Zwierzenia melomana
"Theodora" to ostatnie wielkie oratorium Handla. Sam kompozytor uważał je za najważniejsze swe dzieło, jednak za jego życia miało jedynie trzy wystawienia. Nie przejął się tym i powiedział, że "Przy pustej sali instrumenty pełniej brzmią."
Zachował się podobno list pewnej arystokratki, zachwyconej tym utworem, która napisała, że Żydzi nie przyszli, bo oratorium nie dotyczyło ich biblijnej historii, lecz historii Chrześcijan, a "fanki" twórczości kompozytora nie chciały słuchać smętnej historii dziewicy, która wolała umrzeć niż stracić cnotę. Na dodatek Londyn nawiedziło lekkie trzęsienie ziemi i arystokracja szukała schronienia w swych wiejskich rezydencjach.
Theodora istniała naprawdę i poniosła męczeńską śmierć. Libretto przedstawia tragiczną historię. Zakochał się w niej rzymski oficer Didymus, przebrał ją w swój strój, a sam pozostał w jej miejscu uwięzienia oczekując na śmierć. Jednak uwolniona w ten sposób Chrześcijanka nie mogła znieść myśli o tym, że oddaje za nią życie. Ujawniła się błagając o darowanie życia Didymusowi. Nie okazano im jednak litości i oboje kochankowie ponieśli śmierć.
Rzymianie mieli, jak wiadomo, pragmatyczny stosunek do religii. Każdemu wolno było wyznawać religię jaką chce, ale musiał zewnętrznie czcić kapitolińską Trójcę i cesarza. Theodora została skazana za to, że w święto urodzin cesarza Dioklecjana, które uroczyście i hucznie obchodzono, nie chciała złożyć symbolicznej ofiary Jowiszowi. A to uważano za akt antypaństwowy - przejaw fanatyzmu i buntu. Rzymianin, który wydał wyrok był jednak szczególnie okrutny i skazał ją zamiast na śmierć na prostytucję w świątyni Wenus. Pozostawił jej jednak wolność wyboru. Mogła wybrać śmierć i nie chcąc być niewolona wybrała ją, a szlachetny żołnierz, który z wzajemnością ją pokochał, nie zdołał jej uratować. Jednak Chrześcijanie, w tym niejaka Irena (jedna z głównych postaci tragedii) byli z tego zadowoleni, ponieważ zachowała czystość wiary i trafiła do Nieba. Przebywa tam do teraz w otoczeniu aniołów.
Znany protestancki biblista Dodd w poświęconej Jezusowi pracy "Założyciel Chrześcijaństwa" zauważa, że Jezus był głęboko przeświadczony, że duchowa przemiana ludzi poprzez Miłość nastąpi pod wpływem tego, co głosił i za co umarł, w czasach, w których żył. Miały upłynąć lata, a nie wieki wieków.
A jak ma się ta idea po dwóch tysiącach lat? Oto drobny przykład. Polska jest deklaratywnie i faktycznie krajem chrześcijańskim. Rozdziału państwa od kościoła nie przeprowadzono, a zdecydowana większość populacji to katolicy. Pan Bóg jeden wie, ile jednak musi czasem wycierpieć ktoś, kogo nie stać na prywatne leczenie, bo politycy chcą zamorzyć służbę zdrowia, żeby można było ją sprywatyzować, a pieniądze są, ale na zbrojenia. Mój brat, który handlował bronią, więc się cokolwiek na tym zna, twierdzi, że są to przeważnie wydatki nieprzemyślane i zgoła niepotrzebne, a można by ograniczając je uratować życie wielu ludzi.
Niedawno przeżyłem wraz z innymi pacjentami blisko dobę na SORZE, który ma to życie ratować. Nie było to może moje osobiste piekło, ponieważ jestem "relatywnie młody", ale nawet i ja czułem w tej sytuacji coś więcej niż współczucie dla umęczonych i upokorzonych, i to czułem w sposób fizyczny.
Jeden z nich, chudy i przezroczysty jak papier, siedział tam ze mną, mimo dotkliwego bólu, przez osiemnaście godzin (bez jedzenia i chwili snu). My też nie jedliśmy i nie spaliśmy. Kupiliśmy mu z byłą żoną kawę z mlekiem, ale niczego więcej tam, także dla nas, dostać nie było można. Wzięliśmy od niego numer telefonu, bo głodomorem opiekuje się opieka społeczna. Pół żywy nie wytrwał w pokorze i zaczął upominać się o wypis, bo nie dawał rady. Chyba nie prowadzi się statystyk ile takich osób umiera nie na SORZE, a po pobycie na nim.
W sekretariacie oddziału kardiologii pokazałem skierowanie, ale odesłano mnie na SOR. "Tylko niech Pan krzyczy. Bo wczoraj nie chcieli przyjąć pana z blokadą trzeciego stopnia, a następnego dnia musieliśmy go operować." Zrobiono mi tam badania i okazało się, że mój blok nie jest trzeciego stopnia i leczenie może być farmakologiczne. Przy okazji oberwała słownie "moja" kardiolog za to, że przy pomiarze tętna 30 nie zawezwała pogotowia, tylko skierowała mnie do szpitala. Zgłosiłem się o dziewiątej rano, badania zakończono o pierwszej w południe, ale na wypis musiałem czekać z innymi pacjentami do trzeciej rano. (W końcu wydano je na prośby jednego z nich. Do uciążliwości oczekiwania dodać należy lęk przed diagnozą). Później jeszcze do wpół do ósmej czekaliśmy na otwarcie sekretariatu oddziału. W połowie listopada mają się ze mną skontaktować w sprawie dalszego leczenia. Rano, szczęśliwy po tym uwolnieniu i pocieszającej diagnozie zjadłem w barze "Prasowym" podwójną jajecznicę.
Dla wielu starszych, mocno schorowanych ludzi, była to ciężka opresja. Na sali było zimno nawet w kurtce i czapce, a nie każdy je miał. Ludzie nastawiają się na wielogodzinne czekanie, jednak nie na aż tak długie i na koczowanie w takich warunkach. Nawet młodych to wykańczało. Kobiety nie miały na czym oprzeć głowy. Zwieszały je rozpaczliwie w dół jak powiędłe kwiaty. A wyjść nie można, bo nie wiadomo kiedy się zostanie zawezwanym. Osoby chore infekowaly pozostałe charcząc i kaszląc. Ktoś w końcu zapytał przerażony tym, co widzi - "Dlaczego tyle musimy czekać? Dlaczego tak jest?"
"To nie moja wina. - odpowiedział ktoś w biegu - Wiem, że powinno być inaczej. To system. Mogli państwo inaczej głosować w wyborach." Nie wiadomo po co cała ta martyrologia.
Jeden lekarz, dyżur przez dwanaście godzin, napływ pacjentów bez przerwy, a lekarz musi każdy wypis edytować, czasem konsultować i podpisać. W moim wypisie po tych osiemnastu godzinach czekania przeczytałem między innymi, że w 2014 r przeszedłem operację prawego sutka, a potem radiologię. Zmieniono mi też płeć. Oddałem go lekarzowi. Podziękował mi i powiedział, że to usunie.
Następnego dnia po powrocie do domu słuchałem "Theodory". Szczerze mówiąc leżała u mnie od kilku lat i w tym wykonaniu dobrze jej nie przesłuchałem. Wolałem "Mesjasza" , "Solomona" i "Jephtę." Niestety, przespałem dwie trzecie. I trochę potem wybrzydzałem. Instrumentaliści genialni! Ale Teodora podobała mi się mniej. A w dodatku wygląda, jak się o takich osobach pisze komentując w internecie, na "pustaka."😀 Irena, znakomita włoska śpiewaczka o głębokiej interpretacji i skali ekspresji, ale głos już nieco "starczy." Pozostałe głosy oszczędziłem. Podobał mi się tenor i kontratenor (Didymus), więc im darowałbym życie. Tamta Irena z libretta też była starszą osobą, więc realizmu to jej nie odbierało. Ale człowiek chciałby, aby każdy był piękny i młody, a jak młody to przynajmniej nie głupi. Nie mogłem się nadziwić dlaczego to akurat nagranie obsypano tyloma nagrodami. Jednak wybrałem chyba nieodpowiedni moment do słuchania.
Do "Theodory" mam stosunek nieco sentymentalny, choć nie wyciska mi łez z powodu swej fabuły. Do założenia tego bloga namówiła mnie Osoba, która pisała o niej (utworze muzycznym) pracę magisterską. Nie przedstawiła jej jednak do obrony. Wiem chyba dlaczego, ale to całkiem osobna, choć interesująca historia. (Śpiewała też w chórze i wyściskał ją w Rzymie po koncercie sam Karol Wojtyła. Ale to była raczej ambicja jej matki).
Potem już oferowano jej gorsze prace, np. muzykoterapię w szpitalu psychiatrycznym - miejscu, które zdążyłem poznać. Wybrała jednak inaczej. Mimo ogromnego talentu, wyjątkowego wdzięku, ciepła i urody zrezygnowała z kariery muzycznej. To również potrafię wyjaśnić, jednak nie chcę tu wchodzić zbyt mocno w intymną sferę jej przeżyć. Mogę tylko mówić o tych, które dzieliliśmy wspólnie, i których zbyt wielu nam zazdrościło.
Zostawiła mi swój instrument muzyczny, żebym się trochę poduczył. Jednak bez ćwiczeń oddechowych było to dość trudne. Chociaż już wcześniej potrafiłem zagrać pierwszą część koncertu organowego Handla. Wątpię jednak, żeby ktoś się na mojej grze poznał. 😀 Później marzyłem o klarnecie firmy Yamacha, który widziałem zimą na wystawie sklepu muzycznego. Mógłbym na nim grać Mozarta i Brahmsa. Napisałem nawet o tym opowiadanie, którego akcja toczy się w XVIII wieku. W zamieć śnieżną późnym wieczorem ktoś stoi przed sklepem muzycznym i wpatruje się jak zahipnotyzowany w klarnet. 😀
Po całej dobie spędzonej z b. żoną w szpitalu zadziałała widać podświadomość, bo słuchałem "Theodory" i całkiem przypadkowo zjadłem obiad w wegetariańskim barze, gdzie byliśmy z Marzenką po raz pierwszy w dniu, kiedy pozwoliła mi odprowadzić się po pracy do pociągu. Setki razy przechodziłem potem obok tego miejsca i go nie zauważałem. Nie wiedzialem nawet, czy jeszcze istnieje. Pamiętam z jaką nadzieją i entuzjazmem lgnęliśmy do siebie. Miał to być kres naszej samotności. Nawet teraz nie potrafię o tym myśleć bez wzruszenia i tęsknoty za tamtą chwilą.
Ale czasy są inne niż te, o których opowiada "Theodora"i nikt już nie chce umierać za osobę, którą kocha, jak ja jeszcze dziesięć lat wcześniej, ani wstępować do samego piekła, żeby nieść jej ratunek. Kiedy po latach wzajemnej fascynacji poprosiła mnie o oddanie swego instrumentu, do czego miała ją zmusić matka, wiedziałem, że koniec jest bliski. Zażartowałem "Nie możesz mi go odbierać, bo jeszcze nie osiągnąłem mistrzostwa." Odpowiedziała filozoficznie: "Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki." A ja powiedziałem "Według Kratesa nie można do niej wejść nawet raz. A weszliśmy."
A nieco później bratowa, która po tym jak złamałem nogę, sprzątała mój pokój, zajrzała do szafy i znalazła jej ulubioną sukienkę. "To ci już chyba niepotrzebne" - powiedziała i wyrzuciła ją na śmietnik...
Na zdjęciu fragment obrazu zatytulowanego "Orfeusz i Eurydyka w piekle."



W piekle możemy natknąć się na różne koszmarne istoty. Chociaż Szekspir napisał "Piekło jest tu na Ziemi."
OdpowiedzUsuńOczywiście nie opowiadam tu nawet cząstki tej mojej historii miłosnej, a jedynie lekko potrąciłem strunę...Prawdziwi bohaterowie to Theodora i Didymus.
OdpowiedzUsuńAle, jak słusznie zauważył Dostojewski, "Gdyby na świecie wszystko działo się rozumnie, to nic by się nie działo."
Na gorąco: najważniejsze, że zdecydowano i że decyzja jest pomyślna - leczenie farmakologiczne. Ale przejścia na Sorz-e horrendum...
OdpowiedzUsuńWitamy różami 🌹🌹🌹🌹🌹☘️