Z myśli o śmierci
"Śmierć pochodzi od Boga; pożarła swego ojca."
To jedna z myśli Canettiego z jego nienapisanej
księgi przeciw śmierci. Miała być, jak myśli Pascala,
nieukończona i nieuporządkowana.
"Nic wstrętniejszego od wyobrażenia sobie
o s t a t n i e g o człowieka. Komu on umrze?"
"Zawsze utożsamia się śmierć z miłością, ale mają
one tylko jedną rzecz wspólną - rozstanie."
"Przeżyć śmierć zwierzęcia, ale jako zwierzę."
"Wymyślić sposób znikania, który pokona śmierć."
Canetti notował takie myśli latami (1942-1994).
"Mrówka nic nie wie o epidemiach i wszystkich
naszych chorobach. Nie zauważa się, kiedy umiera,
gdyż tak szybko może zmartwychwstać. Miss Field
robiła w tej kwestii dosyć okrutne, ale przekonujące
doświadczenia. Spośród siedmiu mrówek, które przez
tydzień trzymała pod wodą, cztery powróciły do życia.
Inne mrówki musiały pościć; nie dawała im nic oprócz
odrobiny wody na wysterylizowanej gąbce. Dziesięć
formica subsericea wytrzymało to przez siedemdziesiąt
do stu sześciu dni. Wśród tych zwierząt doświadczalnych
wydarzyły się tylko trzy przypadki kanibalizmu.
Dwudziestego, trzydziestego piątego, sześćdziesiątego
drugiego i siedemdziesiątego dnia, udało się kilku na
wpół zagłodzonym owadom podać kroplę miodu swoim
towarzyszkom, których stan był beznadziejny. Mrówki
są jedynie wrażliwe na zimno. Wprawdzie z tego powodu
nie umierają, ale zasypiają tak mocno, że wpadają w
praktyczny pod względem ekonomicznym stan
skostnienia i mogą spokojnie oczekiwać na powrót
słońca."
"Na zakończenie sprawy Mengelego przed trybunałem
Telford Taylor, który przez trzy dni siedziałw milczeniu
na podium, wygłosił krótkie oświadczenie. Sam był
również świadkiem; przypomniał sobie występ jednego
z oskarżonych lekarzy wojskowych przed norymberskim
trybunałem wojskowym, który to lekarz niczego nie
żałował. Pytanie: "Jak długo to trwało, od wstrzyknięcia
fenolu do śmierci więźnia? Odpowiedź: "Dajcie mi
jakiegoś człowieka, to wam pokażę."
Do polskiego przekładu myśli Canettiego dołączono posłowie napisane
przez niejakiego Petera von Matta i notę od niemieckiego wydawcy, które
pozwalają lepiej zrozumieć zamiar i myśli pisarza. (Pogranicze, przekład
Maria Przybyłowska). Ciekawe wydają mi się zwłaszcza uwagi dotyczące
tego, jak Canetti odnosił się do gloryfikacji mordowania.
"Kiedy Canetti zaczynał swoje "Zapiski", druga wojna
światowa weszła w najstraszniejszą fazę. Zaczęło się
bombardowanie niemieckich miast. Chodziło o to, by zabić
jak najwięcej ludzi, wszystko jedno, czy żołnierzy, czy też
dzieci i kobiet. Chodziło o ich liczbę. Sama dynamika liczenia
zmarłych stała się codzienną rzeczywistością. W sierpniu 1945
r , po wojnie w Europie, nastąpił jej dalszy ciąg w inny sposób:
przy użyciu bomb atomowych, spadających na Hiroszimę i
Nagasaki. Od roku 1941 reżim hitlerowski zaczął systematycznie
mordować Żydów. Wiedziano o tym już od roku 1942. Obok
wspomnienia nagłej śmierci ojca, którą przeżył siedmioletni
wówczas Canetti, fakty te, do których nie dorosła żadna
wyobraźnia, stały się bodźcem do projektu pisarza: książki
przeciwko śmierci..."
Nie mam zamiaru komentować tutaj przytoczonych
przeze mnie myśli Canettiego, ani tego posłowia.
Przeglądam tę książkę, tak, jak czytał książki Nietzsche
- nie po kolei i zaczynając od dowolnego miejsca,
odkąd ją dwa lata temu kupiłem. Fascynuje mnie, ale
często też odpycha i potem gniewam się na nią nieco,
ale ponieważ leży na wierzchu sterty z książkami,
natrafiam na nią na nowo. Z pewnymi myślami pisarza
nie zgadzam się, czy też raczej nie solidaryzuję i nie
wszystkie stawiane przez niego pytania uważam za równie
dla mnie ważne. Razi mnie obsesyjność tych myśli,
a pociąga dociekliwość. Nie zawsze jednak potrafię
uchwycić ich sens. Na przykład sens myśli, że filozofia
nic nie mówi o śmierci, a mówi o niej coś istotnego
religia (oczywiście nie każda). Jest ona dość
jawnie paradoksalna.
Nie lubię rozmyślań skoncentrowanych wyłącznie
na zjawisku śmierci. Wydają mi się ponure i nie zawsze
"estetyczne", a jednak nie mógłbym tak po prostu
powtórzyć za Spinozą, że "Człowiek mądry o niczym
nie myśli mniej niż o śmierci..." Śmierci nie można
zignorować, a niepokój egzystencjalny jaki budzi,
wydaje się przynajmniej w pewnych okolicznościach
życia nieunikniony. Canetti nie medytuje nad śmiercią,
ale walczy z nią, podobnie jak z usprawiedliwianiem
zabijania, choć walka ta skazana jest na klęskę. Uroczy
jest fragment o mrówkach, które mają więcej (tak zwanej)
empatii niż ludzie i są bardziej od nich niezniszczalne.
Zestawiłem go z o wiele późniejszym fragmentem
nawiązującym do procesu doktora Mengele...


Niewiele mniej niż 40 lat temu opublikowałem swój pierwszy filozoficzny tekst poświęcony argumentom wysuwanym przez filozofów przeciw obawie śmierci. Wtedy świadomość istnienia śmierci była dla mnie właściwie abstrakcją. Dzisiaj jest czymś bardziej niż realnym i towarzyszy mi niemal w każdej chwili życia. Podobnie jak Canetti daleki jestem od pogodzenia się z istnieniem śmierci, choć jej istnienie nie obraża mnie, ani nie dotyka tak mocno jak tego pisarza. Śmierć jest dla mnie czymś naturalnym, ale świadomość tego faktu nie jest żadnym ukojeniem, ponieważ człowiek nie jest jedynie częścią natury. Dlaczego nie jest, dlaczego przestał nią być i jak to rozumieć, to jednak temat do całkiem innych przemyśleń...
OdpowiedzUsuńO tym pogodzeniu sporo pisałem z myślą, że trzeba się z nią pogodzić.
UsuńSaint-Evremond skomentował kiedyś wywody filozofów na ten temat słowami "Jedyną racją, która sprawia, że godzimy się ze śmiercią jest to, że nie sposób jej uniknąć."
Nie tylko własnej śmierci, ale utraty najbliższych, czy w ogóle śmierci innych ludzi. Wszystkie znane mi "strategie" obrony przed niepokojem, jaki budzi śmierć są w pewnych sytuacjach zawodne. Również ta, żeby o niej nie myśleć i czymś się zająć.
Odpowiadam Odziowi. Ale przez pomyłkę umieściłem ma odpowiedź tutaj.
Życie w lęku, nie tylko przed śmiercią, nie ma większego sensu, a tylko nam coś z życia odbiera. Jednak czasami pozostaje nam tylko pogodzić się z niepokojem i z lękiem, bo stała opresji życia utrudnia nam swobodny oddech...Myśli o śmierci, także moje, nie zawsze mają postać lęku. I również obsesja Canettiego nie musiała mieć związku z jego osobistym lękiem o siebie. Odbieram ją raczej jako rodzaj buntu. Camus też się buntował. I ten, no...Prometeusz. Kończę żartem 😀
UsuńAlma
OdpowiedzUsuńKiedy giniesz, chcesz mieć obok siebie bliskich. Jeżeli nie fizycznie, to przynajmniej, żeby ci bliscy wiedzieli, co się właśnie z tobą dzieje. Bliscy to znaczy ci, którzy żyją twoim życiem, a ty żyjesz ich życiem. Ci z codzienności. Nie zostaje następnie nic innego, jak w oczekiwaniu na śmierć, zmusić się do wyciszenia myśli i przerażenia i skupić się na swoim losie. Ja powtarzałam skulona: "... i módl się za nami teraz, i w godzinę śmierci naszej".
Takie są moje myśli o śmierci.
Almo
UsuńTo przejmujące, co piszesz. A podobnie czujemy się, kiedy odchodzi od nas ktoś najbliższy.
...Ale czasem modlitwa zamienia się w obłęd. Ja to niestety widziałem nie tylko na filmie.
Albo jest tak jak w "Requiem wojennym" Brittena...Za chwilę jakiś wybuch rozwala czaszkę modlącego się. Ludzie w szpitalach modlą się czasem paląc papierosa, kiedy mogą jeszcze wyjść. Palenie jest dla nich modlitwą. Skupienie, o którym piszesz i wyciszenie myśli i lęku jest psychiczną koniecznością...Ale śmierć nie pojawia się w naszym życiu w chwili umierania, ani spowodowanego chorobą jej oczekiwania.
Alma
UsuńKiedy umiera ktoś bliski to gardło i serce sciska ci żal. Że to już niedługo. Że oprócz tego golenia (czy to ostatnie?) nie możesz zrobić już nic. Służysz tylko. A ciepło ciała, które przebierasz na szpitalnym łóżku w świeżą bieliznę pozostaje z tobą przez co najmniej siedem lat.
Śmierć, moim zdaniem, pojawia się właśnie wcześniej. Siedzi sobie na stołeczku i patrzy najpierw.
Nie wiem jak przejmujące. Prawdziwe. Z realnej sytuacji, kiedy sądziłam, że następna sekunda może być ostatnią sekundą mojego życia.
OdpowiedzUsuńJa też taką sytuację kiedyś przeżyłem i pamiętam jak się wtedy czułem...
UsuńAlma
UsuńJak się wtedy czułes?
Bezradnie, w lęku i bez kogoś bliskiego...Też się jakoś skupiłem w sobie i przykurczylem, chcąc nadal istnieć...
UsuńAlma
UsuńJa nie myślałam chyba mocno o przetrwaniu. Jakbym zawiesiła się w oczekiwaniu powtarzając tą swoją mantrę.
Ale czas minął i zatarl przeżycia. A zdarzenie to nie wywarło wielkiego wplywu na moje życie. O dziwo.
Na mnie też nie wywarło...Było wiele innych. Najbardziej wstrząsnął mną widok osób chorych psychicznie, które utraciły kontakt z rzeczywistością i często bardzo cierpiały, albo nie rozumiały swej sytuacji...
UsuńBardzo współczuje wystraszonej przez Filozofow Almie.
OdpowiedzUsuń"w oczekiwaniu na śmierć, zmusić się do wyciszenia myśli i przerażenia i skupić się na swoim losie. Ja powtarzałam skulona: "... i módl się za nami teraz, i w godzinę śmierci naszej".
Takie są moje myśli o śmierci."
Zapewniam Ciebie Almo -
nie ma czegos takiego co Filozofia nazywa ludzkim losem.
Twoja przyszlosc jest w Twoich rekach.
Gdy wiesz, ze jestes córką Stworcy wszystkiego, prostujesz sie, sprawy bierzesz w swoje rece,
To co napisałaś powyzej jest szeptane w ucho Filozofow a nastepnie przelewane na papier.
Musze Ciebie rozczarować co do mocy Maryji, Matki Jezusa.
Wiem, ze jako kobieta z ufnoscia zwracasz sie do najbardziej znanej kobiety w Niebie.
Pisze to z wlasnego doswiadczenia.
Ja tez modlilem sie do Maryji o uzdrowienie mojej zony, do swietych - Jana Pawla II.
Rzeczywiscie, mam figurke Maryji w moim pokoju, gdy sie do niej modlilem ogarnelo mnie ogromne uczucie ciepła niebiańskiego.
Maryja wiec przyszla do mnie. Jednak niewiele mogla poza daniem mnie uczucia ciepla Jej miłości.
Dzisiaj wiem, ze uzdrowienie pochodzi od Jezusa Chrystusa oraz Ducha Świętego.
Tylko, gdy deklarujemy uzdrowienie poprzez moc Ducha Świętego w imieniu Jezusa całe Niebo staje na baczność. Healing Angels przychodza aby chorego uzdrowić.
Mam nadzieje, ze juz nigdy nie bedziesz skulona w obliczu tragedii,
Ojcze, ja wierze - ze wróg zapłaci za to nieszczescie ktore mnie dotyka.
In the Holy name of Jesus I declare -
W Święte imię Jezusa ogłaszam - że Boże użyjesz tego nieszczescia jako podnóżka, po którym wejde jeszcze wyżej.
Danek
UsuńPrzecież Alma opisuje swoje przeżycia i modlitwę z czasów, kiedy Luny jeszcze nie było :-)
Ja współczuję Tobie...
Tak, Luny jeszcze nie bylo -
Usuńnie brakowalo Filozofow w rodzaju opisanego przez Ciebie powyzej, ktorzy prali ludzkie mózgi.
Ty sam karmisz sie "owocami" ich pracy.
Tez byłeś wystraszony gdy bieda przycisnęła Ciebie. Żaden bowiem z tych Filozofow nie zaprezentowal Tobie Prawdy jak funkcjonuje ten swiat.
Nezumi, z ogromnym zainteresowaniem chce sie dowiedziec z jakiego powodu powiadasz do mnie:
Usuńwspółczuję Tobie
Zrozumiesz to już niedługo w kolejnym wcieleniu. :-)
Usuńw kolejnym wcieleniu,
Usuńja juz rozmawiam z moimi aniołami stróżami aby moja przyszla inkarnacja byla w Stanach Zjednoczonych Ameryki.
Ja juz mam dość inkarnacji w innych krajach :)
Deklarowałeś niedawno, że nie masz dla nikogo współczucia. Cieszę się, że
Usuńzrobiłeś dla mnie wyjątek :-D
Jesteś moim przyjacielem Nezumi.
UsuńZawsze podam Tobie rękę.
Alma
UsuńAle ja PRZEŻYŁAM!
Udało mi się przeżyć! 😀
Może jednak moja modlitwa pokutkowała? 😉
PS: Obawiam się,
że moja rogata i zawzięta natura kazała mi słuchać jedynie siebie 🤔
Na szczęście teraz rogi mi się już przytępiły 😄