Schwermut
Najtrudniej czasem zacząć opowieść...Tej nocy nic się nie wydarzyło, ale Caspar wyszedł z domu około trzeciej. Miał na sobie płaszcz, ale mimo to drżał z zimna. Odkąd Clara oznajmiła mu, że nie mogą się więcej spotykać, postanowił adorować Samotność. Jednak ta nie była mu przychylna. Stale ktoś ją zakłócał i rozpraszał i jedynie noc mu pozostała, dopóki nie zmorzył go sen ciężki jak grobowy głaz.
A był tam po drodze pewien samotny cyprys. W księżycowej poświacie wydawał się blady jakby sopielił go piorun. Caspar wyobrażał sobie, że gdzieś niedaleko musi być wejście w czeluść prowadzącą w zaświaty. Zdarzyło mu się potrącić stopą jakąś pożółkłą czaszkę, ale życie wokół zamarło. Nagie drzewa drżały na wietrze. Czasem przemknęła jakaś mysz, czmychając spod bystrego spojrzenia puszczyka lub sowy. Poza tym pies z kulawą nogą nie odwiedzał tej okolicy.
Nie wierzył w opowieści o duchach, ale gdyby nagle zjawił się przed nim człowiek zacząłby przed nim uciekać. Zatopił się powoli w myślach i całkiem bezwiednie dotarł nad staw. Przysiadł na kamieniu i na chwilę zasnął. A kiedy się obudził zobaczył, że ktoś nad nim stoi. Na ucieczkę było już za późno. Nie mogła to być jednak ludzka istota. Jej suknia ociekała wodą i unosił się nad nią gnilny zapach.
- Z kim mam przyjemność zapytał?
Ale Zjawa milczała i dopiero po dłuższej chwili usłyszał jej łkanie. Zamarł w bezruchu. W końcu płacz ustał a zjawa rzekła:
- Nie poznajesz mnie? To ja, Clara...
Spojrzał jej w twarz. To nie mógł być ktoś inny.
- Kiedy rodzice zabronili mi się z tobą widywać uciekłam i tu nad wodą postanowiłam zakończyć żywot. Teraz zmieniłam się w wodnego demona. Kogo ochlapię błockiem, ten niedługo umrze. Modliłam się, żebyś to był ty. Teraz już na zawsze będziemy razem.
Caspar zauważył, że jest mokry.
- A co będzie jak jeszcze ktoś się zjawi? - spytał.
- Urok przestanie działać. Nie martw się. Tutaj jest mi dobrze. Mam obfitość wody, a ryby są tu łagodne i przysypiają w mule. Ty też poczujesz się lepiej. Ostatnio byłeś taki przygnębiony. -
Dla Caspara była to całkiem dobra perspektywa. Nie musiał już za nikim tęsknić. I ja chętnie zakończyłbym w tym miejscu mą opowieść. Ale dziewczyna nie przeczuwała nawet, jaki los go czeka. W przeciwieństwie do niej był tylko człowiekiem i po utopieniu się w stawie musiał umrzeć.
Wszystkie drzewa na tym pustkowiu załamywały z żalu gałęzie, a zjawa z braku zajęcia umierała z tęsknoty. Jednak był ktoś kto rozpaczał bardziej niż ona...Była to Samotność...



Ma się pod jesień, a wkrótce zima. Stąd takie jesienno-zimowe klimaty...
OdpowiedzUsuńCo Ty, jeszcze będzie gorąco ☀️🌞☀️
UsuńAle widzę że będę płakać 💧💧💧
Może być nawet upał, ale lato mia za szybko.
Usuń...Mój utwór, rozważany sam w sobie, nie jest chyba aż tak bardzo smutny. Chociaż trochę może jest. 🙂
mija
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZrozpaczona samotność. Kto by się spodziewał. Groza... 😉
OdpowiedzUsuń