Granice amoku

        Nie mam szczególnej sympatii dla amerykańskich 

republikanów, ale podobało mi się streszczenie 

wystąpienia kongresmenki, która powiedziała, że Stany 

Zjednoczone nie są jeszcze na razie Stanami Zjednoczonymi 

Ukrainy i wyliczyła istotne potrzeby obywateli, których 

państwo nie zaspokaja, istotniejsze jej zdaniem od  zaopatrzenia 

Reznikowa ( minister obrony Ukrainy)  w ciężką 

broń.  Można zarzucić jej małostkowy egoizm, ale  

w moim poczuciu jest to dość racjonalny punkt widzenia.

    Propagandowe mitologizowanie tej tragicznej sytuacji 

nie służy niczemu dobremu, a podsycać będzie konflikt, 

którego ofiarą padają niewinni ludzie.  

    Przede wszystkim nie jest prawdą, że Ukraińcy walczą 

"za nas" i za "nasze wartości."  Jest to, niezależnie od tego kto 

dokonał agresji, bolesne zderzenie dwóch nacjonalizmów, 

rozbuchanych na skalę obcą od dość dawna Europie (conajmniej

od wojny w byłej Jugosławii), a przywódcy ukraińscy 

prześcigają się w oskarżeniach Zachodu i żądaniach wsparcia 

na ogromną skalę. Jest to swoisty szantaż moralny. Minister 

Kułeba ogłasza, co Zachód ma zrobić, a jeśli tego nie robi, to

odwołuje się do aż nazbyt dobrze znanego nam argumentu

(posługiwali się nim Rosjanie w sytuacji o wiele bardziej

uzasadnionej) - "My za was przelewamy krew!"  Ich punkt

widzenia można zrozumieć - czują się ofiarami brutalnej agresji,

trudniej z pozoru zrozumieć dlaczego tak jest on "wzmacniany" 

przez administrację Stanów Zjednoczonych, prawdopodobnie 

pod wpływem narastającego przekonania o słabości Rosji, ale 

kryją się za tym potężne interesy, a sama Ukraina mimo 

przewrotnych deklaracji Brytyjczyków, że to "najpiękniejszy 

okres w jej historii", nie jest traktowana podmiotowo.   

     Przy okazji podrwiwania z Rosji, że ma broń nuklearną, której

nie będzie mogła użyć, warto zauważyć, że to Stany Zjednoczone 

nakręciły spiralę zbrojeń do rozmiarów niewyobrażalnych w 

historii, że "interweniowały" w wielu miejscach świata, 

pozostawiając po sobie zgliszcza i cierpienie dziesiątków 

milionów ludzi i że pozostałe światowe potęgi - Rosja i Chiny są 

daleko w tyle pod względem inwestycji militarnych.  

Prawdopodobnie rywalizacja ekonomiczna i polityczna 

doprowadzi w nie tak dalekiej przyszłości do wojny 

światowej.  

     Tu nie są, w moim poczuciu, istotne sympatie dla zachodniej 

demokracji czy politycznych koncepcji wschodnich, ale 

przewidywalny skutek dla świata, który trzeba jakoś ratować,

a nie podsycać wojenną psychozę. 

     Przy okazji warto zauważyć jak nagle znikają wszystkie 

problemy - po pandemii nie został już nawet ślad,  a kwestie 

społeczne nie mają znaczenia, wobec wzniosłej idei wymierzenia 

sprawiedliwości Rosji.  Propaganda jest nieubłagana: Niewiele 

jest informacji o tym, jak toczy się wojna (prawdopodobnie 

chroni je wojenna tajemnica), z góry zakłada się, że morduje i 

kłamie wyłącznie jedna strona konfliktu, a połowa informacji, 

poza informacjami o sankcjach i wojowniczych okrzykach 

przywódców, to doniesienia o tym, co może zrobić Rosja.  Nie 

jest dla tych oskarżeń ważne, że tego potem nie robi, bo przecież  

m o ż e   zrobić wszystko.  Codziennie czytam o tych niedoszłych 

prowokacjach rosyjskich, podobnie jak o irytacji Ukraińców z 

powodu tego, że Rosjanie nie chcą uwolnić żołnierzy pułku 

Azow.  

     Ci są może nieustraszeni, a może świadomi tego, że nie będzie

dla nich litości, ale codziennie organizują konferencje, podczas 

których domagają się uwolnienia z opresji.  Jeden z nich 

apelował o pomoc do Erdogana, drugi powiedział, że czuje się

jak uczestnik reality show, ale że przecież naprawdę cierpi

i może umrzeć.  Inny podczas wywiadu poprawiał

sobie przepaskę na oku, żeby ładniej się prezentować. 

Teraz wszystko musi być medialne. Wierzę, że jest tam piekło 

i że jednak chcieliby się z niego wydostać, czując się bezsilnie 

wobec umierania rannych towarzyszy.  Mogą się poddać albo 

zginąć.  Podobno wolą to drugie... 

      Przy okazji sięga się do głębokiej historii, przypisując

Rosjanom okrucieństwa, których rzekomo nie popełniał 

nikt inny, jakby nie było Hitlera, wojen napoleońskich, zbrodni

kolonialnych,  czy holocaustu Ormian.  Warto więc może 

przypomnieć, że na Wołyniu zamordowano wielokrotnie

więcej Polaków niż w Katyniu i że nie zrobili tego wyłącznie 

funkcjonariusze aparatu przemocy, ale bardzo często zwykli 

ludzie, których ofiarą padali sąsiedzi, niewinni mężczyźni, 

kobiety i dzieci.  Jeśli chodzi o sadystyczne okrucieństwo to 

brutalne mordy dokonywane na polskich oficerach, nie 

dorównują temu, co dokładnie opisano jako zbrodnię  

ludobójstwa na Wołyniu. (A ofiarą podobnej brutalności 

padali także Żydzi i przedstawiciele innych narodowości, 

bo tak sobie wyobrażano ukraińską drogę do "wolności.")   

To są rzeczy wręcz niewyobrażalne. Mimo to rząd Ukrainy 

nie godzi się na nazywanie tego ludobójstwem i czci ich 

jako bohaterów.  

    Oczywiście czystki stalinowskie pochłonęły życie bardzo wielu 

Polaków (podobnie jak Rosjan, czy Ukraińców, którzy byli

też ofiarami głodu) i były również wyjątkowo okrutne.  

Czytałem relacje nie tylko z Wołynia, ale także np. z Kołymy. 

Nikt chyba u nas nie usprawiedliwia stalinowskiego 

totalitaryzmu. Ja przynajmniej nikogo takiego nie znam. 

Symptomatyczne jest jednak milczenie Drugiej Rzeczpospolitej 

na temat tych stalinowskich zbrodni.  Ani razu nie wspomniano

o nich w polskim sejmie, nie były przedmiotem debaty, nie 

wysłano do Stalina jakiegokolwiek protestu.  Sanacyjni politycy

uważali Polaków ze wschodu za istoty mniej wartościowe, a

i teraz nagłaśnia się głównie zbrodnię w Katyniu. 

     Obecnie mamy do czynienia z szantażem moralnym - każdy, 

kto przypomina o tym w odpowiedzi na demagogię, że świat

bez okrucieństwa Rosji byłby sielski, uważany jest za 

ideologicznego wroga i rusofila, bez względu na absurdalność 

podobnego zarzutu.  Jest front ideologiczny i każdy kto skalał się 

myśleniem "wpisuje się w putinowską narrację."  

     Jeśli jednak o wspólnej historii mamy zapomnieć, to 

zapomnijmy też o Romanowych, Uljanowie i Dżugaszwilim, o 

rozbiorach, "cudzie" nad Wisłą, o pakcie Ribbentrop - Mołotow 

i o wyzwalaniu Polski przez Armię Czerwoną (spod hitlerowskiej 

okupacji).  Przecież ważne jest tylko to, co jest teraz, a co 

przedstawia się jako wojnę aniołów z orkami!   

     Rozumiem, że ludzie poczuli się moralnie znieważeni

przez wojnę, która nie jest bardziej okrutna niż inne wojny, 

ale toczy się w pobliżu i w chwili, kiedy z powodu kultu życiowej 

wygody i materialnych potrzeb, o wojnie i historii niemal 

ze szczętem zapomnieli.  Ale nienawiścią do zła można się

czasem udławić, a przy okazji nie uniknie się zdziczenia.  

      Czymś innym jest współczucie dla ofiar wojny. Podobno,

jak głosi napis w warszawskim metrze, co dziesiąty Polak 

przyjął do domu jakiegoś Ukraińca (czy raczej Ukrainkę) 

i ta ofiarność jest cenna. "To są nasi goście" - mówi prezydent.  

W tym samy czasie osobie, która pomaga na granicy uchodźcom 

z Białorusi (także kobietom i dzieciom), grozi kara ośmiu lat 

pozbawienia wolności za to, że nie pozwala im w lesie zamarznąć 

i umrzeć z głodu... 


 

 

Komentarze

  1. Napisu w metrze wolę nie komentować..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale namieszałeś i g.wno prawdy powiedziałeś.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twojego słowotoku,
    trudno wytrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mocno jednak się napracowałeś, zapomniałeś dodać, że to Putin jest agresorem.
    Teraz Ukraina, wcześniej Gruzja czy Czeczenia
    a potem nie wiadomo jaki kraj, kiedy on wygra.
    Zatem niech Ukraińcy walczą, ducha ich wolności i wiary we własne państwo, nie odbierze im Putin.
    Podziwiam ich walkę.
    I rzeczywiście to amok jest, nie wiadomo komu wierzyć.
    Walka trwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mocno jednak się napracowałeś, zapomniałeś dodać, że to Putin jest agresorem.
    Teraz Ukraina, wcześniej Gruzja czy Czeczenia
    a potem nie wiadomo jaki kraj, kiedy on wygra.
    Zatem niech Ukraińcy walczą, ducha ich wolności i wiary we własne państwo, nie odbierze im Putin.
    Podziwiam ich walkę.
    I rzeczywiście to amok jest, nie wiadomo komu wierzyć.
    Walka trwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tych mediów a my ciągle mamy mętlik w głowie.

      Usuń
    2. Najlepiej a może najsprytniej czy najrozsądniej papież Franciszek się wyraził czy wywinął , odnośnie tej wojny:
      "Wszyscy jesteśmy winni"
      i zaraz można wymienić aborcję, brak zachowywania 10 przykazań i mnóstwo innych grzechów ...

      Usuń
    3. No tak Irsila.
      Dobrze, ze jeszcze te grzechy z aborcją nie doprowadziły do końca świata.

      Usuń
    4. Trąby Sądu Ostatecznego grają coraz głośniej...

      Usuń
    5. no tak, Putin zapowiada, ze Polska jest następna na jego liście gdy pokona Ukrainę.
      Trzeba usunąć polskich nazistów.

      Usuń
  6. Dobrze, że tych trąb nie słychać nad Zatoką Meksykańska.
    Danek
    Poprzez iPhone mogę u Ciebie tylko wystąpić jako Anonimowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bohaterowie z Azowstalu nie chcą się poddać, ale woleliby jednak, aby ktoś ich uwolnił. Najpierw miał to być przywódca Turcji a teraz Chin...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty