Ogród chryzantem. Opowieść Pani Ogawy
- Łatwo przywołać ducha, lecz trudno go odegnać. - zauważyła
Pani Ogawa.
Czekałem aż rozpocznie swą opowieść. Ale oglądała kwiaty
w ogrodzie. U schyłku lata i na początku jesieni jest ich tyle,
że nie można się im napatrzeć. Najbardziej podziwiała
oczywiście chryzantemy. Było ich tam ze sto odmian. Jednak
dłużej zatrzymała się przy jednej o matowo czerwonym kwiecie,
która jak powiedziała, nazywa się Yu-hi-kage, Cienie
zachodzącego słońca.
Za to, kiedy na niebie pojawił się księżyc, długo
kontemplowała biały kwiat Tsuki-no-tomo, Towarzysz
księżyca. W końcu zrobiło się późno i trochę już
chłodno i byłem przekonany, że pójdziemy do domu na ciepłą
herbatkę, kiedy zaproponowała, żebyśmy przysiedli na
ławeczce.
- Chciałam ci coś opowiedzieć. - dodała.
Usiedliśmy, ale ławka była już prawie lodowata. Zwróciłem
jej na to delikatnie uwagę, ale mimo to zaczęła swą opowieść:
- Kiedy umiera ptak, wydaje z siebie żałośliwe dźwięki.
Ale gasnący człowiek powie czasem coś mądrego. Posłuchaj
zatem:
Piękny jest ogród, prawda? Chryzantemy i klonowe
listki, którymi miota wiatr. Ale nie zapominaj, że są w nim
też trujące rośliny. Kiedy dogasała dworka Kikuko, która
była już w podeszłym wieku, mój przodek, Pani Ozawa,
całkiem jeszcze młoda małżonka, która była do niej bardzo
przywiązana, nie opuszczała jej ani na chwilę. Jednak
Kikuko coś, poza samą chorobą, gnębiło, aż w końcu ze
łzami w oczach wyznała: "Zabiłam ją!"
Pani Ozawa, osoba znana z wybitnej inteligencji, którą
objawiała już w młodym wieku, a przy tym delikatna i czuła,
pozwoliła jej otworzyć swe serce.
"Miałam siostrę, która miała na imię Etsuko. Razem
dorastałyśmy i przychodziłyśmy do ogrodu, który tak dobrze
znasz. Ale Etsuko była piękna, a ja...brzydka. Nawet, kiedy
przeglądała się w brudnej kałuży, jej twarz jaśniała, podczas
gdy moja wyglądała jak twarz ropuchy. Kiedy byłam dzieckiem,
nie zauważałam tego, ale kiedy stałam się już kobietą, wszyscy,
nawet rodzice, mi to wypominali. Ja miałam dobre serce, ale
Etsuko była okrutna. Potrafiła zbić psa, albo kopnąć służącą,
a nad słabszymi pastwiła się za pomocą ciętego języka.
Zauważyłam, że morduje nie tylko myszy, ale i małe kotki,
którym przypala ogony.
Do moich obowiązków domowych od dziecka należało
chwytanie myszy w pułapki i topienie ich w dzbanie z wodą.
Koty u nas nie tylko szczurów się lękały, ale nawet myszy
- takie były wydelikacone! Jednej nocy utopiłam 28 myszy.
Dzban był wewnątrz śliski i kiedy mysz wspinała się, chcąc się
wydostać, ześlizgiwała się w dół. Jeden nie wystarczył i
musiałam je wrzucać do drugiego. To istna plaga! Etsuko
nie musiała tego robić, a mimo to dręczyła je, podobnie jak
każde stworzenie, które wpadło jej w ręce. Kiedy schwytała
żabę, nacinała jej skórę w kilku miejscach i zdejmowała ją
na żywca. Płakałam, ale siostra szydziła ze mnie, że niby
taka czuła, a jestem okrutną myszobójczynią, a żeby
mi bardziej dokuczyć starała się dręczyć je tak, żebym
musiała na to patrzeć.
Była silniejsza ode mnie i potrafiła mocno uderzyć,
albo odepchnąć. Potem zaczęła i mnie dręczyć. Wiązała
i łaskotała, wykręcała ręce, albo pluła mi w twarz, zaczęła
przypalać mi włosy i dusić. Przestraszyłam się! Ale potem
mówiła, że mnie kocha i była dla mnie bardzo dobra aż do
chwili, kiedy zapominałam o grożącym niebezpieczeństwie.
To było dla mnie najgorszą torturą! Żyłam w nieustannym
lęku, który mnie paraliżował, a że stałyśmy się z woli Niebios
sierotami, nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc.
Któregoś dnia usłyszałam, jak moja pani mówi, że Asebo
ma trującą łodygę, a Kusagi trujące liście. Nie znałam innych
trujących roślin, ale te rosły w naszym ogrodzie. Zerwałam je,
ale nie mogłam sobie wyobrazić martwej Etsuko. Przecież każdy
chce żyć!
Ale - tak się złożyło - siostra nagle wyznała mi, że pragnie
umrzeć. Pokochała jakiegoś chłopca, ale ten był z inną.
"Po śmierci z ciała pozostaje tylko błoto" - powiedziałam -
"Bardzo pragnę, abyś wciąż żyła." Ale wtedy Etsuko
roześmiała mi się w twarz, usiadła na mnie okrakiem i
włożyła do uszu gorzkie ślimaki, a na powiekach położyła
włochate gąsienice, których bardzo się bałam i kazała
powtarzać, że jestem sprzedajną dziwką. Usta pomalowała
mi czarną szminką, jakiej używają kobiety z dzielnicy uciech.
O tym, co jeszcze robiła, wstyd mi mówić. Krzyczała, że
jestem czarniejsza od nocy.
A kiedy następnego dnia przyglądał mi się chłopiec,
którego lubiłam, schwyciła mnie za twarz i powiedziała, że
jestem brudna...A potem...uwiodła go na moich oczach. To
przepełniło miarę goryczy mego serca.
Przygotowałam napój z trujących roślin i podałam go
Etsuko, kiedy wstała z łóżka, mówiąc, że pewnie nie będzie
jej smakował, ale jest za to silnie trujący. "A żebyś wiedziała,
że go wypiję, ty mała dziwko!" - wykrzywiła się Etsuko i
połknęła napój. "Myślałaś, że jesteś ode mnie lepsza, a to
ty mnie zabiłaś!"
Tak bardzo chciałam, żeby odżyła, jednak nic już nie
mogło jej uratować. Myślałam, że czeka mnie śmierć,
ale moja Pani chyba domyśliła się, jak bardzo cierpiałam
i postanowiła mnie chronić. Była potem dla mnie czuła
jak matka i dlatego dożyłam tak późnego wieku, ale teraz
nie mogę zaznać spokoju. Wiem, że nie odrodzę się w raju
Buddy Amidy, ale bardziej martwi mnie to, że ją
skrzywdziłam. A właściwie tylko to! "
Pogłaskałam ją po głowie, a ona umarła - zakończyła
swą opowieść Pani Ozawa. Ktoś ją potem spisał, ktoś
inny przechował i tak powiekach dotarła do mnie. Co na
to powiesz, mój drogi? -
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Od pewnego czasu
wstrząsał mną kaszel, czego Pani Ogawa nie zauważała.
Na szczęście w końcu podniosła się i zgodziła, żebym swe
wrażenia zrelacjonował po drodze.
Starałem się jakoś ułożyć to w odpowiednie słowa,
zanim jej odpowiem...
- Nikt nie jest tak zły, jak myślimy. Nikt nie jest też tak
dobry, jak to sobie wyobrażamy. Ale jeśli Kikuko kochała
swą siostrę i czuła, że Etsuko pragnie umrzeć, to, chociaż
jej czyn wypływał może też z innych niż litość pobudek,
przyniósł rozwiązanie całej tej sytuacji. Nie dziwię się
jednak, że dręczyły ją wyrzuty sumienia. - odpowiedziałem.
Pani Ogawa roześmiała się:
- A czy uważasz, że gdyby to Kikuko była piękna,
a Etsuko brzydka, to zamordowałaby siostrę, nawet
jeśli ona by ją tak dręczyła? -
- Nie jestem tego pewien. Mężczyźni rzadko
zazdroszczą innym mężczyznom urody. -
- Zauważ jednak, że gdyby Etsuko sama sobie zadała
śmierć, to musiałaby się potem zamienić w demona,
ponieważ tak mocno upokarzała swą siostrę. A Kikuko
ją od tego uwolniła, wywierając na niej pomstę. -
- To jakieś dawne wyobrażenia. Kto tak dzisiaj myśli?
Już w epoce Edo traktowano podobne opowieści
jako literaturę służącą przede wszystkim rozrywce.
A poza tym, to chyba nie była pomsta. Dziewczyna nie
wytrzymała! -
- Jestem o tym najgłębiej przekonana. - rzekła Pani
Ogawa. - A raczej byłam, bo teraz się zastanawiam...
Ale widzę, że zmarzłeś. Na pocieszenie przypomnę
ci, że "Mróz ścina tylko pojedyncze źdźbła trawy."
To co, idziemy na herbatę i ciasteczka? -
- Uratuje mi pani życie. - zażartowałem.
W chłodne wieczory już samo wejście do ciepłego
domu działa jak balsam, a co dopiero łyk ciepłej herbaty.
Jednak Panią Ogawę ogarnął jakiś płochy nastrój.
Żartowała bez przerwy robiąc przy tym małpie miny
i wyszukując zabawne cytaty z książek. A nawet przytoczyła
święte słowa Mojżesza: "Będziesz miał kołek za pasem,
a gdy usiądziesz na stronie, skopiesz nim ziemię, i przykryjesz
paskudztwo swoje." Ale pies i tak odgrzebie! - zauważyła.
Wychodząc próbowałem ocalić resztkę powagi i
odwzajemniłem jej cytatem z "Prawdziwej księgi
Południowego Kwiatu": "Kto zna swą głupotę, nie jest
wielkim głupcem." Pani Ogawa powiedziała ze
smutkiem:
- Kto z nas nie jest głupcem? Jestem już stara i
niedługo stąd odejdę. Przeżyłam w życiu zbyt wiele.
Jeśli umrzesz przede mną, pamiętaj, że byłeś mi bliski.
Wiem, że cię męczyłam swoimi opowieściami, ale daruj
mi to, kobiety są z natury gadatliwe. Zwłaszcza w moim
wieku. -
Po wyjściu od niej nie czułem już chłodu, chociaż
nie piłem sake. Czułem się tak, jakby ktoś rzucił mi
w oczy tysiącem chryzantem...Ale zamiast upojenia,
poczułem ból...


Pisałem prawie do rana, a kiedy się obudziłem, zobaczyłem, że Luna
OdpowiedzUsuńdzisiaj nagle wyludniła się i jest tu
pusto, jak nigdy wcześniej...
I zostałem sam ze swoim dławiącym kaszlem...
OdpowiedzUsuńSłucham Cello Symphony Brittena w nadziei, że uda mi się wieczorem wyjść z domu. Gra Wispelwey - jeden z wiolonczelistów, których słucham od lat, z mało mi znaną orkiestrą. Po symfonii posłucham jeszcze pierwszej suity wiolonczelowej. To wyjątkowo piękny i popularny utwór Brittena, chociaż wolę trzecią, która jest tragiczna w nastroju. Gdyby Britten mniej pracował i palił, to żyłby dłużej i mielibyśmy jakieś jego późne dzieła.
OdpowiedzUsuń...Cytat z Biblii paradoksalnie znalazłem u Filona Aleksandryjskiego, jednego z największych autorów starożytności.
...Dostałem jakiś steryd, ale niewiele mi to pomaga. Mam niestety duże zwłóknienia w płucach. Lekarka mi to pokazywała wodząc długopisem po prześwietleniu. "Niech pan zobaczy, jakie tu czarne." I pytała, czy byłem w szpitalu z powodu covida...
OdpowiedzUsuń