Listy z podziemia
Szedłem sobie pod wieczór przez ogród pełen jesiennych kwiatów, kiedy nagle rozwarła się pode mną ziemia i pochłonęła mnie. Nie uwierzysz Lucjuszu, Prozerpina to piękna kobieta i tylko z pozoru ma nieczułe serce. Od razu jak wypiłem wodę z właściwego źródła, dzięki czemu zachowałem pamięć, zaprosiła mnie przed swój tron i obiecała, że powrócę z nią na ziemię tej wiosny. Niestety Pluton był innego zdania i mnie nie wypuścił. Sam nie wiem, jak w tym mroku nie postradałem zmysłów. Ale wierzę, że zobaczymy się jeszcze wśród żywych. Pilnuj mojej Pulcherii, żeby mi rogów nie przyprawiła i racz się winem z moich winorośli do woli. Gdybym jednak nie wrócił, to się z nią ożeń. Przepisuję ci wszystkie książki z mojej biblioteki. Jest tam mnóstwo białych kruków. Pojedź do tego lasu, w którym bawiliśmy się jako chłopcy i uwolnij Kalpurnię z wyschniętej studni. Biedaczka nie może się wydostać. Jeśli jednak umarła z głodu i pragnienia to wypraw jej pogrzeb.
Szlachetny Tuliuszu, kto przekroczył wrota otchłani, ten już stamtąd nie powróci. Nie łudź się! Prozerpina nie jest władna cię uwolnić. Jedynie sam Jowisz mógłby to uczynić, ale nigdy o tobie nie słyszał. Pulcheria jest ci dozgonnie, czyli do twego zgonu, wierna, atoli nie wytrwa długo w tym położeniu. Wiesz, jakie są nasze matrony. Może powinienem ją odesłać na tamten świat...A na co mi twoje księgi? I tak zjedzą je myszy!... Za późno! Kalpurnia zasuszyła się jak kwiat. Jej szkielet doskonale się zachował, ale czaszkę ktoś zabrał. Może dzieci grają nią w piłkę.
Gniewam się na ciebie, Lucjuszu, że mi to wypominasz. Zostawiłem Kalpurnię na chwilę, bo w studni nie było wody. Później o niej na śmierć zapomniałem. Wiesz, ile mam pilnych, urzędowych spraw. Myślałem, że spadnie trochę deszczu...A Pulcherię oszczędź. Zdradzała mnie już dawno z tym gladiatorem. Kazałem jej się wykąpać w jego krwi. Myślę, że przeszła jej ochota na figle. Zapominasz o moich córkach. Musi je wydać za wąż. Wierzę, że tu jeszcze powrócę. Mam słowo samej Prozerpiny. Może zmiękczyć wolę małżonka. Chociaż, mówiąc szczerze, wcale za tym światem nie tęsknię.
Tuliuszu, drogi mój druhu, czy jest coś piękniejszego od przyjaźni silniejszej niż grób? Pluton szanuje nieubłagane prawa swej krainy. Bój się go! Niektórzy lękają się się nawet wymawiać jego imię...Po Kalpurni nie płaczę. Miała piękne ciało, ale bez duszy, a powiadają też, że pies ją trącał...Dobrze, ożenię się z Pulcherią - jest majętna ale nie wiem, czy mi wygodzi. Leciwa już jest - przeszło jej koło nosa dwadzieścia osiem wiosen.
Cieszę się, mój przyjacielu! Ale nie wierz tym, którzy ją oczerniają. Kalpurnia była dziewicą. Włóczyła się po jakichś katakumbach z wyznawcami swej sekty, ale była czysta jak łza. Żałuję swojego przeoczenia. Lew ją chyba powinien rozszarpać na arenie, ale mnie jej wciąż szkoda. Wiesz, że oni rozpowiadają, że istnieje tylko jeden Bóg na niebie, a innych zgoła nie ma. A Mitra, a Junona, a Serapis, a Izyda? U nas każde miasto może mieć własne bóstwa niezależnie od kultu państwowego...A do Pulcherii nie zbliżaj się bez bicza! To żmija! Zatłucz ją jeśli wpełznie ci pod but. I nie rób z siebie niewolnika w jej łożu. Takich nie szanują! Nawet nasz Cezar jest ich niewolnikiem, choć myśli, że jest władcą całego świata. Każdej nocy adoruje stopki jakiejś hetery, a ta mami go czułymi pieszczotami i łaskocze jego próżność.
Cezar nie żyje! Słyszałeś o tym tam Tuliuszu? Spieszę Ci powiedzieć jak to było...
[Niestety w tym miejscu tekst listu się urywa. Z pozostałych też zachowały się tylko szczątki.]
Dawno już życzyłem mu śmierci. Bogowie mnie wysłuchali.
...Nie dość opłacił się żołnierzom. Tamten dał więcej! A co na to senat? Milczał...
Przynajmniej to się nie zmieniło od nieszczęsnej chwili mego zgonu. Po wiekach będą wspominać nasze prawo i honor naszych żołnierzy. I na tym fundamencie zbudują cywilizację.
Wyobraź sobie, że od szkieletu Kalpurni odrywają jakieś kostki. Już prawie całą rączkę jej urwali, został tylko najmniejszy palec. Jak ich za rękę złapać, to mówią, że to na wieczną rzeczy pamiątkę. Nazywają to relikwiami.
Żegnaj zatem Lucjuszu. Nie wiadomo dokąd nas los zaprowadzi. Na piekło nie narzekam. W porównaniu z tym, co jest na Ziemi to drobiazg. Owszem, mroczno i klimat nieco zatęchły, ale nie będę długo się błąkał po tych łąkach. Gdybym wypił wodę z rzeki zapomnienia straciłbym pamięć i słaniał po zaświatach bezsilny jak senna mara. Ale pamięć o moim przeszłym życiu dodaje mi otuchy. Jestem już stary, w lutym skończyłbym czterdzieści lat, nażyłem się. A ty nie trać nadziei na nasze spotkanie. Orfeusz i Herkules stamtąd powrócili. Choć ja nie chciałbym już wracać do życia, tego, czy innego. Ciało to grób duszy. Czuję, że powołany jestem do tego, aby się wyzwolić i odnaleźć szczęście w Elizjum. Jednakowoż nie przeżyłem życia zgodnie z mym powołaniem, więc mogą pojawić się niejakie trudności, bo jak można dojść do celu wędrówki, nie wchodząc na właściwą drogę? Albo wchodzić na nią, a potem z niej schodzić lub robić jeden krok do przodu, a dwa do tyłu. Żyłem życiem nadmiernie praktycznym, a to labirynt, z którego nie ma wyjścia. Czego się dotknąłem zamieniałem w złoto jak ów Midas, zamiast patrzeć w gwiazdy.
Po co sobie, zacny Tuliuszu, zajmować tym głowę. Wszyscy żyjemy inaczej niż byśmy chcieli, ale skoro tak żyjemy, to znaczy, że tego właśnie chcemy. Cóż poradzić na tę sprzeczność logiczną? Nie ma nic bardziej pociągającego niż grzech, a dobroć nie jest tak przyjemna. Każdy żyje jak umie, a bezgrzesznych nie zna natura.



Komentarze
Prześlij komentarz