Krótko i o niczym


              Ten kotek przypomniał mi dzieciństwo z jego ufnością i lękiem. Dostałem trochę podobnego na takiej wypukłej kartce pocztowej od mojej Babci. Można ją było ugniatać jakby wypełniona była powietrzem, a po drugiej stronie Babcia napisała wiecznym piórem "Moim małym kotkom Pusiowi i Busiowi." Jak się nacisnęło tego kotka to piszczał. Podczas wojny straciła prawą rękę i nie było jej latwo napisać i atrament trochę się rozlał. Pusio to mój starszy brat. 

   Z kolei Mama, która skończyła szkołę galanterii skórzanej, szyła nam z filcu malutkie zajączki. Praktykę zawodową odbywala u Żyda na ulicy Próżnej...Gdzieś to wszystko zostało wyrzucone, kiedy po jej śmierci opróżniano jej mieszkanie. Podczas wojny Mama karmiła króliki, które jej Ojciec trzymał koło domu. Musiała chodzić dość daleko, żeby zebrać dla nich pokarm. A potem, w sierpniu 44 r, Tatusia jej zabili, a Babcia po wojnie znikała na całe noce, które spędzała na grobie męża. 

     

         Jako dziecko lubiłem siedzieć w tym małym fotelu w średnim pokoju. Zdarzało mi się zamyślać i zatapiać w marzeniach. Miałem chyba kontemplacyjną naturę. 

        

         To zdjęcie z mojej drugiej pracy. Widać na nim jeszcze staroświecki telefon. Kilka lat temu pewna absolwentka filozofii, która mieszka w Paryżu, napisała (widząc to moje zdjęcie i inne z tamtych lat) "Zakochałam się w Panu takim, jakim był Pan dwadzieścia lat temu." A później napisała, że przyśniłem się jej. W tym śnie podróżowaliśmy razem po zachodnich Niemczech. Ja wygłaszałem uniwersyteckie wykłady, a ona była moją asystentką. Ten wirtualny kontakt przerodził się w wieloletnią i niezwykle intensywną wirtualną znajomość,  zajmującą zazwyczaj większość nocy i jakąś część dnia i poznałem jej życie, fascynacje, traumy, liczne uzdolnienia, choroby, uczucia i najskrytsze myśli. To była przez lata jedyna osoba, z którą miałem codzienny kontakt także wtedy, kiedy byłem poważnie chory. Ale o tym napisałem w innym tekściku, którego na razie nie publikuję...Śniłem się jej jeszcze później. Jakiś to był przedziwny sen. Spytałem ją, kim w tym śnie byłem, a ona odpowiedziała "Był pan apeironem." Nigdy przedtem jeszcze nie byłem apeironem, więc bardzo mi to pochlebiło. Sądzę nawet, że z ludzi nikt nim nie był. Bywają takie filozoficzne sny. 🙂

     

      To zdjęcie też ma ciekawą historię. Zrobił mi je mój przyjaciel - "artysta plastyk" i muzyk rockowy, a także znakomity fotograf. Niestety przetrwało dość sfatygowane i moja twarz pokryta jest jakimiś "farfoclami".  Bardzo lubię czarno- białe zdjęcia. Zrobił mi jeszcze jedno w szpitalu, kiedy umierałem. Nie wiem jednak, czy je znajdę. Udało mi się przeżyć wyjątkowo trudną podobno operację. A czasy były ciężkie. W szpitalu apelowano do odwiedzających  żeby przynosili ze sobą opatrunki i agrafki. Leżałem na trzydziestoosobowej sali Szpitala Wolskiego (przez dwa dni na Ojomie). Salowa martwiła się o mnie: "Jest pan podobny do mojego zięcia. Miał to samo, co pan i też umarł."  Tam pacjenci marli na moich oczach. Jeden ze wsi wpadł w szał, bo jego młoda żona przyszła go odwiedzić w czarnej sukience i czarnych butach. W kilka dni potem rzeczywiście umarł. Ja przeżyłem. Byłem młody. Mieli mi to starsi za złe,  bo myśleli, że to ja umrę. Ale był tam jeden stary kowal, miał może z osiemdziesiąt lat i czekała go jakaś operacja (miał nowotwór), ale w ogóle się tym nie przejmował i powiedział im: "Zostawcie go w spokoju, to dobry chłopak", a do mnie -  "Jeszcze będziesz brykał!" Szanowali go tam bardzo, bo miał taką filozofię - "Co ma być, to będzie!"...I przeżył! 

      

      

     

       



Komentarze

  1. Babcia po kilku latach doszła do siebie i podjęła pracę na poczcie przy segregowaniu listów na nocnej zmianie,
    Jest moim Duchem opiekuńczym. Była jako jedyna w mojej rodzinie mądrą osobą. Może dlatego, że tak wiele przeżyła. Podobno kiedy Ukrainiec strzelał do niej i udało jej się przeżyć pod ciałami pomordowanych, nie czuła lęku, choć widziała śmierć Dziadka, a jedynie pogardę dla morderców. Wierzyła, że ocaliła ją Matka Boska.
    Kiedy rozpocząłem studia i wspomniałem jej, że czytam Ojców Kościoła i Biblię, nieoczekiwanie powiedziała: "Nie wiadomo, czy Bóg w ogóle istnieje"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdaję sobie sprawę z tego, że to, co dla mnie jest subiektywnie ważne, dla kogoś innego może być niczym. Nasłuchałem się mnóstwa opowieści o życiu innych ludzi, ludzi którzy już nie żyją i wszystko czym żyli wydaje mi się czasem śmiechu warte...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tutaj na ziemi nie ma niczego, co mogłoby dać nam prawdziwy pokój. Ani bogactwo, ani zaszczyty, ani sława, ani pozycja społeczna. Ani nawet nasi krewni i bliscy nie są w stanie obdarzyć nas niewzruszonym i trwałym pokojem serca. Jedynym dawcą życia, radości i pokoju jest Bóg. To On daje pokój, ciszę i radość aniołom, świętym oraz nam tutaj na ziemi"
      Tadeusz Witownicki - serbski prawosławny mnich

      Usuń
    2. Basiu, słowa słowa i nic poza tym.

      Usuń
  3. Nezumi,
    Ważne jest to, czego ty chcesz. Życie "po swojemu" może dać poczucie spełnienia. Oczywiście, to "po swojemu" może zmieniać sie na przestrzeni lat. Ale żeby było tak jak chcesz lub prawie tak jak chcesz. Ktoś nazbierał na spokój i komfort na emeryturze - ok. Ktoś wychowal trójkę dzieci - też ok. Ktoś inny spędził życie na kontemplacji - co kto woli.
    Zbliżam się chyba do akceptacji wszystkiego, co mnie nie boli :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Tęskni się za ludźmi, którzy nas kochali. Każdy chce być przecież kochany. Tak "pomimo wszystko" kochany :-)
    Ale jest jeszcze coś takiego jak "oddawanie" tego kochania osobie, która kocha. Nie wszyscy potrafią oddawać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Są takie wspomnienia do których tęsknimy i takie których nie chcielibyśmy pamiętać, ale przypominają się same. Dziadków nie pamiętam, zmarli zanim się urodziłem, natomiast moje Babcie „przeżyły trzy wojny, w tym dwie światowe” i jeszcze długo żyły w komunie, a ich wspomnienia bywały czasem okrutne. Będąc dzieckiem słuchałem tych wspomnień jak czegoś nierealnego, nie mogłem sobie nawet tego wyobrazić. Dopiero po latach gdy już dojrzałem, dotarło do mnie to jaki ten świat jest paskudny. Mój świat był zupełnie inny, miałem rodzinę która mnie wychowała i sam byłem ojcem rodziny, a teraz jestem dziadkiem, bez większych zakłóceń ze strony otaczającego mnie świata. W porównaniu do tego co spotkało moje Babcie, śmiało mogę powiedzieć, że mam szczęście. Ale mam też wspomnienia których nie chciałbym pamiętać, na przykład choroba mojej Żony, no cóż, za pięknie być nie może.

    OdpowiedzUsuń
  6. Apeironem... to chyba trafne określenie Ciebie 🙂 Sama filozofia ma coś z nieskończoności, a Ty jesteś jej kontemplacyjnym uosobieniem, od dziecka... jak widzimy 👦🏼

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty