Ostatni romans


     Szlachetne duchy - świat byłby bez nich smutny i wszystkie ptaki by osowiały. Czasem słucham ich patrząc nocą na bezlistne drzewa. Ich głosem jest wiatr, ale melodię składają anioły. Podobno nie mają ziemskich namiętności. 

    - Od dawna już nie chodzę na samotne spacery. Odkąd moja córeczka odeszła, a właściwie odpłynęła gdzieś, zatraciłem poczucie piękna. - powiedział. - Czasem patrzę na nią, kiedy oglądam dagerotyp, ale ona jest już w zimnym grobie. 

     


      - Spacery są nieodzowne dla podtrzymania zdrowia. - zauważyła Anna. - Mylisz się myśląc, że jej tam nie spotkasz. Ona jest wszędzie...I nikogo nie obwiniaj!  Pomponazzi napisał, że kiedy chorzy umierają,  mówi się,  że winni są lekarze, a kiedy przychodzą do zdrowia przypisuje się ich uzdrowienie bogom.  

    - Najwidoczniej bogowie się zdrzemnęli. Jednak odwdzięczę ci się aforyzmem: "Być wszędzie, znaczy nie być nigdzie." - Mointagne. 

   - Mój drogi, ona jest już w niebie. Jednak nie myśl, że ją tam uściskasz. Skończysz w piekle! 

    - Tak źle mi życzysz, Luizo? 

    - Jestem Anna. Zapomniałeś? 

    - Ach, Anna... 

    Wybacz, jesteś bardzo podobna do mojej Luizy. 

    - Luiza nie żyje. Podobnie jak twoje dziecko. 

    - I czegóż to dowodzi? 

    - Że to nie ja... 

    - Nie mogę cię tak nazwać? 

    - A nazywaj, nazywaj... Jednak w niczym nie zmieni to twojego nieszczęsnego losu. Zapewniam cię, że w szczegółach różnimy się i nie chodzi o pieprzyk przy prawym biodrze. Ona nigdy nie stałaby się mną. 

     - Jesteś mi bardzo bliska, Anno. I gotów jestem wiele wycierpieć, a nawet ponieść śmierć, byle tylko być blisko ciebie. -

     - Znamy się od trzech dni. 

     - To cała wieczność. Czy możesz mi coś obiecać? 

     - Obiecać, nie znaczy spełnić. 

     - Nie płacz po mnie. 

     - Tego akurat możesz być pewien. Kto by po tobie płakał? Chyba jedna wierzba, ale musiałaby być pijana. 

    - Zatem upij się!  

    - Powiedziałam - wierzba... 

    - Błagam...Wystarczy jedna łza! Pragnąłem tylko tęsknić, kiedy cię nie ma i czuć radość, kiedy jesteś. 

    - Litości! Mówiłam ci, że moje serce należy do Fryderyka, a on zabrał je ze sobą trzy metry pod ziemię. I to jemu dedykowałam mą ostatnią łzę. Więcej nie mam. Nie żądaj zbyt wiele! 

    - Poszukaj! Może gdzieś jeszcze jest. Mogła się zapodziać. Może w puderniczce?

    - Widać jak niewiele wiesz o kobietach. Sprawdzę... Mam, ale sztuczną. 

    - Nie szkodzi! A nawet lepiej, sztuczna jest bardziej trwała. A co chcesz za to?

    - Żebyś już zamilkł. 

    - To mi nie wystarczy. Chcę, żebyś cierpiała. 

    - A za ile można ją zastawić w lombardzie? 

    Długo tak jeszcze konwersowali w słońcu i przy księżycu, i nie zauważyli nawet, że już nie żyją. Na szczęście ich groby były niezbyt oddalone i mogli się nawiedzać - kto kogo bardziej przestraszy. Ale Wielebny nie był z tego zadowolony. 

    - Wszelki duch Pana Boga chwali. - rzekł na ich widok, jakby ujrzał  ich po raz pierwszy, chociaż od dawna uważnie ich obserwował. - Miło was widzieć, ale porządek musi być jak Pan Bóg przykazał, a wy dom schadzek robicie z cmentarza. Smutne są nasze czasy. "Miałem więc tych, którzy umarli dawno za szczęśliwszych niż ci, którzy żyją. Ale lepiej niż któremukolwiek z nich jest temu, którego jeszcze nie było, który nie doznał zła, jakie jest popełniane pod słońcem" - powiada Pismo ustami Eklezjasty. (4:2-3).  

    - Nic Eminencja nie poradzi, miejsca spoczynku są wykupione. 

    - To nie tak jawnie. W nocy można, jak nikt nie widzi. Przecież, do czego to podobne. 

    - I oboje targnęliśmy się na swe życie. - Anna chciała tym dobić pastora i niestety udało jej się to. 

     Serce nie wytrzymało. 

     - Chyba nie będziemy po nim płakać. - powiedział. I tak też się stało... 

     Na tym padole łez trzeba oszczędzać sobie przeżyć. 

     

    

 

Komentarze

  1. Wyznaję, że romantyczne uczucia nie są mi całkiem obce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu ich nieco groteskowe ujęcie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię cmentarne opowieści. Sama takie wymyślam. Ale romantyzm to tutaj raczej nieromantycznego jest gatunku. Chociaż jest upiorno-sympatycznie 😃

    OdpowiedzUsuń
  4. Stracił córeczkę, stracił Luizę. Ma Annę, siostrę Luizy. Trochę cyniczną, nie odwzajemniającą jego uczuć (wciąż kocha Fryderyka, już nieboszczyka). Dziwnie się dobrali, nic nie rozumiem z takiego rozdania. Ale skoro rzecz zaświatowa, to widać wszystko zdarzyć się może. Nawet śmierć miłego tamże, po której nikt nie zapłacze. Ale żeby duchownego tak urządzić, to niegodziwość. Ale podobno kobiety do wszystkiego są zdolne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kończyłam w pośpiechu bo dzwonił telefon.
      Nanoszę więc małą poprawkę w ostatnim zdaniu:
      Podobno jednak kobiety do wszystkiego są zdolne 😉

      Usuń
    2. A mężczyźni to nie?

      Usuń
  5. Wymazywanie bólu z pamięci, nic nie daje, pomaga tylko zdolność, by go nieść. Czy lepiej jest nie być, żeby tylko nie poznać bólu? Ale nie bycie nie tylko pozbawia bólu, ale również uniemożliwia przeżycie jakiekolwiek sensu. Nie jest formą ochrony, lecz brakiem wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daje, a czasami nawet ból powraca z większą siłą.
      I oczywiście nieistnienie uniemożliwia przeżycie sensu.
      Jest jednak najwidoczniej jakaś tęsknota za nim, skoro nie tylko Teognis, czy Heine, ale nawet Kohelet to głosi...Ciekawą formą wypierania bólu po śmierci bliskiej osoby jest przenoszeniu uczuć na Istotę podobną, która ją przypomina- choć jest to przecież podobieństwo oparte głównie na wyobrażaniu sobie czegoś, co niekoniecznie istnieje.

      Usuń
  6. A z córką się spotka i bólu już nie będzie... 🤍🤍

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty