Kilka myśli o zanikaniu
"Przypuść żeś już umarł i życie swe zakończyłeś, a resztę życia, która została ci darowana, przeżyj zgodnie z zasadami natury" - napominał siebie Marek Aureliusz. Ta szlachetna myśl napełnia nas spokojem, jednak stwarza dystans wobec życia, na które należy patrzeć beznamiętnie, jak na to, co minione.
Nie tak trudno sobie wyobrazić, że życie ma się już właściwie poza sobą. Zależy to od wieku, stopnia utraty zdrowia i od często tragicznych okoliczności życia. Z wiekiem okazuje się, że większości ludzi, których znaliśmy już na świecie nie ma, sił ubywa, a perspektywa istnienia staje się coraz krótsza. Kiedy myślimy o życiu tych, których już nie ma, o tym, czym żyli, o ich radościach i uniesieniach, o ich zapobiegliwości i konfliktach, o tym jak osiągali sukcesy i marnowali swe życie, o ich egoizmie i poświęceniu, udrękach, przyjemnościach, rutynie życia i nieoczekiwanych zwrotach losu, możemy łatwo złapać się na myśli, że wszysto to było daremne i jest "jak dym i wiatr". Ale ta myśl, mimo melancholii, lęku i żalu, jaki wzbudza, zarazem może uwalniać.
Marek, oczywiście, mówi o czymś innym. O potrzebie rezygnacji z pragnień...Jego postawa wobec życia opiera się na wdzięczności wobec losu i życzliwości. "Pożądać niemożliwości jest szaleństwem", a to właśnie czyni człowiek zły - zauważa. Ale, co to znaczy żyć w zgodzie z naturą? Zamiast szaleć pod wpływem namiętności, żyć rozumnie i zachować spokój ducha - przyjąć swój los i nie potępiać niepotrzebnie innych ludzi. Smutek, lęk, pożądanie, gniew nie mogą przejmować nad nami kontroli, bo tak traci się wewnętrzną wolność. Człowiek ulegający pragnieniu doznawania przyjemności wyczerpuje swe siły i może też krzywdzić innych ludzi. A ile można żyć poczuciem "On mnie poniżył, on mnie skrzywdził!", koncentrując na kimś wszystkie swoje frustracje. Czy dobrze, jeśli paraliżuje nas lęk przed tym, co może i przed tym, co musi się zdarzyć? Albo, kiedy obwiniamy się o rzeczy, na które nie mamy wpływu.
Spokój spokojem, ale możemy też spojrzeć na życie z miłością jakiej nie czuliśmy wcześniej. Dopóki jeszcze można, dopóki istniejemy. Stoik mówi, że zdarzeń nie obchodzi, co o nich myślimy. Ale, czy można i należy czuć dystans wobec tego, co się przydarza, nie czując miłości?...Ludzie, którzy nie kochają nikogo są głęboko nieszczęśliwi, choć sobie tego nie uświadamiają. Przed śmiercią myślą, że źle przeżyli swe życie, bo nie robili tego, co by należało, albo za mało kogoś kochali. Z nadzieją i obawą, albo z zabobonnym lękiem wypatrują nieśmiertelności, zamiast istnieć w chwili, która przeminie, ale teraz jest wszystkim.
Mimo woli przypomina mi to dawną japońską opowieść. Pewien młody człowiek bał się śmierci i ożywiało go namiętne pragnienie nieśmiertelności. Dowiedział się o krainie, w której żyją Nieśmiertelni, ale nie mógł do niej dolecieć. Nie pamiętam już dokładnie, ale ktoś, zapewne istota jakoś boska, mu pomógł, poniósł go tam jakiś ptak i został jej mieszkańcem. Po pewnym czasie równie namiętnie zapragnął jednak powrócić do świata istot śmiertelnych...bo tylko w tym świecie naprawdę się żyje. Czy życie byłoby piękne, gdyby nie przemijało? Piękno jest delikatne i ulotne, i bardzo kruche...
W życiu często przeżywamy jakąś stratę. Czy jednak to, co tracimy, należy oceniać jednakowo? Czy na przykład utratę zdrowia można porównywać z utratą mienia, czy z możliwością utraty przyjemnych doznań, a "odejście" najbliższej osoby ze stratą czegokolwiek innego? Epiktet porównywał utratę bliskiej osoby do rozbicia drogocennej wazy. Jeśli mamy świadomość jak kruche jest życie, to nie powinniśmy rozpaczać, nawet jeśli wraz z nią umarła nasza radość.
Są to jednak straty całkiem nieporównywalne. Miłość polega na tym, że bliska osoba staje się cząstką nas samych. Jeśli kogoś kochamy, to nie jest on dla nas choćby najcenniejszym przedmiotem, czy jedynie źródłem pozytywnych przeżyć, albo poczucia bezpieczeństwa. Ważniejsze od poczucia straty jest poczucie, że tej osoby już nie ma. Jest to bolesna, psychiczna rana, ale przecież w miłości nie zawłaszczamy drugiej osoby. To nie tylko my tracimy cząstkę nas samych, to ta osoba straciła coś najcenniejszego - życie. Trudno, żebyśmy nie czuli z tego powodu żalu, który musimy jakoś unieść.
Dopiero po jakimś czasie zdarza się, że godzimy się ze stratą, choć nie zawsze możemy jak Zhuangzi "bębnić w misę i śpiewać", pocieszając się, że śmierć jest powrotem do natury. Możemy przypominać sobie szczęśliwe chwile przeżyte z tą osobą, myśleć o tym, co czułaby, gdyby mogła coś z nami widzieć lub poczuć. Możemy z nią rozmawiać, ale tej osoby już tu nie ma i mówimy do siebie. Poczucie bliskości nie znika nigdy, a żal nigdy nie przestanie się w nas odzywać, choć przecież i nas niedługo już tu nie będzie.
Filozofia, w przeciwieństwie do mistyki, jest rozróżnianiem. Czymś innym jest świadoma postawa wobec życia, a czymś innym często nieświadome lub ukryte przeżycia, które płyną w nas głębszym nurtem i nie dadzą się otamować. Afirmacja istnienia nie polega na tym, że jesteśmy stale w euforii, albo w nieustającej pogodzie ducha, że nie zauważamy nieszczęścia i cierpienia innych, albo bezsensu i absurdu pewnych sytuacji życia i umierania. Stoicy byli, paradoksalnie, przekonani, że jeśli nie nazwę czegoś złem, to nim dla mnie nie będzie. Spełniam swój obowiązek, reszta mnie nie obchodzi - napisał Marek Aureliusz. Ale, czy naprawdę nie obchodzi?
Zatem, gdzie się mamy podziać samotni, "bezdomni w świecie całym", jak każdy, kto kocha? Nie pozostaje nic innego jak zamieszkać w nieuniknionym.
Jak mówi Poeta "Wszysko - bez sensu - lecz bardzo jest święte". Czy, jak pisze Filozof "Życie jest cudowne i przerażające zarazem". Nie można widzieć światła nie widząc ciemności. Co wiedzielibyśmy o dniu, nie znając zmierzchu?



Chwila obecna jest niezwykle ulotna, a jednocześnie stanowi jedyną namacalną rzeczywistość, jaką dysponujemy. Przeszłość już nie trwa, przyszłość jeszcze nie istnieje, więc ta jedna chwila staje się wszystkim, co tak naprawdę mamy. Co to tak właściwie znaczy? Większość stresu egzystencjalnego człowieka wynika z rozpamiętywania dawnych błędów lub lęku przed jutrem. Można próbować różnych praktyk aby to od siebie odsunąć. Czy jednak całkowite odcięcie się od tego jest możliwe i czy przynosi natychmiastowy spokój? Moim zdaniem trzebaby całkiem przestać myśleć, co możliwe nie jest. Stres nie jest przecież zły i to on głównie zmusza do działania, jednak nie może to być stres permanentny i nie może być jedynym o czym myślimy. Przecież nasza przeszłość to nie tylko błędy, a przyszłość nie musi przynieść nic strasznego. Trzeba się uczyć panowania nad umysłem na tyle na ile się da, choć nie jest to łatwe.
OdpowiedzUsuńNie jest łatwe, bo trudno odciąć się nie tylko od powierzchniowych emocji, ale i od głębszych przeżyć. A życie przecież kiedyś się kończy i śmierć jest dla większości ludzi "straszakiem".
UsuńTekst jest może chwilami zbyt kwiecisty jak na moje oczekiwania, ale dla autora przynajmniej czytelny...Trudno mi czasem ciąć metafory. "Bezdomny w świecie całym", to słowa pewnego średniowiecznego polskiego wiersza o miłości, który kiedys wywarł na mnie wielkie wrażenie. Ale nie tylko miłośnik, ale i samotnik w pewnym sensie nie mają domu, bo z powodu tęsknoty nigdy nie są "u siebie".
OdpowiedzUsuńNezumi, bardzo ciekawy, zmuszający do refleksji essej napisałeś.
UsuńA moze wyobraź sobie życie nie jako książkę, której wartość zależy od dotarcia do ostatniej strony, lecz jako muzykę. 🎻
Nikt nie opłakuje melodii dlatego, że kończy się po kilku minutach.
Jej piękno żyje po części właśnie w przemijaniu.
Słuchamy, czujemy, zmieniamy się, a potem nadchodzi cisza. Lecz cisza nie wymazuje muzyki.
Może niektóre miłości, niektóre chwile, niektóre życia są właśnie takie.
Bardzo poruszająca, refleksyjna treść.
OdpowiedzUsuńW życiu człowieka nic nie jest daremne i nic nie jest jak "dym i wiatr". Jest dokładnie na odwrót. Wszystko ma głęboki sens i znaczenie. Liczy się wzrost, nie stagnacja, albo co gorsza regresja. Wzrastanie nie przychodzi łatwo, a przynajmniej nie każdemu, ale jest tak ważne. Mimo, że to właściwie truizm, nie zawsze się staramy o ten wzrost. Mam z tym niejaki problem częściej niż bym chciała.
To, że wszystko było daremne, ma uwalniać? Nie uwolni, bo wszystko dopiero na dobre się zaczyna.