Rozmowa z diabłem
- Do wszystkich diabłów! - zaklął
Dymitr Pawłowicz. - Dokąd biegniesz,
ty okropna myszo!
Ale w pobliżu nie było żadnej myszy.
Za to zjawił się pop.
- Dlaczego mówi się do wszystkich
diabłów? Przecież to bez sensu. Wystarczy
posłać do jednego, ale takiego z widłami,
a tak duszę udręczy i jeszcze do płonącego
oleju wrzuci, że aż zaskwierczy, jak rybę
na patelni. -
Dymitr Pawłowicz potoczył przed siebie
mętnym wzrokiem i zawołał:
- Ty jesteś diabeł! -
Pop uśmiał się serdecznie, położył mu
rękę na ramieniu, a potem jego twarz
stężała w surowości i wycedził:
- Jeszcze będziesz płakał! -
- A w chuja z tym...Mnie to tyle
obchodzi, co szczyny mojego kocura.
A wiedz klecho, że Bóg wszystko widzi
i niczego przed nim nie ukryjesz. -
- Delirium niewątpliwie. Będę się
modlił za twą duszę, boś bydlę! Ale wiedz,
że nie unikniesz Strasznego Sądu i kary.
A wtenczas spłonąć, to będzie dla ciebie
błahostka. -
- Ta mysz, to moja dusza...A nie piłem
nic. -
- Ty pijak jesteś, to nawet jak nie
wypijesz, gorzałkę masz we krwi.
Należy Ci się chłosta. -
- Smutne czasy Diable! Jak przyjdą
czerwoni to chłopa ubiją, a babę przelecą
w imię ratunku przed zatraceniem Rusi.
A znowuż jak nadejdą biali, to zrobią to
samo, ale przykładnie, za Cara i cerkiew
zbudowaną na krwi Chrystusa...Nie ma
zmiłowania. Jak dogodzisz jednym, to
podpadniesz drugim. Gardłowa sprawa.
A wioska stale z rąk do rąk przechodzi. -
- A ja tego niby nie wiem, Dymitr?
Wiesz, dlaczego mnie czerwoni nie zajebali?
Bo woleli moją popadię. -
- A ty co, nie mogłeś jej bronić, job twoju
mać, jak ją ruchali? -
- Nie mogłem. Kto będzie naszej świętej
wiary bronił i tradycję kultywował? -
- Ale na Aloszę i Gruszeńkę czerwonym
doniosłeś i obdarli ich ze skóry. -
- Wiem, którzy to zrobili i na nich też
doniosę. -
- I nie diabeł jesteś? -
- Nie...Dymitrze Iwanowiczu, i nawet
zaczynam cię kanalio trochę lubić. Umny
z ciebie człowiek! -
- A zobacz, ilu popów naginęło, bo
odwagę w duszy mieli? Ale ty Judasz
jesteś! Własną żonę skurwić...
- Ubiliby mi moich...Ale, po prawdzie,
jak ten porucznik jej wsadził, to chyba
po raz pierwszy mi stanął i nabrałem chęci
do suki. Bóg miał mnie w opiece! -
- Diabeł i bluźnierca, choć klecha! -
- Miłuj ty mnie, Dymitrze Iwanowiczu,
bo ja dla takich jak ty cierpię, żeby uwolnić
ich od grzechu. A co to ja głupi jestem, żeby
karku nadstawiać? Ci, co się zatłuc dali dla
wiary, to kretyni. -
- Co ty mówisz? -
- Kretyni...A niejeden woli już, żeby go
ubili, niż powiedzieć, gdzie ukrył rubelki.
Kreta, to taka wyspa na morzu. -
- Nie kłam. To nie żadna wyspa! -
- Jak Boga jedynego kocham - wyspa! -
I byliby się jeszcze dość długo spierali,
ale zaterkotał karabinek i obaj padli na
murawę. Czerwoni strzelali, albo biali, kto
by tam to zobaczył w takiej mgle...A Pan
Bóg kule nosił!
A jeśli mi powiecie, że tak nie było,
odpowiem, że było...
Dymitr Pawłowicz. - Dokąd biegniesz,
ty okropna myszo!
Ale w pobliżu nie było żadnej myszy.
Za to zjawił się pop.
- Dlaczego mówi się do wszystkich
diabłów? Przecież to bez sensu. Wystarczy
posłać do jednego, ale takiego z widłami,
a tak duszę udręczy i jeszcze do płonącego
oleju wrzuci, że aż zaskwierczy, jak rybę
na patelni. -
Dymitr Pawłowicz potoczył przed siebie
mętnym wzrokiem i zawołał:
- Ty jesteś diabeł! -
Pop uśmiał się serdecznie, położył mu
rękę na ramieniu, a potem jego twarz
stężała w surowości i wycedził:
- Jeszcze będziesz płakał! -
- A w chuja z tym...Mnie to tyle
obchodzi, co szczyny mojego kocura.
A wiedz klecho, że Bóg wszystko widzi
i niczego przed nim nie ukryjesz. -
- Delirium niewątpliwie. Będę się
modlił za twą duszę, boś bydlę! Ale wiedz,
że nie unikniesz Strasznego Sądu i kary.
A wtenczas spłonąć, to będzie dla ciebie
błahostka. -
- Ta mysz, to moja dusza...A nie piłem
nic. -
- Ty pijak jesteś, to nawet jak nie
wypijesz, gorzałkę masz we krwi.
Należy Ci się chłosta. -
- Smutne czasy Diable! Jak przyjdą
czerwoni to chłopa ubiją, a babę przelecą
w imię ratunku przed zatraceniem Rusi.
A znowuż jak nadejdą biali, to zrobią to
samo, ale przykładnie, za Cara i cerkiew
zbudowaną na krwi Chrystusa...Nie ma
zmiłowania. Jak dogodzisz jednym, to
podpadniesz drugim. Gardłowa sprawa.
A wioska stale z rąk do rąk przechodzi. -
- A ja tego niby nie wiem, Dymitr?
Wiesz, dlaczego mnie czerwoni nie zajebali?
Bo woleli moją popadię. -
- A ty co, nie mogłeś jej bronić, job twoju
mać, jak ją ruchali? -
- Nie mogłem. Kto będzie naszej świętej
wiary bronił i tradycję kultywował? -
- Ale na Aloszę i Gruszeńkę czerwonym
doniosłeś i obdarli ich ze skóry. -
- Wiem, którzy to zrobili i na nich też
doniosę. -
- I nie diabeł jesteś? -
- Nie...Dymitrze Iwanowiczu, i nawet
zaczynam cię kanalio trochę lubić. Umny
z ciebie człowiek! -
- A zobacz, ilu popów naginęło, bo
odwagę w duszy mieli? Ale ty Judasz
jesteś! Własną żonę skurwić...
- Ubiliby mi moich...Ale, po prawdzie,
jak ten porucznik jej wsadził, to chyba
po raz pierwszy mi stanął i nabrałem chęci
do suki. Bóg miał mnie w opiece! -
- Diabeł i bluźnierca, choć klecha! -
- Miłuj ty mnie, Dymitrze Iwanowiczu,
bo ja dla takich jak ty cierpię, żeby uwolnić
ich od grzechu. A co to ja głupi jestem, żeby
karku nadstawiać? Ci, co się zatłuc dali dla
wiary, to kretyni. -
- Co ty mówisz? -
- Kretyni...A niejeden woli już, żeby go
ubili, niż powiedzieć, gdzie ukrył rubelki.
Kreta, to taka wyspa na morzu. -
- Nie kłam. To nie żadna wyspa! -
- Jak Boga jedynego kocham - wyspa! -
I byliby się jeszcze dość długo spierali,
ale zaterkotał karabinek i obaj padli na
murawę. Czerwoni strzelali, albo biali, kto
by tam to zobaczył w takiej mgle...A Pan
Bóg kule nosił!
A jeśli mi powiecie, że tak nie było,
odpowiem, że było...


Za prawdę (o Krecie) obaj zginęli.
OdpowiedzUsuńTak (:
Usuńruskich nikt nie zrozumie
OdpowiedzUsuń;-)
UsuńNiestety, ale tak jest od wieków całych...
OdpowiedzUsuńgdy syn Bozy chodzil po tej ziemi, kapłanów podawal jako przyklad maksymalnej korupcji, nawet jednej religijnej osoby nie wybral za swojego apostola :)
OdpowiedzUsuńTo nie mógł być przypadek.
OdpowiedzUsuń