Koniec zimnego dnia
"Koniec zimnego dnia, lodowaty zmierzch...więcej niż jestem w stanie znieść" (Albert Camus)
Pani Ogawa spojrzała na mnie z troską i powiedziała: - Według Ricoeura początkiem i źródłem ontologii jest lament.
- Nie, on tylko pisał, że lament był odpowiedzią na istnienie cierpienia zanim zaczęto konstruować ontologię, teodyceę...
- Wszystko jedno - najpierw był lament, a później próba jego racjonalizacji.
- Ale chyba nie będziemy rozmawiać o Hiobie i o świętym Augustynie.
- Nie będziemy. Chciałabym z tobą wyjść, ale ten lodowy język przed schodami jest dla mnie nie do przejścia. Będziesz musiał wracać sam. Niewiele już mi pozostało życia, więc pewnie już się nie zobaczymy. Zresztą pan doktor nie pozwoli mi wyjść. Odkąd wyrwałam sobie wenflon, strasznie mnie tu pilnują.
- A zatem do zobaczenia.
- Tak, do zobaczenia, nawet jeśli już się nie zobaczymy. Jak powiada ten nieszczęśnik Keats "Cieszę się, że na tym padole istnieje coś takiego jak grób". Ale on długo nie pożył, a ja żyję już stanowczo za długo i coraz mniej z życia rozumiem, widząc i czując coraz więcej. Życie to tajemnica, prawda? Patrzymy w lusto i widzimy w nim życie, a jest w nim też śmierć. Jednak mam nadzieję, że pan mnie fizycznie nie kocha.
- Będzie Pani żyła sto lat.
Pani Ogawa roześmiała się i zaczęła tańczyć jak mała baletnica, ale przeszył ją nagły ból i usiadła na łóżku.
- Czy możesz mi podać mandarynkę? - spytała.
Zrobiłem to, ale nie jadła. Zdjęła z niej skórę i rozłożyła na cząstki. Schwyciła jedną w palce i przycisnęła do twarzy.
- Ale pamiętaj, ja jestem prosta kobiecina. Jak zauważę, że płaczesz, będę cię straszyć.
W kaplicy wydawało mi się, że śpi. Nigdy nie przyglądam się z bliska twarzom zmarłych. Wolałbym już liczyć drzewa. Nie miałem odwagi podejść bliżej. Na pogrzebie były tylko jakieś dwie osoby, których nie znałem. Powiedziano mi, że są z opieki społecznej. Była odwilż i wiał przenikliwy wiatr. Jakiś wygłodzony pies przyglądał mi się przez szparki oczu. Gdybym wiedział, że go spotkam, zabrałbym ze sobą jakąś kanapkę.
Później pogoda zmieniła się i przed wejściem do domu Pani Ogawy pojawił się ten sam lodowy język, chociaż po lewej i po prawej stronie chodnik był odsłonięty. Nie wiem dlaczego tam się znalazłem. Może chciałem odebrać od niej jakąś książkę. Zajrzałem przez szybę, ale było ciemno.
Wsiadłem w metro i wmieszałem się w tłum na eleganckiej ulicy, gdzie jest mnóstwo kawiarni. I wtedy zobaczyłem Noriko. Szła z naprzeciwka. Widziałem jej twarz przez ułamek sekundy i wydawało mi się, że ona też mi się przygląda, jakby chciała się zatrzymać. Odwróciłem się i patrzyłem jak się oddala. Chciałem za nią biec, ale było już za późno. Spóźniłem się o kilka lat świetlnych. Jej twarz i smukła sylwetka uwiodły mnie jak kiedyś. Tylko jej wiek chyba się nie zgadzał. Musiała już być znacznie starsza. Ale jej ciepło pozostało we mnie, a jej jasne, trochę rozmarzone oczy wciąż patrzą na mnie.
Kiedy była zmęczona po całym dniu pracy lubiła kłaść głowę na mym brzuchu i wpatrywać mi się w oczy. Potem musiała jechać. Nie znała Ogawy. Ze dwa razy wspominałem jej o niej. Myślała, że to stara wariatka, kiedy jej powiedziałem, że lubimy razem włóczyć się nocą po parku i zbierać co kształtniejsze kamienie i że w zakamarkach muru widzi wiele twarzy.
Ogawa już wtedy starała się mi przekazać zarys swej filozofii, na którą składały się myśli ciemniejsze niż u Heraklita i pięknie niedookreślone jak u Laozi. W przepastnym fotelu w kawiarni, ubrana na czarno, wyglądała jak stara wiedźma. Milczała, zapadała się w sobie i nagle wyrzucała z siebie jakąś myśl mówiąc:
- Niech pan to zapisze.
Zwykle dopiero po jakimś czasie byłem w stanie dostatecznie wgłębić się w jej hermetyczny, poetycki język, w którym każde słowo było obrazem. Jeszcze dziwniejsze były jej rysunki węglem. W twarzy ukryta była zwykle jakaś inna twarz, a w niej inna i każdy rysunek patrzył na mnie kiedy przeglądałem je w środku nocy.
Ktoś mi jednak niedawno mówił, że być może Ogawa nie umarła w szpitalu, a ostatni raz widziałem ją późnym wieczorem na przyparkowej ulicy zanim znikła mi z oczu we mgle. Być może było to w jakimś moim śnie, albo raczej t a m t o mi się przyśniło. Mogłoby o tym świadczyć to, że Pani Ogawa nigdy nie mówiła do mnie "Ty". A czy mogła czytać "Zło" Ricouera? Nie sądzę, to nie był język, jakim się posługiwała. To nasuwa hipotezę, że to nie z nią rozmawiałem, nie wiem nawet w szpitalu, czy w domu. Bo, czy u niej w domu byłby lekarz? Czy powiedziałbym "Będzie Pani żyła sto lat"? To całkiem niewiarygodne! Kim zatem byłem? I co robiłem na tym pogrzebie? Jest jeszcze tak wiele rzeczy do ustalenia zanim zamknę oczy...



To bardzo cieniutka książeczka - jeden dłuższy esej, ale bardziej skondensowany w treści niż "Symbolika zła".
OdpowiedzUsuńZdjęcie dałem nie z epoki lodowcowej, ale ten kwiat jakoś leży mi na sercu.
OdpowiedzUsuńŻycie to taka podróż bez mapy. Podobno hebrajski Bóg tę mapę ma, ale chowa ją przed ludźmi bo zły jest, że ukradli mu jakieś owoc drzewa. Zesłał tu na Ziemię swojego syna, chyba za jakąś karę, aby on ten niecny czyn ludzi odpokutował, ale pomimo jego śmierci w cierpieniu, mapy jak nie na tak nie ma. Oznacza to konieczność samodzielnego tworzenia własnej trasy, gdzie każdy krok jest jednocześnie celem i początkiem. Ludzi od zawsze cechuje lęk przed ziemską przyszłością i żal za przeszłością. A co potem, po życiu, to już jest zupełnie zagadka. Podobno wiedzą to ci nawiedzeni, to znaczy oni tak twierdzą, ale jest tak dużo tych rodzajów nawiedzonych, że trudno wybrać.
OdpowiedzUsuńChyba po raz pierwszy Pani Ogawa i Noriko spotkały się w jednej opowieści.
OdpowiedzUsuńStara przyjaciółka "coraz mniej rozumie z życia, widząc i czując coraz więcej". Coś w tym jest... Bywa, że z wiekiem ten świat zdaje nam się dziwnie nie nasz, mimo iż widzimy i czujemy bardziej...
Miejmy jednak nadzieję, że Pani Ogawa nie podąży jeszcze w kojącą łagodność Krainy Świetlistej. I że jeszcze nie raz podzieli się z nami swoimi ciekawymi przemyśleniami.
Noriko... Nie są już razem i nawet razem nie pracują... Smutne i nie chcę tak. Ma być znowu wspólna praca, czułość, drobne niesnaski, żeby potem można było się godzić i znów podwyższać temperaturę. Taki pejzaż...
OdpowiedzUsuń🙂🌹
Usuń