Rytuał ideologiczny a wiara w ludzkie wartości

   "Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem jak to się robi." (Janusz Korczak)



          Mam wrażenie, że Lunamigotliwa powoli gaśnie wraz

z jej autorem, ale mimo to chciałbym na chwilę wrócić do

opozycji budzącej się do życia wiosny i niszczącej życie wojny. 

Znam osoby, które niemal wyłącznie poświęcają się dawaniu

upustu własnym emocjom związanym z wojną -  potępieniu,

nienawiści,  lękowi, komentowaniu bieżących zdarzeń,  

podkreślaniu własnej wyższości, dowcipkowaniu, tworzeniu 

mitologii walki dobra ze złem.  Z ludźmi tymi nie sposób 

rozmawiać ani dyskutować.   Przeważnie zawodzi ich poczucie 

krytycyzmu i orientacja we współczesnym świecie a także

świadomość tego, że mogą być poddawani manipulacji.   

Tym, co mnie przy tej okazji zainteresowało jest stosunkowo

niewielki wpływ inteligencji na tworzenie sądów na temat 

tej wojny, ale także niewielki wpływ przekonań religijnych, czy 

w ogóle wartościujących, jakby doszło do nagłej redukcji 

świadomości na poziom najbardziej prymitywnych reakcji.  

Czasem prowadzi to do zabawnych obserwacji.  Ale w takim, 

celowo podsycanym amoku niestety wybuchały światowe wojny.

     Oto mój znajomy buddysta, inteligentny, wrażliwy społecznie 

człowiek, zajmuje się demaskowaniem ludzi, którzy są przeciwni

poglądowi, że Rosję trzeba militarnie zmiażdżyć i upokorzyć.  

Zamiast wzorem Buddy przyczyniać się do pokoju i

niekrzywdzenia, martwi się, że Zachód tak mało angażuje się w

otwartą wojnę z  powodu  rzekomego oportunizmu.  Budda

jak wiadomo był przeciwny pozbawiania życia insektów,

a nie tylko ludzi.   Chodzi przecież o to, aby redukować

cierpienie, a toczenie wojen temu najwyraźniej nie służy. 

Nie chcę mówić, że jeśli Ukraina cierpi, to widać taka jest 

jej zbiorowa karma, bo to zakrawałoby na cynizm. Ale 

interesujące jest jak się ten punkt widzenia odnosi do 

praktyki medytacji.   

     Inny mój znajomy, zdeklarowany humanista, uważa, że 

Ukraińcy powinni bombardować rosyjskie miasta, żeby dać 

Ruskim odczuć, co sami robią.  W chwilę później jednak 

zauważa, że może wystarczyłoby niszczyć zabytki rosyjskiej 

kultury, żeby udowodnić swą moralną wyższość nad tymi 

kanaliami. Z Ruskimi nie można inaczej, uważa,  rozumieją 

tylko brutalną siłę.  

    Pobożny chrześcijanin złości się na papieża Franciszka, 

który nazwał pragnienie toczenia okrutnej wojny bez względu 

na ofiary, "świadomością kainową", a co więcej modlił się 

również za Putnia, zamiast chcieć go powiesić na rzeźnickim 

haku.   Franciszek bardzo dobrze wie, jak ludzie mordowali 

się z przekonaniem, że Bóg jest po ich stronie.   Sam zaś Jezus

niegdyś nie przyłączył się do radykałów toczących nieubłaganą 

walkę z Rzymem.  Wolał ponieść okrutną śmierć niż 

sprzeniewierzyć się miłości.  (Mówię tu o Jezusie a nie

o Kościele).

    Kochający muzykę meloman wyznaje, że przestał słuchać

rosyjskiej muzyki, za to odkrył dwóch wspaniałych ukraińskich

kompozytorów.  Jest przeciwny zakazom, ale jakoś nie ma serca

do jej słuchania. 

    Profesor filozofii pyta jaki jest polski synonim słowa Putin

i odpowiada - chuj. Jest wielce zdziwiony, że Zachód nie 

interweniuje na Ukrainie, a jedynie dostarcza tam ogromne

ilości broni.  Co za tchórze, boją się wojny światowej, jak kiedyś

Hitlera!  Putina należy powiesić.

    Wiekowy pisarz zapewnia, że gdyby był młody, to brałby

czynny udział w wojnie, bo to przecież wojna w obronie 

cywilizacji przed barbarzyńcami.  Kiedy okazało się, że

bohaterowie ukraińskich Termopilów zamiast polec w walce

wrócili po jakimś czasie spokojnie do domu, napisał, że

każdy ma prawo do mitu, ale teraz "cała Ukraina jest 

Termopilami."  

     Mnie to oczywiście nie dziwi - wojna jest stosunkowo blisko,

jest wynikiem imperialistycznej ideologii, a widok zbrodni 

wojennych i odpowiednie ich nagłaśnianie, wszystkich porusza. 

Dlaczego nie poruszał wcześniej, kiedy prowadzono równie, a 

nawet bardziej brutalne wojny, nikt się nie zastanawia.   

     Ale oburzenie jest również i  wśród tych, którzy nie chcą

kontynuacji wojny.  Jak zauważył inny profesor

filozofii, mając na myśli działania rządu:  "Niestety skurwysyny 

pchają nas do wojny światowej i wyjaśniają, że bomb, pocisków 

atomowych nie należy się bać...to coś jak espresso po posiłku."  

To człowiek raczej dobrotliwy, ale najwyraźniej trudno mu 

przejść nad pewnymi faktami do porządku dziennego.

    Ktoś już wcześniej wyjaśniał to tak: "W Polsce w ogóle nie

ma pacyfistów, są tylko tchórze! "  Bohater ów chciałby 

zapewne, aby i na polskie miasta spadały bomby, bo przecież

trzeba bronić cywilizacji przed hordami współczesnych 

Mongołów, którzy nie wiedzą jak wygląda miska klozetowa.    

    W moim poczuciu nie trzeba być pacyfistą, aby nie chcieć 

wojny i być przekonanym, że niesie ona ze sobą ogrom 

cierpienia.  Ktoś taki mógłby chcieć bronić swego kraju przed 

najazdem, ale wołałby jednak, aby do takiej konieczności nie 

doszło.  Niestety wojny trwają tak długo, jak długo ktoś ma 

polityczny interes w ich kontynuowaniu.

     To, co powyżej napisałem, nie jest moim wyznaniem wiary,

a jedynie konstatacją faktu, jak niewielki wpływ mają poglądy, 

które ludzie z dumą wyznają w obliczu tego rodzaju zagrożeń...

Przecież buddysta, chrześcijanin i humanistyczny ateista powinni

być szczególnie wyczuleni na ludzkie cierpienie i potrzebę 

szacunku dla każdego człowieka, a ktoś krytycznie myślący nie

ma powodu, aby uważać za jedynie prawdziwe informacje 

i interpretacje płynące z jednego propagandowego źródła.

Oczywiście nie jest o to łatwo w sytuacji, kiedy widzimy obrazy

wojennej przemocy i okrucieństwa.  Ale to pokazuje jak 

kruche są deklaracje o powszechnej miłości, życzliwości i

racjonalnym stosunku do tego, co się wydarza. Są to, jakby

powiedział socjolog, jedynie wartości deklarowane, a nie

rzeczywiście wyznawane.  A w pewnych sytuacjach już nawet

się ich nie deklaruje.  

      W dzieciństwie tłukliśmy się z bratem do krwi.  W końcu

wkraczała matka jako rozjemca i kiedy któryś z nas mówił:

"To on zaczął!"  - karciła nas i mówiła, że jej to nie obchodzi,

bo obaj krwawimy.   Myślę, że mimo wszystko lepiej teraz 

rozumiem ten matczyny punkt widzenia.  Nie chciała czekać

aż się ukatrupimy.  Ja zresztą nie byłem do tego skłonny i 

choć starszy brat starał się mnie zdominować, litowałem się

nad nim...

     Oczywiście wiem, że ktoś zauważy, że nie ma tu

analogii i powie o rozstrzeliwanych ludziach i gwałconych 

kobietach, o zabijaniu dzieci, o żądaniach terytorialnych 

i o konieczności walki z tyranią.  

    Ale ktoś inny może spytać, jaki jest sens bronienia miasta 

kosztem obrócenia go w ruiny i śmierci dziesiątek tysięcy 

niewinnych ofiar, kiedy wiadomo, że go się obronić nie da.  

Pytanie to ma charakter równie ogólny i odnosi się nie do

tej konkretnie sytuacji, ale i do wszystkich podobnych. 

Niestety w związku z tym negocjacje pokojowe utknęły na 

martwym punkcie. Putin i Ławrow mają nadzieję na sukces 

ofensywy,  Ukraińcy liczą na dostawy broni, a Biden nabrał 

przekonania o słabości militarnej Rosji.   Wybiorą więc 

długotrwałą wojnę na wyniszczenie, w której cierpieć będą 

zwykli ludzie...Mam nadzieję,  że Polska nie będzie w niej

uczestniczyć.  Czy nie wystarczy to, że przyjęliśmy prawie 

trzy miliony uchodźców? 

 

     



      


      



       

Komentarze

  1. Nezumi, twierdzisz, ze mamy "stosunkowo niewielki wpływ inteligencji na tworzenie sądów na temat tej wojny, ale także niewielki wpływ przekonań religijnych, czy
    w ogóle wartościujących, jakby doszło do nagłej redukcji świadomości na poziom najbardziej prymitywnych reakcji" w zwiazku z wojna na Ukrainie.
    Az prosi sie zapytac Ciebie czy w ogole mamy obecnie, nawet przed tą wojną fenomen "inteligencji"
    Gdy obserwuje sie media nie widzi sie prawie zadnej inteligencji, raczej manipulowanie tworzące pożądaną opinię odbiorców.
    Jesli w ogole byla w Polsce inteligencja, wyginęła podczas II wojny swiatowej.
    O tych ogólnych wartościach humanistycznych trudno nawet wspominac, gdy na polskich Uniwersytetach humanistycznych góruje Logika oraz Darwinizm.
    Jak w tej sytuacji widzisz mozliwosc uznania wartosci humanistycznych za majace jakiekolwiek znaczenie, gdy silniejszy bierze wszystko. (Darwinizm logicznego postrzegania rzeczywistosci).
    Przekonania religijne w warunkach polskich to w ogóle jest parodia.
    Polak wie, zapewne, że to Żydzi doprowadzili do zamordownia Jezusa.
    O tym, ze syn Boży, Jezus wykonal plan samego Boga poprzez poddanie sie męczeńskiej śmierci na krzyżu - o tym praktycznie nie wie nikt z tych tzw wierzacych.
    Mozna powiedziec, ze wiedza o Religii jest zerowa.
    Jak wiec w tej sytuacji wyobrażasz sobie, ze przeciętny Kowalski ma jakies konkretne przekonania religijne.
    Nie ma więc zadnych szans przełożyć swoich przekonań religijnych przecietny Polak na prawdziwie adekwatne wartości religijne.
    Ta wojna toczy sie bardzo daleko ode mnie, wydaje sie absurdalna.
    Połowa Amerykanow jest kolorowa, wiec fakt ze blondyni o niebieskich oczach wzajemnie sie zabijaja niewielu tutaj obchodzi. Taki cytat usłyszalem z korespondencji z Bialego Domu.
    Nie ma sie czym w ogole przejmowac.
    To tak jak abstrakcyjna jest wojna dla Polakow gdy toczy sie w srodkowej Afryce czy na antypodach, czy w poludniowo-wschodniej Azjii.
    Wiem Nezumi, ze kochasz Rosjan wiec trudno sie jest Tobie pogodzić z potepieniem tej rosyjskiej operacji wojskowej.
    Tak, rosyjska kultura jest wroga zachodniej cywilizacji dlatego dobrze sie dzieje, ze nikt dzisiaj nie słucha rosyjskiej muzyki, nie ogląda ich przedstawień czy nie czyta ich poezji.
    Ja jeszcze pytam w polskim sklepie o ruskie pierogi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z moich opowieści rosyjskich, których trochę tu pozostawiłem nie wynika wcale, że kocham Rosjan. Są wyjatkowo okrutne🙂 A już na pewno nie kocham ich bardziej niż jakichkolwiek innych ludzi. Kocham jedynie wielką rosyjską literaturę i muzykę. Życie bez utworów Czechowa, Dostojewskiego, Tołstoja, Bułhakowa, Mandelsztama, Puszkina i kilku innych pisarzy i ludzi wielkiego ducha nie miałoby dla mnie większego sensu. Jak ktoś chce to niech się od tego bezmyślnie odcina i głupieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nezumi, nie sądzę, ze jestes nieomylnym guru, ktory decyduje czy ktoś głupieje jesli ten ktoś odcina sie od rosyjskiej sztuki czy kultury.
      Ja jeszcze gdy mieszkalem w Polsce, od najmniejszych lat odmawiałem nauczenia sie czegokolwiek co bylo rosyjskie.
      Przytoczonych przez Ciebie pisarzy czy poetow rosyjskich nigdy nie czytałem.
      Teraz w Stanach dzieki temu należę do wiekszosci, ktora nie zna rosyjskiej kultury.
      Uważam, ze dzieki temu kocham Zachód, nie skaleczyłem bowiem mojej psychiki sowiecką kulturą.
      Za to czytałem wszystkie książki o indianach jakie byly dostepne w Polsce.
      99% Amerykanów, ktorzy nigdy nie zapoznali sie z rosyjską kulturą nic na tym nie stracili.

      Usuń
    2. Danek

      Czy naprawdę uważasz, że Tołstoj, Czechow i Dostojewski to byli sowieci?😀 Równie dobrze mógłbyś się chwalić tym, że nie używasz mydła

      Usuń
    3. Nezumi, dzisiaj absolutna wiekszosc rosyjskiego spoleczenstwa popiera Putina wojne z Ukraina.
      Sowieci nie wzieli sie z pustej przestrzeni rosyjskiej duszy.
      Ta rosyjska dusza na przestrzeni dziejow jest zaborcza.
      Nie dajmy sie łudzić intelektualistom w rodzaju Tołstoj, Czechow i Dostojewski.
      Sowieci, Rosjanie, czekiści, putinowcy - to wszystko ta sama dumna rosyjska dusza.
      Wolę myć sie amerykańskim mydłem Dove niz miec cokolwiek wspolnego z Rosjanami.

      Usuń
  3. Jasne, że nie jest mi bliski kacap ani homo sovieticus, ani carski knut...Ale czy mam nienawidzić Anglików za ich zbrodnie w Indiach, Belgów za wymordowanie w Kongo 10 milionów ludzi, mężczyzn, kobiet i dzieci i Ukraińców za bestialstwo dokonywane na Polakach. Ukraińcy zabili w Powstaniu mojego Dziadka, ciężko ranili Babcię, a moja Matka ocalala tylko dlatego, że Ojciec wywiózł ją na wieś. Niewiele by brakowało aby mnie na tym świecie nie było... Tak czy owak jest to jednak sprawa przypadku, że istniejemy. Czy mam z tego powodu nienawidzić Ukraińców? Nie mam powodu kochać ich nacjonalizmu i spokojnie wysłuchiwać, że Kraków to ukraińskie miasto...O Amerykanach nie wspomnę, bo nie chciałbym Cię urazić. Zarabiają na wojnach a ich zbrodnie nie są mniejsze niż niemieckie, czy japońskie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, za 60 lat nowe pokolenie bedzie patrzyło na masakrę Ukraincow podobnie jak teraz czytamy o tych nieszczęściach w Indiach czy w Kongo.
      Nie ma co sie denerwować,
      spokojnie przeczekać tę wojnę a historia swoje zrobi.
      Rzeczywiscie, z pozycji intelektualisty nie ma sie w ogole czym denerwować gdy ma sie wieloletnią perspektywę.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty