Sznur pereł
Inspektor Nezumi tylko raz w życiu spotkał uroczego
Poirota, który zawdzięcza swą sławę fantazjom popularnej
pisarki. Jechali w tym samym przedziale pociągu pędzącego
z Bristolu do Londynu.
- Jestem Poirot. - przedstawił się jegomość w kapeluszu,
którego przez całą drogę nie zdejmował. Wyglądał na kogoś,
kto pomaduje sobie wąsy.
- Ach, któż by pana nie znał! Gdyby pan się nie przedstawił
wiedziałbym, że to pan, choć spodziewam się, że jest tu pan
incognito. -
- Jednak na pewno nie wiem pan, dlaczego podróżujemy
w tym samym przedziale. -
- Nie jest to dla mnie żadną tajemnicą. Moly Rose, ta
aktoreczka, nie żyje i przypuszcza pan, że mogę panu pomóc
w rozwiązaniu tej zagadki. Zatem proszę mówić! -
Stukot kół nie ustawał, a Poirot przyczaił się do skoku,
jak ocelot i dopiero, kiedy lokomotywa puściła na stacji
parę, powiedział:
- Dość dawno już zauważyłem, że mój przyrodzony geniusz
bywa przeszkodą. Zbyt łatwo czasem przechodzę od faktów
do oczywistych dla mnie konkluzji. Tymczasem coś kryje się
zwykle pomiędzy jednym i drugim. Rozmowa z kimś mniej
genialnym bywa w takich sytuacjach pomocna. -
- Cieszę się, że mogę się panu na coś przydać i jestem
pełen szczerego podziwu dla pańskiej skromności. -
- Nie ma chyba czego podziwiać. Śmierć Molly jest łatwa
do wyjaśnienia. Zbyt łatwa! Mordercą może być tylko
jej konkubent Felix Fanagan. Feralnego wieczoru
Molly zorientowała się, że sznur pereł, który jej podarował,
nie ma żadnej wartości. Są to bowiem ordynarne perły z
hodowli. Zaczęła robić mu sceny, na przemian płakać
i szantażować go i nasz amant postanowił ją uciszyć. Ale,
jak się pan zapewne domyśla, intuicja podpowiada mi, że
to nie on jest mordercą. -
- O ile wiem, jest niezawodna. -
- Zgadza się...I zapewne pan też wie, kto j e s t
mordercą. -
- Ciekaw jestem. -
- Pan! -
- Nigdy bym na to nie wpadł! -
- To oczywiste! Miał pan wyłączoną świadomość.
Kiedy po awanturze z Fanaganem Molly opuściła
mieszkanie zaczął ją pan śledzić, a w Cichym Zaułku
pozbawił życia. -
- Fantastyczne! - ucieszył się inspektor. - Tylko,
że ja jej na oczy nie widziałem.
- I to ułatwiło panu dokonanie mordu. Zobaczył pan
zapłakaną piękną nieznajomą kobietę i instynkt łowcy
kazał panu na nią zapolować. -
- Przyznaję, że to mogłem być ja. Fanagan wiedział,
że musi zamordować Molly, ale nie mógł tego zrobić u
siebie w mieszkaniu, nawet pod nieobecność żony.
Przebrał się więc za mnie i dopadł ją w Zaułku. Poirot
nie pomylił się. Fanagan wyglądał identycznie jak
ja, mógłby być moim sobowtórem. Jestem pewien, że
nie uniknie stryczka. -
- Dziękuję, bardzo mi pan pomógł. A zatem moja
teoria potwierdza się: Geniusz potrzebuje czasem
kogoś mniej genialnego. -
- Jestem tego żywym świadectwem! -
Pożegnali się na Victoria Station. Jednak to nie
Fanagan był mordercą. Zrobił to Poiroit! Już
Juliusz Cezar pisał, że Belgowie to szczególnie dzika
nacja. Nezumi przezornie skierował rozmowę na
inny trop. Wiedział bowiem, że dla sławy Poirot nie
cofnie się przed niczym.
Całe to zdarzenie na zawsze już ukrywa londyńska
mgła. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby się okazało,
że Molly żyje, a Poirot zamordował żonę Fanagana,
która przebrała się za nią.


Alma
OdpowiedzUsuńCoś takiego! Nigdy bym się nie spodziewała, że Poirot może być mordercą! Z drugiej strony... ludziom genialnym też może coś z czasem zaszwankować... ;-)
Ależ tu pysznie namotałeś 😋
OdpowiedzUsuńWreszcie się spotkali słynni inspektorzy. Jeden niby słynniejszy i genialny, ale bez "mniejszego" geniusza tym razem ani rusz...
"Miłe i zielone oczy masz,
OdpowiedzUsuńZ oczu łzy jak perły lecą ci,
Lecz nie płacz, proszę.
Komu te zielone oczy dasz,
Może mnie? Marzenie w udręczonym sercu noszę..."