Z cywilizacji obrazkowej...




         Rocznice urodzin (i śmierci) mniej lub bardziej sławnych ludzi, nie tylko aktorów  i wykonawców muzyki pop, skłaniają do wyrażania nabożnej czci (albo czasem szyderstwa) w memach. Jest to chwila refleksji, czasem modlitwy, choć nie wszyscy ten entuzjazm podzielają, a pojawiające się w nich często sentencje mogą budzić mieszane uczucia. 

     Żyjemy w cywilizacji obrazkowej i nawet władcy tego świata komunikują się w ten sposób w sprawach wojny i pokoju, co bywa czasem zabawne, ale może być tragiczne w skutkach, jeśli dzieje się to kosztem dyplomacji i zdrowego rozsądku. Tak, czy owak, prawie wszystko robi się dla efektu medialnego, np. rozległe wybuchy i łuny na zdjęciach mają robić wrażenie, dlatego warto się o nie zatroszczyć. 

      Co wydaje się, a co nie jest zwykle zabawne - to zaślepienie ideologiczne (brak elementarnej orientacji w rzeczywistości), któremu często przeciwstawia się  jako reakcja inny rodzaj zaślepienia.  Nie znaczy to, że są one zawsze porównywalne, a argumenty równoważne, ale mają one w założeniu budzić emocje, nie refleksję. Na przykład uczucie narodowej dumy. Prezydent światowego  mocarstwa nazywa swoich "wrogów" dzikusami, chociaż ich cywilizacja liczy tysiące lat (a licząc skromniej wiele stuleci), a jego własny kraj, który miał ciekawą konstytucję, której deklaracji nie przestrzega, jedynie ćwiartkę tysiąclecia. Jest zdziwiony, że w uroczystościach żałobnych znienawidzonych podobno przez wszystkich przywódców tego kraju biorą udział trzy miliony ludzi. Mówi też z dumą, że jego ojczyzna dała wszystkim wolność, której strzeże, jakby nie przeszła przez okres niewolnictwa, a etnicznych Indian, którym odebrała  ziemię i którzy o tym pamiętają, nazywa komunistami. W obronie tej wolności państwo to od dziesiątek lat prowadzi i finansuje wiele okrutnych wojen na świecie, na których przeważnie się bogaci - a mówiąc dokładniej bogaci się w nim bogacą, a biedni biednieją. I jako jedyne w historii użyło broni nuklearnej.  

      Oczywiście uważa się często, od czasów kolonialnych, że dokonując podboju i zniewalając ludzi cywilizuje się ich i daje większą kulturę, a w rezerwatach i slumsach życie może być piękne. (Piękno to właściwość życia, która może przejawiać się w różnych okolicznościach, także w nędzy i zniewoleniu). No i przecież kultury się przenikają. Czy amerykańska broń nie ma uroczych nazw - Tomahawk i Skalp? 

       Są i inne argumenty tego rodzaju i jest ich wiele. Na przykład, że niewolnictwo nie byłoby możliwe bez interesu afrykańskich, czy innych kacyków, którzy w tym procederze brali udział i z którego czerpali zyski, albo, że zachodnia cywilizacja daje ludziom więcej osobistej wolności i demokracji niż jakakolwiek inna i niesie ze sobą rewolucję techniczną. 

    Pewien afrykański przywódca wyznał niedawno, że w Afryce nie potrafiono niczego nowoczesnego wyprodukować i wszystko to,  nawet najbardziej użyteczne wynalazki, pochodzi od białych. Nie znaczy to jego zdaniem, że postkolonialny wyzysk jest usprawiedliwiony i chce, aby zyski z wydobycia bogactw naturalnych nie wpadały w ręce zachodnich korporacji, a służyły potrzebom ludności jego kraju. Nie wiadomo jak długo pożyje...

     Istnieje ideologia zwycięzców i pokonanych, i uciskanych, którzy nie chcą się poddać. I tych, którzy w danej chwili są wprawdzie słabsi, ale mogą zmienić porządek świata. 

      Ideologia, taka lub inna - w tym miejscu jej nie oceniam -  jest fałszywą świadomością, czy jak się teraz często mówi - narracją, chociaż wspiera się czasem jakąś mniej lub bardziej dogłębną teorią i służy usprawiedliwieniu, czy zalegalizowaniu, albo zniszczeniu czegoś, co niekoniecznie jest dla wszystkich dobre. Nie znaczy to, że poza "narracją", uprzedzeniami i przesądami, hipokryzją i poczuciem iluzorycznej wyższości moralnej oraz cyniczną manipulacją (budzeniem lęku, cenzurą i zastraszaniem) nie istnieje prawda. I warto, nie ulegając złudzeniom, chociaż trochę zbliżyć się do niej, szukając obrazu rzeczywistości z różnych źródeł, zamiast dać się posłusznie prowadzić na rzeź, albo przyłączyć do oprawców. 

   Brzmi to z pozoru naiwnie i może wyglądać na moralizowanie, ale chodzi jedynie o to, aby nie dać się zwieść, bowiem tylko z pozoru historia nas nie dotyczy... 

       

      

     


    


Komentarze

  1. Te moje impresje nie są żadną analizą. Znam wprawdzie niektóre rozróżnienia, jakimi polotolodzy i kulturoznawcy posługują się w swych analizach, ale całkiem świadomie się tu do nich nie odwołuję. Wyznaję, że nie mam sympatii dla pewnego rodzaju światopoglądu. Nie podoba mi się na przykład, kiedy ktoś nazywa kobiety i dzieci zwierzętami i uważa, że wolno je okaleczać i zabijać, jakby życie ludzkie nie miało żadnej wartości. Takie odczlowieczanie ludzi uważam za jednoznacznie złe. W moim poczuciu podczas wojny, o ile nie jest napaścią, wolno zabijać żołnierzy (choć taka śmierć też jest tragiczna), ale atakowanie niewinnych, bezbronnych ludzi jest zbrodnią. Czy ktoś uważa inaczej? Oczywiście, że tak. Wystarczy spojrzeć, co się na świecie dzieje. Część ludzi to usprawiedliwia, inni wręcz tego żądają, a jeszcze inni przemilczają, kiedy dotyczy ludzi, których nie uważają za ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Politolodzy (nie zawsze godni politowania).

      Usuń
    2. "Wolno zabijać." Oczywiście nie jeńców. I trzeba mieć świadomość, czym to jest.

      Usuń
    3. Tak zwane media potrafią wyrażać współczucie dla kilku poległych żołnierzy napastniczej armii, nie zauważając setek czy nawet tysięcy ofiar ludności cywilnej. Nie napiszę, czym to jest...

      Usuń
  2. Niestety, Ameryka rozpętała wszystkie "wiosny" na Bliskim Wschodzie i skutki tego są tragiczne. Swoją demokrację zaprowadzać tam, to jakby człowieka z chorą wątrobą leczyć tłustą chałwą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Życie Obojga zakończyło się tragicznie, jednak Sted nieporównanie "lajt" sobie żył. Wędrował z gitarą, tworzył, spotykał osobliwych ludzi . Życie w drodze, ciekawe choć nie zawsze atłasowe. Ale Vincent mocował się heroicznie.
    Że co, że nie na temat piszę... przecież o obrazkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imperator Haile Sealassie został uduszony przez Mengistu, który jego ciało ukrył pod kafelkami w pałacowej łazience. Taki bywa niestety los bogów...

      Usuń
    2. Tak. Pisał o nim w którejś książce Kapuściński?
      Ale Sted i Vincent to inna historia.

      Usuń
    3. "Cesarz" to świetnie napisana i karykaturalna książka, ale z rzeczywistą postacią niewiele ma wspólnego.
      Widziałem "Słoneczniki" w British Museum. Żywot miał niestety ciężki...Jedna z piosenek Stachury bardzo mi się podobała. Była smutna.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty