Zapiski myszy polnej, XXL

       


   Było to jeszcze w czasach kiedy podczas wykładu posługiwano się do pisania kredą a do wycierania szmatką i gąbką. Chciałam liznąć trochę wiedzy i postanowiłam zostać wolnym słuchaczem.  Byłam jednak tak zabiedzona, że zimą po wykładzie jadłam kredę, o ile trochę jej pozostało. Resztę zanosiłam dzieciom. Złapała mnie na tym woźna, ale udobruchałam ją opowieścią o trzech aniołkach. Poczciwa była z niej kobiecina. 

      Dr Kot, zawsze elegancki, miał wykład z etyki. Twierdził on, że należy kochać wszystkie koty i bać się Boga, który gani wszelką pobłażliwość wobec zła. Ludzi należy tolerować o ile zaspokajają potrzeby kotów. W przeciwnym razie należy im przypomnieć od czego są zęby i pazury. Ta część wykładu nawet mi się podobała. Ale, powiada, na świecie tak długo będzie istniało zło, jak długo będą na nim istniały myszy. Chciałam się ze strachu schować, ale ciekawość zwyciężyła. 

      - Myszy należy tępić z całą bezwzględnością na jaką te istoty zasługują. 

      Student zapytał: 

      - A czy jeśli ulituję się nad jakąś to mam się tego wstydzić? 

      - Co za nierozsądne i głupie pytanie? 

     - Ale one są takie malutkie, a ich dzieci...

    - Jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem czegoś równie głupiego!  Jedynie powszechna eksterminacja uratuje nas przed tą plagą. Trzeba to jednak robić beznamiętnie, oczekując dobroczynnych skutków w przyszłości. Szkoda naszych nerwów. 

    Po tych słowach doktor podszedł do tablicy,  wyjął ręce z kieszeni i narysował mnie, to znaczy mysz. A potem przekreślił mnie, wziął szmatkę i starł z powierzchni tablicy. Poczułam się osaczona i umierałam ze strachu. Czułam na sobie wzrok innych kotów. Czułam się jak zaszczute zwierzę. Bałam się, że mnie rozszarpią, albo urwą mi łapki. Ale obok mnie siedział jakiś człowiek. 

     - Spokojnie. - powiedział. - Nie oddałem płaszcza do szatni, jak będę wychodził ukryję panią pod nim. 

      Zabrał mnie do domu i nakarmił, ale powiedział: 

      - Nie mogę tu niestety pani dłużej trzymać. Dozorczyni nie cierpi myszy. Otruje panią, albo poszczuje kotem.  Jednak niech pani opowie coś o sobie. 

     - Jestem pisarką, ale jak w tych ciężkich czasach wyżyć z pisania? Redakcje nie przyjmują moich utworów - uważają, że są zdegenerowane. A dzieci w domu płaczą. Chciałam już zostać ulicznicą, ale nie nadaję się do tego, jestem szara i dobrze czuję się jedynie na polu. Nie chcę być gwałcona. 

     - Szczerze mi pani żal, jednak takie jest życie. Wystarczy jeden donos i wymówią mi mieszkanie, a może nawet relegują z uczelni. 

     - Rozumiem Pana i nie mam takich oczekiwań. Idę zobaczyć, czy moje maleństwa jeszcze żyją. 

     Dr Kot wkrótce się habilitował na podstawie rozprawy "Pojęcie obowiązku w filozofii późnego Heideggera" i został profesorem. A może wczesnego,  muszę o to zapytać redaktora Znikomka. 

     Ale to nie koniec...

     

     

Komentarze

  1. No masz, a mój Rysiek nie chce się habilitować!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie opisana krótka historia z myszą vs kot.
    Nie wątpię, że ma to jakieś konotacje trochę głębsze ale to już nie dla mnie emeryta.
    Teraz już tylko żyję sobie na luzie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty