Rozstania
Zdjęcie nazumi13
Niewiele mam ostatnio czasu, a ten jaki mi pozostaje, wypełniam robieniem zdjęć, słuchaniem dawnej muzyki i czytaniem książek. Zwykle są to ich stare wydania, które uważam za zabytkowe, nawet jeśli naruszył je ząb czasu. Kupowałem je kiedyś za grosze na jakimś straganie. Czasem z dedykacjami dla osób, których już na tym świecie nie ma. Jak ta pozostawiona w dwujęzycznym wydaniu poezji Jesienina.
Przypomina mi ta dedykacja, przepisana z przekładu wiersza Poety, późnojesienne rozmowy o Jesieninie podczas spacerów w Łazienkach. Najbliższa mi wtedy osoba uwielbiała tego poetę, a mnie też wzruszały jego wiersze o starej matce i o bezlistnym klonie. Ale rozmawialiśmy więcej o jego życiu, trudnym, destrukcyjnym charakterze i stosunku do kobiet, o tragicznie bezsensownej śmierci i szalu Isadory Duncan. Miała z tym kłopot, ponieważ wielbiła go i czuła, że mogłaby być jego ofiarą. Padał często podczas tych rozmów deszcz, a schronić się mogliśmy jedynie do pobliskiej kawiarni w parku Agrykola, gdzie rozkoszą było napić się herbaty.
Ja sobie, nie pamiętam już kiedy, we wczesnej młodości, kupiłem tomik jego wierszy, do czytania których skłoniły mnie pieśni rosyjskiego Cygana Sliczenki do tekstów poety. Śpiewał też teksty banalne, ale zawsze "z duszą", bo "Cygan bez konia jest jak ptak bez skrzydeł" (jak mówił jeden z tych tekstów, w którym porwał ze sobą Cygankę z Taganki).
Zakochaliśmy się wtedy oboje w hinduskim śpiewaku Bimsenie Joshim, który miał już w tych nagraniach około osiemdziesiątki, ale miał jeszcze potężny i niezwykle uduchowiony głos, absolutnie genialny. Słuchałem wtedy bardzo wielu instrumentalnych rag, zachwycony grą wielu muzyków (jak największy z nich Ali Akbar Khan), ale Joshiego "odkryła" Ona. W pokoju jej londyńskiego mieszkania zapalała wieczorem świece, ubierała pięknie i leżąc na łóżku słuchaliśmy jego śpiewu. Mistyczny spokój i metafizyka udzielały się nam, podobnie jak kotom, które schodziły się do tego pokoju. To przedziwne jakie melancholia tych rag potrafiła nieść ze sobą ukojenie. (Jego rytmiczne bhajany mniej lubiłem).
Ragi, szczególnie te bardziej melancholijne, poznałem tak dobrze, że ktoś zaproponował mi przeprowadzenie wykładów o nich w jakimś towarzystwie muzycznym. Propozycja była poważna, bo człowiek ten był uczestnikiem wielu festiwali muzycznych i muzyka była jego pasją. Jednak jako osoba o sporej praktyce akademickiej musiałem odmówić, ponieważ nie jestem muzykologiem. Ali Akbar Khan powiedział, że jedną ragę poznaje się przez całe życie, podobnie jak ukochaną kobietę, żonę. A ja byłem jedynie melomanem, który słuchał tej muzyki może od dziesięciu lat. Mógłbym mówić tylko o moich wrażeniach, chociaż trochę też na ten temat czytałem.
Jedna z najbardziej przejmujących rag ukazuje sytuację rozłąki z osobą, którą się kochało, rozłąki na zawsze i to jak trudno po jej odejściu zacząć dzień, jak przerażający jest hałaśliwy świt wypełniony codzienną krzątaniną. A tak ma być już przez całe życie. W innej wersji jest to rozłąka duszy z Bogiem, na jaką jesteśmy w życiu skazani. Ja wolę jednak sens bardziej dosłowny.
Jakieś dziesięć lat temu nagle przestałem słuchać muzyki indyjskiej. Po części dlatego, że mieszkam wśród ludzi, a nie wszystkim się ona podoba. Ale bardziej z powodu pewnego przesytu i potrzeby słuchania czegoś innego. Czasami oczywiście do niej wracam, ale bez tej dawnej namiętności. Wtedy słuchałem nocnych rag w środku nocy, a innych o zmierzchu, przed świtem i w tej porze dnia, na które były przeznaczone. Nadal mam swoje ulubione. To samo dotyczy muzyki japońskiej, którą też całkiem dobrze poznałem przez tamte i późniejsze lata.
Wszystko na tym świecie przemija a przyzwyczajenie jest podobno naszą drugą naturą.




Mitsuko też lubiła ragi. Kiedy jakaś muzyka jej się podobała, kładła się na wznak z łapkami wyciągniętymi ku górze i z błogą minką...Kiedy jej się nie podobała, potrafiła czasem protestować. 🥀 🐈⬛
OdpowiedzUsuńJoshi to nadzwyczajna koncentracja i skupienie. Wczoraj słuchałem jego ragi Multani. Płynie jak wezbrana rzeka przez prawie 42 minuty, najpierw powoli, potem coraz szybciej, nie tracąc nic z początkowego patosu. To bardzo stara, popołudniowa raga, podniosła i pełna współczucia, ale w jego interpretacji nabiera nowego ducha.
OdpowiedzUsuńAle jesień nie jest porą zgonu, tylko zasypiania. A przyzwyczajenie, no cóż, trudno jest się go pozbyć.
OdpowiedzUsuńŚwiat roślin umiera, aby się odrodzić na wiosnę. W tym sensie przyroda zasypia. Ale nawet po tym przebudzeniu pozostaje wiele śladów tego umierania, które zauważa np. Pani Marcisz ☘️
UsuńJak coś umrze to nie żyje, a jak na wiosnę zaczyna rosnąć dalej to znaczy że spało. Śmierć zbiera żniwo przez cały rok, a nie tylko jesienią.
UsuńOdradza się przyroda, a nie konkretny organizm, który przepadł. Sens tego odradzania jest też metaforyczny, bo przecież nie umarła.
UsuńJesienin miał chyba na myśli ludzkie życie. To oczywiście też metafora, bo przecież ludzie mrą o każdej porze roku. Dla poety istotny jest nastrój. Uschnięte drzewo, kiedy wejdą w nie soki zazieleni się.
Nie masz racji, konkretny organizm, uschnięte drzewo, jak jest martwe, to obojętnie jaki sok w nie wejdzie (skąd) nadal będzie martwe. Jesienią drzewa nie umierają tylko hibernują, nie są martwe tylko uśpione. Gubią jedynie liście bo wtedy one do niczego już potrzebne nie są, odrastają gdy znowu są potrzebne. Soki nie biorą się znikąd, w martwym drzewie ich nie ma, aby znowu krążyły na wiosnę, drzewo musi być żywe i pobudzić je do krążenia. Dlatego do mnie nie przemawia jesień jako metafora umierania. Moim zdaniem celna jest tu jedynie metafora „jesień życia”.
UsuńNie napisałem martwe drzewo a uschnięte, czyli takie które tak wygląda, choć całkiem nie umarło.
UsuńTrudno się spierać z oczywistą prawdą. Jeśli z pnia ściętego drzewa odrasta gałązka to oczywiście oznacza, że było w nim życie.
Nie każda metafora musi do nas przemawiać. Jesienin, mimo młodego wieku, myślał o jesieni własnego życia...
Piękna celebracja wspólnych wieczorów przy muzyce i świecach. Z mruczkami dopiero było miło🙂
OdpowiedzUsuńMoże i dzisiaj ktoś jeszcze tak nastrojowo słucha muzyki, ale nikogo takiego nie znam. Nieżyjący mąż koleżanki bardzo lubił m.in. Janis Joplin. Byli też bardzo oryginalną i piękną parą. Muszę zapytać czy słuchali razem muzyki. Wiem, że celebrowali rytuał picia herbaty z parzeniem w specjalnych czajniczkach, ale wtedy jeszcze Ich nie znałam. Może w ten five o'clock słuchali też muzyki...
🙂 Teraz to już tylko wspomnienie. Jak wszystko w życiu...Z wyjątkiem tego, co się jeszcze wydarzy.
UsuńWspomnienie, ale jakie piękne 🌹🌿
UsuńJeszcze nie znalazłam tego pięknego wiersza Jesienina o miłości, o którym tu już kiedyś wspominałam. Po prawdzie nawet nie miałam spokoju, by go szukać. A może on drzemie w Twoim tomiku?
OdpowiedzUsuńJesienin był jak młody lord kiedy przyjaźnił się z Isadorą. Oboje tak tragicznie odeszli. Dwie artystyczne dusze.
Tego wiersza nie znalazłam, ale inne piękne tak...
OdpowiedzUsuńTyle smutku...
Tyle jest smutku w naszym wzroku,
Zbyt gorzko przyznać, zbyt boleśnie,
Że tylko ów miedziany spokój
Pozostał nam w tym późnym wrześniu.
Inny odebrał mi spłoszenie
I dreszcz, i ciepło twego ciała...
W sercu, jesiennym nieskończenie,
Cisza się deszczem rozszemrała.
To nic. Przywyknę. Jak pociecha zrodziła się ta prawda prosta,
Że nic mnie w życiu już nie czeka...
Tylko ten deszcz i żółty rozkład.
A przecie byłem też zrodzony
Do świeższych barw, do czystych dźwięków...
Jak mało widzę dróg schodzonych,
Jak wiele popełnionych błędów.
Życie... ból... szczęście - mija wszystko...
Śmieszny fatalizm doczesności.
Ogród, jak nieme cmentarzysko
Usiały brzóz odarte kości.
I my zamrzemy, przeszumimy
Na podobieństwo drzew ogrodu,
Próżno więc pragnąć pośród zimy
Kwiatów, co giną z przyjściem chłodu.
Siergiej Jesienin
Przeł. Tadeusz Mongird
Pięknie i smutno.🥀 I chyba sam już to przeżyłem...Ale nie potrafiłbym tego tak wyrazić. Trzeba urodzić się Poetą...
Usuń"Nagrobek senny" tu niedaleczko i inne... piękne🌹
Usuń