Lato we wspomnieniach oprawców


      

       Sierpniowa drzemka nie sprzyja refleksji na tematy poważne. A pytanie "Kim jest człowiek?" wydaje się abstrakcyjne, bo przecież ludzie są różni. A w dodatku postrzegamy życie zawsze z własnej perspektywy, jak malarz na załączonym obrazku. 
Czasem wyśmiewając zbyt wiele, albo zbyt wiele opłakując, potępiając lub wychwalając. 
     Zdarza się,  że to pytanie wywołuje w nas poczucie dumy z tego kim jesteśmy jako ludzie, piękni jak najpiękniejsza muzyka i obrazy mistrzów, zdolni do poświęcenia i miłości,  ludzcy ...Ale czasem bywa bolesne - uderza w nas jak kamień, albo rozdziera nam serce...Jak to możliwe - pytasz - że istota rozumna może być tak okrutna? W te sierpniowe dni trudno ci o tym nie myśleć. Pojawiają się obrazy z historii mordowanego i zrównanego z ziemią miasta. To nie była Kartagina. Wśród mordowanych byli członkowie twojej rodziny. Niektórzy uratowali się, bo leżeli pod trupami. 
   Nie myślimy na ogół, że to samo może dziać się gdzieś teraz (a dzieje się)💧...A lipiec, czy nie budził podobnych wspomnień? I czy najważniejsze jest, że niewinnymi ofiarami byli bliscy?
     Zdarzało się po latach, że zbrodniarze miękli. Jak stara Ukrainka, która nie chciała pójść do piekła i niemiecki żołnierz, który "tłumił" Powstanie. Ich relacje, przypominane po latach budzą grozę i bezgranicznie współczucie dla ofiar...

  
    Ale są też świadectwem, że niektóre wspomnienia potrafią wstrząsnąć nawet najokrutniejszym człowiekiem, choć ma to miejsce niezwykle rzadko. W innych, jeśli mówią o tym z dumą lub starają się zapomnieć, albo tłumaczą okolicznościami, sumienie w ogóle się nie budzi. Zabijani i poniżani to dla nich nie byli ludzie. A my sami potępiamy ich, bo przecież nigdy czegoś takiego byśmy nie zrobili. O wiele gorzej kiedy z tym sympatyzujemy - w czym pomagają nam 
usłużnie propaganda i ideologia i wewnętrzne zaślepienie. 

     Pytanie o naturę ludzką jest, mówiąc nieco górnolotnie, stare jak świat, jak cywilizacje - indyjska, grecka, chińska, egipska...I istnieją na nie różne odpowiedzi, które w uproszczeniu wyglądają tak:

Człowiek jest rozumny i dobry z natury, ale to może ulec w nim zniszczeniu lub zaprzepaszczeniu. 

Człowiek jest okrutny i zły, ale może się z tego (albo i nie może) podnieść. 

Człowiek nie jest ani dobry, ani zły, a to kim się stanie zależy od wielu uwarunkowań (środowisko, wzory kultury, okoliczności historyczne jak wojna), ale też od jego woli. 

     Żadnej z tych odpowiedzi nie da się uzasadnić w sposób całkowicie racjonalny, przez odwołanie się do wiedzy naukowej. W każdej obecny jest pewien element wiary. Te wyobrażenia o człowieku jako istocie gatunkowej  nie odwołują się jedynie do faktów, lecz także do wartości przez nas uznawanych. Mają one istotne konsekwencje dla rozumienia charakteru wpływu, jaki społeczeństwo wywiera na jednostkę. Na przykład przekonanie, że człowiek jest z natury zły może uzasadniać istnienie wspólnoty politycznej opartej na rygorystycznym systemie nagród i kar. 
     
     Nie ma,  w moim poczuciu, sensu wychwalanie natury ludzkiej (jakiej nie ma), ani pastwienie się nad nią.  Można starać się ją rozumieć i samemu  uchronić się przed wewnętrzną destrukcją. Ale to się nie dzieje przez oświecenie, nawrócenie, czy nawet przez poczucie ogromu własnych win, albo przez długotrwały psychiczny wzrost i moralne samodoskonalenie - raz na zawsze...Nie ma jednego przebudzenia. Budzimy się codziennie do nowego dnia... 
      
     

   

      

     


      

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty