Amulet
Wśród moich opowieści z różnych części świata nie było jeszcze egipskiej. Owszem, była historia mumii kota, która po ucieczce z British Museum siała postrach wśród mieszkańców Londynu, jednak o samym Egipcie pisać się nie ważyłem. Może nie tyle w obawie przed zemstą faraona, a raczej ze względu na brak wiedzy i niedostatki wyobraźni. Teraz jednak, po odnalezieniu amuletu z okresu środkowego królestwa przedstawiającego hipopotama, poczułem, że jakaś niewidzialna siła zniewala mnie do pisania. Leżał wśród rupieci na straganie w Camden Town.
Zadzwoniłem do Noriko.
- Natychmiast wyrzuć go póki nie jest za późno i nigdy o nim nie wspominaj. - powiedziała.
- Ale on jest bezcenny nie tylko sam w sobie, jest piękny, ale jako inspiracja...
- Tym bardziej! Tylko tak się uchronisz.
- Noriko, zachęcaj mnie do pisania. Przecież amulety chronią przed złem.
- Wybacz, zawsze to robiłam, ale tym razem nie mogę. Obiecuję, że cię popieszczę jak zrezygnujesz. Amulet przed niczym nie chroni, to tylko rękodzieło.
- Nie mogę. Czuję, że może to być wspaniała grafomania, godna pióra...
Była wyraźnie zdenerwowana.
- W takim razie do czasu kiedy skończysz nie będę się z tobą spotykać. Nie chcę być następną ofiarą. Czuję, że cię tracę, ukochany.
Przestraszyłem się, ale cóż było robić. Zamknąłem się w pokoju i w sobie, i studiowałem mitologię tamtego okresu, a nocami ogarniały mnie ciemności egipskie, jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Więdłem przy tym z tęsknoty za nią.
Gdzieś w środku zimy zadzwoniła:
- I jak tam, żyjesz mój głuptasku?
- Nie.
- Przez ten czas można było napisać tysiąc stron.
- Najtrudniej jest napisać trzy.
- Przyjedź do mnie i pokaż mi tekst. Mam ochotę na lody.
- Mam dopiero dwie.
- Powiem ci czego nie pisać dalej. A jak skończysz pochowamy ten tekst na starym cmentarzu...Ale dopiero następnej jesieni. Teraz nie mogę się z tobą widzieć.
- Dlaczego, Noriko? Ja tego nie przeżyję!
- Nie możesz mi pomóc. Ktoś mnie śledzi.
Wyłączyła się. Dzwoniłem jeszcze trzydzieści trzy, albo czterdzieści cztery razy, ale nikt nie odbierał. Zapadłem prawie w letarg. Przez całe tygodnie nie mogłem podnieść się z łóżka. Miałem nadzieję, że może jednak zadzwoni. Nie wychodziłem, bo przed wejściem zobaczyłem skarabeusza.
Któregoś dnia zajrzał do mnie caretaker. Nie wiem, jak to się stało, że mu otworzyłem.
- Nie wychodzi pan z domu. Sąsiadka martwi się, że umrze pan z głodu. Dla mnie to też byłby kłopot. Rozumie pan, rozkładające się ciało. I nie będzie miał kto pana pochować.
- Współczuję panu, ale mnie już z życiem niewiele łączy.
- Mam dla pana bilet do Wigmore Hall na koncert jakiegoś Jamesa Bowmana. Jakiś jegomość go przyniósł. Przedstawił się jako Set.
Zadrżałem...Ale pomyślałem, że muszę tam pójść, bo może ten Set wie coś o Noriko. Długo musiałem, jak mówiła kiedyś moja zmarła ciotka, "doprowadzać się do kultury." Założyłem mą ulubioną marynarkę. Nie zdołałem się jednak ogolić. Przed samym wejściem w tłumie zaczepił mnie ktoś.
- Jestem Set z policji kryminalnej. Prowadzę śledztwo w sprawie zaginięcia Noriko Nezumowej. Po koncercie chciałbym z Panem zamienić kilka słów.
Znikł tak szybko jak się pojawił. Widać tego ich uczą. Byłem wzruszony. Bowman śpiewał pieśni Purcella i Brittena. Tęsknota za Noriko ożyła ze zdwojoną siłą. Chciałbym ją zobaczyć nawet w grobie.
Po koncercie czekałem na niego, ale się nie pojawił, jednak pozostawił mnie w lęku i w chaosie. Chodziłem w tę i z powrotem po Wigmore Street. W takim stanie umysłu dotarłem w końcu do stacji metra.
Pod domem przywitał mnie caretaker.
- I co, widział się z nim pan?
- Tak, ale znikł.
- Zostawił dla pana wiadomość.
- Czy mógłby pan przeczytać, bo nie wziąłem okularów? Jeśli oczywiście nie sprawi to panu kłopotu.
- Nie mogę, to wiadomość skierowana wyłącznie do pana.
Uśmiechnął się przy tym zgryźliwie. Byłem pewien, że ją przeczytał. Poczułem, że uczestniczy w jakimś spisku.
W pokoju otworzyłem kopertę. Spodziewałem się jakichś hieroglifów, ale był tam jedynie zygzakowaty napis krwią: "Umrzesz!" i numer telefonu. To mnie nie zaniepokoiło, ale pomyślałem, że może to być krew Noriko. Rano pobiegłem do lekarza i prosiłem go o oznaczenie grupy krwi znajdującej się na kartce.
- Chyba łaskawy pan się pomylił. Takie rzeczy robi policja. Może potrzebuje Pan leków?
Poczułem się upokorzony i prawie rzuciłem się na niego.
- Proszę się uspokoić, nie jestem psychiatrą a jedynie internistą i nie mogę panu postawić diagnozy. Czy ma Pan stan lękowy?
Pokazałem mu kartkę.
- Kiedy pan to napisał? - spytał.
Po powrocie do domu, co nastąpiło późnym wieczorem, ponieważ do tego czasu błąkałem się po ulicach i po parku, zauważyłem, że szuflada w moim biurku jest pusta. A to w niej znajdowały się dwie pierwsze strony mojej opowieści. Amulet nie zginął, ponieważ nosiłem go przez cały czas na szyi.
Znowu natknąłem się na caretakera.
- Czy pali pan opium? - spytał bezceremonialnie.
- Jest Pan trochę niegrzeczny.
- A pan w euforii.
- Dlaczego zawsze muszę tutaj pana spotykać?
- Bo tu pracuję. Czy ten czarny kot, którego wyrzuciłem dzisiaj na śmietnik był pański? To prawdziwa bestia! Przysypał go worek z cementem. Nigdy nie widziałem tak ogromnego kota.
Pobiegłem na górę. Kóleczki nie było. Zadzwoniłem.
- Czy mógłbym się jakoś skontaktować z inspektorem Setem? Mam pilną sprawę.
- Pewnie nie cierpiącą zwłok. - dziewczyna w słuchawce roześmiała się.
- Mój kot nie żyje...
- Dawid, czy my znamy jakiegoś Seta? - spytała kogoś. Odpowiedział jej rechot.
- Zostawił mi ten numer telefonu.
- To zakład fryzjerski. Jak się Pan strzyże?
Zezłościłem się trochę, ale ku mojemu zdziwieniu fryzjerka powiedziała, że sprawdzi jaki to numer.
- Pomylił pan szóstkę z ósemką. To numer koronera. Wygląda na to, że to poważna sprawa.
- Szukam dziewczyny.
- Przykro mi. Ale żartowałam! To fryzjer dla czworonogów. Niestety powiedział Pan, że pana kot nie żyje...
Zbiegłem na dół żeby dopytać o coś caretakera, ale ten odwrócił się do mnie plecami.
- Czy to możliwe, że fryzjer dla psów jest czynny w nocy?
- Oni są czynni całodobowo. - rzucił w odpowiedzi.
- A koroner?
- W nocy bywa zajęty.
W nocy nie mogłem zasnąć. Latami nie mogłem zasnąć, ale przecież niedawno spałem prawie dobę za dobą. Nad ranem wyszedłem i usiadłem na jakiejś ławce na skwerku, gdzie jest nagrobek córki Cromwella, a obok leżały porzucone puszki po piwie i zużyta prezerwatywa, próbując odtworzyć w pamięci zaginione strony. Udało się, mam jednak fotograficzną pamięć, ale zmarzłem i rozbolało mnie gardło. Miałem wracać do domu, żeby się ratować, ale usłyszałem w mroku głos.
- Witam. Mieliśmy okazję się spotkać. Nazywam się Set, z Instytutu Psychiatrii. Widzę, że trzęsie się pan z zimna.
Mówiąc to wręczył mi butelkę whisky.
- Proszę trochę wypić. Rozgrzeje się pan.
- Dziękuję, proszę zabrać. Nie mam przyjemności znać pana. Widziałem się przez chwilę z jakimś Setem, ale on był z policji. Poza tym, nie widzę pańskiej twarzy.
Roześmiał się.
- Nikt jej nie widzi. Podobno mam długie, spiczaste uszy.
- Szukał Noriko, której ja też szukam. To dla mnie sprawa życia i śmierci.
- Jest u koronera.
I znikł. Nie chciałem dzwonić do koronera. Poszedłem tam i powiedziałem, że mogę zidentyfikować zwłoki.
- A jest Pan kimś z rodziny? - zapytał.
- Pod włosami na czubku głowy ma niewielki wyrostek. Nie widać go, bo jest nimi okryty.
- Denatka nie ma głowy.
Zaniemówiłem, a staruszek zatrzasnął mi przed nosem drzwi. Złożyłem zażalenie, ale powiedziano mi, że takie są procedury. I tak był elokwentny. Chciałem mu powiedzieć jak bardzo za nią tęsknię. Urzędnik spytał mnie jak trafiłem do tego koronera. Powiedziałem, że ktoś mi zostawił jego numer telefonu. Sprawdził numer, ale powiedział:
- Być może pomylił pan ósemkę z szóstką. To numer do fryzjera psów.
- Robicie mi trudności tylko dlatego, że jestem obcy. - wykrzyknąłem.
- Faktycznie, to jest broken english. Ale cóż, niech Pan szlifuje! Powodzenia...
Zacząłem już wątpić, czy kiedykolwiek odnajdę Noriko.
Ciąg dalszy być może nie nastąpi.



Bardzo wszystko jest tutaj pogmatwane jak w dobrym kryminale.
OdpowiedzUsuńJa mam niewielkie oczekiwania wobec tego świata, żyje sobie każdego dnia w czasie teraźniejszym.
Teraz i tutaj.
Wczoraj bylem na plaży, dzisiaj byłem na plaży. W poniedziałek jadę na drugą stronę Florydy na kilka dni, już ponad rok nie widziałem Atlantyku.
I tak spokojnie sobie żyję na emeryturze.
Bądź spokojny i odpoczywaj, tu i teraz, tam i przed chwilą, i nie oczekuj od innych, że będą codziennie chodzić po plaży z mamą, bo morze jest czasem daleko, a mama nie żyje.
UsuńCieszę się, że nie masz wielkich oczekiwań wobec życia, choć tego nie widać, bo walczysz z jakimiś intelektualistami, sowietami i biedakami, których nierzeczywisty obraz sobie tworzysz, jakbyś nie miał nic innego do roboty.
Pogmatwane, owszem.
Pisałem po drodze, w tramwaju, w autobusie, na ławce i przechodząc przez jezdnię. Coraz trudniej mi znaleźć czas na pisanie. Zwłaszcza poważne.
Ale kiedy piszę głównie dla rozrywki, ożywają czasem jakieś realne obrazy i sytuacje.
UsuńTak się zamyśliłem po przeczytaniu co powyżej napisałeś, jakie to ludzie maja problemy gdy ja nie mam żadnych problemów, żadnych oczekiwań.
UsuńWedług mnie najgorsze jest gdy ludzie szukają rozwiązania swoich problemow poprzez druga osobę.
Bohater Twojej opowieści chce spowodować aby Noriko była z nim.
Wiem, ze kobiety przynajmniej kobiety w Ameryce nie cierpią, gdy facet aby był zadowolony potrzebuje mieć kobietę.
Twój bohater jest takim typem, którego kobiety traktują w sposób alergiczny.
Danek
UsuńMasz i oczekiwania, i problemy. Na przykład Twoją troską jest to aby mieć dużo pieniędzy. Szczęśliwie je masz. Chcesz mieć przyjemności i też je masz, bo możesz sobie je kupić. Jesteś też przekonany, że trafisz do nieba i Twoją troską jest to, żeby inni tam nie trafili. A w niebie mają być złote posadzki. 😀
Tęsknota i miłość nie służą rozwiązywaniu problemów. Nie są ucieczk ą w drugą osobę.
Nie znam amerykańskich kobiet. Być może miałeś do czynienia ze specyficznymi kobietami. Te gardzą frajerami, którzy je kochają, a wolałyby, żeby facet był trochę brutalny, wyrachowany i zimny. I krzywdził je jak ich tatuś mamusię. Znam ten rodzaj kobiet, ale nigdy nie byłem z nimi blisko.
Mój bohater nie jest idealny. Słusznie wyczuwasz w nim pewną zależność od akceptacji z jej strony.
UsuńTo dlaczego niektóre kobiety wolą skurwysynów to inne zagadnienie.
Usuń