Jesienne zapiski

 

      Tym, co tak uderza przy lekturze, czy studiowaniu "Etyki" Spinozy, jest jego przekonanie, że to, co nie narusza porządku Natury nie może być dla jej cząstki złem. A podobnie myślał kiedyś Seneka rozmyślając o bólu i śmierci. Istnieje oczywiście taki stan psychiczny, w którym człowiek utożsamia się z całością istnienia. Jednak nasze istotne przeżycia, zanim to sobie wmówimy lub poczujemy, są inne. Seneka zauważa, że w obliczu śmierci godzimy się z tym, co nieuniknione. Jest to jakiś rodzaj odwagi, czy męstwa. Dla Spinozy tym, w czym niejako roztapia się śmierć i lęk przed nią, jest miłość. Dlatego "człowiek mądry o niczym nie myśli mniej niż o śmierci." 


    Kiedyś z upodobaniem czytałem Dzienniki Tołstoja. Jest w nich kilka scen, do których nieustannie powracam. Ale ta, kiedy pisze, że gdy umierając będzie czuł miłość, to mrugnie powieką, wydaje mi się nieco groteskowa. Rilke wspominał, że autor "Anny Kareniny" miał obsesję śmierci...Chcieć odejść z miłością to jednak bardziej szlachetne, niż chcieć  odejść  bez lęku, w spokoju ducha. 

     

    Marek Aureliusz chciał sobie wyobrazić, że już życie zakończył i resztę życia może przeżyć w spokoju zgodnie z prawami natury, z wdzięcznością dla siły, która powołała go do istnienia. Taki spokój ducha przypisuje się czasem starości - nic nas już nie czeka, a wszystko, co możemy utracić, nie ma znaczenia wobec nieuchronności utraty samego życia. Ale poczuć w takiej chwili miłość to coś więcej niż zadowolenie z takiego zobojętnienia. 


     Śmierć Seneki, do której przygotowywał się przez całe życie, tak jak ją opisywał Tacyt, była może i godna, ale krwawa i bezsensownie okrutna.  To jednak nie kataklizmy natury sprawiały, że musiał liczyć się z tym, że ktoś wyda na niego wyrok śmierci. 


     Śmiertelność może wywoływać bunt, jak u Canettiego. Ale cała ta batalia ze śmiercią kończy się w wiadomy sposób... 

    

    Są chwile kiedy nie chce się nawet popełnić samobójstwa. Trudno o większą rozpacz. 


    Badania psychologiczne potwierdzają fakt, że wielu ludzi przed śmiercią odczuwa silny żal, że za mało kochali swych bliskich. 

     

    Requiem Brahmsa zawsze wydawało mi się raczej nudne, dopóki nie posłuchałem go z Bruno Walterem. Nie mogłem uwierzyć, dlaczego wszyscy dali się uśpić i przeoczyli jego głęboki dramatyzm. Żałuję, że tyle lat muzycznego życia przeżyłem bez Brahmsa. Z punktu widzenia mojej barokowej estetyki był kimś nie dość doskonałym, zbyt mało oszczędnym w wyrazie. Jednak w ostatnich latach nie mogę się bez niego obyć. (Bez jego jesiennej melancholii). 

     

     Z s tę p o w a n i e   d o  

p i e k ł a  po to, żeby kogoś ratować z opresji, wyrwać śmierci, to rzecz piękna. Kto tego nie przeżył, jest po części nieświadomy wartości życia. Cieszę się, że było to moim udziałem i że stamtąd powróciłem. 


    Jasne, że wszystko dobrze się kończy, nawet wtedy kiedy kończy się źle...😀


    Mnich Kenko rozczulał się opisując jak śmieszni stają się ludzie, kiedy się upiją. Wspaniale to opisał. Nie poznał chyba jednak ani pijaków, ani alkoholików.  Mnie często przypomina się psychoterapia w szpitalu psychiatrycznym. Posadzono nas na plastikowych malutkich krzesełkach dla dzieci, wręczono kredki świecowe i polecono malować słońce. Niestety wszyscy uciekli z sali, kiedy pewien jegomość pojawił się w zaszczanej piżamie. Był to alkoholik na odwyku. Spotkałem go później w korytarzu. Zwierzył mi się - nie wiem dlaczego wszyscy to robią - że dwukrotnie wieszał się, ale go, "te kurwy jebane" odratowały. Jego gniew i rozpacz były wielkie, a ode mnie oczekiwał pocieszenia, którego nie potrafiłem znaleźć także dla siebie. Życie bez upojenia nie ma wielkiej wartości, jednak rozumie się to często zbyt dosłownie...  


     "Odrzuć sąd, a będziesz uratowany, a kto ci zabrania go odrzucić?"  Typowo stoicka demagogia. Ale być może lęk przed życiem jest straszniejszy niż lęk przed śmiercią i to on stale nam życie odbiera...

   

     Bezsenność nie jest całkiem zła, choć skraca życie. Noc znosi bowiem pewne mentalne ograniczenia. Zauważył to ktoś, kto często nie śpi.  Kawabata pisał w nocy i spał w dzień. Być może to właśnie ożywiało jego twórczą wyobraźnię. Często myślę o tym, że starał się ukryć swe samobójstwo, jakby był w tym jakiś powód do wstydu...W przeciwieństwie tak jaskrawym do Mishimy. 


       Późną jesienią, nawet w powodzi czerwonych liści, zieleń jest szczególnie piękna...


   

Komentarze

Popularne posty