Duch poeta

    Odłożone teksty czekają jeszcze aż do nich powrócę a dzisiaj napiszę, jeśli się uda, coś "lżejszego", choć może nie wyłącznie dla mojej i Czytelników rozrywki. Zwykle opowieści niesamowite, które umiejscawiam też w dawnej Japonii, są jedynie wytworem mojej, wzbogaconej w jakiś sposób niewielkim zasobem wiedzy, wyobraźni i nie traktuję ich całkiem poważnie.  Ale czytam sporo podobnych opowieści z różnych historycznych epok i dzisiaj nawiążę do jednej z nich, chociaż, jak się okaże, opowiem też zupełnie inną historię. Ta japońska opowieść pochodzi z jednej z ksiąg "Konjaku monogatari", zbioru spisanego najprawdopodobniej w XII wieku, którą przełożyła  i opatrzyła obszernym wstępem i przypisami Renata Iwicka. (Wydawnictwo Kirin, Toruń 2013).  

Urywki z poezji Heinego przytaczam w przekładzie Andrzeja Lama.

                    


     W dawnej "Księdze duchów i demonów" opisane jest następujące zdarzenie. "Minął właśnie dwudziesty dzień trzeciego miesiąca i wiśnie objęły w posiadanie całą okolicę". Ekscesarzowa wchodząc do jednego z pawilonów w swej posiadłości usłyszała nagle subtelny i tęskny głos, który wydeklamował:

    Piękne wiśnie choć kwitną to na ziemię padną."

   A ponieważ wewnątrz nikogo nie było pomyślała, że to "sprawka demona". Ktoś jednak powiedział jej, że "To specyfika miejsca. Coś tam zawsze deklamuje wiersze". Zdarzyło się to w ciągu dnia, więc tym bardziej było straszne i Cesarzowa nigdy więcej nie odwiedzała tego miejsca. 

    Od tego czasu minęło już prawie tysiąc lat, a może nawet więcej, ale wciąż jeszcze można usłyszeć ów głos. Minako i Yasunari pojechali tam nawet, żeby usłyszeć ducha, ale niczego nie usłyszeli, ani oczywiście go nie widzieli. Jednak ów poetycznie usposobiony duch, który w tak krótkiej porze kwitnienia wiśni przystawał by wypowiedzieć słowa wiersza, zauważył ich obecność. Niczego złego mu nie uczynili, ale ich ciekawość zmąciła być może nieco jego spokój ducha. Postanowił więc ich nie opuszczać. Tamta dawna opowieść kończy się tym, że ów duch nie został rozpoznany i nie wiadomo było, jakiego jest rodzaju. Być może, chociaż tego nie wiemy, niektóre duchy wcale nie chcą być rozpoznane, zwłaszcza kiedy nie wchodzą nikomu w drogę, a być może był to rzeczywiście jakiś demon. Prawo karmy ujawnia, że wszystko ma swą przyczynę i każda nasza myśl i działanie przynosi jakiś skutek.  Niestety, nie zawsze wiemy, w co się mimo woli wikłamy.  

   Minako kochała poezję i namówiła Yasunariego do odbycia tej wycieczki, a potem mieli oboje popełnić samobójstwo w lesie samobójców. Był to pomysł Yasunariego, ale dziewczyna zapaliła się do niego. Oboje nie chcieli już żyć w praktycznym świecie, skrępowani licznymi obowiązkami i tak wyobrażali sobie swą wolność. Była jako otwarcie okna w dusznym pokoju. Yasunari marzył często o losie kamikadze, których listy ostatnio czytał, ale ponieważ tak wzniosła śmierć nie była mu pisana, postanowił zabrać do lasu swą ukochaną. W tych wysyłanych w oczekiwaniu na śmierć do rodziny listach młodzi ludzie, którzy jak on byli studentami, wyrażali nie tylko tęsknotę i czułość wobec najbliższych, ale i swe intelektualne aspiracje. Interesowali się klasyczną filozofią niemiecką i tradycyjną japońską kulturą, nierzadko byli poetami. Minako zaś być może była przekonana, że jedynym potwierdzeniem miłości jest gotowość oddania życia za osobę kochaną.  Żyła już niemal wyłącznie w jego świecie, a nawet godziła się na to, by był jej nauczycielem i posługiwała się jego staroświeckim jęzkiem, jakim nikt z jej rówieśników nigdy nie mówił. Oboje zresztą stronili od nich połączeni w pragnieniu wyniosłej samotności. Yasunari czuł się poetą, ale gdyby mógł, jak dawni poeci uciekłby od świata ludzi i żył gdzieś w wielkiej pustce natury, o co było trudno w wielomilionowym mieście. Czuł się zawiedziony i gardził ludzkim mrowiem. A dziewczyna, mimo że miała dość niezależny charakter, ulegała pragnieniu buntu, którego płomień podsycał. Gdyby chciał, jak pewien mistrz zen przepołowić mieczem kota, żeby uświadomić jej potrzebę jedności, to zgodziłaby się na to, choć taki widok mógłby rozerwać jej serce. Mogłaby też uciąć sobie paluszek dłoni i ofiarować kochankowi w dowód miłości, jak czyniono w dawnych czasach.

    Yasunari nie miał jednak podobnych oczekiwań. Często ujmował ją swą nieoczekiwaną łagodnością i nawet, kiedy wydawał się twardy, potrafił być ustępliwy. Kiedy myślała, z powodu jego nieopatrznych słów, że są śmiertelnymi wrogami, nagle wpadał w zgodny i czuły ton, jak ktoś, kto potrafiłby przepraszać własnego kota. Przypominało jej to myśl, że człowiek mądry jest jak nefryt, wewnątrz twardy, a na zewnątrz z łagodnym połyskiem.   Uwielbiał niemiecką poezję, a szczególnie ironię Heinego, którego ona oczywiście także czytała, żeby nawiązać z nim jego ulubioną konwersację, której istotą było posługiwanie się w rozmowie cytatami z jego utworów.  Oboje byli, że tak powiem, mocno uduchowieni i sztuczność owej konwersacji wydawała im się czymś szlachetnym i pożądanym. Podobnie być może konwersowano w dawnych czasach, wymieniając się przedtem listami  z kwiatami stosownymi do wyrażanych zamiarów i pory roku.    

     - "Nasze dusze zmatowiały/Ziewając patrzymy na siebie" - powiedział jej kiedyś. - Chyba nie chcesz doczekać takiego końca? -  

     Minako odpowiedziała, że jej śmierć zmartwiłaby jej siostrę i rodziców, ale Yasunari tylko się roześmiał i wyrecytował:  

    - "Z wiernością też jest raczej kiepsko. Pieski merdają wciąż i śmierdzą/Jak zawsze, lecz już wierne nie są". - 

    Pogniewała się na niego i przez tydzień się nie spotykali.  A na jej wąpliwości, których nabrała w związku z powziętym wcześniej planem, odpowiedział cytatem: "Dobry jest sen, śmierć lepsza - a w istocie/Najlepiej by było nie urodzić się wcale". 

    I znowu się pokłócili. Minako z groźną miną oznajmiła, że nie rozumie poezji Heinego, chociaż bez przerwy o niej mówi i wyrywa z niej pojedyncze zdania jak chwasty w polu. Heine nie był nihilistą, ale też filozofia nicości Nishidy, o której czasem dyskutowali, byłaby mu najzwyczajniej obca, a Nishida tym bardziej nie był nihilistą.  Nie można rozmawiać, kiedy się niczego nie rozumie. 

    - To ty nic nie rozumiesz!  Albo tylko udajesz...Wracaj do tego swojego Toru! - zniecierpliwił się, chociaż wiedział, że Minako była mu wierna i nawet nie spojrzała na Toru, mimo, że jej się narzucał. A potem, w nawiązniu do wiersza ulubionego poety, oznajmił jej, że on sam jest już widmem i że powinna w przerażeniu uciekać przed nim. Po tej rozmowie długo płakała, ale postanowiła złożyć ofiarę ze swego życia, chociaż w skrytości ducha miała nadzieję, że chłopak w końcu się rozmyśli. 

      Yasunari mógł przeżywać prawdziwą rozterkę ducha.  (Nie bez powodu powtarzam tu słowo duch). Minako była nie tylko piękna, ale miała też piękną duszę - nie była po prostu ładna, jak inne, których fizyczność robiła na nim wrażenie i z pewnością go kochała.  Tylko z nią miał o czym rozmawiać w długie wieczory, które spędzali w świetle księżyca na parkowych ławkach lub leżąc w wysokich trawach.  Była mu całkowicie oddana. To było dla niego ważniejsze nawet niż pocałunki i ciągłe odwlekanie pełniejszego fizycznego zbliżenia - a przecież pocałunki są najbardziej upojne i czułe. Patrząc w rozgwieżdżone niebo czuł, że bardzo ją kocha. Kiedyś jakiś policjant przyłapał ich na ławce w miłosnym uścisku i zgorszony zapytał: "Dlaczego pan wprowadza tej pani ślinę do ust?" Śmieli się z tego, kiedy odszedł...Ale trzeba było z tym wszystkim skończyć dla jej dobra.  Już jej to zakomunikował i nie było odwrotu.  Ich miłość powinna być poddana ostatecznej próbie. Wtedy dopiero będzie wiadomo, że nic ich nie rozdzieli. 

      Uważny słuchacz tej opowieści zapewne domyśla się, że w myśli i uczucia tych dwojga wmieszał się ów duch niezłomności, którego nie sposób nie słuchać i który pociąga za sznureczki sam pozostając w ukryciu. Zdawał się jednak odwlekać nieuchronny koniec. Mijały miesiące a spotykali się nadal, nie wracając do tego tematu i można by nawet przypuszczać, że o nim zapomnieli. W tym czasie rozpoczęli już prawdopodobnie pełne życie intymne. Nadeszła jednak pora kwitnienia wiśni i Yasunari powiedział, że nie mogą z tym czekać do zimy, bo teraz jest najpiękniej, a ich śmierć musi mieć pewną estetykę.  Zimą ich porzucone w śniegu ciała wyglądałyby zbyt surowo a widok krwi mógłyby skłaniać do współczucia, które byłoby tu całkiem nie na miejscu.  

    Rodziców nie było w domu i Minako poczuła się swobodnie.

     - Ty to jesteś esteta werbalny. - wyrzuciła z siebie - Nie ma piękna bez prawdy, a prawdy bez miłości do życia, które jest tak niedoskonałe i kruche. Właśnie dlatego je kochamy!  Po co wiosną myśleć o nadejściu zimy? Twoja mama będzie odchodzić od zmysłów. Nie możesz jej tego zrobić!   

     Ale rzucił jej w twarz kolejny kwiat poezji:

     - Dzisiaj nawet natura jest wynaturzona. Udajesz tylko, że jesteś skromna i myślisz o innych. Chciałaś się ze mną zabić, żeby ludzie o tobie mówili. "Tak samo o skromności fiołków nie sądzę wiele..."

     - A ty jesteś jak kret, którego słońce łaskocze w wąsy. Przypomnij sobie, to też twój idol!  My, Japończycy, lubimy śmierć z wyboru. Nie mieszaj w to jakiegoś cudzoziemca, którego zresztą nie jesteś w stanie zrozumieć. To są twoje chore rojenia! Dlaczego chcesz niszczyć to, czym żyjemy? I tak nie dożyjemy starości...  

    - Żyjesz złudzeniami. Sama mówiłaś jak kruche jest życie i jak złudne szczęście, które trwa chwilę. "Szczęście to jest dziewka płocha/W jednym miejscu nie wytrzyma..."

    - Wiem, wiem!  Za to nieszczęście rozsiada się przy nas - "Przciska cię mocno do serca,/Powiada, że jej się nie spieszy" ...To kiedy? 

    Minako położyła się na łóżku odgarniając włosy, które tak kochał, ale podszedł do okna i zaczął wpatrywać się w księżyc, a potem odwrócił się i wydeklamował swą kwestię.  

    - Mgły się rozwiały. "Niedługo szczęście mnie zwodziło, /Które mi wkłamałaś chętnie". Wyruszamy jutro, żeby skończyć to, czego nigdy nie zaczęliśmy! 

   Minako podniosła się gwałtownie i podchodząc do drzwi powiedziała: 

    - A zatem, do jutra, mój ślepy wędrowcu!  Widzę, że nie opuszcza cię podniosły duch.  

    Wyszli jednak razem. Szli w milczeniu prawie wpadając na ludzi. Minako zauważyła, że Yasunari nagle odosobnił się, co zawsze wprawiało ją w zakłopotanie i chciała coś do niego powiedzieć, ale czuła tylko lęk. Jej milczenie dotknęło go, jakby zapomniał, że sam mógł się odezwać. Starał się opanować, ale nie potrafił.

    - Nie potrzebuję żadnej etykietki.  Myślę i czuję, w przeciwieństwie do ciebie. Kim ty właściwie jesteś, śmieszna sakuro!  Czasami myślę, że nie masz w sobie ducha i jesteś jak dmuchawiec, który wiatr dmucha!  To już nie słowa poety, dziwko!  

    - "Wiosna jest smutna, a jej sny są dręczące..." - powiedziała zanim zniknął w metrze.  "Kwiaty patrzą z jakimś bólem..." zdążyła jeszcze sobie dopowiedzieć.  Odczekała chwilę, wyszła ze stacji i rzuciła się, a może, jak myślą niektórzy, chyba nie całkiem słusznie, wpadła w zamyśleniu pod samochód. 

     Kiedy Yasunari dowiedział się o jej śmierci wyrzucał sobie, że pokochał tak nielojalną osobę. Przecież mieli to zrobić razem. Jak on teraz miałby dalej żyć? Nie jest psychopatą i nie będzie szukał kolejnej ofiary. Takiej miłości nie da się powtórzyć - jak oswaja się psa lub kota po stracie poprzedniego...Chyba, że pojedzie do lasu sam...Tam też go odnaleziono. Jednak zabrakło mu sił, albo nie chciał tego skutecznie zrobić.  Uwiedziony przez rozedrgane myśli, poddał się swej impotencji, ukończył studia i załatwił sobie dobrą pracę w korporacji, z której zadowolona była jego matka. Nie odwiedzał grobu Minako. Starał się o niej zapomnieć. Związał się z inną kobietą i miał z nią dzieci...Ale któregoś wiosennego dnia, przechodząc obok wyjątkowo pięknego drzewa pokrytego kwieciem usłyszał nagle: 

     Piękne wiśnie choć kwitną to na ziemię padną.

     Nie potrafił zapłakać. Wiedział już, że musi umrzeć...

     Śmierć tego romantyka i jego dziewczyny mogłaby mnie poruszyć, ale bardziej chciałem wiedzieć, dlaczego wydarzyło się to, co się wydarzyło, a szczególnie, jaka była w tym rola owego ducha, którego obecność nadaje mej opowieści nieco groteskowy charakter.  W końcu przypuszczeniami kończy się i tamta zamierzchła opowieść. Yasunari i Minako już wcześniej chcieli razem odebrać sobie życie. Jednak uczynili to osobno. Ale dlaczego Minako rzuciła się pod samochód? Kochanek często ją przecież ranił, była do tego przyzwyczajona. Czy naprawdę nie mogła znieść zachowania Yasunariego? A może chciała go w ten sposób ocalić?  Czy gdyby nie przeczytała przypadkiem opowieści o duchu, to Yasunari nie namawiałby jej do odebrania sobie życia? Nie mając wszechwiedzy, nie znam intencji tego deklamatora poezji i nie mogę powiedzieć, czy był on dobrym, czy złym duchem, jeśli takie określenia mają w ogóle sens...   


        

    

    

Komentarze

  1. Być może znajdę jakiś ładniejszy obrazek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestes niesamowity Nezumi,
    Twoich opowieści mogę słuchać z zapartym tchem zawsze.
    Dziękuję, że opublikowałeś tę piękną opowieść.
    Tylko dlaczego na końcu piszesz:
    "Ale dlaczego Minako rzuciła się pod samochód?"
    Przecież wcześniej napisałeś, że mogła też się zamyślać i po prostu zamyślona wpadła pod samochód.
    Nie wiemy wiec na pewno czy rzuciła się pod auto czy zginęła idąc zamyślona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Może niepotrzebnie to przesądzam...🙂

      Usuń
  3. Japońskie opowieści niesamowite siłą rzeczy muszą być co nieco inne niż europejskie. Trochę inna kultura, inne podejście do śmierci czy samobójstwa, a demony to u nich prawdopodobnie całkiem normalnie kręcą się wśród ludzi. 😉
    Masz wyobraźnię poety i dużą wiedzę, dlatego potrafisz również napisać dobre opowieści japońskie, a to duże urozmaicenie twórczości.
    Sporo jest tu materiału do przemyślenia, bo to opowiadanie nie jest tak całkiem lekkie.
    A wiśnie pomimo, że co roku opadają, to co roku są znowu piękne. Ale to wiśnie, człowiek tak nie ma, pomimo, że każdy bezwarunkowo kocha życie (w zwierzęcej części mózgu), to musi również bezwarunkowo, kiedyś to życie opuścić na zawsze. A decyzja o samobójstwie… no cóż, nie mam pojęcia co się dzieje wtedy w mózgu i wolałbym nie wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie tą opowieść skonstruowałeś, wplatając strofy Heinego.
    Mam odczucie, że zbyt lekko potraktowałeś tak poważny temat. Ale w kulturze japońskiej samobójstwo ma chyba inne konotacje niż w europejskiej.
    A ten duch... od samobójstwa ich nie odwodził... może to był zły duch.
    Minako przez nieuwagę zginęła, tak wolę 😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Basiu

    Nie wydaje mi się, że zbyt lekko, ale ważne są Twoje wrażenia. Znam przeżycia towarzyszące mi przy pisaniu i mimo elementu groteskowego, pojawiającego się w nawiązaniu do tej dawnej uciesznej opowieści pisanej jedynie dla rozrywki, jest tu też pewien rodzaj psychologicznego realizmu w charakterystyce postaci i ich wzajemnych relacji. Duch - duchem, ale można zastanawiać się nad tym, do czego prowadzi młodzieńczy idealizm i romantyczne pojmowanie miłości...Podwójne samobójstwo to częsty motyw w twórczości japońskich pisarzy. Niektórzy, jak Dazai, nawet próbowali je popełnić z inną osobą. Ja również już o nim i inaczej pisałem. Ale zauważyłem ostatnio, że to, co głęboko tragiczne, widziane z zewnątrz może wydawać się nawet nieco zabawne, jak szaleństwo, czy choroba psychiczna - choć oczywiście takim nie jest...🙂

    Duch ich nie odwodził, a może nawet popychał i zwodził...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając, takie właśnie miałam wrażenie, ale rzeczywiście niefrasobliwe przywileje młodości tak zabarwiły ten utwór. Młodym, trzymającym się za ręce, nawet śmierć niestraszna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Alma
    Dla mnie przerażające. Ale nie będę rozwijać tego wątku.
    Przeczytałam w ciągu ostatniego roku kilkanaście książek współczesnych japońskich autorów. Jeżeli oddają one ducha Japonii, to ja tego ducha rozumiem, ale nie do końca akceptuję. To jednak jest dla mnie inny świat. Obecnie czytam "Kameliowy sklep papierniczy". Właściwie, to ta książka jest o niczym. Ale przynosi wyciszenie po hałasie dnia. Wszystkie te książki łączy jednak jedno - poczucie samotności.
    A sakura niedługo będzie pachniała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przerażające, ale staram się zachować do tej opowieści jakiś dystans...Teraz jest moda na literaturę japońską, a w każdym razie wiele przekładów się ukazuje. Nie zawsze jest to wybitna literatura - czasami tylko jest to coś, co przyjemnie się czyta, bo jest zręcznie napisane... Ale Kawabata, Natsume Soseki, Tanizaki, Akutagawa, Dazai, czy Mishima wyrażają jakiś sposób widzenia świata i życia. Jest jeszcze kilku innych, których warto czytać. Nie wszystko jest mi tak samo bliskie. Najbardziej Kawabata...Poczucie samotności, przemijania życia pojawia się często. Nie jestem oczywiście znawcą tej japońskiej prozy - o pewnych rzeczach dowiedziałem się z "Literatury japońskiej" Melanowicza. Zdarza się, że nie czytam czegoś w całości, tylko we fragmentach, które przyciągają moja uwagę...

      Usuń
    2. Alma
      Ja znawczynią literatury japońskiej jestem żadną. Ale byłam ciekawa, jak teraz piszą i o czym. I czytałam pozycje łatwo dla mnie dostępne. Czasami staram się też jeść sushi paleczkami 😀

      Usuń
  8. Ten duch byl duchem wiśni, żył w tym różowym świecie.
    Jak by skutecznie mógł działać na takich skłóconych kochanków? Nie byli jednością, nie zasłużyli na wspólną śmierć w jakiejkolwiek idei.
    Zabili się raczej z poczucia samotnosci, bezsensu i nie znajdując w życiu piękna idealnego i wiecznego jak kwiat wiśni. Który spada, ale wraca co rok na nowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alma
      Być może to był to duch wiśni-nie wiem.
      Na temat samobójstwa nie chcę się wypowiadać. Wiem, że ludzie je popełniają. Ale to zbyt wielki dylemat moralny na krótki komentarz.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. pocałunki jak lśnienie jasnego poranka czułe pieszczoty jak mgielne muśnięcia i miłosna kojąca szeptanka 💮

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty