O bezpośrednim doświadczaniu życia
Zajrzalem na Lunę z roku 2012. Okazało się, że już wtedy pisałem "Zapiski myszy polnej", ale moim najważniejszym utworem (w luźno ze sobą czasem powiązanych częściach) był "Złowrogi sen Letycji Grave", w którym pojawia się mój ulubiony bohater Aurelio. Napisałem sporo opowieści w tym cyklu. Moja przedwcześnie zmarła blogowa znajoma, poetka i psycholog z Lublina, która wspierała mnie później w walce z bezsennością i zachęcała do wydania moich późniejszych utworów, nie ceniła "Letycji Grave", twierdząc, że te teksty są zbyt fantastyczne i świadczą o pewnym niepokojącym odrealnieniu, niebezpiecznym jej zdaniem dla mojego życia. Pisałem też sporo dla czystej rozrywki i swobody wchodzenia w różne formy...Ale był to akurat okres pewnych moich sukcesów zawodowych - moje seminarium cieszyło się sporą jak na Instytut popularnością wśród studentów, a niektórzy z nich uważali nawet, że są to najciekawsze dla nich zajęcia. Były też ze mną moje przyjaciółki - Marzenka i koteczka Mitsuko, które stały się też postaciami z niektórych moich blogowych tekstów.
W moim życiu poszerzała się jednak przestrzeń nocy. Wychodziłem często robić w nocy zdjęcia, które mój ówczesny Przyjaciel, który pięknie fotografował i interesował się historią fotografii, nazywał żartobliwie "klatkami z horroru klasy B". Robiłem je aparatem w telefonie o rozdzielczości zdjęć tak nikłej, że niewiele było na nich poza mrokiem widać, mimo to szczerze chwalił niektóre z nich za ich niesamowitą aurę. Przyznaję, że były nieco upiorne. Nie nauczyłem się jeszcze grzecznej fotografii. Prawie wszystkie zaginęły...Starałem się na moich przechadzkach po Lunie unikać tematów filozoficznych, ponieważ miałem ich aż w nadmiarze w codziennym kontakcie ze studentami i w pracy intelektualnej. Natknąłem się jednak na taki tekścik:
O BEZPOŚREDNIM DOŚWIADCZANIU ŻYCIA
Człowiek jest istotą rozumną i można chyba zgodzić się z przekonaniem Pascala, że "cała godność człowieka leży w myśli". Jak jednak wiadomo, autor tego zdania paradoksalnie porzucił postawę racjonalną dla religijnej wiary - prawdę rozumu dla prawdy serca. W przeciwieństwie do Kołakowskiego nie widzę w tym niczego niewłaściwego, ani upokarzającego dla istoty rozumnej, o ile tylko wiara nie przyczynia się do pomnażania ludzkich cierpień, nie hamuje rozwoju wiedzy i nie jest źródłem nietolerancji. Jednak poza wiarą i rozumem istnieje jeszcze coś nieokreślonego, co trudno nawet we właściwy sposób nazwać, a co ma istotny związek z ludzkim szczęściem...Jest to w moim poczuciu, tak to nazwijmy - bezpośrednie doświadczanie życia. Nie mam tutaj na myśli zmysłowego smakowania życia, ani prostego jego "oglądu" (przepraszam za ten fenomenologiczny żargon), lecz pewien rodzaj swobodnej kontemplacji, która należy raczej do szeroko rozumianej sfery umysłu niż dyskursywnego rozumu. Dlatego tak bliska jest mi chińska filozofia, której przedmiotem jest bezpośrednie doświadczanie życia.
Jestem przekonany i zarazem przeświadczony o tym, że ludzkie szczęście nie polega na materialnym sukcesie, będącym rezultatem działania, lecz na doświadczaniu własnego życia w związku z całością istnienia i na życzliwej, współczującej postawie wobec innych czujących istot. Kiedy w naszym życiu nad lękiem i innymi negatywnymi emocjami przeważa miłość, wtedy dopiero możemy czuć owo zadowolenie z tego, że istniejemy, mimo ogromu cierpienia, jakiego doświadczają czujące istoty...i my sami.
Jednak, aby takie doświadczanie było możliwe drzwi naszej percepcji muszą być szeroko otwarte. Kiedy są zamknięte, w ogóle nie widzimy świata. Kiedy są uchylone, widzimy go przez szparkę, oczami wylęknionego dziecka albo gospodyni domowej, która patrzy na wszystko z własnego praktycznego punktu widzenia i jest w stanie zobaczyć jedynie świat własnych, splątanych i niejasnych emocji, nastrojów i myśli, a złożone motywy ludzkiego postępowania, dobroć, egoizm i złość, groza i piękno świata, tragizm i spokój natury, i inne tego rodaju jakości metafizyczne uchodzą jej uwadze...Dziecko, które nie jest nadmiernie wylęknione, ponieważ czuje się kochane, może być maksymalnie otwarte wobec świata, a jego ciekawość życia wydaje się tak wielka, że trzeba je czasami przed nią chronić.
Tym, co w tej mojej krótkiej impresji uważam za nadal niepozbawione sensu, jest zwrócenie uwagi na pewną bezinteresowność w poznawaniu świata i dostrzeganiu kontemplacyjnej natury człowieka. Istnieje rodzaj poznania i ucestnictwa w świecie, który wiąże się z oddzieleniem od pragnień i potrzeb, które deformują nasze postrzeganie świata i innych ludzi. W kontemplacji pragnienia te są niejako zawieszone i dzięki temu możemy zobaczyć coś więcej niż lustrzane odbicie naszych własnych emocji - wartość samego istnienia.
Psycholog Maslow nazywał ten rodzaj bezinteresownego i całościowego poznania B-cognition, w przeciwieństwie do D-cognition (deficiency), które służy zaspokojeniu potrzeb (odczuwanych jako brak). Poznajemy wtedy byt, bycie (Being) w rzeczywistym jego istnieniu. Maslow był przekonany, że ten sposób poznawania świata właściwy osobom samorealizującym się charakterystyczny jest dla filozofii chińskiego taoizmu, która z natury nie jest pragmatyczna.
W kwestii wartości wiary całkiem zgadzam się ze stanowiskiem Spinozy, a w czasach nam bliższych Fromma, że ma ona wartość, kiedy umacnia miłość, przyjaźń, życzliwość i pokojowość, a staje się destrukcyjną siłą, kiedy przyczynia się do czegoś przeciwnego. Jak zauważył słusznie znany etyk Hospers "Nie ma takiej najstraszniejszej zbrodni, której nie popełnionoby w imię religii". Jest to coś w rodzaju zawłaszczania wiary przez destrukcyjne emocje lub zachłanny egoizm - potępienie i nienawiść, fanatyzm lub cynizm.
Marian Przełęcki słusznie przypisywał wierze religijnej "racjonalność pragmatyczną" - jeśli człowiek staje się dzięki niej bardziej życzliwy i rozumny, zdolny do przezwyciężenia własnego egoizmu i negatywnych emocji, prowadzi to do wewnętrzenj przemiany i wzrostu. Przełęcki mówił o czymś więcej w "Wezwaniu do samozatraty", ale to już wykracza poza horyzont tej krótkiej impresji.



Tym, co (mówiąc obrazowo) zabija życie, niszcząc jego naturalność, jest przerost mechanizmów obronnych i nadmierny pragmatyzm...
OdpowiedzUsuńNaturalnie to możesz spać w rowie 😄
UsuńGodność człowieka nie jest zmienną tak jak jego myśli, więc nimi pewnie nie jest. Moim zdaniem to fundamentalna wartość, która powinna być szanowana ponad wszystko i przez wszystkich, człowiek nigdy przez nikogo nie powinien być traktowany jedynie jako środek do celu. Ludzkie szczęście jest odczuwane subiektywnie, więc trudno o definicję, jednak tylko niewielu ludzi oddziela je wyraźnie od zapewnienia sobie bezpiecznego bytu poprzez posiadanie jakiegoś majątku. Rządzi prymitywny pragmatyzm związany jedynie z gromadzeniem tego majątku.
OdpowiedzUsuńNasza wiara religijna niestety nie może być rozpatrywana sama w sobie, ale przez pryzmat indoktrynacji nieświadomego dziecka, poprzez korporacyjny charakter kościoła i wykorzystywanie naiwności wiernych do bogacenia się. Wierzący oddają klerowi majątki wierząc, że w ten sposób kupują sobie wieczność, błędnie ją interpretując jako bardzo długi czas i przedłużenie znanego nam sposobu istnienia poza świat materialny. A wieczność taka być nie może. Przy tym Jezus ma być wzorem dla owieczek, a kler ma inny wzór, swój własny. Wierni dziurawe sandały, a oni pozłacane karoce. I to wszystko właśnie jest z gruntu złe.
Nie ma nic bardziej zmiennego niż myśl. I oczywiście trzeba szanować każdego człowieka, który "nigdy i przez nikogo nie powinien być traktowany jedynie jako środek do celu". Ale ta myśl Pascala mówi o czymś nieco innym. O konieczności świadomego, refleksyjnego, a nie bezmyślnego, odruchowego przeżywania życia. Bo tylko wtedy możemy szanować cokolwiek i kogokolwiek.
UsuńAgresywny kołtun nigdy nie zrozumie, że ktoś może żyć inaczej niż on sam. Dlatego plugawi wszystko, co jest wartością dla drugiego człowieka.
Usuń