Radość i odrobina melancholii
Na stronie internetowej "Zdumiewający świat zwierząt" znalazłem to zdjęcie i prośbę o dokarmianie jeży (wystawianie im miseczek z karmą dla kotów). Od tego, czy się teraz dość najedzą zależy, czy przeżyją zimę. Przy okazji dodano uwagę, że liście to nie śmieci...Jeże spotykam właściwie codziennie. Znacznie częściej niż koty, których kiedyś było bardzo dużo.
Nie mam czułostkowego stosunku do przyrody, ale zmartwiła mnie informacja z pewnej książki o życiu pszczół. Radosne pszczółki robotnice w chwili, kiedy widzimy je na kwiatach, mają przed sobą bardzo krótki żywot. To jest ich końcówka.
Podobno, o czym czytałem gdzie indziej, dziki miód uważano często za pokarm bogów. W starożytnym Egipcie wierzono, że pszczoła zrodziła się z łez Boga słońca Re. O wielkich poetach mówili Grecy, że ich usta posmarowano miodem. Sam Zeus miał być wychowany przez pszczoły. Chińczycy natomiast przypisywali pszczołom niestałość - latają od kwiatka do kwiatka, tak jak to filozofom zalecał Hume. Nie zauważyłem jednak, żeby go jakoś szczególnie słuchali. Z tych i wielu innych informacji o związku pszczół ze sferą sacrum jako płaczka (płaczę czasem nad losem czujących istot) zainteresowała mnie najbardziej ta pierwsza.
Z mojej życiowej mitologii: Mój były teść był pszczelarzem. Widywałem ule i plastry miodu, ale na ukąszenia pszczół jestem dość odporny. Zbierał miód wyłącznie na własne potrzeby, wokół były łąki i las i nie fałszował go. Jego słodycz była cudowna...Moje wspomnienia nie są jednak zbyt lepkie. Zjawisko mitologizowania własnego życia jest dość powszechne. Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by tego nie robił (czasem jest to mit tragiczny, albo heroiczny, albo historia tego, kto dzięki swej zapobiegliwości osiągnął sukces, choć zdarzają się też kpiarze). Pamięć cukruje czasem wspomnienia.
O pszczołach Persefony nie tylko ja pisałem, ale i wielcy poeci zeszłego wieku.
🏵🐝 🍁🦔


Ale lepiej, gdyby może zjadły cokolwiek niż umarły z niedożywienia. Bezdomni, jak to w chrześcijańskim kraju, wybierają jedzenie ze śmietników i dzięki temu żyją. Konserwują się alkoholem...
OdpowiedzUsuńPszczołom to odpowiada, ale metaforę Radosny jak pszczółka praktycznie zabija. Pracowity - owszem...I to jeszcze nie dla siebie pracuje.
Ludzie trują się kupując za ciężkie pieniądze tzw. zdrową żywność i suplementy 😀
Radosna 😀
OdpowiedzUsuńPrzeczytałem na Facebooku Twój drugi argument, że jak więcej jeży przeżyje, to pożrą więcej dżdżownic i innych stworzeń, którymi się żywią...Wszelka ingerencja w środowisko przyrodnicze narusza jego równowagę.
OdpowiedzUsuńOdziu
OdpowiedzUsuńO badaniach post ten nie wspomina. Nie bada się laboratoryjne bardzo wieku rzeczy, ale jakaś wiedza na ten temat istnieje.
Ja tego, co dotyczy karmy nie kwestionowałem odpowiadając Ci wczoraj na Facebooku. Wspomniałem jedynie, że nie jest to trucizna, która zabija zwierzę natychmiast. Może mu natomiast uratować życie w pewnych sytuacjach. Znam koty żywione niemal wyłącznie karmą (właścicielka jest biedna i rzadko kupuje im mięso), a ma ich ze 30 i są takie, które przeżyły ze 20 lat. Ale zagłodzić na śmierć mogłaby je w znacznie krótszym czasie😀
Napisałeś tam też coś z czego wynika, że nie jest możliwe, aby ptak umarł podczas miejskich upałów z pragnienia. Opierasz to na wiedzy o orientacji przestrzennej ptaków, które zawsze znajdą jakaś wodę...Ale nie na badaniach statystycznych przyczyn ptasich śmierci chyba?
OdpowiedzUsuńTak czy owak, może powinienem zapytać autora, który może mieć na ten temat pewną wiedzę, dlaczego jest to trudny okres dla jeży. Nie zrobiłem tego, a mogę jedynie domyślać się powodów. Dlatego słusznie o to pytasz. 🙂
OdpowiedzUsuńNaturalny pokarm jeża to na pewno nie jest sztuczna karma.🙂 Ale o tej porze roku jest on nieco trudniej dostępny. Na pewno lepiej dokarmiać je czymś innym. Podobno lubią np. winogrona...Wydaje mi się niestety, że w Warszawie, gdzie widuje mnóstwo jeży, pokarm ten też ma już nieco inny skład chemiczny😥
OdpowiedzUsuńDawno nie widziałam jeża...
OdpowiedzUsuńraz tylko jakoś tak mi się zdarzyło na początku września, ale o ile jeszcze pamiętam - a było to w książeczkach dla dzieci - to zwykły nosić na swoim grzbiecie jabłka, więc może lubią też nasze rodzime owoce, chyba że to jest tylko taka bajka. Po co je dokarmiać jakimiś sztucznymi karmami? Może wystarczy pozwolić im szukać pokarmu w naturalnym środowisku. Co robią w mieście?? A winogrona to chyba już w ogóle towar de lux.
Ten na Twoim obrazku, Nezumi jest prześliczny, aż się chce go pogłaskać... Auć!
... No to miłego! :)
Aha, a co do pszczół...
OdpowiedzUsuńmiód lubię, ale przed brzęczącymi owadami raaaczej pierzcham! ;)
Ta kobieta pracowała w aptece więc tak dużo chyba nie zarabiała. Kiedy ją poznałem miała kilka kotów, ale zobaczyła, że koty marzną i giną. Kupowała kocią karmę i karmiła nią koty. To akurat wiele razy widziałem. Pewnie nie wszystkie i nie zawsze. Być może sama niewiele jadła. Później przyjeżdżały do niej znad morza jakieś wolontariuszki opiekujące się zwierzętami, ale ja ich nie widziałem i nie wiem, w jaki sposób i na ile jej pomagały. Leczyła też koty, korzystając z życzliwości niektórych weterynarzy...Kiedy widziałem się z nią poraz ostatni mówiła, że ma 30 kotów.
OdpowiedzUsuńTrochę czytałem na temat życia ptaków i ich różnych nieprawdopodobnych umiejętności, a mojego bloga komentował czasem wybitny znawca ich egzystencji.
OdpowiedzUsuńJeśli dodasz do upału i braku zieleni oraz skażonego powietrza jeszcze brak wody, to być może pomyślisz, że i ona jest czasem w tym łańcuchu przyczyn wyniszczających organizm potrzebna i że te i inne przyczyny (np. choroba lub niepełnosprawność) powodują, że przynajmniej częściowo mogą one tracić orientację. To jest trochę podobnie jak wśród ludzi...
Dziękuję Lutano :-) ...Nie wiem jak to jest z tymi jabłkami. Moja mama w dzieciństwie karmiła jeża mlekiem.
OdpowiedzUsuń