Marzycielka🥀
Mistrz Savall wydobył violę da gamba z zapomnienia.
Oczywiście muzycy i historycy muzyki znali dobrze ten
instrument, ale szersza publiczność poznała go lepiej
dzięki nagraniom Mistrza, a później dzięki filmowi Corneau
Tous les matins du monde (Wszystkie poranki świata), z
udziałem Gerarda i Guillaume Depardieu. Ścieżka dźwiękowa
tego filmu zawiera m.in. utwory Marais, Saint Colombe' a
i Couperina.
Jest jeszcze kilku innych wirtuozów tego instrumentu,
z których najwybitniejsi są Wieland Kuijken i Paolo Pandolfo.
Jednak stale przybywa nowych, bo instrument stał się
popularny.
Sainte Colombe, Marais, Couperin, Forqueray i Abel
stworzyli najcenniejsze utwory na violę basową. W Anglii
istniała wielka tradycja muzyki na consort of viols - mistrzami
byli tu Byrd, Dowland, Lawes, Jenkins, Locke i Hume(nie
filozofowie!), a Purcell stworzył na ten zespół swe młodzieńcze
Fantazje. (Z zespołów grających te utwory najbardziej
podziwiane są Phantasm, Fretwork i Les Voices humaines). Ale
po trzy piękne sonaty na na ten instrument pozostawili też Bach
i jego syn Carl Philip Emanuel. W przeciwieństwie do suit i
sonat francuskich mistrzów obaj Bachowie komponowali je w
ten sposób, że klawesyn (instrument klawiszowy) był w nich
instrumentem równorzędnym, a nie jedynie akompaniującym.
Temat jest tak szeroki, że mógłbym o tym pisać przez
kilka dni i obejmuje też kwestię wykorzystywania subtelnego
brzmienia tego instrumentu w utworach wokalnych i
orkiestrowych przez Bacha i innych kompozytorów. Niektóre
utwory jak np. fantazje Telemanna na violę da gamba
odkrywane są nadal w jakichś archiwach. Nie jestem
historykiem muzyki, ale nie sposób, abym streścił tu choćby
niewielką cząstkę mych przeżyć i doznań związanych z tą
piękną muzyką, czy choćby pobieżnie wymienić
najwartościowsze nagrania. O samych Lacrimae Dowlanda,
czy utworach Lawesa, mógłbym pisać do białego rana,
a już zupełnie nie dałoby się tego zrobić w odniesieniu do
cudownych utworów Francuzów, czy Bacha. Ten ostatni
na ogół wykorzystywał brzmienie violi da gamba jak
każdego innego instrumentu, ale niektóre utwory
komponował specjalnie dla niej.
Viola da gamba nie bez powodu odegrała poważną
rolę w dziejach europejskiej muzyki, nim później wyparły
ją jako najważniejszy instrument solowy bardziej pospolite
i głośniejsze skrzypce i wiolonczela. (Donośne brzmienie
stało się pożądane, kiedy muzykę zaczęto grać w większych
salach i dla szerszej publiczności). Jej brzmienie uważane
było za szlachetne i niejako arystokratyczne, sprzyjające
wyrażaniu powagi i melancholii. Paolo Pandolfo, który
dokonał transkrypcji Suit wiolonczelowych Bacha na basową
violę da gamba uważa jej brzmienie za delikatniejsze i mniej
męskie od brzmienia wiolonczeli. Grano na tym instrumencie
różnie. Podobno Marais wydobywał z niego brzemienia
anielskie, a Forqueray grał jak diabeł. Ale utwory Marais
są czasem niezwykle ekspresyjne, jak np. Le Labirynthe,
Le Tourbillon, czy słynne Folies d'Espagne, a nawet demoniczne,
groźne w brzmieniu, jak Marche Persanne. Forqueray osiąga ten
poziom ekspresji jedynie w ostatnim utworze z piątej suity
zatytułowanym Jupiter...
Istotą tej muzyki jest w równym stopniu głęboka
kontemplacja, jak w wielu Tombeau, i ekspresja, a nawet
element improwizacji (suity to utwory składające się
z tańców). Ta pierwsza jednak przeważa. Stąd owo wrażenie
głębokiej melancholii, kiedy przywołujemy na myśl tę muzykę.
U Anglików jest ona na ogół głębsza i bardziej gęsta, a sama
muzyka bardziej monotonna niż u Francuzów, którzy z upływem
czasu bardzo ją ożywili. Chociaż Sainte Colombe, Marais i inni
komponowali również wyjątkowo melancholijne utwory, o
czym świadczy choćby muzyka z tego znanego filmu.
Film Corneau , w którym ścieżkę dźwiękową stanowią
wykonania Savalla, zrobił na mnie wrażenie, choć opowiada
smutną historię romansu z młodości Marais' a. Córka
pogrążonego w depresji melancholika i despoty Sainte Colomba,
którą ojciec ćwiczył w grze na tym instrumencie, po przeżytym
zawodzie miłosnym popełniła samobójstwo (powiesiła się), a
Marais udał się na królewski dwór, aby robić tam karierę
nadwornego muzyka i kompozytora.
Mocno wystudiowana strona plastyczna tego
filmowego obrazu robi oczywiście wrażenie jedynie w
połączeniu z muzyką, ale psychologicznie film ten działa dość
mocno, budując po części tragiczny nastrój. Jak choćby
scena, w której surowy i ascetyczny Ojciec dziewczyny zabija
brzęczącego owada.
Byłem na tym filmie z B. która później zmusiła mnie do
oglądania "Pulp Fiction" i film jej się podobał. Otarła mi
łzy i poszliśmy do Łazienek ukoić przeżycia w zieleni. Podobnie
jak mnie, raziła ją ambicja reżysera, żeby sceny filmu
wysmakować w stylu malarstwa epoki, co czyniło sam obraz
nieco manierycznym. Sonnerie de Ste.Genewieve du Mont -
de - Paris, porywający utwór kończący film towarzyszy już
scenom z innego świata, kiedy wiejski epizod nauki u Mistrza
w życiu Marais' a był już zamknięty. Jest to niezaprzeczalnie
piękna opowieść.
Ale, ponieważ rzeczy o których pisałem są chyba doskonale
wszystkim melomanom słuchającym muzyki dawnej znane,
poza wzmianką o seansie filmowym, powinienem może wyjawić
powód, dla którego o tym piszę, pozbawiając się snu, przed
trudnym dla mnie raczej dniem. (W dodatku poważnie "cierpię
na zdrowiu"). Nie jest on zakryty jakąś mgłą. Dla mnie
muzyka klasyczna (nie tylko europejska) jest tak istotną
cząstką stosunku do życia, jak dla innych np. alkohol,
czy jazda szybkim samochodem. Potrafię zrozumieć, że
nie każdy ma potrzebę poznawania jej i słuchania. Ale nie
chciałbym się odrodzić w kolejnym wcieleniu jako istota,
która nie czuje tego jak dalece muzyka może być nie tylko
cząstką życia i przeżyć, ale samym życiem i to nawet wtedy,
kiedy samemu się jej prawie nie wykonuje. To, czym jest
ludzka egzystencja odsłania nawet w większym stopniu
niż filozofia i poezja (literatura, albo sztuki wizualne).
Jednak większości ludzi, z powodów dość oczywistych
nie są dane takie przeżycia.
Na szczęście, czy nie doskonale obywają się bez nich,
słuchając często jedynie rytmicznej muzyki, która jest
zresztą duszą każdej pierwotnej wspólnoty, częścią
rytuału i źródłem energii.
Ale istnieje też inny wymiar muzyki, w którym obok
przeżyć zbiorowych, czy zgoła ekstatycznych, ważne jest
poczucie kontaktu z życiem przez kontemplację tego,
co bez niej pozostawałoby niedostrzegalne i nieuchwytne.
Tak więc obok poczucia więzi, jakie tworzy muzyka,
jej istotnym walorem jest też odkrywanie duszy i jej
przeżyć w samotności, w związku z całością istnienia.
Nieprzypadkowo mówi się o strunach duszy. Od
starożytności uważa się, że struny duszy nabardziej
porusza cierpienie. Jednak nie dzieje się to samo
przez się, jak poruszanie się gałęzi drzew lub firanek
na wietrze. Tym, co nastraja duszę są szlachetne
myśli i uczucia...Muzyka jak miłość jest wezgłowiem
smutku i źródłem dzielności. Orfeusz potrafił
poskromić najdziksze zwierzęta, lwy i tygrysy,
i zejść bez lęku w mrok podziemnego świata...
"A nam z muzyką tak bliską nie straszny i nagły
zgon..."
La Reveuse, utwór, który jest na soundtracku filmu,
jest często wykonywany. Tu gra go Sophie Watillon,
na której przedwczesne odejście napisałem kiedyś
wiersz znany może moim czytelnikom z Bloxa.
Bardzo lubię Jej delikatną i rozmarzoną interpretację
tej muzycznej perełki.
(U góry zamieściłem okładkę pierwszej płyty Mistrza
Savalla, jakiej słuchałem. Później, w kolejnym wydaniu,
miała inną. Słowa z wiersza Mandelsztama odnoszą się
do tak bliskiej mi muzyki Schuberta. Śpiewała ten
piękny tekst Ewa Demarczyk...Ale i do każdej pięknej
muzyki).


Całość "Pieces de Viol" Marais'a (wszystkie kolejne księgi) nagrywa ostatnio dla firmy "Ricercar" Francois Joubert-Caillet ze swym zespołem L'Acheron. Ukazały się już trzy pierwsze księgi (13 CD). To również wartościowe wykonanie. 🥀
OdpowiedzUsuńO 6.35 - 6.40 codziennie krzyczą ptaki. Jest tu ich cała chmara a właściwe ogromna chmura. Zlatują się z pobliskich drzew. Są ich tysiące...
OdpowiedzUsuńNezumi, zapewniam Ciebie, ze w kazdej inkarnacji swojej duszy bedziesz kochal muzyke.
OdpowiedzUsuńJest to czescia Twojej dharma, ktore zabierasz ze soba w kolejne inkarnacje.
To miło, że tak uważasz :-)
UsuńSzkoda ,ze nie chcesz tego pisac w innej formie niz na blogu . Na pewno ktos by to wydal ! Cudownie to sie czyta !
OdpowiedzUsuńAgnieszka
Dziękuję :-) ...Rzeczywiście nie próbowałem.
Usuń