      a teraz absolutnie nic po nie nie zostało?
      Czy naprawdę jesteś aż tak prosty?
      Wsłuchaj się w swoją intuicję.
      Jak najbardziej dzisiaj żyje Twoja żona pięknym, radosnym życiem.
      Obserwuje Ona co się u Ciebie dzieje.
      W chwili Twojej fizycznej śmierci będzie przy Tobie.
      Chciałbym naprawdę usłyszeć od Ciebie, że nie ma Twoja żona duszy, która przeżyła Jej fizyczna śmierć?

      Usuń
    3. Danek, wyobraź sobie, że umierasz i spotykasz tam gdzieś swoją Żonę z wałkiem do ciasta w dłoni, a obok niej stoją wszystkie te kobiety, które bzykałeś gdy ona z góry Ciebie obserwowała. To mówi mi moja intuicja.
      Kiedy Ty kurde zrozumiesz wreszcie co to jest życie? Jak chcesz spotkać swoją żonę po śmierci, objąć ją ramionami i ucałować w usta, gdy tych ramion i ust już nie ma. W wyobraźni?
      Moja Żona na pewno nie miała takiej duszy o której Ty opowiadasz bez żadnego, nawet najmniejszego dowodu na to, że mówisz prawdę. Na pewno też nie spotkam ją żywą w jakiejś transcendencji rządzonej przez hebrajskiego Boga, bo takiego czegoś nie ma, a ona nie żyje. Jej życie się skończyło i moje też się skończy, żywi już na pewno się nie spotkamy. To jest pewne. Natomiast kwestia, dotycząca tego czy cokolwiek z człowieka po jego śmierci ulatuje gdzieś tam poza świat materialny, nie ma żadnego potwierdzenia, ale też nic tego nie wyklucza. Jedno jest pewne, że żyjące to już nie jest i na pewno nie obserwuje gdzieś „spoza” ten materialny świat żywych, bo nie ma oczu. Między życiem, a tym co ewentualnie po śmierci, jest tak zwany horyzont zdarzeń, który nie przepuszcza niczego w obie strony. Tak jak my nie widzimy co tam, tak i tam nie widzi co tu. Ja jestem tego pewny. Moja intuicja mi mówi, że spotkanie żywej Żony, gdzieś poza światem, jest nieprawdopodobne.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty