Odrobina muzyki na głuchotę świata
Pierwsza część sonaty Schuberta. Gra Mitsuko
Uchida.
Słuchałem trochę muzyki. Źle się fizycznie czułem,
ale pomyślałem, że przecież jeszcze nie umieram.
Smutno jest bardzo, a jeszcze bliskie (niby)
osoby dokuczają i nie pozwalają skupić się na tym, co
naprawdę ważne.
Włączyłem sobie "Complete Piano Works" Nielsena,
w wykonaniu jakiejś Szwedki. Pięknie wydana rzecz,
którą kupiłem jakiś czas temu za grosze, z czego byłem
bardzo zadowolony. Dotychczas znałem tylko symfonie
i koncerty Nielsena. A ona gra to naprawdę dobrze.
Bardziej mi się podobała niż Satie z Ogawą.
Jest jakiś rodzaj atawizmu w tym, że tulimy
ładne przedmioty, jak zwierzęta liście, czy nawet kamienie.
Ale licho nie spało, potrąciłem stolik i ta ładna rzecz spadła
na podłogę.
Na szczęście sama muzyka nie ucierpiała - CD są dość
odporne. Mój znajomy wyciera je łokciem, a czasem nawet
podeszwą od butów. Muzyka dość delikatna, ale i nie
pozbawiona ekspresji. Ktoś napisał o suicie, że jest
lucyferyczna. Żadnego metafizycznego dreszczu jednak
nie poczułem.
Potem posłuchałem Pires (którą inny mój znajomy
meloman nazywa Pireszką). To nagranie sprzed ponad ośmiu
lat. Nie była już wtedy piękna i młoda, ale za to
artystycznie dojrzała. Sonatę a-moll Schuberta (D 845)
znam z tylu wykonań, a mimo to cieszyłem się, że je sobie
przypomniałem. To tragiczny i głęboki utwór, a jednak nie
miałem wrażenia jakiejś powierzchowności jej interpretacji.
Dawno go zresztą nie słyszałem. Wystarczy posłuchać
pierwszej części, aby poczuć, że cierpienie i śmierć mają w
sobie coś demonicznego.
Jak już kiedyś może wspominałem, z nagrań
fortepianowych obok Bacha najbardziej przemawiają
do mnie ostatnio późne utwory Liszta i Brahmsa i oczywiście
Debussy.
Byłem nieco zdziwiony, że muzyka w ogóle do mnie
dotarła, bo jak zauważył niegdyś Spinoza "Muzyka dobra
jest dla melancholika, zła dla będącego w żałobie, a dla
głuchego ani dobra, ani zła."


Komentarze
Prześlij komentarz