Mgielnie

Późna jesień ma swe uroki. Nawet jej ciepłe barwy nie znikają doszczętnie, choć lodowata ręka zaprasza już gestem do królestwa szarości i chłodu.
Piję wodę z brudnej kałuży. Mój szorstki język zatapia się w błocie, w którym nuża się księżyc, a krople deszczu wystukują nagrobną kołysankę. I wszystko w mżawce zamiera i mże w ostatecznej ułudzie. Jak opadły liść przemokłem już do suchej nitki, ale to zwierzę we mnie o tym nie wie i wciąż czegoś szuka. Księżyc ma smak złotej rybki. Rozpływa się na złorzeczących wargach. Szukam go nawykowo, bo w deszczu i we mgle znika, ale kiedyś tu był.
Nie bój się, nie skoczę ci do gardła. Przecież nie jestem człowiekiem. Tylko już więcej nie mów do mnie: Du bist Untermensch!


Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJa tego studenta spotkałem jakiś czas wcześniej, więc takich skojarzeń nie mam...
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNa Małym Dziedzińcu UW wieczorem. Byłem tam zupełnie sam i na jego widok uciekłem. Nie miałem pojęcia, że jest studentem. A Panią Portierkę znałem z widzenia, bo miałem tam wykład. 😥
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPrzestraszyłem się tego człowieka. Pisałem już zresztą tutaj o tym.
UsuńMiałem wykład w dużej sali obok Audytorium Maximum.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPowiało grozą. 😀 Ale deklaracja o nie skakaniu do gardła trochę mnie uspokoiła. Podobno ci co jedzą tylko mięso, mogą pić wodę z kałuży, flora w jelitach im na to pozwala. 😉
OdpowiedzUsuńTo picie wody z kałuży to oczywiście metafora...🙂
OdpowiedzUsuńCo nie znaczy, że takiej wody nie można pić. 😀
UsuńMożna...I ludzie czasami piją 🙂Ale w moim utworze nie ma niczego groźnego. Tam, gdzie jest poniżenie, jest zawsze frustracja.
UsuńTo się ciągle dzieje, mniej oficjalnie, ale nie mniej skwapliwie. Dobrze mieć chłopca do bicia, żeby sobie ulżyć i się wyżej poczuć.
OdpowiedzUsuń