Lamento della Ninfa/Gloomy Sunday
Wersje jazzowe (albo "dżezujące") różnych utworów muzyki dawnej nie zawsze są nieudane. Śp. Claudio Cavina, kierownik muzyczny zespołu "La Venexiania" (z którym nagrał księgi madrygałów Monteverdiego i innych kompozytorów epoki) zaprosił do studia muzyków jazzowych, którzy towarzyszą zespołowi instrumentów dawnych. Ten najsłynniejszy utwór ze sławnej VIII Księgi ("Lamento della Ninfa"), podobnie jak kilka innych, ma w tej wersji swój niezaprzeczalny urok i trudno byłoby go uznać za jakąś profanację.
Podobne rzeczy robiła też, jak wiadomo,"L'Arpeggiata" Cristiny Pluhar, odnosząc spory sukces. Jej płyta "Music for a While. Improvisations on Purcell" jest udaną popularyzacją muzyki angielskiego Orfeusza. Pieśni i arie Purcella w jej interpretacji brzmią jak dawne piosenki, ale trochę lepsze, bo przeżyły kilkaset lat i nadal wzruszają. Ja oczywiście wolę słuchać instrumentacji i śpiewu w ich oryginalnej wersji. Ale Pluhar, doskonała instrumentalistka i kierownik muzyczny, nagrywa też niezwykle finezyjne wersje klasyczne. Nie wspominając już o jej fantastycznej płycie z tarantellami.
W tak zwanej muzyce rozrywkowej wspaniale wykorzystywał "klasykę" Serge Gainsbourg. "Jane B." i "Baby Alone in Babylon", wykorzystują "preludium deszczowe"Chopina i trzecią z części trzeciej symfonii Brahmsa, które śpiewała Birkin. Nie warto zastanawiać się, czy autorzy tych cudownych utworów przewracaliby się w grobach. Teksty są jak u niego prawie zawsze prześmieszne i prowokacyjne, a piękna melodia to dla nich jedynie pretekst. Gainsbourg był jednak poetą.
Ktoś go próbował zastrzelić podczas koncertu za to, że przerobił Marsyliankę na reggae. (Nagrał, jak wiadomo, z najlepszymi muzykami z Jamajki dwie płyty reggae, które miały milionowe sprzedaże. Ciekawy był ich dialog międzykulturowy - "Znamy cię, to ty śpiewałeś tę piosenkę z gołą babą w łóżku").😀Nie mniejsze oburzenie wywołało to, że spalił studolarówkę. O jego sławnych partnerkach- aktorkach nawet nie wspominam. Uwielbiam jego wersję "Gloomy Sunday" Billy Holiday. Też podobno klasyka, ale jazzu. Billy cudownie to przeżywała i śpiewała.
A ta wersja utworu Villa-Lobosa "Bachianas Brasileiras"nagrana na płycie "Alegria" Wayne'a Shortera, czy nie piękna?...
Shortera, "legendy jazzu", nie usłyszymy, bo właściciel wyłączył możliwość odtwarzania. Smutne są czasem przeciwności losu.😒
Ale jest film z Gainsbourgiem, który jak wielu artystów, popełnił samobójstwo "na raty."
Jeszcze nie wiem, po co ten tekst napisałem. Ale warto posłuchać tej Mameli (Są piękniejsze lamenty Ninfy, ale jej wersja nierozrywkowa też jest bardzo udana). I obejrzeć film z Sergem...



Określenia w rodzaju legenda jazzu nieodmiennie mnie bawią, stąd nawias
OdpowiedzUsuńAle to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych muzyków jazzowych w historii tej muzyki.
Historia "Gloomy Sunday" jest interesująca i zaczyna się od utworu węgierskiego pianisty. Jednak Billy zawarła w tej pieśni całą swoją wrażliwość i empatię...Gainsbourg przedstawia to od innej strony.
OdpowiedzUsuńTen film z "Gloomy Sunday" jest trochę inny niż ten, który zapamiętałem. Treść ta sama, łącznie z tym rewolwerem na końcu, ale pokazana mniej naturalistycznie.
UsuńBardotka, która wykonała pierwszą wersję tej "łóżkowej" piosenki, mówiła o słynnym brzydalu w samych superlatywach, najcieplej i najserdeczniej (jak o żadnym prawie facecie). Nie pamiętam co Ich rozdzieliło, ani czemu ostatecznie znana jest wersja tej szeptanej piosenki w wykonaniu Jane Birkin. W każdym razie głos Serge ma wspaniały, ciemny głęboki aksamit. I chwała Mu że wykorzystał utwór Fryderyka🌹
OdpowiedzUsuńNiezła jest ta dżezowa wersja Monteverdiego, ale ten jazz z konieczności subtelny tu jest.
Bardzo lubię dźwięk saksofonu i trąbki, fanką nie jestem ale trochę lubię jazz🎷🎺
Subtelnie, lekko zaznaczony. Cavina zauważył, że w muzyce dawnej, podobnie jak w jazzie, istotny jest element improwizacji.
UsuńW nagraniu Shortera piękna i nostalgiczna jest Bachowska wiolonczela. Jego saksofon też mniej słychać.
Miał głos i coś do przekazania. I doskonale, z łatwością wchodził w różne muzyczne style. Birkin właściwie sam sobie wymyślił. Bez niego by nie istniała. Szkoda, że taki byli ich koniec.💙
Szkoda, że Shortera nie usłyszymy, teraz chciałabym usłyszeć tą piękną wiolonczelę. Instrumenty są fascynujące.
OdpowiedzUsuńTak... był niezwyczajnym człowiekiem i artystą. Nawet nie wiem jak zakończył się Ich związek, nie jestem pewna, ale chyba mieli córkę.
Charlottę. Też sporo i dobrze śpiewa. Ale jej matkę bardziej naśladują inni, np. Coralie Clement.
UsuńChyba Birkin od niego odeszła. Niestety miała później chorobę nowotworową i nie tak dawno po wielu cierpieniach zmarła...
Nagrywał jeszcze z Catherine Deneuve...🥀
UsuńMożna obejrzeć na YouTube jak się kliknie tutaj.🙂 Ttylko na początku jest reklama.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńCudna ta wiolonczela i ta muzyka, chyba moje uchogłucho już te piękne przejścia gdzieś słyszało.
UsuńRIP dla Jane 🕯️
Usuń