*
zdjęcie nazumi13
Jutro spotkam się z moją byłą żoną, która czuje się lepiej i wraca do życia. Pomogliśmy jej z Doktorem. Mogę powiedzieć, że to bardzo dobry człowiek.
Chociaż mój stan zdrowia dość gwałtownie się ostatnio załamał, mimo niemal zupełnego braku snu moje istnienie podtrzymuje muzyka, literatura, spacery wśród drzew i zielona herbata. Wszystko to mimo pozornej rutyny bywa zaskakujące. Bardzo silne wrażenie wywarła na mnie ostatnio Muzyka żałoba dla królowej Karoliny Handla. Przypomniałem ją sobie w różnych wykonaniach. (Mozart się nią podobno bardzo przejął). Nawet nie tak smutne i daleko mniej dramatyczne "Requiem" Campry wydało mi się dość zajmujące po latach. A co się dzieje w przyrodzie, to trudno opisać - istne szaleństwo. Ktoś napisał niedawno, że z wiosną nie zauważamy tego, co obumarło - ale teraz już prawie tego nie widać, choć jest jeszcze trochę liści z tamtego świata.
Kupiłem na straganie Poezje Mandelsztama, wydanie dwujęzyczne w wyborze Marii Leśniewskiej (1983 r). Jest tam sporo jego wczesnych utworów, których nie ma w tomiku przygotowanym przez Przybylskiego. Między innymi ten:
Dostałem buty po kolejnym nieboszczyku. To już trzeci, którego rzeczami mnie obdarowano. Nawet ich nie założył. Miał podobno ponad sześćdziesiąt par. Przy okazji poznałem w skrócie historię jego życia. Był bardzo majętny, ale nie dbał o zdrowie. Historii tej rzecz jasna tutaj nie opowiem.
Kilka dni temu dowiedziałem się o śmierci pewnego znajomego. Rozłożył się w mieszkaniu i dopiero po tygodniu go tam odnaleziono. Szczerze mówiąc trochę mnie straszy, ciągle przypomina mi się jego twarz, jakoś wyjątkowo pomięta i zużyta. Uważany był w gronie znajomych za przemądrzałego idiotę, co więcej chyba mówi o nich niż o nim. Nie wzbudzał sympatii.
Nie potrafię już czytać o dokonywanych obecnie zbrodniach wojennych. Jak można podejść do czteroletniej dziewczynki, przyłożyć jej pistolet do główki i strzelić...
Czytałem znowu o śmierci Anny Boleyn. Oskarżono ją o to, że zdradzała króla z pięcioma mężczyznami, o kazirodztwo i czary, a przed śmiercią bito. A przecież ci, którzy ją skazali i maltretowali wiedzieli, że jest niewinna. I to właśnie wywoływało w nich największą agresję.
Jednemu z mnichów buddyjskich Czerwoni khmerzy przez pół roku, Codziennie przystawiali pistolet do czaszki, a on tylko uśmiechał się dobrotliwie. Nie potrafili go złamać.
Zhuangzi nazwał życie beztroską wędrówką...


Beztroska wędrówka, albo w innym przekładzie, beztroska wycieczka... Stan ducha charakterystyczny dla kontemplacji, która pozwala wędrować w czasie i przestrzeni i odrywać się od bieżących spraw. Ideał życia zgodnego z naturą. Odpowiedni dla samotników...
OdpowiedzUsuńDobre wieści o Twojej żonie, o Tobie mniej... Wiosna może nie pozwala Ci spać... byle do jesieni :)
OdpowiedzUsuńPiękna jest poezja rosyjska. I to w tłumaczeniach, co dopiero mówić o oryginałach (fajnie że kupiłeś wersję dwujęzyczną). Psychopata unicestwił tak wielu rosyjskich poetów, w tej liczbie również Mandelsztama. Niewyobrażalnie okrutne 💧
OdpowiedzUsuńAnnę Boleyn dobrze zagrała śliczna Genevieve Bujold.
Następny psychol u władzy. I tak to się toczy od wieków.
Henryka grał Richard Burton. Piękny smutny film : "Anna tysiąca dni".
UsuńZnakomity aktor 🥀
UsuńTak. Szkoda, że tak wcześnie odszedł...
UsuńŻycie nie jest beztroską wędrówką, ani ropuchy nie są obrzydliwe. Ale nie dziwi mnie fakt, że są ludzie, którzy tak uważają. Naiwny optymizm co do egzystencji oraz powierzchowność naszych ocen estetycznych, są powszechne. Prawdziwa mądrość polega na tym, by iść przez świat z pełną świadomością jego trudów i tego, że ropucha jest arcydziełem ewolucji.
OdpowiedzUsuńŻycie nie jest, ale kontemplacja jako jego cząstka istotna daje poczucie wewnętrznej wolności. Ale i w niej
Usuńnatrafiamy w końcu na cierpienie...Odraza poety musiała mieć jakąś przyczynę realną.
Świat nie jest taki, jakim go upraszczamy, ani przesadnie piękny, ani z natury brzydki. Wszystko zależy od perspektywy, a nasze oceny (na przykład ropuch) są często powierzchowne i wynikają z ogólnego przeświadczenia, nie z rzeczywistego poznania.
UsuńJa zupełnie inaczej postrzegam te stworzenia. Ale konstatując to wchodzę na teren nieco grząski...Naiwny optymizm jest tym, co łatwo człowiekowi narzucić, kiedy nie poczuł jeszcze dotkliwie tego, czym może być życie.
UsuńTrudno się z tym nie zgodzić...Jednsk Poeta wyraża pewien egzystencjalny nastrój. Poza tymi żabami, czy ropuchami, których mogło być w okolicy zbyt wiele (i mają znaczenie symboliczne) to, co pisze jest dość precyzyjne.
UsuńTo co nazywasz naiwnym optymizmem jest produktem tej waszej cywilizacji przez ostatnie 300 lat.
UsuńMoja Mama skończy 90 lat w sierpniu.
Mocno wierzy, ze z chwilą śmierci wszystko się kończy.
Nazywa naiwnością wiarę w świat duchowy.
Jednak gdy wczoraj wahadełkiem wyleczyłem ją z bólu w nogach, bowiem prawie nie mogła iść, a teraz bryka -
podziękowała owszem - jednak dalej o tej naiwności.
Wasza ludzka tak zwana intelektualna twórczość niszczy człowieka, nie pozwala żyć pięknym życiem.
Moja Mama ma szczęście, ze ma mnie.
Lekarze bowiem już dawno rozłożyli ręce na jej dolegliwości.
A teraz planuję wycieczkę autem ponad 1,000 mil w jedna stronę w Appalachian mountains.
Oczywiście biorę ze sobą moja Mamę.
Mama nie jest w stanie zrozumieć, ze leczę ją duchowością.
Ona nazywa to czarami.
No i jak to jest z ta naiwnością?
Danek, moja babcia, też żyła ponad 90 lat, chociaż całe szczęście nie miała Ciebie. 😀
UsuńNezumi,
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, ze poczułeś się lepiej.
Sen to zdrowie.
Jest północ u mnie, idę lulu.
Dziękuję. Trochę lepiej 🙂
UsuńTak trzymaj
UsuńGdy dogłębnie przeanalizować nasze życie, to wygląda ono tak: rodzimy się zbudowani z pierwiastków, które powstały w piecu jakiejś gwiazdy miliardy lat temu, a pierwiastki te są wymieniane w ciągu życia kilkukrotnie na inne, te z których jest zbudowany mózg też, tylko że wolniej. I tu się ciśnie pytanie, czy my jesteśmy tą samą osobą po wymianie wszystkich pierwiastków czy już nie. Kim my w ogóle jesteśmy? Wygląda na to, że jesteśmy ciągle tą samą osobą tylko dzięki pamięci i teraz następne pytanie, jak ta pamięć w nas zostaje ta sama, po tej wymianie. Wniosek: na pewno nie jest ona zawarta w pierwiastkach. Więc gdzie? Okazuje się, że pamięć ta jest zawarta w impulsach chemiczno elektrycznych synaps naszych neuronów. Pierwiastki wymieniają się powoli i jedne wskakują na miejsce drugich, przejmując ich zadanie, a my, czyli nasza pamięć, ciągle pozostajemy tymi samymi ludźmi od urodzenia po śmierć. A całe nasze życie to jest właściwie to co spotyka pierwiastki z których jesteśmy zbudowani, a my, czyli nasza pamięć, to notujemy póki żyjemy. Po śmierci mózgu impulsy tworzące naszą pamięć znikają, ale pierwiastki z których jesteśmy zbudowani są wieczne, ciągle wracają do obiegu. I chociaż w takim sensie możemy być wieczni.
OdpowiedzUsuńMyśl, że życie jest połączeniem pierwiastków i przemianą, a śmierć ich rozłączeniem, a tym samym śmierć jest czymś naturalnym, jest stara jak filozofia. Ale czy usuwa ona poczucie tragiczności życia?
UsuńZależy od naszej pamięci, jeżeli ona notuje zdarzenia tragiczne to mamy takie poczucie, jeżeli bardziej szczęśliwe to ten tragizm życia przesłania „mgła”, choć on nadal istnieje. A śmierć likwiduje już każde poczucie.
UsuńJedne i drugie. Ja staram się pamiętać rzadkie chwile, czy okresy szczęścia, a w ludziach, szczególnie w bliskich to, co dobre.
UsuńPamięć ludzka nie różni się zasadniczo od pamięci psa, ponieważ jest zdominowana przez to, co podświadome i nieświadome. Jeśli ktoś katuje psa, to ten długo nie może o tym zapomnieć...
UsuńA podobnie jest z ufnością wobec życia...
UsuńAle Ty masz umysł filozofa, a to jest rzadkie.
UsuńJednak złe wspomnienia niczemu dobremu nie służą.
Usuń