Na marginesie dwóch wierszy Achmatowej
Muszę teraz zrobić trzy rzeczy - pominąć oryginalne teksty (mam je w wydaniu dwujęzycznym) i abstrahować od losu Poetki i dramatu historii (o których trochę czytałem) i od porównań z kimkolwiek, choćby i z Mandelsztamem. Każda z tych rzeczy jest dość ryzykowna jeśli pragnie się uchwycić sens jej poetyckiej wypowiedzi. Jednak oba przekłady można uznać za jakoś wierne. U Salamon jest licho, a w oryginale - bieda.
Istnieją różne niedogodności i opresje życia. Poruszać się tu będę w abstrakcji jakby życie Autorki okryła mgła zapomnienia i nie miało znaczenia komu i w jakich okolicznościach czyni wyznanie. Dlatego też napiszę tylko o pierwszym wierszu, w którym istotny jest motyw drogi. Uczucia Poetki pomijam. Każdy je sam zauważy.
Co pozostanie? Droga prosta i droga zawiła.(Bez przesądzania, która jest lepsza). Albo - katastrofa, która jest poza jakimkolwiek wyborem i która jest zrządzeniem losu.Tym, do czego owa bieda, czy też licho popycha. To sytuacja tragiczna, a może absurdalna. Czysty determinizm.
Kiedyś, przy okazji studiowania tekstów Zhuangzi i Laozi, a także poetów zen zauważyłem, że Tao to w ich rozumieniu droga.W zenie szczególnie istotna jest dyscyplina. Podobne wrażenie ma się czytając ostatnie, głęboko ascetyczne dzieło Tołstoja "Droga życia." Jednak taoizm nigdy nie był moralizmem, a życie nie zawsze jest proste, bywa bardzo powikłanie.
Ale miałem też poczucie zgoła odmienne, że nie ma żadnej drogi i życie według nich (może nie według Tołstoja, czy zenu) jest kroczeniem po bezdrożach, że nie ma jednej osobnej drogi, bowiem kontemplacja nie jest drogą, która prowadzi do jakiegoś celu. Ta szeroka droga (droga Tao) jest przemianą wszystkiego, a nie czyjąś indywidualną ścieżką i temu strumieniowi przemian dajemy się ponieść, bowiem nie możemy stale płynąć pod prąd bez samounicestwienia. Jest tu zatem inna opozycja. Nie między dwoma rodzajami drogi, a między drogą a bezdrożem, poczuciem obowiązku a spontanicznością. Ktoś mógłby powiedzieć, że jeśli ktoś nie wybiera świadomie drogi, to skazany jest na niekonsekwencję, błądzenie, a może nawet chaos i nieprawość.Jest jak ślepy wędrowiec poruszający się we mgle. Jednak droga, którą w ten sposób wybieramy, nie jest drogą Natury. Dlatego mimo złudzenia, że nas dokądś prowadzi, prowadzi nas najczęściej nie tam gdzie chcieliśmy, co zauważamy zwykle po latach. A "jak pociąg z urwiska" stoczymy się wszyscy. To nieuniknione...
Nie twierdzę oczywiście, że żyć można całkiem dowolnie poza moralnością i społeczną wspólnotą.Byłoby to bardzo naiwne. Tak mógłby żyć jedynie duch. Praktycznie zawsze czymś się w życiu kierujemy, coś wybieramy i z czegoś rezygnujemy. Istotną rzeczą jest na przykład wybór satysfakcjonującego nas zawodu lub partnera życiowego.Mamy też obowiązki nie tylko wobec bliskich. Nie istniejemy jednak wyłącznie przez role społeczne, dana jest nam samotność i poczucie odrębności. Nie możemy też być wyłącznie praktyczni, ani chcieć zmieniać to, czego zmienić się nie da, ulegać moralnym przesądom, ani zdawać się na instynkt stada.
Czy poddanie się strumieniowi życia nie jest jednak przejawem oportunizmu, albo rodzajem psychicznego bezwładu lub nihilizmu? Może być tym wszystkim, jeśli życie zdominowane jest przez egoizm lub lęk. Może być nawet czymś z pogranicza psychopatologii, zobojętnieniem lub zbrodnią.
Jednak w podobny sposób, a nawet jest to bardziej prawdopodobne, na manowce może zejść ktoś, kto świadomie obrał drogę, na przykład chęć nieuczciwego bogacenia się, politycznej przemocy lub ślepego podporządkowania się autorytetowi.Ludzie najczęściej nie zdają sobie sprawy z tego ile potencjalnego zła jest w ich wyobrażeniach moralnych przyjmowanych bezrefleksyjnie. To właśnie powoływanie się na słuszność drogi i poczucie moralne każe często czuć się kimś lepszym od innych, gardzić nimi, a nawet rozdeptywać ich na swej drodze i nie uważać za ludzi - chcieć coś na nich wymuszać, niewolić, albo w przypadku skrajnym pozbawić ich życia. Myślimy wtedy - żyję dobrze, a innych najlepiej byłoby wytępić, a kiedy nie możemy tego zrobić, zjawia się resentyment. To zadufanie w sobie prowadzi też do rutyny i zaniku obserwacji życia, do dogmatu. Nie muszę niczego wiedzieć, skoro wszystko wiem (lepiej).Nie muszę stawiać sobie granic, bo wyznaczam je innym. I w ten sposób liberał staje się autokratą.Jeśli coś sprawdziło się w moim życiu lub w grupie ludzi, z którymi się utożsamiam, to jest dobre i mogę tego wymagać od innych, a jeśli nie spełniają mych oczekiwań obwiniać ich i karać.
Ale oddaliliśmy się sporo od tego o czym mówi wiersz, a ja nie zamierzam nikogo przekonywać i mówić, że coś powinien. Przeciwnie - mówię o wolności tak, jak ją rozumiem.Wolność nie może być rodzajem fetyszu, a świadoma, czy nieświadoma agitacja może czasem wpływać na ludzi, jednak nigdy nie jest dla nich dobra i w końcu kiedyś zaczynają to czuć, albo rozumieć...
Wracając do Achmatowej, trudno byłoby nie współczuć jej losowi i nie podziwiać jej duchowej siły i poetyckiej wyobraźni. Jest wiele jej utworów równie wyrazistych, budzących uczucia i myśli, czasem nawet gwałtowne. Ale nie o tym pisałem.




Duże litery "wywaliła" AI. Nie mam siły już tego poprawiać.
OdpowiedzUsuńTo jedynie moje impresje. Swoją drogą to sztuka wspomnieć o Achmatowej i pominąć totalitaryzm.
Jednak uroszczenia liberalizmu są równie niebezpieczne. Paradoksalnie, totalitaryzm umożliwił dokonanie pewnych reform społecznych i pokonanie Hitlera (jakby klin można było tylko wybić klinem). Nie usprawiedliwiam niczego, zauważam jedynie. Cena wydaje się czasem zbyt wielka.i w ogóle nie są to rozważania etyczne, a już najmniej z zakresu etyki społecznej.
Żyjemy w dobie kultu subiektywizmu. Niemal każdy uważa, że jego droga i jego wybory są najlepsze. Autorytety są niepotrzebne. Każdy dla siebie mistrzem i wyrocznią.
OdpowiedzUsuńDroga, którą przeszłam, wybory, których dokonałam, jakie były? Przeszłości zmienić nie można, niestety. Mogę zadbać o dni, które przede mną... Słaba jestem, więc muszę prosić o pomoc.
Przesmutne, że syn Achmatowej po 14 latach łagrów nie chciał spotkać się z matką, która cierpiała i czekała. Straszne przeżycia taki przyniosły skutek.
Inaczej widzę życie. Nie jako drogę. Jako konieczność utrzymania się i jako szansę na cieszenie się wieloma aspektami istnienia. Nie jako determinizm, chociaż zdaję sobie sprawę z ograniczeń jakie w życiu miałam. Myślę, że gdybym nie próbowała różnych rzeczy (popełniałam błędy, byłam też źle odbierana), to bym żałowała, że nie próbowałam. Nie polegam na myśli filozofów. Po prostu żyję, biore je na klatę. To życie też mnie kształtuje, zmienia mnie.
OdpowiedzUsuńNie o tym pisałeś, niemniej wpiszę te strofy Achmatowej...
OdpowiedzUsuń"Żyć nauczyłam się prosto i mądrze,
Patrzeć na niebo, modlić się do Boga
I długo, długo chodzić o wieczorze,
By niepotrzebna ustąpiła trwoga."
"Niepogrzebanych - ja ich pogrzebałam. I oplakalam wszystkich - a mnie kto opłacze?"
Usuń"Nie, to nie jestem ja, to cierpi ktoś inny, Bo ja bym tak nie mogła, a to, co się stało, Niechaj okryją szczelnie czarne kiry I niech zabiorą światła...Noc."
Usuń"Ty wymyśliłeś mnie.Takiej nie ma na świecie. Takiej na świecie być nie może. I nie licz na lekarza, nie zawierz poecie - Cień widma będzie ciebie dniem i nocą trwożył."
Usuń"A kiedy muzyka zabrzmiała
UsuńI ocknęły się zwiastuny zimy
U przystani, to jasne się stało:
Przyszła sama śmierć- przyszła władczyni."
Życie pełne bólu i łez, jak i tylu, tylu innych...
Usuń"Nie dane będzie mi odlecieć
UsuńOd łabędziego stada...
I tak jest, niestety, że poecie
Mężczyzną być wypada.
Inaczej przyjdzie czas rozpadu
I, zanim kres nastanie,
Nie będzie domu ani sądu,
Nie spotka mnie spotkanie."
W tym ostatnim jest może jakaś jej filozofia życia...☘️
UsuńSąd sztuczną inteligencja zmieniła w sąd. W ferworze wpisywania polskich liter tego nie zauważyłem...🙁
UsuńSad...Za chwilę zacznę klnąć. 😀
UsuńKobieta strzeże gniazda, ale w czasach zbrodni i nienawiści, nie zawsze jej się to udaje, mimo największego nawet poświęcenia.
UsuńŻycie jest podróżą w nieznane, każdy to przyzna, ale wierzy się za to, że o podróży po śmierci, wiemy już wszystko.
OdpowiedzUsuń