Zabójstwo w ogrodzie botanicznym
Inspektor Nezumi przechadzał się po ogrodzie botanicznym i przypominał sobie chwile radości i melancholii jakie tu przeżył samotnie i z bliskimi osobami. Przyglądał się jesiennym kwiatom kiedy zadzwonił telefon.
- To ja, Noriko...Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale musisz koniecznie jechać do ogrodu botanicznego. Będę tam za piętnaście minut. Zaczekam na Ciebie!
- Nie mogę tam pojechać, Noriko.
- Musisz!
- Ponieważ od dwóch godzin jestem na miejscu.
- I nic nie widziałeś?
- Było spokojnie. Trochę się nawet zamyśliłem. Kiedyś przychodziłem tu z Panią Ogawą. Ale wiesz, że ona nie żyje. Dawne czasy, a tak, jakby to było przed chwilą. Czy myślałaś kiedyś jak niewielka jest różnica między istnieniem a nieistnieniem rozważana z punktu widzenia czegoś większego niż my sami?
- Jak zwykle wyprzedziłeś nas wszystkich i zjawiłeś się tutaj. Co za intuicja! Za to właśnie Cię kocham...
Inspektor usiadł na ławce i przymknął oczy. "Biedna Ogawa, od tylu lat już jej nie ma. Te konwersacje z nią na tematy oderwane w obecności duchów i przy muzyce Mozarta to była prawdziwa rozkosz. Ale największa tutaj kiedy pochylała siwą głowę chcąc sfotografować kwiaty u schyłku lata - zaciekawiona jak mała dziewczynka...Ciekawe, jak kobiety patrzą na kwiaty. "Jaka piękna dalia!" "O, georginia!" - jakby te nazwy określały jakąś istotę ich przeżyć. Jednak ona taka nie była. Ale, czy to jej przyniosło szczęście?"
Zdrzemnął się. Głowa mu jakoś ciążyła. A kiedy otworzył jedno oko zobaczył przed sobą Noriko. Nie chciał pokazać jak bardzo ucieszył go jej widok. Przypominała różę, której daleko było do więdnięcia. Jednak było to złudzenie. Jej twarz tonęła w dogasającym świetle zmierzchu.
- Dlaczego nikt nie wezwał policji? - spytał.
- Bo jeszcze nic się nie stało. Dostaliśmy wiadomość o planowanym zabójstwie.
- Spokojnie, wykonasz swoje zadanie. Widzisz jaka jest pogoda. Poza tym, za chwilę zamykają. Jestem tu tylko ja...I Ty. Żywego ducha. Dziwne, że słychać ptaki. Chociaż głównie wronowate.
- Na pewno nikogo nie przeoczyłeś?
- Nie...A zatem ćwierkliwie czekajmy! Jak twój chłopak?
- Dobrze wiesz, że nie mam nikogo. It's impossible! Odkąd nie jesteśmy razem mam tylko koleżanki. Nawet z żadną się nie przyjaźnię. Jestem w żałobie.
- Może nie musiałaś ode mnie odchodzić.
- Kto od kogo odszedł?
- Ty opuściłaś mnie. Ale nie dociekajmy tego. Może to miłość nas rozdzieliła, jak w piosence.
Noriko na chwilę zamilkła.
- Zobacz, ktoś tu idzie. - powiedziała nagle.
W ogrodowej alejce ktoś zbliżał się do nich. Opadła już wieczorna mgła i nie było dobrze widać postaci. Kula ugodziła inspektora chyba w okolicę serca.
- To raczej nie strzała amora. - zdążył jeszcze zażartować...
Noriko zachowywała się nieregulaminowo. Płakała i całowała denata w usta. Prefekt Hokusai był tym zgorszony. Spytał jak to się stało.
- Jeżeli, jak mówisz, jedyna kula ugodziła go w serce, to dlaczego ma dziurę pośrodku głowy, a nie tam? - zapytał - Straciłaś chyba całkiem orientację.
- Nie mam pojęcia.
- Wyłączam panią ze śledztwa. Musi pani odpocząć. Proszę spisać swoje zeznanie. I ma pani trzy dni wolnego. Traumy naszych podwładnych są naszymi traumami. Pewnie zechce go pani pochować. Resztę czasu może pani poświęcić na co pani chce. Wyrazy współczucia.
- Bardzo dziękuję za okazaną troskę.
- To drobiazg. Musimy być ludźmi...Myślę, że odszedł w najlepszej chwili. Nie popełnił jeszcze żadnego błędu i był u szczytu sławy. Człowiek starzeje się. Mogło być różnie. A w końcu tak głupio dać się zabić? Stracił chyba dla Pani głowę. Szkoda, że go pani porzuciła. Byliście wspaniałą parą...Proszę nie zaprzeczać.
Noriko zamknęła się w pokoju i przez trzy dni spała. Najchętniej w ogóle by się nie obudziła. Nie nakarmiła nawet kotki, która gwałtownie się tego domagała. Czwartego dnia zadzwonił prefekt.
- Niesamowite! Wyobraża sobie pani? Uciekł nam z prosektorium...Aha, pani urlop wczoraj się skończył.
- A więc on żyje?
Noriko na chwilę odzyskała nadzieję.
- Niestety - nie. Proszę pod żadnym pozorem nie otwierać drzwi, ani okien. Chociaż one podobno przechodzą przez ściany.
- Nezumi jest dobrym duchem, bo takim był człowiekiem za życia. Kochałam go. A teraz już nigdy go nie zobaczę.
- Oby się pani nie myliła. Bardzo w to wątpię. Od nich trudno się uwolnić. Proszę na siebie uważać. One znają bardzo dobrze ludzką psychikę.
- A ja poznałam jego. Był ufny jak dziecko.
- To prawda. Ja nawet nie wiem, gdzie miał serce, a gdzie głowę. Podobnie jak nie wiedział morderca. Ale patolog to wyjaśni...
- Dziękuję za pocieszenie.
- No cóż, chętnie bym panią przytulił, ale pani taka nieutulona w żalu, a ja mam nawał pracy i żonę, i wciąż kombinuję jak tu nie dostać zawału. Trzeci wiek!
- Nie zgłosiłam takiej potrzeby, ale dziękuję. To dobrze, że nie jest pan taki jak pana koledzy. Nie mogę się od nich opędzić. Jak tylko poczują, że kobieta jest sama...
- Wyczuwam sarkazm, ale rozumiem pani ból. To dla nas wielka strata. A pani nie łączyły z nim jedynie stosunki służbowe... Chociaż, prawdę mówiąc, nie potrafił dostosować się do zespołu, a nawet w ogóle w nim nie uczestniczył i nigdy nie było wiadomo, co o nas myśli. No cóż - myśliciel. Tolerowałem to, ponieważ sam znacznie więcej osiągał.
- Ze mną nigdy nie filozofował.
- Nie mówił nigdy o cywilizacji grecko - rzymskiej?
- Wolał Naturę. Wspominał tylko o Pompejach i Herkulanum, o zabójstwie Juliusza Cezara, i upadku Kartaginy. Nie cytował Tacyta. Dla niego to były jedynie ćwiczenia z wyobraźni. Wyobraźmy sobie, że to Cezar zabił Brutusa, wulkan przygasł na dłużej, a Hannibal pokonał Rzym. Co wtedy by było? Nie byłoby na przykład prawa rzymskiego - co za ulga! My, Japończycy, mamy własną kulturę, ale ona interesowała go w podobny sposób. Czy gdyby w pewnym okresie naszej historii nie karano śmiercią próby popełnienia samobójstwa z miłości, to byłoby tylu chętnych żeby je popełnić? Rozumie pan?...Ale kto mógł chcieć go zabić?
- Dziękuję, zupełnie o tym zapomniałem...Ale Pani też jest podejrzana. Wiemy już, że ta osoba była kobietą.
- Jeśli widział jej twarz, to mi powie.
- Nie mógł widzieć. Była mgła. A sprawca mógł być z panią w zmowie. Najpierw powiedziała pani inspektorowi, że ktoś planuje mord, a potem być może doprowadziła do tego, że zasłonił panią własną piersią. Oczywiście, to tylko hipoteza robocza, dodam, że jedna z wielu. Miała pani jednak motyw. Nie wszystko układało się między wami tak jak kiedyś. Jestem o tym dość dobrze poinformowany, bo w związku ze sprawą zamordowanej dziewczynki mieliśmy panią na podsłuchu.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Nic, ale gdyby się pani namyśliła, to zapraszam na kawę.
Jeszcze tego samego wieczoru Nezumi ukazał się Noriko we śnie.
- Kochany, czy to prawda, że mnie podejrzewasz? - spytała.
- Nie podejrzewam.
- Powiedz, że przenigdy.
- Przenigdy! Jesteś kobietą o czystym sercu. Dopóki cię nie poznałem, myślałem, że takie nie istnieją.
- Więc nie zrobiłam tego?
- Chyba nie.
- Hokusai mówi, że miałam motyw.
- Chce się z tobą przespać.
- Przenigdy...
- To mogła być Keiko. Była o mnie zazdrosna, chociaż przecież niewiele nas ze sobą łączyło. Albo tamci...
Nagle Nezumi rozpłynął się i Noriko przebudziła się zdezorientowana. "Obliczą wszystko. W jakiej odległości stał zabójca od ofiary w chwili oddania strzału, pod jakim kątem oddano strzał i tym podobne nieistotne szczegóły. Ale nie mogą wiedzieć, kto chciał jego unicestwienia. Do serca przecież nie zajrzą. Musieliby je rozciąć...Jestem niewinna, gdyby słyszeli moje myśli, nigdy by mnie o to nie podejrzewali."
Spadł deszcz. Noriko wydawało się, że wygrywa preludium Chopina. "Tak, jestem podła! Ale nie zrobiłabym tego nawet z największej miłości."
Pogrzebu nie było, ponieważ nie odnaleziono ciała i Noriko wciąż była przekonana, że go spotka. I kiedyś na ulicy ujrzała go, albo tak jej się wydawało. Było to coś w rodzaju mistycznego widzenia. Ukazał się jej. Był piękny! Powiedziała o tym Etsuko, a ta całkiem nieoczekiwanie potwierdziła: "Ja też go widziałam." A więc może rzeczywiście żył...
Po kilku miesiącach śledztwo zostało umorzone. Jednak Noriko nie wiedziała, czy może wierzyć we własną niewinność. To, że tego nie zrobiła, nie miało żadnego znaczenia. Nawet to, że nie mogłaby tego zrobić, ani, że nie potrafiła temu zapobiec. Była to jakaś wina metafizyczna. W końcu od kilku miesięcy nie byli razem. Widziała jak posmutniał, kiedy mu powiedziała, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki.
Którejś nocy ktoś zapukał w okno. Noriko zerwała się na równe nogi i otworzyła je. W pierwszej chwili myślała, że to jakiś ptak rozbił się o szybę, ale na opustoszałej ulicy stał inspektor. Przetarła oczy, ale on nadal tam był.
- Czy mogę wejść? - spytał wskazując na okno.
- Wchodź!
Usiadł przy jej łóżku. Poczęstowała go herbatą jakby był tu gościem, a potem... uszczypnęła i przystawiła lusterko do jego twarzy. Zamgliło się.
- To naprawdę ty? Przecież nie żyjesz.
- Tego nie wiem. Chciałem spytać o to ciebie.
Kochali się ze sobą.
- To na pewno ty. Na początku masz zawsze problem z erekcją. - roześmiała się.
- Chyba nie ja jeden, ale to nie jest żaden bezpośredni i namacalny dowód, że żyję. Widma potrafią wcielać się w realne osoby, a ty mogłaś poddać się iluzji. Psychiatria zna takie stany.
- Ale ja to czułam...
- Być może na tym polega ta sztuczka. Są przebiegłe i nieobliczalne. Z pewnością chciałem żebyś tak myślała, ale nie mogę teraz ufać nawet samemu sobie. Może po to, żeby cię zwieść? Skąd wiesz, że mam dobre zamiary? Być może należę już do innego gatunku istot. Może miłość trzeba pielęgnować jak kwiaty? Ale najpiękniejsze wyrastają dziko.
- Nie, nie kochany. Kobieta to wie.
- Zatem uważasz, że żyję?
- Oczywiście. I znowu jesteśmy razem. Czy to nie cudowne? Hokusai się wścieknie.
- A morderstwo?
- Nie było go.
Hokusai jednak nie dał temu wiary. Czterdzieści lat zawodowej rutyny robiło swoje.
- Zabiła go pani, bo tylko w ten sposób mogła go pani odzyskać. Czasem żałuję, że zniesiono karę śmierci.
- On panu powie, że tego nie zrobiłam.
- Szukamy go. Twardych dowodów oczywiście nie mam.
Mijały miesiące i lata a Nezumi nie pojawiał się. Jedynie on mógłby rozwiązać tę zagadkę.
Zdjęcie nazumi13



Te duże litery "wywaliła" sztuczna inteligencja. Ja wpisałem wszystko takimi samymi. Nie jest to najważniejszy fragment tej opowieści...
OdpowiedzUsuńTo zadziwiające. Wisi od kilku chwil na Facebooku, a polubił ją jedynie Masaaki. (Oczywiście jest tam inna strefa czasowa).
OdpowiedzUsuńJakoś Saigyo dziwnie się po polsku pisze - z pionową kreseczką nad o. 🙂
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawa historia, czyta się z zapartym tchem.
OdpowiedzUsuńno i fascynujące zakończenie.
Dziękuję mój przyjacielu za tak piękna opowieść.