Klamka zapadła, czyli ostatnia opowieść

                  "Kto nie słucha ojca, matki,

                    Ten posłucha psiej kołatki"

    Był chłodny listopadowy wieczór. Nie wychodziłem z domu. Pierwszy raz od kilku lat. Siedziałem wygodnie w fotelu i czytałem "Zagładę domu Usherów " Edgara Alana Poe. Była północ kiedy dobiłem do końca i już miałem wyjść na nocną przechadzkę, kiedy ktoś zastukał w okno. 

- Proszę wejść! - powiedziałem. 

- A nie mogę wejść przez drzwi? 

 - Nie wychodzę przez drzwi. Nie mam klamki. Wymykam  się przez okno kiedy oni nie widzą. 

 - Jak tak, to zrozumiałe, ja też bym tak robiła. 

- Podam pani rękę... 

      Spytałem ją, czy może mi wyjawić cel swojej wizyty. 

- To na razie niemożliwe. Powinien Pan pozostać w nieświadomości. 

-  To o czym będziemy rozmawiać? Może zapytam panią, czy napije się Pani herbaty. 

-  Niepotrzebna troska. Jestem tu po to, żeby pana obserwować. Może pan nic nie mówić. I w ogóle, proszę sobie nie przeszkadzać. 

-  Nie mogę. Całymi dniami nie widuję tu nikogo. A to, co nazwała pani przeszkadzaniem, nie wchodzi w grę. Pani też mi nie przeszkadza. Chociaż z drugiej strony, nie jest też Pani pożądana. Ani obojętna. 

    Zobaczyłem, że jest cała przemoczona. 

    - Widzę, że pani zmokła. Wnioskuję na tej podstawie, że padał deszcz. W łazience jest czysty ręcznik. 

    - Niech Pan się nad tym nie zastanawia. Mogłam kąpać się  w stawie, albo gdziekolwiek indziej po drodze. Nie pańska sprawa. A może jestem topielicą? 

    Przyniosła go. 

    - Czy mógłby mi Pan wytrzeć głowę? Nie lubię dotykać do mokrych włosów. To takie zwierzęce! Czuję się wtedy jak dziwka. Proszę pozwolić mi tego uniknąć. 

    - To chyba miłe uczucie. - zauważyłem. 

    Jej włosy miały przyjemny zapach jakiegoś ziołowego szamponu. Gdyby kąpała się w  stawie byłby zupełnie inny. Nie wiem, jak to się stało, że przy tej czynności moje dłonie zacisnęły się na jej szyi. Mogła się wyrwać, ale poddała się z pokorą. Kiedy opadła bezwładnie na łóżko przyszło mi do głowy, że może od początku tego chciała. Siedziałem przerażony obok łóżka i myślałem jak dziecko, że może odżyje, ale nie oddychała.        Zasnąłem.  Rzadko ostatnio sypiałem. Śniło mi się, że zapadłem w letarg i zostałem pochowany. Próbowałem bezskutecznie wydostać się z tej pułapki i tak się obudziłem. Spojrzałem z lękiem na łóżko, ale jej tam nie było. Pomyślałem, że to dobrze, bo mordercy mają zwykle problem z usunięciem ciała. Nie wyobrażałem sobie ćwiartowania, ani zakopywania w lesie. Był jeszcze jakiś cień nadziei, że jednak przeżyła. Przecież nie mogła tak po prostu zniknąć. Czytać już nie mogłem, ale przesiedziałem do świtu. Zmarzłem, bo przez całą noc było otwarte okno. 

      Jestem bardzo samotny, ale jakiś niepokój pognał mnie z samego rana do znajomego. Był zaskoczony, bo go obudziłem. 

      - Muszę ci coś opowiedzieć. Wczoraj czytałem Upadek domu Usherów E...

     -  Tego nudziarza!  

     Dość długo trwało nim zdołałem mu opowiedzieć wszystko. Nie zdziwił się. 

     -  Twoja opowieść ma słabe punkty. Dlaczego musiała wejść przez okno? 

     -  Bo od wewnątrz nie mam klamki. 

     -  I od razu chciała cię sprowokować?  Ty wiesz ile masz lat? 

     - Chciała tylko żebym jej wytarł głowę.  Poczułem się podekscytowany. Nie panowałem nad sobą. 

    - I tak ni stąd ni zowąd znikła? 

    - Mogli wykraść jej ciało. 

    - A w jakimż to celu? 

    - Żebym nie mógł go ukryć. 

    - Od jak dawna mordujesz kobiety? 

    - To była moja pierwsza. Myślę, że zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Sam powiedziałeś, że jestem w takim wieku. Późna miłość jest najgorętsza, bo potem nie ma już żadnej. Psychologia...W dodatku jestem taki brzydki. Po tym, czego się dopuściłem, chciałem się zabić. 

    - W takim razie wracaj do domu i czekaj aż po ciebie przyjdą. 

    - Oni nie przyjdą. 

    Znajomy rozłożył ręce. 

     - Obawiam się - powiedział - że nie mogę ci pomóc. Musisz jednak uzbroić się w cierpliwość i czekać aż sprawa się wyjaśni. Moim zdaniem nikogo nie zabiłeś. Jesteś przewrażliwiony. Ale przyślę ci mojego kumpla. To złota rączka i założy ci klamkę. 

      - Nie założy!  Oni nie chcą żebym wychodził przez drzwi. Kiedy wychodzę przez okno mają nade mną kontrolę. 

      - Nie będą o tym wiedzieć. 

      - Nagrali już naszą rozmowę na taśmach i szpulach. Mają połączenie satelitarne. 

      - Oczywiście, jak mogłem o tym nie pomyśleć.  Ale Rączkę i tak do ciebie przyślę. 

     - Obawiam się, że nie będzie mnie w domu. Mam zaległość spacerów. Jesień, nawet ta późna, to piękna pora roku. Nawet kiedy się kogoś pozbawiło życia, życie wciąż trwa i nawet deszcze nie zmyją z nas poczucia winy. 

     - Jakoś tam się dostanie. 

     Ktoś musiał na mnie donieść, bo kiedy wróciłem do domu pod oknem czekała na mnie ta kobieta. Tak mi się wydawało w pierwszej chwili, jednak była to zupełnie inna osoba. 

      - Pamięta pan, co robił pan wczoraj przed północą. 

     -  Czytałem...

     -  A ktoś nie wchodził do Pana przez okno? 

     - Dlaczego miałby wchodzić przez okno? To nienormalne. 

     - Też chciałabym wiedzieć. 

     - Nie odpowiadam za zachowanie innych ludzi. 

     - I co pan wtedy zrobił? 

     - Ja tylko wytarłem jej włosy. 

     - Mówi, że wytarł jej włosy. - powiedziała kobieta. 

     - Niech powie, czy była blondynką, czy brunetką. - odpowiedział głos. 

    - Nie zdążyłem się przyjrzeć. Mogła być szatynką. - powiedziałem. 

    - Mówi, że nie zdążył się przyjrzeć. 

    - Powiedz mu, że go bardzo uważnie obserwujemy i niech nie powtarza tego samego numeru. 

    - Słyszał Pan? - spytała kobieta. 

    - A kim jest ten pan? 

    - Za dużo pan by chciał wiedzieć. Boimy się o pana. Grozi panu śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy był Pan z kimś umówiony? 

     - Nie, ale znajomy przyśle do mnie Rączkę. 

     - Pod żadnym pozorem proszę mu nie otwierać. 

     - Nie mogę otworzyć, bo nie mam klamki. 

     - To niech Pan zabezpieczy okno. Da pan radę przesunąć szafę? 

     - Nie. 

     - To niech pan nie przesuwa. 

     Przez cały następny dzień czekałem na Rączkę, miał przyjść z samego rana. Dopiero w nocy ktoś zapukał w okno. 

     - Kto to taki? - spytałem. 

    -  To ja, Złota Rączka. 

    Wpuściłem go. Ale to była ŚMIERĆ...

     

    


 


       



Zastanawiałem się jak zachowałby się psychopata. Przetrząsnąłby jej kieszenie i torebkę, a potem wypiłby alkohol z lodówki. Jeśli miałaby ze sobą jedzenie, to by je skonsumował. 


    


Komentarze

  1. I straszno i śmieszno, czyli bardzo dobrze mi się czytało przy kawie.
    A przypomniało mi się przy okazji to: umrzemy w końcu wszyscy, więc w sumie to nieważne jak, najważniejsze jak żyjemy.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...Zwłaszcza, że życie mija tak szybko.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty