Szaleństwa mistyków
- Kto by nie chciał być Bożym Głupcem. -
zaczął Gawriła Ardalionowicz. - Podobno
pewien Hindus położył się na marach i
tak spędził noc, a potem już nie był
do niczego, ani do nikogo przywiązany
i ciesząc się swą uczoną niewiedzą przeżył
resztę życia w naiwnej prostocie. A nasi też
tak potrafią...Ale, co tam! Rubelek ledwie
drgnął. Nie opłaca się handlować... -
- Skręćmy lepiej w tę ścieżkę. Taki piękny
wieczór. - zaproponowała Lizawieta, jakby
nie słyszała, o czym on mówi.
- A jak przymiarka sukni? Jesteś
zadowolona? -
- Zapłaciłam Żydowi, żeby jej nie kończył.
Hrabina Poleska była podobno w takiej
na ostatnim balu. Nie możemy się powtarzać. -
- To marnotrawstwo,duszko! Rubel to
nie wróbel! Musisz być na przyszłość
bardziej rozsądna. -
- Rozsądna, rozsądna...Spójrz na tego
ptaka. Jakże smętnie on zawodzi! A życie
nam mija. -
- Może tobie mija. Ja haruję! -
- Na pewno bardzo tęskni. Słychać to
w jego głosie. -
- Dobra, dobra...Ale to nie jest twój
porucznik, tylko ptak. Ptaki nie łżą i nie
udają miłości. Zastrzeliłbym sukinsyna,
ale mi się nie chce... - ziewnął kupiec.
- Tobie się nie chce...Czuję to. Kiedy
ostatni raz mnie adorowałeś? Wolisz
te płatne dziwki...A co one takiego robią,
czego ja nie potrafię? To jest mój drogi,
samcza próżność wyleniałego lwa. Ty
nie potrafisz kochać kobiety! -
- A swoją drogą ten twój porucznik, to
niezły ptaszek. Wyobrażasz sobie, hrabinę
Leońską wziął podobnież od tyłu. -
- Jesteś wulgarny i powtarzasz
insynuacje, a w dodatku śmierdzi od
ciebie cygarami. -
- Ale moje rubelki ci nie śmierdzą! -
- Śmierdzą! Fuj!... -
- To wiedz, że jadę jutro do Odessy
w interesach i nieprędko znów tu
zabawię. -
- Ach, to cudownie! -
- Ale tego twojego porucznika przedtem
zastrzelę, o piątej rano, żeby nie opóźniać
podróży. Wszystko już z sekundantami
umówione. -
- Nie... - jęknęła Lizawieta.
- Ależ tak, kochanie. Sam na to nalegał
głupiec. Podobno obraziłem twój honor!
Naprawdę nie chciałem...-
- Nie możesz...-
- A co ja takiego właściwie powiedziałem?
Przecie nie, że jesteś suka! Ale się jałopa
napalił...Nie zabiję go od razu. Niech się
trzęsie ze strachu. On nawet nie wie, jak
się trzyma rewolwer. -
- Zabijesz go? -
- A co to dla mnie? -
- Kochasz mnie? -
- Prawdziwą miłością. Nie to, co ten łajdak.-
- Wzruszyłeś mnie...Ale on młody taki.
Rozumu jeszcze nie ma. Daruj mu! -
- I co, mam mu się dać zastrzelić? -
- A nie mógłbyś? -
- Czy ty masz rozumu choć trochę?
A z czego będziecie żyły, Ty i Maszeńka!
A on się tobą znudzi, nawet gdybyś jeździła
z nim na koniec świata. Wiesz, jakie jest
życie na prowincji? Ja dla twojego dobra
po dobroci go zastrzelę. Romantyk jestem!
Nie chcę, żebyś skończyła w bur...
- Pamiętasz, ile razy mnie prosiłeś...
Wiesz, o co...Zrobię to, żebyś poczuł się
szczęśliwy, tylko go nie gub! Draśnij
go... -
- Nie ma takiej opcji, kochanie.
Strzelamy się aż do skutku. Taka jest
umowa. Dwa razy celowo spudłuję,
a jak będzie już szczał ze strachu i
ujrzę w jego oczach błaganie,poślę
go do piekła, ale tak, żeby długo
konał. -
- Będę to robiła codziennie aż
do śmierci. Zostanę twoją niewolnicą.
Buty ci będę lizała. Wiem, że przemawia
przez ciebie zazdrość, ale pomyśl
racjonalnie...
- Nigdy nie zdradzę mego honoru. -
Lizawieta uklękła, objęła go za kolana
i poczęła błagać:
- To obiecaj chociaż, że go od razu
położysz trupem i nie będzie cierpiał. -
- Ach, widzę, że przemawia przez
ciebie kochająca kobieta. Za nic nie
porzucę tego, co dyktuje mi mój honor! -
"Gazeta Kurska" doniosła nazajutrz,
że kupiec taki a taki i porucznik taki a
taki, strzelali się w leśnym jarze nieopodal
wsi Liaguszka. Pojedynek rozpoczął
kupiec, jednak chybił. Odstrzelał się
porucznik i jego kula ugodziła kupca
w brzuch. Nieszczęśnik odchodził z
tego świata przez trzy doby. Wdowa
po kupcu nie mogła znieść myśli o stracie
ukochanego małżonka i powiesiła się
na pobliskim jaworze. Jej córeczką
Maszeńką zaopiekował się hrabia Kitajec.
Redaktor uważa pojedynki za przeżytek
i apeluje, aby skończyć z tym bezmyślnym
przelewem krwi, który pokutuje wciąż
na Rusi...


Widać strzec trudniej, niż bronić ;-) ...A kto wie, może kupiec dał się zastrzelić?
OdpowiedzUsuńNo tak...Ale już Schopenhauer, który nie cenił wartości utylitarnych, negatywnie odnosił się do zwyczaju, czy nawet manii pojedynkowania się...Pomijając fakt, że czasem taki pojedynek, gdy siły były wyraźnie nierówne, przypominał zabójstwo, a byli ludzie, którzy z upodobaniem dokonywali swego rodzaju egzekucji na różnych poczciwcach. Schopenhauer w "Aforyzmach o mądrości życia" słusznie przypomina też o różnicy między tym, kim się jest i tym, za kogo jesteśmy przez innych uważani.
OdpowiedzUsuńNo tak, korzenie takich zachowań są z pewnością biologiczne...
OdpowiedzUsuńKupiec nie chciał dać się zastrzelić. Wyglądał na dobrze osadzonego w realiach życia. Prędzej się potknął... Albo go oko zawiodło...
OdpowiedzUsuńAlma