O zaletach bezsenności

        


"Życie jest chorobą, w której sen przynosi nam ulgę" - 

zauważa Chamfort.  Nie czuję tej ulgi.  W nocy w ogóle nie śpię, 

a w ciągu dnia jednie wtedy, kiedy organizm to na mnie wymusi.  

Zwykle nie więcej niż dwie-trzy godziny...

      Jestem dla ludzi życzliwy i nikogo nie krzywdzę, nie mam 

też wielu materialnych pragnień i niespełnionych ambicji, 

więc według moralistów powinienem spać dobrze.  Inna 

byłaby zapewne opinia medyczna oparta na penetracji

mojego układu nerwowego i fizjologii.  Ninel, nie żyjąca już

Poetka i człowiek nauki, którą znałem jedynie z korespondencji,

przekonywała mnie, że leczenie z długotrwałej bezsenności jest 

czymś koniecznym i bywa  na tyle trudne, że wymaga leczenia

w specjalistycznych poradniach - podała mi chyba z dziesięć 

adresów, jednak nie mogła tego dopilnować, bo umarła. 

Była przekonana, że kochałem niewłaściwą osobę, która mnie 

unieszczęśliwiła, z czym oczywiście się nie zgadzałem. 

    Ale być może wytłumaczenia tego faktu można szukać gdzie

indziej.  Zawsze, odkąd pamiętam, pisałem i pracowałem w 

nocy.  Poza tym, w moim wieku zapotrzebowanie na sen 

spada (noc staje się porą coraz dłuższą), a bezsenność jest 

też jednym z osiowych objawów depresji.  

    Niemniej istnieje też cała metafizyka nocy, którą tak

świetnie opisał Albert Beguin w książce "Dusza romantyczna

i marzenie senne."  To, co Nieświadome, ujawnia się poprzez

sny, ale niemniej istotne jest owo poszerzenie strefy nocy, 

w której czas spędza się na kontemplacji i aktywności.  

Książka Beguina (ponad 500 str. dużego formatu, dość

dokładnie pokazuje, czym była noc dla niemieckich 

romantyków w obu tych aspektach).  

    Novalis wyraził swe poczucie osamotnienia w świecie

wyłącznie praktycznym słowami "Od tamtej chwili nie 

jestem już stąd."  Słowa te odnoszą się do jego życiowych

przeżyć i znaczą o wiele więcej, ale taki jest w moim 

poczuciu ich sens najbardziej pierwotny.  To, co niewidzialne,

dostępne jest jednak poetyckiej magii. "Sen jest tu światem, 

świat snem się staje."

     Czy jeśli spędzam noc bez snów, moje życie staje się

jałowe?  Śnią mi się kiedy indziej, ale raczej rzadko o 

nich pamiętam.  Nad ranem są ściśnięte niemal do granic

możliwości, dopóki nie tracę nagle świadomości w

głębokim śnie podobnym do śmierci.  Słucham czasem 

jakiegoś koncertu i w trakcie słuchania tracę przytomność,

a potem jestem zdziwiony, że słyszałem tylko jego początek.

    Czytałem kiedyś trochę o jodze snu, która pozwala 

przeżywać sny na jawie, ale jakoś brakowało mi zawsze

praktyki.  Poranne sny, z których człowiek często się budzi

z powodu hałasu dnia, bywają intensywne - czasem pełne

lęku, upiorne, albo takie, że budzę się po nich z łkaniem

i szukam obok siebie najbliższej osoby (człowieka, czy kota),

ale ich oczywiście  n i e   m a.  Po tych ostatnich snach 

pozostaje tęsknota i wzruszenie.  Rzadko śnią mi się tak 

zwane sny prorocze, albo takie, które by coś wyjaśniały.  

Ale, kiedy mi się objawiają, na długo mam je w pamięci 

i nie potrzebuję senników egipskich, Jungów, ani 

Swedenborgów.  

     Sny-koszmary zdarzają mi się dość wyraziste.  W jednym

trzykrotnie zostałem po walce w obronie życia zakłuty 

nożem przez jakąś przeraźliwą Marę rodzaju żeńskiego.  

W trakcie snu umierałem w domu, ale gdy już z niego 

wyszedłem, Mara zadźgała mnie przed drzwiami na klatce 

schodowej.  Tego się nie spodziewałem!   

     Mimo to powlokłem się na dół i dotarłem do śmietnika, 

gdzie zamierzałem skonać, ale na wysypisku zobaczyłem 

porozrywaną ciosami noża szmacianą lalkę i uświadomiłem 

sobie, że tą lalką jestem ja sam.  Ogarnęło mnie wielkie 

współczucie dla niej.

     Widziałem w życiu sporo krwi, ale bliska mi osoba,

zadawała sobie samej rozległe rany, dopóki jej stan

zdrowia dzięki terapii i mojej obecności (miłości) nie

poprawił się.  W stosunku do mnie nie przejawiała

nigdy agresji. Ten sen z Marą był zupełnie bezkrwawy. 

Ale fizycznie męczący i bolesny.  Rozważałem go później

w kategoriach autoagresji i masochizmu, ale wyznam, 

że pokusa takiej interpretacji nie ma wiele wspólnego

z tym, jak przeżywałem ów sen.  Zwłaszcza, że był on

całkiem odosobniony.  

      Pewnie można go nazwać snem prześladowczym, ale 

miał w sobie o wiele więcej.  Po każdym zmartwychwstaniu 

byłem ponownie zabijany i to nie wirtualnie (jak w grze 

komputerowej) i umierałem więcej razy i dłużej niż 

rozszarpany przez Tytanów Dionizos.  Obudziłem się z tego 

snu jako istota bardziej zdolna do współczucia.  Rozszarpany 

Bóg był dzieciątkiem.  Jego zabaweczki co bardziej pobożni 

wierni traktowali jako dewocjonalia, co zawsze mnie 

rozczulało, nawet podczas mojego wykładu dla studentów.

Mnie Mara zamordowała w wieku znacznie po-Chrystusowym, 

więc nikomu raczej nie było mnie żal i musiałem sam jakoś o 

to sam zadbać. :-D  

     Mrok, sztuczne światło, samotność, mimo woli 

wprowadzają nas w krainę śmierci (zaświaty) i tego, co 

po niej, albo nicości.  (Oczywiście mówię tu tylko o 

przyczynach bardziej powierzchniowych).  Sprzyjają też 

melancholii, bo światło i hałas dnia odbiera się jako rażące 

i nieco nierzeczywiste, skojarzone z bolesną separacją

i rozstaniem.  Jak w słowach bluesa: "Martwi ludzie 

biegną gdzieś, martwe ptaki krzyczą coś..."  Hindusi 

odkryli nieskończoną tęsknotę (za kobietą, Bogiem) 

w tym hałaśliwym poranku. 

     Rytm dobowy jest tu nie tylko zakłócony, ale 

odwrócony.  Nie jest rytmem od świtu do zmierzchu, 

ale od zmierzchu do świtu.  Noc staje się tym, czym 

był wcześniej dzień.  Ale na wydarzenia dnia patrzy

się z jakiegoś na pół-kosmicznego dystansu, jakby

przez długie obcowanie z mrokiem, światło dnia 

stawało się jaśniejsze i bardziej wyraziste.  (Czasem

aż do bólu). Ale może to doświadczenie śmierci nie

jest po nic? 

     Choć niełatwo czasem, jak zauważa Leśmian, oswoić 

lęk.  

     "O jak trudno zaznajamiać się z mogiłą,

       Tak się nie chce być czymś innym, niż się było."

     

     Nie chciałbym, aby to, co piszę, było rozumiane jak 

jakieś mniej lub bardziej sensowne, czy pozbawione sensu 

wyznanie.  Staram się mówić tu o rzeczach częściowo

przynajmniej ponadindywidualnych,  nie wchodząc

głębiej w treść moich przeżyć.  Jestem z natury człowiekiem

pogodnym, czego dowodzi przynajmniej część mej 

skromnej twórczości - żartobliwa, czasem autoironiczna. 

Jednak niemal całe moje życiowe doświadczenie po wyjściu

z dzieciństwa (które też nie było dla mnie jakąś Arkadią), 

naznaczone jest piętnem ( a może łaską?) melancholii.  

Niewiele mogę na to poradzić...

     Ojciec mój, który ma już 96 lat i zawsze pamiętam go jako 

człowieka co najmniej dojrzałego, wita mnie wspomnieniem 

o tym, jak w wieku niecałych lat trzech biegałem radośnie po 

nadmorskiej plaży.  Później moje życie dla niego skończyło 

się, ale ja musiałem je jakoś przeżyć.  Mama natomiast często 

powtarza mi i jakby się z tego usprawiedliwia, że kochała 

bardziej mego starszego brata niż mnie. Ale znad morza

ma inne wspomnienia. Podobno biegałem po plaży mokry i 

rozebrany, i opalające się na kocach panie, kiedy biegnąc

niechcący obsypałem je piaskiem, wrzeszczały "Niech pani 

zabierze stąd tego bachora!"  

     Danek przysłał mi ostatnio piękne zdjęcie Oceanu

ze słońcem w tle.  Z przyjemnością wyobrażam sobie radość

jakiej doznaje oglądając podobne widoki w krainie, w 

której nie ma naszych pór roku - wiosen, jesieni i zim...

 

    


 

     

       

     

    

    

 

     Mój były teść,

mieszkający na wsi,  miał skuteczny sposób na uspokojenie

barana, za którym szły owce.  Walił go drewnianym młotem 

w czaszkę aż skrzypiało. Baran wyraźnie się uspokajał i

wracał za ogrodzenie. 

 



 

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Alma
    Super! Masz mnóstwo czasu! Ach, gdybym miała tyle czasu! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz go teoretycznie dokładnie tyle samo, ile mam go ja i każdy inny człowiek. Śpisz w nocy, więc masz go pewnie o osiem godzin mniej niż ja. Przeznaczasz swój czas, jak każdy na rzeczy, które uważasz za ważne.

      Usuń
    2. Alma
      A skąd to wiesz?

      Usuń
    3. To prawda...Nie wiem, ile śpisz. Ale na pewno robisz rzeczy ważne.

      Usuń
    4. Alma
      Niektóre mogą być uznane za rzeczy istotne. Inne absolutnie nie. Ale posiadanie więcej czasu to także możliwość dania go tym, których kocham lub lubię 🙂

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to mówił kiedyś w młodości milicjant jak z przyjacielem pojechaliśmy w nocy na rowerach do Wilanowa😀

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. To smutne i przykre...

      Usuń
    2. Alma
      Irsilo, z drżeniem patrzę w przyszłość - moja bliska kuzynka (jako jedyna w rodzinie) od 12 lat cierpi na schizofrenię paranoidalna. Ma obecnie 35 lat.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Wiem, że uchodźcy to temat raczej nieciekawy, szczególnie "po nocy" (każdy ma swoje sprawy, a tu zrobić niewiele można) i kiedy trzeba komuś tłumaczyć złożone uwarunkowania, dla których niektórzy umierają w lesie, bo się tu nielegalnie pchali i to z dziećmi, zamiast kulturalnie poprosić, bo wtedy na pewno byliby wpuszczeni ;-) ale myślę o tej sytuacji tak: Jest może mniej ważne dla jej oceny to, czy ktoś sam sobie jest winien i naraża swoich bliskich (co nie zawsze musi być prawdą), ale to, że jest obowiązkiem ratowanie życia w sytuacji, kiedy może być ono zagrożone, a nie robienie czegoś przeciwnego. Ale tu się akurat chyba zgadzamy, więc cieszę się, że zniosłeś moje naprzykrzanie się cierpliwie. Ja też mam trochę problemów życiowych i nie tylko, które wymagają skupienia, ale na tym blogu nie mam chwili spokoju. Ludzie przeważnie albo nie komentują czegoś, co by na jakąś uwagę zasługiwało, albo w sposób dość emocjonalny atakują autora. Jedno i drugie bywa niepokojące. Czy taki akurat niepokój najbardziej lubię? Chyba raczej nie. Ale kto powiedział, że życie ma być łatwe...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisanie o schizofrenii, kiedy ktoś wspomina o bezsenności, też stwarza wokół tekstu jakąś dziwną aurę. Ale rozumiem potrzebę mówienia o swych doświadczeniach życiowych...

    OdpowiedzUsuń
  7. Alma
    Są różne zaburzenia umysłu. Może to być bezsenność, schizofrenia lub wiele innych. Nawet stan zakochania można by było chyba uznać za... czasową niepoczytalnosc? 🤔🙂
    Bezsenność można próbować wyleczyć. Przecież już dawno rozmawialiśmy o Twojej bezsenności, Nezumi.
    PS: Czasem koncentruje się usiłując dowiedzieć się czy, tak jak moja siostra, słyszę głosy. Ale nie, nie słyszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Alma
    O, to przepraszam! Już nie niepokoję!

    OdpowiedzUsuń
  9. nie wiem czy terapia pomaga w pozbyciu sie bezsennosci.
    Na pewno zioła pomagają.
    Gdy nie moge zasnąć, po prostu robie sobie herbatę na dobry sen.
    Czasem poslucham przez godzinę usypiajacej muzyki.
    Gdzies w polowie tego muzycznego seansu zawsze zasypiam.
    W sposob naturalny muzyka poprzez fenomen entrainment obniża częstokliwość pracy mózgu zmuszajac mózg najpierw do uspokojenia się a następnie do zaśnięcia.
    Jest wiele sposobow aby w sposob naturalny zasypiać a nastepnie spać zdrowo przez wiele godzin.

    Co do schizofrenii - Nauka nie jest w stanie znaleźć tej "choroby" w ludzkim ciele.
    Jezus co najmniej dwa razy pokazał nam co nalezy zrobić aby schizofrenie wypedzić z człowieka.
    Za uszy wiciągnąć diabla, ktory siedzi w czlowieku.
    Najlepiej oczywiscie zwrocic sie do specjalisty aby ten demon w czasie rytualu exorcism nie wszedl w innego czlowieka.
    To jest powazny zabieg do ktorego nalezy stowowac podstawowe przepisy BHP

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty