Pani Ogawa rozprawia się ze złudą miłości

         Zdjęcie nazumi13 


    Nastała późna jesień i Pani Ogawa rzadko zjawiała 

się w ogrodzie, ale mimo wszystko nie chciała siedzieć

w domu. Czułaby się uwięziona.  Spotkałem ją 

przypadkiem na stacji metra.  Spacerowaliśmy po ulicach

i jak zawsze znalazła swój ulubiony temat do rozmowy.  

     - Wszystko jest złudzeniem umysłu. - zauważyła -

A w szczególności uczucia, jakich doznajemy.  Zwykle

myśli się, że jedne emocje są dobre, a inne destruktywne,

ale nawet miłość, pragnienie piękna, czy twórczość są

tak samo złe. Nie ma dobrych emocji.  Emocje są 

wyrazem przywiązania do tego, co w sposób naturalny 

niszczeje, a więc jest cierpieniem. Dlatego żadna emocja 

nie jest ostatecznie przyjemna. Wszystko jedno, czy 

kochasz, czy nienawidzisz.- 

     Chciałem chyba powiedzieć coś mądrego:

     - Kiedy wykarczuje się z życia wszystkie emocje i te,

które pospolicie uważa się za dobre i te, które uważa

się za złe, życie staje się jałowe i podobne do snu śmierci, 

w którym istnieje jedynie rezygnacja i pustka. Emocje 

zawsze będą się pojawiać w naszym umyśle, ale możemy 

się im przyglądać i mieć do nich dystans.  Kiedy stoisz 

na brzegu i patrzysz na morze fala może cię zupełnie

nie dotknąć. W podobny sposób możesz kontemplować

przepływające myśli i emocje, które pojawiają się

i zanikają.  Po co czekać do któregoś z następnych 

wcieleń, aby zacząć żyć? -   

     Stara, poczciwa Ogawa nie wytrzymała. 

     -  Pewnie masz na myśli miłość?  Kiedy kochasz kogoś,

to jak najbardziej ulegasz złudzeniu, niezależnie od tego,

czy obiektem miłości jest twoja partnerka, matka, czy

dziecko.  Wiążesz się z tym, co nietrwałe, z własnym

wyobrażeniem, które rozwiewa się jak senna mara.  

Miłość to uzależnienie i cierpienie, i nic więcej.  Nie 

masz wpływu na osobę, którą kochasz, na jej uczucia,

lojalność, charakter, w każdej chwili możesz ją utracić

...Może nawet umrzeć, ale chwytasz się kurczowo

tego wyobrażenia, a w dodatku tracisz swą wolność,

potrzebujesz akceptacji ze strony tej osoby, a ta 

nie zależy wcale od twych starań.  To tak, jakbyś 

pozwalał prowadzić się na postronku. A co, kiedy każdy

kogo kochasz, ciągnie w inną stronę? Ja, stara kobieta, 

nie widzę w tym nic poza cierpieniem.  Pamiętasz może

tę buddyjską przypowieść?  Pewien człowiek zakochał

się w dziewczynie, która go nie chciała i widziała w

nim jedynie natręta.  Unikała go jak ognia przez długi

czas, ale nagle stanęła przed nim, a wtedy on wyznał, 

że kocha jej piękne oczy.  "Proszę bardzo, możesz je 

mieć!"- powiedziała dziewczyna, wyjęła sobie gałki 

oczne i podała mu. - 

      - To okrutne! ... I on oczywiście nawrócił

się na buddyzm!  -

      - A, czy nie jest okrutne kochać się w czymkolwiek

- w kobiecie, w rzeczach materialnych, w Bogu, którego

wyobrażenie sobie tworzymy, albo przejmujemy, w

c z y m k o l w i e k   i skazywać się tym samym na cierpienie? -

     - A kiedy ktoś kocha matkę, albo córkę, to czy nie jest to

całkiem naturalne? -

     - To tak, jakby kochał garść piasku, albo mgłę.  Owszem

rodziców trzeba traktować dobrze, a nie jak psa, a opieka

nad dzieckiem jest czymś naturalnym. Ale to nie znaczy, 

że kiedy ich kochamy, to nie cierpimy.  Czy matka może

liczyć na to, że dziecko, któremu poświęciła życie, okaże

jej w przyszłości wdzięczność lub choćby litość i że będzie

ono człowiekiem, którego nie będzie musiała się wstydzić? 

Sam niedawno mówiłeś, jak żali się twoja matka, dla

której nie ma czasu jej wnuk, choć poświęciła mu prawie

trzydzieści lat życia i wyrzeczeń...A gdyby on przypadkiem

umarł, na przykład zginął w jakimś wypadku?  To by 

dopiero była rozpacz!   A wiesz, co by jej powiedział 

Budda? - 

     Wiedziałem, ale wolałem udawać, że nie wiem, żeby 

sama to powiedziała. To taki nawyk starego nauczyciela.

     - To, co się kocha, niesie ze sobą jedynie ból i

cierpienie.  To słowa samego Buddy, który oparł się nawet 

kuszeniu demona Mary.  Powiedział to komuś, kto właśnie 

stracił dziecko. -  

     - Ale zauważ, że możliwy jest też szczęśliwy scenariusz.

Często cieszymy się dziećmi i wnukami, choć życie

jest tak nietrwałe i kruche. Kto by się tym zamartwiał?

Tak się złożyło, że ja jestem samotny. -

     -  Więc lepiej żyć w złudzeniu? - spytała poważnie

Ogawa.  

     - Nie mamy chyba innego wyjścia, o ile nie jesteśmy

mnichami. Mnich może sobie żyć poza światem ludzi

i dobrze, kiedy się do niego nie wtrąca. -

     - I dlatego potem cierpimy. Szukaliśmy szczęścia tam,

gdzie go nie ma, a prawdziwe szczęście nas ominęło. - 

    Próbowałem ją jakoś odciągnąć od rozmowy.  Widziałem

przecież, jak roztkliwia się patrząc na każde napotkane na

ulicy dziecko, czy nawet kota.  Jak na późną jesień było 

nawet dość ciepło i przyjemnie byłoby gdzieś przysiąść.  

Czułem jednak, że nie da mi spokoju. 

     - Miłość i zakochanie to nie to samo. - zauważyłem,

żeby coś powiedzieć.

     - Tym gorzej dla tego, kto kocha!  Co to za mężczyzna,

którym ktoś poniewiera, targa jak jesiennym liściem. 

W miłości cierpisz naprawdę.  Nie musisz być wcale

niewolnikiem, a ona nie musi być zła, ale życie jest

uwarunkowane przez tysiące okoliczności i zawsze

nadejdzie chwila, w której poczujesz się zraniony. -

     - A miłość do tego, co piękne?  - spytałem. 

     - Naczytałeś się nieszczęśniku tego Platona!  My

tutaj wiemy, że nie ma nic bardziej nietrwałego niż

piękno.  I nie mam na myśli jedynie piękna fizycznego.

W końcu spotykasz się ze mną, choć nie wyglądam

tak, jak sześćdziesiąt lat temu. Jaka ja byłam piękna!

Zawsze cię ciekawi, co też ta Ogawa powie, więc gadam,

a tobie się wydaje, że jestem mądra i trzęsiesz się 

ze strachu, że możesz mnie już nie zobaczyć.  -

     - Często o tym myślę, moja kochana staruszko,

choć nie wiem, czy nie jesteś przypadkiem wiedźmą.

Ale przypomniało mi się pewne zdarzenie z mojego 

życia. Byłem już w średnim wieku, ale chwilowo samotny,

kiedy spotkałem na przystanku młodą dziewczynę, 

studentkę jakiegoś uniwersyteckiego wydziału.  Była 

późna noc a dziewczyna "przykleiła się" do mnie, a mnie

się wydało, że jest wyjątkowo wrażliwa i nieszczęśliwa. 

Nie czułem się jak pająk, który pragnie schwytać 

ofiarę -  chciałem tylko tego przepływu szczerej

myśli z jednej duszy do drugiej.  Ale jej chodziło

chyba o coś zupełnie innego, bo po kilku godzinach

rozmowy powiedziała, że następnego spotkania 

może nie być.  Zrobiła to rozmyślnie, wiedziała,

że nie da mi to spokoju, że będę chciał ją odprowadzić

do domu, w którym mieszkała z rodzicami, że nie

będę mógł przestać myśleć o niej.  I rzeczywiście po 

rozstaniu, myślałem tylko o tym, żeby ją spotkać. -

     Pani Ogawa ucieszyła się jak dziecko. 

     - Widzisz, jak kobiety pociągają za sznureczki! - 

powiedziała. - I wiem nawet, jak skończyła się ta historia.  

Wkrótce wpadłeś w sieć innej!  Ale na twoje nieszczęście

biedaku, to nie było tylko zakochanie. Czy widzisz jakiś 

sens w tamtym twoim cierpieniu? - 

     - Trudno, żebym widział.  Było to tylko przypadkowe

spotkanie na ulicy.   Oboje byliśmy bardzo nieszczęśliwi. 

Poczuliśmy po tej rozmowie ulgę. -

    - Ale ty jeszcze niepotrzebnie cierpiałeś!  Ja wiem,

że taka rozmowa to znacznie więcej niż stosunek.

O coś takiego mogłabym być naprawdę zazdrosna. Ale

to była zła dziewczyna.  Wiedziała, że ma nad tobą przewagę.

Była młoda i piękna, albo przynajmniej jej się tak

wydawało.  A ty pewnie myślałeś, że mówi ci to, żeby ci 

uświadomić wagę tej dogasającej chwili, której może 

nie zauważasz.  Ta chwila wymagała być może od ciebie 

szczególnych działań.  -

    - To nie znaczy, że nikogo nie kochałem. - 

    - Wiem i  to w tobie najbardziej cenię i lubię!  

Cierpienie musiało pozostawić po sobie nie tylko ruinę, 

ale i coś pięknego, jak dziki kwiat rosnący na zgliszczach.  

My jesteśmy wszystkie matkami.  Przychyliłabym ci nieba, 

gdybym mogła.  Ale na szczęście nie potrafię.  Piękno 

duchowe, to największe złudzenie!  - 

    - Nawet w fizycznej namiętności może być jakieś piękno

i czułość...Miałem znajomego, który był przesycony 

namiętną miłością do wszystkiego, co się porusza,

jak Pasolini. Bez przerwy mówił tylko o pierdoleniu,

jak sam to określał.  -

    - A wiesz, jak skończył Pasolini?  Nigdy nie 

mów męskiej prostytutce, że jej dopłacisz.  

Chłopak stara się, a ty mu potem mówisz: "Ach 

zapomniałem, że nie mam już nic w portfelu!"  Ja też 

bym za coś takiego zabiła! ...Ja wiem, że uważają go 

za świętego!  Ale to było okrutniejsze od jego śmierci. 

To był najwyraźniej jego stały numer.  Ale trafił na 

wrażliwca z nożem!  - 

      - Mnie chodziło jedynie o to, aby nie poniżać

zmysłowości. W niemal całej greckiej i indyjskiej

filozofii, z niewielkim wyjątkami, przedstawia się

ją jako coś grząskiego i wszetecznego, a głosy w jej 

obronie brzmią mało przekonująco, bo z tym, co 

bezrozumne wiążą jakąś kalkulację. -

      - Ale sam, biedaku, tak byś nie mógł!   Współczuję

Ci twych psychicznych zahamowań.  Nigdy nie chciałeś

kogoś tak po prostu wyruchać i porzucić na śmietniku, 

ale naprawdę, a nie w dzikich fantazjach?  Straszna

z ciebie mimoza!  Dlaczego tak się przejmujesz

odczuciami innych?  Przecież sam stajesz się ofiarą! - 

     - Nie zajmujmy się mną.  Szkoda na to czasu!  

Rozmawiamy przecież o czymś o wiele bardziej realnym

niż to, co nam się tylko wydaje.  Mówiłem o tym, że piękno 

może być czasem nawet w namiętności, ale to nie znaczy, 

że ja go tam szukam i że ono zazwyczaj tam jest. Zdarza się

jednak, że namiętność wiąże się z żarliwą miłością do

świata i życia. A fantazje to przecież najczystsze cierpienie. -   

     - Wiem, wiem...Nie znosisz tych, którzy rozkoszują

się czymś na zimno, jakby konsumowali udka kurczaka 

w KFC.  I nawet im nie przeszkadza jeść po kimś. Ale 

powtarzam, nie ma większego nieszczęścia niż miłość 

duchowa i większej męki niż twórczość, nawet jeśli jest 

się tylko grafomanem, czego o tobie bym raczej nie 

powiedziała.  -

     - Jest pani jak zawsze bardzo delikatna!  -

     - A więc może zgadzasz się z tym, co powiedziałam? -

     - Absolutnie nie, droga Ogawuniu!  I jestem nawet

pewien, że twój nieboszczyk mąż też by się nie zgodził. 

Zresztą przecież nie zdefiniowaliśmy tutaj miłości 

duchowej, choć może to nie jest potrzebne, bo

każdy wie, że taka miłość to nie miłość do wyłącznie 

jednej osoby. -

     - Czy mógłbyś przestać?...Kiedy ktoś go wspomina, 

nie mogę powstrzymać się od łez!  Nie masz pojęcia, 

jakim był człowiekiem. -

     - Ale przecież uwolniłaś się od uczuć, jak sama mówisz.  

Jest tylko nieskalany emocjami, czysty umysł Buddy.  

A emocje, to tylko ślady paluchów na kieliszku wina. -

     - Uwolniłam!   Ale nie od uczuć do niego!  Czy 

wiesz, że zginął śmiercią bohatera?  Oddał życie za

Cesarza...a mnie osierocił.  Nie waż się nawet 

wspominać o nim!  -    

     - Wierz mi, czuję Twój ból, na ile tylko mogę. Był

sporo starszy od ciebie, w pewnym sensie jak ojciec

albo jak prawa ręka. Czułaś się bezpiecznie ze swoim

synkiem.  Wiem też, że nie dlatego go kochałaś.

Ale przecież, pozwolisz, że nawiążę do twej 

własnej filozofii, on i tak już by od  dawna nie żył!   

Mężczyźni rzadko żyją sto lat.  A może nawet musiałabyś 

się nim opiekować...A odwołując się do metafor,

czy Budda nie głosił, że rzeka, to tylko nazwa, a tak 

naprawdę istnieje jedynie przepływ wody. A co więcej, 

woda to też tylko nazwa i chyba czymś się różni strumień 

od morskiej fali, albo od wody parującej w czajniku, 

czy od sopla lodu.  A woda w tej samej rzece bywa tak różna, 

raz czysta i bystro płynie, a w innym miejscu rozlewa się 

i jest mętna, i zabarwia tym, co ze sobą niesie. Skąd możesz 

wiedzieć, kim by teraz dla ciebie był?  W pewnym wieku z 

człowieka pozostają jedynie przyzwyczajenia. -

     - I co z tego?   Wyłudzasz tylko moje współczucie. 

Nic mnie nie obchodzą twoje straty...A kiedy pada deszcz, 

jestem mokra, jeśli nie mam pod ręką parasola.  Mogę 

sobie mówić, że nie ma deszczu i że nie ma nawet mojego 

"ja", które czuje spadające krople.  Ale to tylko pewna

głębsza refleksja. -

     - To akurat nie trudno mi zrozumieć. A co powiesz 

o tym, że mamy obowiązek kochać bliskich, a nie musimy 

kochać pozostałych?  -

     - Nie słyszałam nigdy bardziej kosmicznej bzdury!

Kochać ciocię, wujka, stryjka, a nie kochać kogoś,

kto jest naprawdę bliski?   Przecież to absolutny

przypadek, że jesteśmy z kimś spokrewnieni.  Jesteśmy

jak ziarenka piasku na pustyni, które wiatr

połączył.   Sam zresztą wiesz, że teraz nie ma już takich

więzi.  Ja nawet nie znam swojego stryja. Na oczy go

nie widziałam, bo mieszkał w innym mieście. Słyszałam,

że jest głupi i niedobry!  -

     - Zawsze podziwiam w kobietach radykalizm 

przekonań  - zażartowałem.  

    Pani Ogawa poczuła się nagle zmęczona jak słoń

po śmiertelnym boju, wyjęła z kieszeni chusteczkę 

i zaczęła płakać.  

    - Pamiętaj o moim mężu, kiedy mnie nie będzie. 

Ja wierzę, że on wciąż żyje i jest blisko, ale do tej

pory nie dał o sobie znać, a ciało już tak dawno 

pochowane.  Kiedy umrę, nikt po nim nie zapłacze, 

a jego grób będą odwiedzać wycieczki szkolne 

i amerykańscy turyści...Tfu!  -  

    - Ja też chyba za bardzo nie umiem. -

    - Ale ważna jest intencja.  Nawet jak nie popłynie

łza.  Płaczę nad nim, a nie nad sobą.  I nad tobą, bo

jesteś jak dziecko. - 

    Rzuciła mi się na szyję i wyściskała, a potem znikła

w parkowej mgle, bo nie wiem jak to się stało, że

po zmierzchu błądziliśmy po parku.  Więcej już jej

nie widziałem, ale minęło już tyle lat, że na pewno

nie żyje...Czy ja jeszcze żyję - nie wiem!  




  

   

      

   

       

 

       

 

    



    

 

Komentarze

  1. niestety Twoj ten piekny filozoficzny manifest nie spotkal sie z należnym zainteresowaniem.
    Zapewne Ty jestes tutaj jedynym Filozofem spośród wszystkich uczestników na Twoim blogu - ja natomiast fascynuje sie Filozofią wiec doceniam Twoj wysilek zaprezentowania czym jest azjatycka fascynacja sprowadzeniem czlowieka do bezuczuciowej istoty.
    Z tego co tutaj zaprezentowałeś Nezumi wynika, ze Buddah mial misję zniszczenia instynktu radości w czlowieku.
    Bog Ojciec, Stworca wszystkiego wręcz zaleca - radujcie się.
    Ponad 40 razy zaleca poprzez Pismo Swiete - radujcie sie.
    Żadnych negatywnych emocji, ktore powinnismy oddawac Bogu zanim jeszcze zaśniemy tego samego dnia gdy ta negatywna emocja powstała.
    Bog wrecz wymaga od swoich dzieci, czyli np mnie abysmy swietowali wszystkie dobre rzeczy, jakie zdarzyly sie nam w zyciu.
    Wszystko co dobre pochodzi bowiem od Boga.
    Buddah zaleca aby pozbyc sie jakichkolwiek emocji, w tym dobrych.
    To jest diabelska robota.
    Wcale nie zdziwilbym sie, gdy kiedys sie okarze, ze Buddah to inkarnacja samego Lucyfera.
    Buddah byl w stanie przemieszczać sie w ulamku sekundy na ogromne przestrzenie, gdzie ludzie musieli iść ponad tydzien.
    Buddah teleportowal sie na drugi brzeg ogromnej rzeki w mgnienu oka.
    Buddah nie byl wiec normalnym czlowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze czepiasz sie aby sie czepiać :)
      Problem z tym, ze ludzie nie rozumieja prawie nic gdy czytaja Biblie.
      Filozofia umywa rece, temat na pewno przerasta mozliwosci intelektualne przecietnego Filozofa, koło niemocy sie zamyka.
      Ktoś, jakiś celebryta sie pojawia, robia z niego prawie Boga.
      Jezus zapowiada aby kazdego oceniac wg owocow tego co głosi.
      Przyjda bowiem po mnie tacy, ktorzy beda nawet robic doskonałe cuda, niemozliwe do wykonania przez czlowieka jednak to nie bede ja, powiada Jezus.
      Czyli zapewne inkarnacja Lucyfera?
      Filozof milczy wiec czlowiek jest pozostawiony samemu sobie.
      Bedzie to czlowiek na zewnatrz piekny, elokwentny jednak to co bedzie proponowal, gdy popatrzymy na owoce tego co robi -
      wtedy juz nie bedzie to takie dobre.
      Jednak trudno od zwyklego czlowieka wymagac aby intelektualnie rozumował.
      Stąd mamy takiego Buddah, ktory proponuje koszmarną przyszlosc dla mieszkancow Azji.
      Jednak robil cuda, uzdrawial ludzi nawet na 30km z miejsca gdzie byl.
      Do podrozy korzystal z teleportacji, czyli w ulamku sekundy przemieszczal sie na dowolne odleglosci.
      Piotrze, czy w swietle zapowiedzi Jezusa na pewno nie widzisz problemu z tym co na Ziemi robil Buddah?
      Nie ma znaczenia ze Buddah żył prawie 1,000 lat przed Chrystusem.
      Oceniamy dzisiaj wedlug wiedzy jaka posiadamy jak funkcjonuje ten swiat.
      A jeszcze celebryci na miare Buddah maja dopiero przyjsc.
      Przyszlosc zapowiada sie bardzo ciekawie.

      Usuń
    2. To przykre...Ale dobrze, że będziesz miał nowy. :-)

      Usuń
    3. to jest okazja aby mieć nowy, szczególnie, ze Święta za rogiem.

      Usuń
  2. "Widzisz jak kobiety pociągają za te sznureczki". Bez wątpienia...

    "Naczytałeś się nieszczęśniku tego Platona" Super 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi się najbardziej podoba 😄
      Czasem tak wesoło zanucisz... Ach Ty...👑

      Usuń
  3. Jedyna miłość bezwarunkowa, odwzajemniona i pewna to miłość Boga.
    Ty chyba byłeś ewenementem i kochałeś po grób. Dniami i nocami mogłeś tkwić na kablu i znosić wszystko dla miłości. To mnie nieustannie nurtuje. Ja wiele mogłabym dla miłości odwzajemnionej, ale aż tyle, to chyba nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może nie złuda, ale często "rzecz" przemijająca, najczęściej u jednej ze stron. Szkoda...💔💧

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty