Nocne myszkowanie po szufladach
Zaniepokojony brakiem jednego,
które było mi potrzebne, przeszukałem
szufladę ze zdjęciami i zdjęcia w laptopie.
Zawsze mi to przypomina różne okresy
mego życia, ale też i najbliższe osoby,
które kochałem i miejsca,w których
pozostawiłem cząstkę swego istnienia.
To coś jak praca archeologa, który
czytał w "Poszukiwaniu straconego
czasu."
Wspomnienia ożyły, a niektóre zdjęcia
są przeniknięte jakąś magią i wprowadzają
mnie w rejony mej osobistej mitologii
i przymglonej już nieco nostalgii. Tym
razem nie zwracałem uwagi na koty,
a było ich sporo - nawet na Mitsuko,
Kitusię i Kuleczkę. Może tylko przez chwilę
skupiłem uwagę na czarno-białym i
trochę mało wyraźnym, ale prześlicznym
zdjęciu, na którym profesor Marian
Przełęcki, a dla nas po prostu Marian,
trzyma na rękach malutką Kropkę. Z taką
czułością...
I oczywiście wzrok mój padł na
zdjęcie z wtulonym w moje łono
Tygryskiem, ale to dlatego, że mam
na nim rudawą brodę i jestem zamyślony,
a kotek jest cudownie ufny. (Wychodził
z domu i zabił go Pan dozorca). B. która
była fotografem, opracowała kilka wersji
tego analogowego, jak się teraz mówi,
zdjęcia, w różnych formatach i kolorach,
bo niezwykle je lubiła. Ja też myślę, że
to zdjęcie było dla niej kluczem do
mojej pełnej sprzeczności psyche,
pogodnej i melancholijnej, trzeźwej i
upojnej, czułej i szorstkiej.
Szukałem tamtego zdjęcia głęboką
nocą aż do rana i rzeczywiście je
znalazłem. Ale licho też nie spało
i w chwilę potem usłyszałem jego
głośny chichot. Pomieszało mi zdjęcia
trzech kobiet, które kochałem i
to z różnych okresów naszej relacji.
(Zdjęć czwartej nie mam). I co się
rozmarzyłem, albo rozczuliłem
nad jakimś prześlicznym zdjęciem,
to zaraz trafiałem na zdjęcie tej innej,
która przecież wtedy nie była dla mnie
inna, tylko Jedyna (jak to się mówi).
I znowu się rozmarzałem i rozczulałem,
ale z poczuciem, że to są jakieś różne
światy, przedziwnie ze sobą powiązane.
Nie kładłem się już spać i włączyłem
delikatną, cudownie piękną muzykę...
Ale zrobiło mi się bardzo smutno i
ostatecznie zamiast się zabić, postanowiłem
ogłuszyć się trochę słuchając fragmentów
koncertów Marleya, Hendrixa z Band of
Gypsys, Burning Speara z Burning Band
i Jima Morrisona, a nawet Cave' a i Pink
Floyd.
Ale potem musiałem wrócić do delikatnej
muzyki, choć innej. Nie był to już fortepianowy
Debussy, ale XVII wieczna włoska muzyka
instrumentalna, cudownie zaaranżowana
przez zespół, który nie jest nawet specjalnie
znany, ale brzmi bosko. Żałowałem trochę
straconego czasu, przeklinając zwłaszcza
koncert Cave' a, którego podziwiam, a
nawet uwielbiam (podobnie jak pozostałych,
może z wyjątkiem Floydów), wybaczając mu
gównianą "Nocturamę" (podobno potrzebował
kasy na narkotyki) i niektóre inne rzeczy.
Ale, czy to wina tych wspaniałych artystów,
że jacyś prawie nieznani wykonawcy muzyki
dawnej, grają tak pięknie? Przy Monteverdim
Pink Floyd brzmi mizernie i nic się na
to nie poradzi. Naprawdę nic! Nawet jeśli się
słucha ich najlepszej płyty - "Wish You Were
Here." Kiedy się słucha tylko popu, to ta
muzyka znakomicie "wchodzi" i ma bardzo
wiele zalet.
Hiszpańsko-włoski zespół wspaniale
opracował instrumentalne wersje znanych
utworów wokalnych i gra je swobodnie
i z wyraźną przyjemnością.
Zagłuszyć się pewnych rzeczy nie da.
Czasami zastanawiam się, czy moja
dusza pasuje do współczesnych czasów.
Wbrew pozorom nie jestem romantykiem.
Jestem samotnikiem i mam bardzo silne
poczucie własnej odrębności. A tym, co mnie
w tych kobietach fascynowało nie była ich
niezaprzeczalna uroda, czy zdolność budzenia
namiętności, ale raczej coś z ich nieuchwytnej
natury psychicznej, wobec czego mogłem
poczuć wyjątkową bliskość.
W sytuacjach takich jak opisana zanika
poczucie czasu, a różne chwile życia można
poukładać obok siebie. Ma to znamiona dość
ciekawego eksperymentu, jednak nie wtedy,
kiedy wszystkim rządzi przypadek, a licho
pokłada się ze śmiechu widząc w oku łzę...


Super nocne myszkowanie !
OdpowiedzUsuńAgnieszka
Dziękuję :-)
UsuńTytuł pewnie nie przyciągnie wielu Czytelników. ;-)
OdpowiedzUsuńKażdy tego szuka przez cały okres swego życia. Ponieważ jest to najistotniejsza z ludzkich potrzeb psychicznych. Bliskość drugiego człowieka. Wyrażona przez zrozumienie, a przynajmniej akceptację. Czułość połączona z opieką. Odczuwanie smutku, czy rozweselenia w tym samym momencie. Chęć aktywnego uczestniczenia w twoim życiu. Mój kumpel, zaraz po swoim ślubie, bardzo martwił się z powodu kontuzji nogi, jaką doznała jego żona. "Bo to jest nasza noga, a nie tylko jej" powiedział ;)
OdpowiedzUsuńNo tak, to najistotniejsza potrzeba i dlatego porzucenia czy zerwania są czasem traumą, porównywalną podobno jedynie ze śmiercią najbliższej osoby...
Usuń"Każda miłość jest pierwsza najgorętsza, najszczersza":)
OdpowiedzUsuńTak :-)
UsuńEee...tam też :-)
UsuńTo Ee...tam do Odzia, którego komentarz o tej treści znikł. 😀
UsuńMyślę, że krasnoludki są jednak trochę bardziej poczciwe, choć psocą ;-) A licho potrafi być okrutne. Kiedy zobaczyłem, że Mitsuko się skaleczyła, przemyłem rankę i pomyślałem tylko, oby to nie było tak jak z Kitusią...Ranka była jednak niewielka i powinna była się zagoić, ale kotek miał nowotwór piersi, dokładnie taki sam jak wcześniej Kitusia, która przeszła dwie nieudane operacje. Zobaczyłem, że się liże i postanowiłem zrobić jej zdjęcie, bo to bardzo wdzięcznie wyglądało. A na zdjęciu nowotwór wielkości śliwki. Tym razem nie było już operacji, bo to straszliwe cierpienia (związane z wycięciem tzw. listwy piersiowej), a lekarz uważał, że może jej przedłużyć życie o kilka miesięcy. Dawał jej trzy miesiące życia. Umarła po dwóch tygodniach. Wyglądało na to, że ominie ją najostrzejszy ból. Była spragniona i podałem jej miseczkę z wodą. Rzuciła się na nią, choć nie mogła wcześniej się podnieść i wtedy przeszył ją ból tak potworny, że trudno to opisać. A licho pokładało się ze śmiechu...
OdpowiedzUsuńTwoja Dusza nie pasuje do współczesnych czasów, moja też nie.
OdpowiedzUsuńPierwszy dzień Świąt Wielkanocnych spędziłem w towarzystwie znajomego, który jest fanem Beatlesów. Był w koszulce z napisem The Beatles, a jego wyżeł nazywa się Beatle. Wyżeł ktoryvtez tam był, urodził się dokladnie w rocznicę ukazania się na płycie Sierżanta Pieprza 🙂 Mówił, że nie był w najlepszej relacji z czwartym mężem swojej drugiej żony. 😀 Teraz pozostał mu tylko pies...Niestety, jest poważnie chory i uczy się chodzić. ☹️
OdpowiedzUsuńWspominam spotkanie z tym przemiłym człowiekiem, ponieważ trochę się gorszył że młodzi ludzie nie znają Pink Floyd. Przecież to klasyka! W Wielki Piątek nie słuchał niczego i sąsiedzi zaniepokoili się, że nie żyje. Ale w sobotę dał czadu, więc niepokój był niepotrzebny. 🙂
OdpowiedzUsuń"W poszukiwaniu straconego czasu" 😀
OdpowiedzUsuńNie pasuje. Niestety, a może na szczęście. ☘️
OdpowiedzUsuń