Drzemiący tygrys.



    

Podobno w dawnych czasach ludzie inaczej postrzegali zwierzęta. Były one o wiele bliżej ich domostw i życia, a ich zwyczaje były wszystkim znane. Jednak nie zamierzam rozważać tu, kiedy były te dawne czasy, ani, czy w ogóle istniały, żeby nie tracić czasu przeznaczonego na mą opowieść. A mam go już niewiele.
Nadeszła zima, surowa i śnieżna. Pewien tygrys, posunięty już nieco w latach i samotnik ułożył się pod lasem i zapadł w głęboką drzemkę. Płatki śniegu padały na niego, ale on przytulił się do zmarzniętej trawy i śnił błogo, jakby była to ciepła poduszka.  Nie wiadomo, o czym śnił, ale dwoje ludzi zauważyło to. Był to pewien starszy człowiek i jego wnuczka. 
- Jaki biedny ten kotek. - powiedziała dziewczynka - Pewnie mu coś dolega, albo jest czymś zmartwiony. Może powinniśmy okryć go kołderką? - 
- Ani mi się waż myśleć w podobny sposób!  Tygrysy są przebiegłe. Myślisz, że śpi, a on śledzi okolicę kątem oka i wypatruje ofiary. - napomniał ją dziadek. - Zresztą skąd byś niby miała wziąć kołdrę. -
- Nie widzisz dziadku, że ma zamknięte oczy?  I zobacz, jak biedak dyszy.  Na jego widok robi mi się bardzo smutno. - 
Niemniej w chwilę potem odeszli i wrócili dopiero po tygodniu...Ale nic się nie zmieniło! Tygrys nadal spał i wyglądało na to, że niedługo zamarznie na śmierć. 
Dziadek miał dobre serce, a dziewczynka umiała go podejść i powiedziała:
- Sam mi kiedyś przytaczałeś chińską sentencję. "Zła osa jest groźniejsza niż drzemiący tygrys." To mówi coś nie tylko o nas ludziach, ale także o osach i o tygrysach. - 
- Jeżeli tak cię uczyłem - rzekł dziadek - To spróbujemy mu pomóc. - 
Rozpalili ognisko, a dziewczynka starała się ogrzać przednie łapy tygrysa, dotykając do nich kawałkami nadpalonego i ciepłego jeszcze, ale nie gorącego drewna. Głaskała go też po głowie i drapała za uszami jak małego kotka. Ale tygrys sprawiał wrażenie nieprzytomnego. 
- Musimy już wracać, wnusiu. Zbliża się noc. Przyjdziemy tu za tydzień i jeśli nie będzie żył, pochowamy go. - 
Nie mogli inaczej postąpić. Ich wioska była za daleko,
aby mogli powrócić następnego dnia. 
Ale, kiedy po tygodniu zjawili się w tym miejscu, tygrysa już nie było. Pozostał po nim ślad odciśnięty w śniegu. Oboje ogarnęło przerażenie, bowiem mógł ich przecież śledzić, a potem z łatwością rozszarpać. Nie mieli ze sobą żadnej broni. Przytulili się więc do siebie i czekali na pewną śmierć. 
Około północy wyrósł przed nimi nagle tygrys.W świetle księżyca wyglądał upiornie.
- Na pewno boicie się mnie - powiedział cicho. - Ale ja jestem wam wdzięczny za waszą troskę...Zmykajcie stąd!  Bo niedługo już odezwie się we mnie instynkt, a wtedy
nie będziecie mogli czuć się bezpieczni. -
- Cieszymy się, że żyjesz! - zapewnił go dziadek. 
- Niestety! Nie żyję... - oznajmił ze smutkiem tygrys. - Jestem tylko duchem. Ale taka zjawa też jest dla ludzi śmiertelnie niebezpieczna. Uciekajcie więc co tchu! -
- Nie mam siły uciekać. - wyznał dziadek. - Zostanę tu, a moja kruszynka wróci do domu, o ile po drodze nie zamarznie lub coś jej nie zje. Ty zaś możesz zrobić ze mną, co zechcesz. - 
- To nie byłoby honorowe. - zauważył duch. - Poza tym, czuję, że pobiegłbym za dziewczynką. Jest wprawdzie mniejsza, ale ma na pewno delikatniejsze mięso. -   
I wszystko pewnie skończyłoby się smutno, gdyby nie to, że dziadek przypomniał sobie pewne stare zaklęcie. Trzeba powiedzieć sto razy: "Rha, rha, rha, kra kra kron", skłonić się przed tygrysem, a potem czekać. Jeśli tygrys nie zaatakuje, to człowieka czeka potem długie życie. Na szczęście zaklęcie zadziałało i tygrys, chociaż wygłodniały, oddalił się i więcej już nie pokazał w tych stronach. (Należy jednak pamiętać, że istnieje również inna, mniej szczęśliwa wersja tej opowieści).
Dziewczynka przychodziła potem w to miejsce każdej zimy i z innymi dziećmi udawały śpiącego tygrysa, dziadka i wnuczkę. Lata mijały. Dziewczynki postarzały się, a w końcu umarły.  Ale w tej okolicy słychać podobno czasem ryczenie tygrysa, choć nikt nigdy go nie widział. 



zdjęcie ze strony internetowej opracował i przetworzył nezumi13
 



Komentarze

  1. świetna historia :)
    dziekuje Nazumi, ze sie z nami podzieliłeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się, że mam dla kogo pisać :-))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No tak :-)...Ale na wszelki wypadek wspomniałem o innej wersji. Choć wolałbym, aby tygrys nie zamarzł.

      Usuń
  3. No właśnie :-) Jest tak, jak to opisałeś...I trudno przeżyć całe życie z ufnością dziecka. Czytałem kilka lat temu książkę na temat empatii i tam z kolei mówi się o tym, że ludzie chętnie wspierają innych, kiedy ktoś to widzi i istnieje pewien rodzaj presji, żeby pomóc, a często nawet nie zauważają sytuacji, w których taka pomoc jest naprawdę konieczna. Tak więc nie tylko motywacja współczucia jest uwarunkowana przez okoliczności i nasze postrzeganie, ale często w ogóle współczucie nie wchodzi w grę w sytuacji, gdy ktoś komuś pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś tak niezwyczajnie optymistyczna ta opowieść...
    Alma

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty