Zamiast straszenia

      


     Nagromadzenie potworności wywołuje czasem efekt komiczny. Jest to najczęściej rozpaczliwy mechanizm obronny, który ukrywa przerażenie, trudne do zniesienia współczucie dla ofiar, lub poczucie absurdu. Tak można chyba postrzegać np. niektóre ukazujące okrucieństwo obrazy Goyi. 

    Granica jest czasami trudno uchwytna, ale śmiertelna powaga w niektórych sytuacjach zawodzi. Jeden z seryjnych morderców powiedział kiedyś żonie "Nie było mi z tobą dobrze, więc po stosunku z tobą zaspokoiłem się na trupie". Małżonka trochę się tym zaniepokoiła, ale nadal z nim współżyła. Nawet, kiedy znalazła w piecu kawałek nadpalonego kobiecego sutka. Dopiero podczas przesłuchania zeznała, że czuła pewien dyskomfort, ale mąż ją kiedyś mocno uścisnął i przestraszył i seria zabójstw nie została w porę przerwana. 

     Inny nieszczęśnik miał żonę chorą na epilepsję, do której żywił dość silne uczucie.  Podczas orgazmu miała czasami atak. To sprawiło, że później kiedy jej stan zdrowia znacznie się pogorszył, torturował przed zamordowaniem swe ofiary, bo tylko konwulsje i drgawki sprawiały, że czuł się dostatecznie podniecony. 

    Jeden ze skazanych na śmierć przestępców miał żal do sądu, ponieważ nikogo nie chciał zabić i nie zabił, a jedynie ogłuszał przed stosukiem ofiary kamieniem lub młotkiem pozbawiając je przytomności, ale szczęściem przeżyły. Był trochę nieśmiały i trudno mu było nawiązywać z kobietami kontakt. Nie potrafił zrozumieć dlaczego odbierają mu życie, chociaż on nigdy tego nie zrobił. Podobno uderzył się kiedyś w głowę i to nasunęło mu później ów tragiczny dla ofiar pomysł, bo ubytek zdrowia pokrzywdzonych kobiet był znaczny, a niektóre cudem przeżyły. 

    Lew Starowicz, który opiniował podobne sprawy powiedział, że ekscytację seksualną może powodować dziesięć tysięcy rzeczy. Mówił to pół żartem podczas spotkania ze słuchaczami w MPiK-u, ale wiedział jak głęboko może być zdeformowana ludzka psychika i jak tragiczne pociąga to za sobą skutki. W swojej encyklopedii erotyki sporo miejsca poświęcał też uwarunkowaniom kulturowym. 

    Rzecz jasna motywy seryjnych zbrodni mogą być różne. Pewien młody Rosjanin, nazywany szachistą, chciał zamordować 64 osoby, aby wypełnić wszystkie pola na szachownicy. Udało mu się zdaje się pozbawić życia "jedynie" 61 osób, które mordował brutalnie w podmoskiewskim parku, co głęboko go rozczarowało. Zeznał, że gdyby go nie schwytano, to ofiar byłoby jeszcze kilka. 

    Ale bywa, że kiedy słyszymy podobne historie i ten mechanizm obronny nas zawodzi. W USA w początku dwudziestego wieku grasował zbrodniarz, który za zgodą pewnej rodziny, na której wywarł doskonałe wrażenie swoimi manierami, obyciem towarzyskim i ciepłem, wyprowadził na spacer ich małą córeczkę, a po upływie pół roku nadesłał list, w którym poinformował matkę, że ją zjadł i bardzo mu smakowała. Przedtem ją torturował. Skazany za to i wiele innych zbrodni na krzesło elektryczne nie mógł doczekać się egzekucji, ponieważ podniecało go czekające go niewyobrażalne cierpienie.  (Podczas egzekucji, gdy coś nie zadziałało, mózg skazańca dosłownie parował. Zdarzało się,  że było to celowe działanie przeprowadzajacych egzekucję po to, aby wydłużyć bolesne konanie).  Często się przedtem okaleczał, przypalał, itp. Tacy sadystyczni mordercy często padali ofiarą gwałtów, tortur i poniżeń od wczesnego dzieciństwa i innego życia nie znali. 

   Być może należy współczuć także psychopatom,  bo stają się źli. Wzruszył mnie pewien zbrodniarz, który poprosił, aby po egzekucji zbadano w celach naukowych jego mózg, ponieważ nie rozumie i wywołuje w nim to rozpacz, dlaczego to robił. Badanie to mogłoby przyczynić się jego zdaniem do zapobiegania podobnym zbrodniom. 

    Pewien młody Anglik o preferencjach homoseksualnych czuł się tak bardzo samotny, że potrafił zwabioną do siebie ofiarę udusić, a potem sadzać obok siebie na wersalce i oglądać z nią telewizję. Następnie kładł jej ciało do skrytki pod podłogą i wyciągał je w tym celu dopóki nie zaczęło się zbyt mocno rozkładać. Odczuwał bowiem bardzo silny lęk przed opuszczeniem. 

     Żaden z opisanych tutaj morderców nie był podobno chory psychicznie w stopniu mogącym jakoby wpłynąć na świadomość w chwili dokonania mordu. Tak przynajmniej orzekano na podstawie badań psychiatrycznych. Nie wiadomo jednak co przyniesie dalszy rozwój wiedzy, bowiem również w psychiatrii nie jest ona ostateczna. W XVIII wieku np.  zupełnie inaczej klasyfikowano jednostki chorobowe niż teraz  Ale to już zupełnie inny temat...

    We współczesnej filozofii francuskiej, wyrosłej z tradycji egzystencjalizmu, okrucieństwo jest tematem wielu analiz. Poświęcone są one często okrucieństwu wymierzanej kary. W pewnym sensie nie ma bowiem wielkiej różnicy między zawinionym a niezawinionym cierpieniem. Byłem kiedyś pod wrażeniem filozoficznej analizy chińskiej tortury, podczas której  rozkawałkowywano ciało żywego skazańca podając mu, aby wydłużyć cierpienie, opium. Ostatnią taką egzekucję wykonano w 1905 r. Pozostało po niej zdjęcie, które filozof opublikował i które go poruszyło i myślę, że poruszyłoby każdego.  

   Równie sugestywny był opis kwalifikowanej kary śmierci wykonywanej na nieszczęśniku uznanemu za heretyka w osiemnastowiecznej Francji. Egzekucja, która polegała na odcinaniu torturowanemu kończyn i posypywaniu kikutów żrącymi substancjami, a następnie nadpalaniu ich,  zakończyła się bodajże po dwóch dobach, kiedy litościwie pozwolono mu całkiem spłonąć. Ówczesna prasa z podziwem pisała o biskupie, który mimo podeszłego wieku i choroby serca, dzielnie ją nadzorował, aby sprawiedliwości stało się zadość. W jej trakcie wyznał, że kocha skazańca jako swego bliźniego i pragnie jedynie jego zbawienia, do czego konieczne jest wyznanie grzechów, które nie miałoby jednak wpływu na całą procedurę. 

      Całkiem inną kategorię zbrodni, o których "nie śniło się filozofom",  stanowią pogromy i czystki etniczne, podczas których z niewyobrażalnym sadyzmem mordowano tysiące ludzi, nieludzkie eksperymenty medyczne, eksterminacja w obozach koncentracyjnych i marszach śmierci, głodzenie, i mówiąc w sposób ogólny cała brutalna machina i technologia śmierci  uruchamiana nie tylko przez reżimy totalitarne, ale i przez te, które uważają się za demokratyczne,  jak choćby przeprowadzone przez aliantów zbrodnicze bombardowania ludności cywilnej Hamburga i  Drezna, które opisał w swej poruszającej książce Sebald, wspominając też o losie zmasakrowanej przez hitlerowców Warszawy.  Cynizm podobnych zbrodni wyraża się w konstatacji "Zwycięzców nikt nie osądza."  Dla takich zbrodni, jak i dla tragedii Hiroszimy i  Nagasaki szuka się tysięcznych usprawiedliwień. Na przykład, że konieczne było "złamanie morale" narodu niemieckiego, który poparł Hitlera i że był to sprawiedliwy odwet.  W tym wypadku wszelkie mechanizmy obronne w konfrontacji z istniejacymi obrazami i faktami, zawodzą. Przeraża natomiast powszechność takich zbrodni i to, że działy się one całkowicie bezkarnie, a nawet w majestacie prawa. Dlatego np. Różewicz z niepokojem stawiał sobie pytanie, jak po koszmarze masowych zbrodni ludzie mogą jeszcze normalnie żyć.  

      Nie zamierzam tutaj jednak pastwić się nad naturą ludzką. Staram się widzieć w ludziach przede wszystkim to, co dobre.  Chciałbym ją i ich jedynie lepiej rozumieć. Mam wrażenie, że trudno tu o jakiś racjonalny osąd, ponieważ wiedza empiryczna nie uprawnia dostatecznie do niego. Nie ma żadnego dowodu na to, że człowiek jest z natury dobry. Ludzie są bardzo różni - zdolni do poświęcenia i ofiary, i okrutni, zdolni do psychicznego wzrostu i destrukcji.  A nawet jedna i ta sama osoba może być w pewnych sytuacjach życia niepodobna do siebie samej. Co więcej rzekomo niezdolni do empatii psychopatyczni mordercy potrafią kochać swoje żony i dzieci. 

    Jeśli jednak przez naturę ludzką rozumieć jedynie jakąś potencjalność, to człowiek potencjalnie może być dobry. Jak to jednak w sposób paradoksalny wyraził Poeta "Człowiek jest dobry, ale ludzie są źli".  Łatwiej jednak zrozumieć konstatację Nietzschego, że człowiek  to "najokrutniejsze zwierzę", niż rojenia XVIII - wiecznych  filozofów o powszechniej sympatii i życzliwości. Osobiście bardzo cenię Hume'a, który był najbardziej znanym wyrazicielem tego poglądu. Jednak Kant nie bez powodu określał go mianem "marzycielstwa moralnego".  

   Historia jest obrazem sprzeczności, które prowadzą do konfliktów i zbrodni. Nie wiemy nawet, czy ostatecznie tzw. ludzkość nie dokona czegoś w rodzaju nuklearnego samobójstwa.  Taki lęk ma całkiem realne podstawy. Nie należy mu się poddawać i ulegać apokaliptycznym wizjom, choć jak napisał kiedyś w wydanej we Francji książce "Filozofia czasu próby" jeden z moich Nauczycieli, człowiek głęboko wierzący,  "Trąby Sądu Ostatecznego grają coraz głośniej". 

      Niedawno minęło trzydzieści lat od opublikowania przeze mnie tekstu poświęconego radości afirmacji. Nawiązywał on do utworu chińskiego filozofa i prawnika Ching- hsiung Wu "Idea radości w filozofii chińskiej". To bardzo piękny,  obrazowy i konstruktywny utwór, głoszący potrzebę kontemplacji i miłości. Pokazuje on jak trzy najważniejsze chińskie filozofie  - konfucjanizm, taoizm i buddyzm pojmowały radość.  Jednak radość bez świadomości, czym jest życie, jest jedynie pławieniem się w złudzeniu. Trzeba otworzyć drzwi, oczy i serce, i znaleźć jakieś wyjście z konfliktu między ślepym zaufaniem do życia i ludzi, a destruktywną podejrzliwością, i osądzaniem. Jak ktoś bowiem prawdziwie napisał: "Życie jest cudowne i straszliwe zarazem".

      


      

Komentarze

  1. Duże litery "wrzuca" sztuczna inteligencja. Nie mam żadnej potrzeby wyeksponowania jakichś fragmentów tych impresji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Człowiek posiada prawdopodobnie najbardziej rozwiniętą samoświadomość ze wszystkich zwierząt. Daje mu to możność rozpoznawania, rozumienia i oceny własnych myśli, emocji, przekonań oraz motywacji, a także swojego wpływu na innych. Pozwala to świadomie kierować swoim życiem, zamiast działać pod wpływem instynktu czy nawykowych impulsów. Innymi słowy nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla faktu, że są ludzie okrutni. Morderców, sadystów i tym podobnych „detalistów” można czasami podciągnąć pod chorobę psychiczną, ale już zbrodniarzy wojennych, czy sprawców mordów masowych, raczej się nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, Odziu, ja myślę, że to wcale nie są "detaliści". Wszyscy (!?) czasami tacy jesteśmy. Albo możemy takim być/stać się.

      Usuń
  3. Może więc zatem prawdziwe jest, że każdy pojedynczy człowiek jest nieprzewidywalny. Co wiązało by się ze stwierdzeniem Danka, że nie należy polegać na żadnym człowieku. Natura ludzka jest/może być za słaba, by samodzielnie stawiać czoła światu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka jest ta natura człowieka?

      Usuń
    2. Nieprzewidywalna. Wyzwolona sytuacją, warunkami zewnętrznymi. I przez to za słaba na wszystko, co może się zadziac.

      Usuń
  4. Może to być coś innego niż totalna wojna nuklearna. Tymi trąbami mogą być coraz częstsze klęski żywiołowe i inne tragiczne w skutkach zmiany klimatu, choroby i zaburzenia psychiczne i dolegliwości psychogenne, nowe choroby somatyczne itd.
    W obliczu tak wielu realnych zagrożeń, całą nadzieję i ufność lokuję w Opatrzności Bożej:
    "I choćbym szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną".

    OdpowiedzUsuń
  5. Nezumi, kto był tym Twoim Nauczycielem, którego zacytowałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matematyk i filozof Profesor Andrzej Grzegorczyk. 🥀

      Usuń
    2. W młodości był asystentem Władysława Tatarkiewicza...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty