W brzęczącym roju

 Z przerażeniem zauważyłem, że Montserrat Figueras nie żyje już od dziesięciu lat i że biedny Mistrz Jordi Savall od tylu lat nie ma Ukochanej Żony. A wydawało mi się, że wyraził już w swej grze (na violi da gamba) nieskończoną melancholię istnienia. (Ma uzdolnione muzycznie dzieci i uczniów)... Ciemna barwa jej głosu i nieco gardłowy śpiew sprawiał, że nie wszystkie jej interpretacje tak samo lubiłem. Ale w interpretacji muzyki hiszpańskiej była naprawdę wielka. To szlachetni, piękni ludzie, jakich już coraz mniej.

    Czuję się czasami jak robak, który przed ostatecznym zmiażdżeniem, czy wyschnięciem, chciałby jak najwięcej poczuć i nie cierpieć.

     

    Dość dawno już nie słuchałem rag. Są zawsze mi bliskie, ale moi bliscy i znajomi nie rozumieli ich i niezbyt lubili. Nie miałem też przez kilka lat potrzeby takiej kontemplacji. (Może za wyjątkiem rag Alego Akbara Khana, których nie przestałem nigdy słuchać). A teraz czuję się, jak ktoś spragniony ich ożywczej i czystej, krynicznej wody. Niestety znowu potykam się o śmierć, bo obaj Mistrzowie w grze na sitarze Nikhil Banerjee i Pramod Kumar, których teraz słucham, przedwcześnie zmarli, a żyje tylko ich tęsknota.


    Dość niewdzięczne pisanie tutaj coraz bardziej uświadamia mi to, że piszę (pisze się) tylko dla przyjaciół. Nie widzę poza tym żadnego większego sensu. Przedwczoraj, podobnie jak we wcześniejsze dni, było tu bardzo dużo "wejść." Ale to okoliczność zupełnie przypadkowa, nie mająca wiele wspólnego z istotą tego, co tu pozostawiam. A Lunamigotliwa nie ma w sobie niczego stałego, nic takiego, co mogłoby przyciągnąć stałych czytelników (jak jakieś kółko zainteresowań) poza moim myśleniem i przeżywaniem życia, które nikogo nie obchodzi i jest zmienna, jak księżyc, którego "twarz" widzimy tylko w pełni przez pewien czas...Nie odgrywam tu żadnej roli. Pozostaję anonomowy. Ma to przynajmniej tę dobrą stronę, że nie ogranicza jakoś wyraźnie mej wolności. 

   Pewna moja znajoma mówi i pisze stale: "Jestem filozofem, jestem muzykiem, jestem poetą, moi rodzice byli wybitnymi artystami, należą mi się prawa autorskie od wykonywania ich dzieł." Przypomina mi to uwagę pewnego mądrego rabbiego, że ludzie są jak brzęczące pszczoły w ulu, z których każda wola: "Ja jestem! Ja jestem!" Metafora nie całkiem może trafna, bo przecież pszczoły żyją dla roju i nie są bezproduktywne.  Ale brzęczenie ich tworzy jednak sporo szumu...

   

    Często myślę o sobie jakbym już nie żył (to tylko kwestia chwili) i patrzył na życie jako na doświadczenie po części minione. Tylu ludzi żyło na tym świecie i już nie ma ich trosk, zapobiegliwości i szaleństw. Myślę o tym nie bez pewnego smutku, ale i z wdzięcznością, jakby każdy nowy dzień był mi darowany. 

    Różewicz ma rację - śmierć niczego w naszym życiu nie uwzniośla, ani nie zmienia. Nie uczyni złego wiersza, ani życia, dobrym. Autoreklama i uznanie- też nie.  Za takie myśli nie dostaje się jednak nagrody Nobla. 😀

    Ram Narayan gra boską ragę Jaunpuri. Kto nigdy jej nie posłuchał, ten nie poznał piękna melancholii życia. Sarangi, hinduskie skrzypce, mają brudne brzmienie o ciemnej barwie miłości i śmierci...

     Na zakończenie koncert wiolonczelowy Schumanna z równie nieszczęsną du Pre. Brzmi romantycznie i nieco staroświecko (w porównaniu z innymi wykonaniami), ale ona gra pięknie (Baremboima niezbyt lubię). Szczyt pięknoduchowstwa, ale kłopoty ze zdrowiem uwięziły mnie chwilowo w domu...Schumann w pewnym istotnym sensie nie był romantykiem. Jego nadwrażliwość była często na pograniczu choroby, a osobowość zbyt twórcza, aby można było jego twórczość zrozumieć jako należącą do jakiegoś stylu. 

     

Komentarze

  1. Smartfon dość dowolnie zmienia wielkość liter, które tu zapisuję. Nie mam siły tego poprawiać...

    OdpowiedzUsuń
  2. ...Miałem na myśli innych ludzi. Dla siebie też, ale to jest przecież dość oczywiste.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście jest też jakaś domniemana ludzkość, dla której mogę to robić 😀

    OdpowiedzUsuń
  4. Poza tym pisać dla kogoś nie znaczy koniecznie pisać zawsze to, co lubi...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogólnie rzecz biorąc pisze się, żeby coś wyrazić, albo zrozumieć, ale do tego nie trzeba mieć czytelników...Zresztą anonimowy blogger brzmi trochę jak anonimowy alkoholik.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze pisałem dla przyjaciół, nawet jaki ich nie było, albo o tym nie wiedzieli. Pisanie to rodzaj komunikowania się, który wymaga obustronnej życzliwości...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty