Zamiast bajki
"Zapomnijmy o przesądach wielkich ludzi" - pisał Wolter. I jest w tym chyba jakaś cząstka prawdy. Nie ma ludzi nieomylnych, a prawdy, którymi karmi się nasz duch są zwykle dość ogólne i nie stosują się do wielu sytuacji życia. Wiele też zależy od tego na jaki grunt padają słowa mądrych ludzi, które są, mówiąc językiem mistyków, jak ziarno. (Zapewne są i plewy).
A może są to po prostu bajki, w które wierzymy jak dzieci, stając się niewolnikami rzekomych duchowych prawd? To, w co wierzymy, nie zawsze jest wyrazem racjonalnej postawy wobec świata i życia. Ale też sama ta racjonalność nie zawsze da się obronić.
W młodości sporo czytałem i byłem pod wrażeniem sugestywnych obrazów jakie stwarzał w swych dziennikach Krishnamurti. "Wolność od znanego", "Jedyna rewolucja" i kilka innych jego utworów również miało na mnie spory wpływ. Ale dzienniki, dzięki połączeniu medytacji z obrazami natury oddziałały na mnie najsilniej. A ponieważ odrzucał wszelką ortodoksję i dogmatyzm, można by go nazwać indywidualistą, gdyby nie to, że zwracał się ku temu, co jest źródłem istnienia. Pamiętam jak wielkie wrażenie wywarły kiedyś na mnie jego słowa, że tylko w samotności można poznać prawdę. Był przekonany, że człowiek nie powinien zatracać się we wspólnocie.
Stara Poetka, którą poznałem po latach, w innym okresie mojego życia, opowiadała mi, że pod wpływem Krishnamurtiego rozstała się ze swoim przyjacielem z Paryża, z którym tam mieszkała. Wybrała wolność...Ale później wiele razy tego żałowała, a nawet na krótko przed swym zniknięciem w głębokiej już starości napisała do niego list wierząc, że się znowu pojawi. Rozumieli się bardzo dobrze i byli sobie bliscy. Sporo mi o tym opowiadała. Krishnamurti mógł błyszczeć w otoczeniu Bławackiej, a jednak wybrał swą własną drogę.
Ale w jej świadomości tkwiła bolesna sprzeczność - zrezygnowała z osobistego szczęścia dla poczucia wewnętrznej wolności, ale gdyby przy nim pozostała, nie wytrwałaby długo. Jej partner zresztą, człowiek poważny i wybitny literaturoznawca, po ekscesach młodości założył rodzinę i miał dwoje dzieci. Zapewne odpowiadał mu bardziej uporzadkowany, czy nawet mieszczański styl życia. Może odeszła od niego w porę. Zranienie, jakie sama sobie zadała, pozostało jej jednak na całe życie. Był to, jak mawiali uczniowie Buddy "cierń rozpaczy". Ponieważ cierpieniem jest rozłąka z kimś kogo się kocha...
Ale Krishnamurti wyraźnie mówił, że nie można iść za kimkolwiek, choćby nawet wydawał się Bóg wie jak mądry i święty. Za późno chyba zdała sobie sprawę z tego przeoczenia. On nie byłby z jej wyboru zadowolony, choć z pozoru był po jego myśli.
Przypomniał mi się teraz uczeń Beethovena Ries. Mistrz powiedział, że jego utwory są tak podobne do jego własnych, że czasem nie może ich odróżnić. Ale nie była to pochwała. Mimo wszystko Ries nie był jedynie epigonem. Jego utwory są naprawdę wartościowe, ale nie ożywia ich ten sam duch. Nie każdy jest geniuszem. Więc może lepiej byłoby, gdyby pozostawił sobie więcej swobody.
Jednak wybory twórcze mają zupełnie inne konsekwencje od innych wyborów życiowych. Pod jakimś względem poważniejsze, pod innymi mniej poważne. Parafrazując słowa pewnego Chasyda można powiedzieć: "Na Sądzie Ostatecznym Pan Bóg nie zapyta Cię, dlaczego nie byłeś Beethovenem, ale dlaczego nie byłeś Riesem" (nie byłeś sobą).
Jestem już bliski ukończenia nowej opowieści, jednak z powodu kłopotów ze zdrowiem i konieczności poświęcania czasu innej, chorej osobie, nie mogę tego zrobić tak szybko jak zwykle...




Nezumi,
OdpowiedzUsuńwspółczuję Tobie, iż będąc tak poważnie chorym poświęcasz jeszcze swój czas pomagając innej chorej osobie.
To jest prosto z Księgi Hioba.
Hiob dopiero gdy skierował swoją uwagę na pomaganie innym w potrzebie, dopiero wtedy sam otrzymał uzdrowienie ze swoich tarapatów.
A teraz chcę skomentować chociaż trochę Twój powyższy Wpis.
Zatrzymam się przy Twojej wypowiedzi o tych słowach mądrych ludzi, które to słowa padając staja się ziarnem.
Widzę, ze całkowicie ignorujesz Słowo Boga, który poprzez Przypowieść o Siewcy - Słowo przedstawiane jest jako żywe ziarno, które – zasiane w „glebie” ludzkiego serca i pielęgnowane – wydaje duchowy owoc, zrozumienie oraz mądrość.
Nie trzeba więc szukać daleko na Wschodzie u mistyków gdy Słowo stające się ziarnem jest głęboko osadzone w naszej chrześcijańskiej tożsamości.
Jednak z jakiegoś powodu polski filozof przechodzi nad tym do porządku albo z ignorancji albo - siejąc ziarno waszej propagandy intelektualnej fizyczności tego świata.
A później ktoś może się zdziwić skąd taka zaciekła propaganda fizyczności reprezentowana tutaj na blogu.
To przyszło z bolszewickiej szkoły filozoficznej ze Lwowa przeniesione na UW po drugiej wojnie.
Gdzie Ty widzisz "zaciękłą propagandę fizyczności" ?
UsuńTo, o czym mówi Krishnamurti nie ma z nią nic wspólnego... To, o czym ja piszę, również nie ma.
A już nazywanie szkoły lwowsko-warszawskiej bolszewicką to zupełne curiozum.
Piszę tutaj o słowach ludzi uważanych za wybitnych, czy nawet świętych...które nie zawsze padają na podatny grunt, nie zawsze są też właściwie rozumiane, a czasami są zwykłymi przesądami przyjmowanymi jedynie ze względu na ich autorytet...
Usuń