Przestrach


         - Ależ hrabino, dlaczego mnie Pani straszy? 

     -  Ja, straszę? Przechadzam się tylko po moich przedpokojach. A co Pan tu robi? Czy wypada tak po nocy antyszambrować? 

     - Pani już nie żyje! 

     - Nie obrażaj mnie pan! 

     - Pani jest defunctus w najczystszej postaci. Osobiście składałem kwiaty na pani grobie, droga hrabino. Było to podczas pani pogrzebu dobre dwieście lat temu. Letarg nie trwa tak długo. 

     - W takim razie i pan nie żyjesz.  

    - Ja, to co innego. 

    - I pamiętasz pan Bonapartego? 

    - Jak żywego, a nawet pamiętam Marię Antoninę. Gdy była dzieckiem uczyłem ją grać na klawesynie. Po dobroci. Lubiła te koronki. 

    - A już myślałam, że z Pana skurwysyn, a tu słyszę, że z Pana niezły klawesyn i to co gorsza rycerski wobec dam. Zapewne strasznie fałszowała. Słyszałam, że żyła z własnym synem. To takie niemuzykalne...No, przyzna Pan. 

    - To kalumnia! Chcieli ją zdyskredytować wobec ludu. Oskarżyli o zdradę i wymyślili plotkę o ciasteczkach. Niczego takiego nigdy ponoć nie powiedziała. A umarła z godnością. Poczciwy Chamfort żartował parafrazując hasło Rewolucji - "Wolność, równość, gilotyna!". 

     - A gdzie Pan wtedy był, że Pan jej nie bronił, łaskawy panie! 

     - Znudziła mi się błękitna krew i wróciłem do Wiednia. Klawesyn był już passe, więc przerzuciłem się na fortepiano. Uwielbiam wiedeńskie burdele. Te Cyganeczki, Słowianki, całą tę żeńską kategorię podludzi. Uhocze! Musiałem jednak uważać, żeby nie podłapać trypra. Przez krew można się zarazić. 

     - Współczuję Panu. Oghomnie! Jednak ma Pan na sumieniu wielu ich klientów... Ale, czy Pan jest z  t y c h  Dhakul?  

    - Ależ oczywiście, hrabino! I we mnie płynie błękitna krew, ale pragnę już tylko czerwonej.  Powinienem chyba urodzić się burżujem! 

    - A jak Książę, czy mogę na ciebie mówić Książę Ciemności, oceniasz Adolfa Hitlera?  To typowy parweniusz, nieprawdaż? 

    - I chodzi w krótkich galotach. Mnie się podoba Goebbels. Jest bliższy współczesności. Chociaż krzykaczy też nie brak. 

    - Przepraszam drogi książę, wzięłam Pana omyłkowo za ducha Woltera. Słyszałeś Pan zapewne o dezynwolturze wolteriańskiej? 

    - Nie jestem molem... książkowym rzecz jasna, ale liznęło się trochę tego filozoficznego kału, za przeproszeniem. 

   - I jakże go pan znajduje? 

   - Wolę już russoistyczne paradoksy. Chociaż ktoś napisał "Spokojny głos Spinozy uciszono. Krzyk Woltera stał się konieczny!" 

   - Spinoza? Nie miałam przyjemności...I dziatki też oddałbyś Pan do przytułku? 

   - Szczęściem nie miałem...Ale...Niech hrabina z łaski swej powściągnie tego czarnego kocura, już prawie oczy mi wydrapał! 

   (Hrabina powściągnęła Le Chien, biorąc go na smycz. Co za koszmar, nazwać kota psem. To pozbawia go tożsamości). 

    - No i... 

    - To był, jak mniemam, szlachetny uczynek. Rousseau napisał, że zrobił to, bo nie chciał demoralizować swych dzieci zapewniając im protekcję. Nie chciał, żeby były tak zepsute jak on. Niech żyją z uczciwej, fizycznej pracy i wyjdą na ludzi. 

    - Tres jolie!... Ale to jednak kanalia!  Kiedy wyrzucali z grobowców kości naszych królów, jego unieśmiertelnili!  

   - Nie za to go uwielbiam. Miał manię prześladowczą jak ja!  Każdy podejrzewa mnie, że jestem wampirem. Chyba zdajesz sobie Pani sprawę z tego, jakie to niskie! To, że raz, czy drugi, muszę się napić, nie znaczy, że jestem nałogowcem. Zresztą odwyk by mi nie pomógł. No i, wybaczy Pani, szukam zawsze tylko świeżej krwi, a Pani ma już swoje lata. Proszę się nie gniewać, to obserwacja naukowa, całkowicie beznamiętna jak rentgen. 

   - Fe!... Nie hozumiem, jak można go tak wielbić. To prostak! 

   - Zostałem zainfekowany...A zresztą, czy można winić pluskwę i gawiedź za to, że są żądne krwi? Przynajmniej był szczery. Napisał przecież, że żaden drobny postępek nie jest w stanie pozbawić niewinności dobrego z natury dzikusa. 

    - I tego Panu, drogi Książę, nie mogę wybaczyć. 

    - Ach, proszę mi to darować. Umieram ze strachu. Jeśli stracę moją krew, będę zgubiony na wieki. Dlatego przerażasz mnie, hrabino, swą natarczywością. 

    - A ja się boję, że mnie Książę wyśsie. Niestety nie jesteś Pan mizoginem. W każdej, jak wzbudzi Pana litość, się zakochasz. 

    - A Pani nimfomanką, choć może się mylę...Próżna obawa, hrabino. Może podświadomie pragnie Pani tego, ale to pragnienie, jak uczył doktor Freud, wypiera. Jednakowoż jako przyzwoity Wiedeńczyk winien jestem Pani nie walca, a argumenty. Po pierwsze, jak powiedziałem, znudziła mi się już dawno błękitna krew. I to bezwyjątkowo. Poza tym, mam alergię na Pani grupę krwi. Terzio, jest Pani, wstyd powiedzieć, Bezcielesną. Poza tym, o czym nie można mówić, trzeba milczeć, jak mawiał pewien Wiedeńczyk. Proszę chwilę zaczekać, a wymyślę jeszcze jakieś, bo jestem w tym jako rozprawiczony prawnik biegły. 

     - Jestem teraz absolutnie przekonana, że łakniesz mej krwi i czułymi słówkami chcesz mnie omamić. A zatem uciekam, Książę i mam cię w mej kloace. 

     - Zmykaj sobie do woli i wsadź sobie miotłę, ale nie uciekniesz przed przeznaczeniem. Spłoniesz na stosie, który sama rozpaliłaś! Tylko zabierz stąd tę czarną bestię...

 (Tak też się stało. Nie mam wpływu na przebieg tej historii. Nie wiem też, czy ona uczy wabiąc. Nie rozumiem tego całego Oświecenia. Jestem romantykiem. Nie rozumiem Europy! 

    Książę był nadzwyczaj wyrozumiały. Zadawać się z jakąś tam hrabiną, to można tylko w salonie, a nie w maglu i to jedynie po to, aby cyzelować aforyzmy). 

   



   



Komentarze

  1. Moja skromna, przerażająca groteska, jest też żartem z tego jak postrzegamy arystokratów. Ale z pewnością szlachetność duszy nie pochodzi z urodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Groteska Twoja nie jest skromna i przerażająca za bardzo też nie jest, ale za to jest ciekawa i porusza kilka tematów, nie tylko filozoficznych, nad którymi warto się pochylić. Na przykład temat Oświecenia. Oświecenie położyło fundamenty pod nowoczesne państwa demokratyczne, upowszechnienie edukacji oraz rozwój współczesnej nauki i praw człowieka. Ale jak wszystko miało też swoje wady. Naukowcy oświecenia uznali, że istnieje tylko i wyłącznie świat materialny, co więcej w sposób zupełnie nieuprawniony zaczęto uznawać to za pewną i udowodnioną tezę. W zachwycie nad skutecznością praw fizyki sformułowanych przez Newtona zaczęto usuwać transcendencję najpierw z życia społecznego i politycznego, a potem również z doświadczenia osobistego i rolę źródła pewności wiedzy zaczęły przejmować nauki ścisłe. Ten proces osiągnął swoją kulminację w genialnym podsumowaniu epoki Oświecenia przez Nietzschego, „Bóg umarł” i w silniejszej wersji, „uśmierciliście Boga i myślicie, że ujdzie wam to bezkarnie”. Dla mnie wychowanka już XX w., choć nie wierzę w żadnego Boga wymyślonego przez ludzi, pewność, że poza światem materialnym nic nie ma, już nie istnieje. Pomimo, że świat materialny to podstawa naszej rzeczywistości, jednak jest parę pytań, na które odpowiedzi nauka nawet nie próbuje szukać, bo ze swej konstrukcji może badać jedynie świat materialny, a transcendencja jeżeli istnieje, to naukowo badać się nie daje. Przykładowo: skąd się wzięły te wszystkie prawa i zasady odkrywane przez fizykę, które rządzą wszystkim, skąd właściwości materii, pierwiastków i związków chemicznych, odkrywane przez chemię? Wiemy, co jest i jak działa, ale skąd się wzięło i dlaczego to jest to, a nie coś innego, to już nie wiemy. Może odpowiedzi na te i inne podobne pytania bez odpowiedzi są w transcendencji, ale niekoniecznie, równie dobrze mogą one być w naszej rzeczywistości, w dalekim materialnym wszechświecie, albo jest jeszcze zupełnie coś innego. Czy kiedyś będziemy mieli te odpowiedzi, ja pewności nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza wiedza o wszechświecie (o ile coś takiego istnieje) i o prawach natury jest nadal znikoma...Spinoza, który jest mi wciąż bliski, pisał, że "Bóg, czyli Natura" jest immanentną a nie transcendentną przyczyną wszystkich rzeczy. A podobnie jest z Tao. Ale to tylko metafizyka, a nie naukowy obraz świata. U Spinozy jest jednak taki "wątek", że tak naprawdę nie wiemy do czego zdolna jest materia (a więc także nasze ciało, mózg).

      Usuń
    2. A propos nauki. Wcale niemało naukowców, szczególnie fizyków - wierzy w Boga. Uważają, że nie ma innego sensownego wytłumaczenia, na zdefiniowanie szeregu nurtujących ich aspektów. Czyli: Dzieło Stwórcy 🌍

      Usuń
    3. Basiu, poglądy naukowców, czy ich wiara w cokolwiek nie jest wiedzą. Większość naukowców wierzy, że stwórcy nie było, ale wcale nie mało wierzy, że świat został stworzony. Ani jeden, ani drugi pogląd nie jest wiedzą naukową, prawdopodobieństwo obu jest od zawsze 1/2, dlatego nazywa się to wiara. Można wierzyć w co się chce, jednak nie moze to być w sprzeczności z rzeczywistością, bo wtedy prawdą to być nie może.

      Usuń
    4. Czytałam o tym w świetnym miesięczniku "Nieznany świat", bodajże w artykule dotyczącym Wielkiego Zderzacza Hadronów i odkrycia bozonu Higgsa oraz badań zw. z poszukiwaniem ciemnej materii, wyższych wymiarów itp.

      Usuń
    5. Odziu, nie jest to wiedza, ale sam fakt, że genialny fizyk uznaje Boga za Stwórcę Wszechrzeczy wiele dla mnie znaczy.

      Usuń
    6. Ale fakt, ze dziesięciu innych genialnych fizyków nie uznaje żydowskiego Boga za stwórcę, a jeszcze inni genialni fizycy wierzą, że nie było żadnego stwórcy, to już nic dla Ciebie nie znaczy. Tak działa wiara, ludzie mają prawo wierzyć w co tylko zechcą, ale taka wiara pewności żadnej nie daje, w odróżnieniu id tego co zostało udowodnione. Według mnie jakiś stwórca świata może był, a może nie był, ale dzięki Biblii wiem, ze na pewno nie był to ten Bóg z hebrajskich mitów. Po prostu sa one absurdalne i nie przedstawiają faktów. Na pewno nie było żadnego człowieka, który był świadkiem, tego jak Bóg tworzył świat, a wiedza ówczesnych ludzi pozwilola im napisac to co napisali, jednak z prawdą nie może to mieć nic wspólnego niestety.

      Usuń
    7. Genialny fizyk - to było symbolicznie, bo jest ich więcej. Ale oczywiście, nawet gdyby wszyscy fizycy zaprzeczali, to w moim postrzeganiu nic by to nie zmieniło. A prawdę każdy pozna.

      Usuń
    8. Ja śmiem wątpić, bo nie widzę sensu i przyczyny, aby jakiś Stwórca tą prawdę przed nami ukrywał za życia i odsłaniał nam ją dopiero po śmierci. Wystarczyło by przecież aby się ujawnił, tu i teraz, a wszyscy by byli jego wiernymi wyznawcami. Nie byłoby tysiąca odmian różnych religii, nie byloby religijnych wojen i mordowania całych narodów z kobietami i dziećmi włącznie, na tle religijnym. Świat byłby dobry, bo kto by się chciał przeciwstawić Bogu gdy by bylo pewne, że jest. Gdyby tylko jakiemuś Bogu na tym zależało, a że nie zależy tu za życia, to dlaczego miało by mu zależeć tam po śmierci.

      Usuń
  3. Talent masz🪶 Do psocenia też, psotniku jeden 🦹🏻😉

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty