Przed zimą...

               Trochę sielankowy obraz starości stworzony przez malarza

                         "Chociaż moje wędrówki

                           prowadzą mnie do

                           innego noclegu każdej nocy

                           to sen który mam

                           jest zawsze ten sam - o domu."

                           (Ryokan)

     Losy powojenne rzuciły, jak się czasem mówi, moją ciotkę,

uczestniczkę Powstania i Warszawiankę, nad morze.  Wczoraj 

skończyła 94 lata i chociaż jest o wiele starsza od mamy, 

jest w znacznie lepszym stanie zdrowia (może chodzić) mimo 

gruźlicy, na którą zachorowała podczas wojny.  Skurczyła się 

tylko i zasuszyła.  Mieszka teraz z rodziną syna i trudno 

powiedzieć, aby była samotna.  Ale w te jesienne dni zapragnęła 

zobaczyć się z mamą i chciała do niej przyjechać na tydzień.  

Bardzo się do tego pomysłu zapaliła, jednak okazało się, że 

przeszkody są nie do pokonania.  Syn nie może się zwolnić z 

pracy, a w podróży koleją dla osoby w jej wieku jest sporo 

problemów i nawet gdyby je wszystkie pokonać nie wejdzie na 

czwarte, bardzo wysokie piętro domu, w którym mama mieszka. 

Musiałoby ją wnieść dwóch młodych i silnych ludzi, ale 

nikogo takiego w rodzinie nie ma.  Dlatego siostry z żalem 

uradziły, że spotkają się już w życiu przyszłym, w raju.    

Na szczęście niespodziankę sprawił ciotce jej drugi syn, 

który od kilkudziesięciu lat mieszka w Niemczech, w rejonie

nawiedzonym ostatnio przez straszliwą powódź.  Zjawił się

nieoczekiwanie i przyniósł jej radość.   

      "Sztuka to ciągle jednanie się z życiem" - napisał kiedyś

Gogol.  W muzyce to wyraźnie widać. Przypuszczam, 

że jednak bardziej miał na myśli literaturę. Nie łatwo jest 

czasami.  Ja bym powiedział, że życie to ciągłe jednanie się

z życiem.  Po tylu udrękach życia siostry mogłyby się spotkać, 

ale pozostają im codzienne rozmowy przez telefon.  

     Nazywanie tego okresu życia jesienią jest eufemizmem.

To zima życia.  Ta zima, którą tak sugestywnie opisuje

Przybylski, przytaczając poetów w książce, o której już

tu pisałem ("Baśń zimowa").  Ale te wszystkie egzystencjalne 

myśli o starości są opowieściami ludzi, którzy życie głęboko 

przeżywali, a czasem też twórczo nicowali, jak stary Michał

Anioł w swych sonetach, albo Iwaszkiewicz i Różewicz.  

Mój ojciec, którego widziałem niedawno (w dniu, w którym 

pochowano jego o ćwierć wieku młodszą żonę - zajmowała się

promocją zdrowia) nie miał siły nikogo widzieć, a w chwili, 

kiedy go mogłem zobaczyć, istniał dla niego jedynie fizyczny 

ból, spowodowany dolegliwościami wieku (ma 96 lat). Był 

tym bólem!  Jakby wszystkie psychiczne cierpienia zeszły nagle 

na plan dalszy - pogrzeb odbył się w rok po śmierci 

Zmarłej i zdążyły już się wyszaleć, a może nawet poczuł jakąś

ulgę.  Siedział w fotelu i patrzył na mnie jakby dzieliły nas

tysiące lat świetlnych.

     Przypomniał sobie nagle, jak mając trzy lata biegałem po 

piasku na plaży w Kołobrzegu i rozczulił, mówiąc, że byłem 

pięknym dzieckiem.  Całe dalsze moje życie dawno już dla 

niego nie istnieje.  Przywitał mnie, a jakże, awanturą, że zbyt 

długo wchodziłem po schodach.  Ucieszyłem się tym przypływem 

sił witalnych bardzo, bo brat mówił mi, że Ojciec umiera. 

"Dopóki jeszcze ma siłę na mnie krzyczeć - jest z nim dobrze!"  

- pomyślałem.  Ma bardzo dobrą, czułą opiekunkę, która 

niedawno pochowała męża. Przez całe pięć minut audiencji, 

na więcej nie miał siły,  zaglądała i patrzyła, czy wszystko w 

porządku.  

     Jego ojciec zmarł w wieku 96 lat, a matka w wieku

(o ile dobrze pamiętam) - 94.  Dziadek miał spore poczucie 

humoru i podczas diamentowych godów przygrywał sobie na

mandolinie i śpiewał.  Ale zszokował też nieco zebranych

wyznaniem, że popełnił w życiu jeden wielki błąd - "Za 

wcześnie się z babką ożenił."   

     - Boli. - powiedział na pożegnanie Ojciec. Życzyłem mu, 

żeby ból ustał i mógł spokojnie zasnąć i zszedłem w tłum 

podekscytowanych żałobników na ganku (jak się kiedyś 

o takim miejscu mówiło). 

     Chińczycy bardzo cenią starość w zdrowiu.  Feng Youlan,

ich wybitny historyk filozofii, przeżył 94 lata. Był 

jeszcze uczniem Deweya, u którego pisał pracę doktorską,

ale od 1952 r był profesorem Uniwersytetu Pekińskiego

i nawet rewolucja kulturalna go nie poruszyła, ani nie

zniszczyła. W dawnej tradycji chińskiej starość utożsamiana 

była z mądrością.  Tak ją wyobrażali sobie też na przykład

Seneka i Cyceron.  Człowiek jest wtedy świadomy 

naturalności z jaką, podobnie do pór roku, przemija życie.     

A jak tu się nie godzić z tym, co naturalne...

    Ale spokój ducha, owa słynna serenitas animi  człowieka 

starego, to przeważnie iluzja.  Trudno bowiem uciec od

uczucia znużenia życiem, przytępienia zmysłów i czarnych 

myśli, związanych z coraz gorszym funkcjonowaniem ciała,

od bezradności i konieczności jakiejś opieki.   Eliot  nazwał 

go nawet zatwardziałością serca.  A psycholog Hillman w 

książce o starości, którą właśnie przeżywał, zatytułowanej 

"Siła charakteru", ukazuje fantazje erotyczne wielkiego 

amerykańskiego poety, którego ciało, w momencie 

tworzenia owych fantazji, już się fizycznie rozpadało (co 

sugestywnie opisuje). Przy okazji Hillman trochę narzeka, 

że starych ludzi, a ma na myśli też siebie, wszystko drażni, 

a przede wszystkim ludzie spotykani na ulicy, młodzi i 

nieświadomi niczego...

       Już jesień... Zdjęcie nazumi13 









Komentarze

  1. gratuluje Nezumi długowieczności w Twojej rodzinie.
    Dzisiaj tez ogladalem w telewizji rozmowe z 94 letnia uczestniczka Powstania, tak ta, ktora publicznie poparla przynaleznosc Polski do Unii Europejskiej na manifestacji w Warszawie w ubiegla Niedziele.
    Pani Wanda zrobila na mnie ogromne wrażenie.
    Dalej nie wiem, kiedy zaczyna sie ta starość opisywana przez Ciebie powyżej.
    Wiem, ze dla mnie to będzie najlepszy okres w moim zyciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja sprawność fizyczna nigdy nie była tak imponująca jak Twoja. W młodości potrafiłem jedynie szybko biegać, ale i to zostało przecięte przez konieczność poddania się operacji. Biegałem do niedawna, ale najpierw połamały mi się dwa duże palce u nóg, a w zeszłym roku okulista po zbadaniu moich oczu wykluczył taką możliwość...
      Siłą rzeczy chwilowo bardziej mnie pochłaniają zmiany w mojej psychice, związane też częściowo z ubytkami w fizycznym zdrowiu.
      Podobnie jak Danek mogłem czuć się jakieś dziesięć lat temu. Też wtedy nie zauważałem upływu czasu. Ale był to stan, który kiedyś się skończył. Straciłem najbliższą osobę, a wraz z nią wszelkie euforyzujące złudzenia. Nie chciałem też ich podtrzymywać wbrew poczuciu rzeczywistości, podobnie jak iluzji, że jestem nieśmiertelny.
      Pogoda ducha, nadzieja itp. stany psychiczne mogą jeszcze jakiś czas trwać, jednak w kontaktach z osobami naprawdę starymi nie dostrzegam ich raczej. Najczesciej nadrabiają miną. Moja matka ma silną wolę życia i dużo zdrowego rozsądku, ale mógłbym wysłuchiwać bez końca jej żalów i powtarzanych setki raz opowieści.
      Robię to udając niekiedy, że kątem oka patrzę w telewizor, albo myślę o czymś innym, bo wiem, jak bezradnie się czuje. Czasem, kiedy mi mówi, że przez trzy godziny siedzi w nocy na łóżku, mówię jej, że ja nie śpię nawet dwóch godzin na dobę. To akurat zupełnie jej nie martwi...Wszystkie jej znajome, oprócz dwóch, poumierały. Jedna ma wnuczkę w śpiączce a druga nie radzi sobie z samotnością. Potrafi gadać i gadać i mama kończy rozmowę, bo słuchać ta jej znajoma zupełnie nie umie.

      Usuń
    2. dobrze, ze do glowy sobie nie biorę to co powyzej piszecie.
      Ja wierzę, ze moj Ojciec zrealizuje moje marzenie, moją prośbę -
      będę zyl jeszcze w pelnym zdrowiu 95 lat.
      To co obaj piszecie - to jest deklaracja czlowieka, ktory tylko polega na samym sobie poddając sie niewidzialnym siłom Natury.
      Ja wierze w supernaturalne, to jest dla mnie.
      Naprawde nie jest wielkim wyczynem dla mojego Ojca sprawić, ze będę żył w absolutnie pelnym zdrowiu jeszcze bardzo dlugo.
      Póki co ciesze sie zyciem majac mloda dziewczyne codziennie.
      Nie rozumiem jak mozna byc niewierzacym gdy nasz Ojciec jest wszechmocny i jeszcze obiecuje, ze chce nas obdarzać swoja łaską pomyślności.
      Nie potrzebujecie powtarzac, ze kiedys kazdy z nas umrze, to jest oczywiste.
      Osoba wierząca ma obietnicę złożoną przez Stworce wszystkiego - ze bedzie ta osoba żyła do czasu, az bedzie usatysfakcjonowana swoim życiem.

      Usuń
    3. wszystko jest relatywne Piotrze, wiec i wiek jest relatywny.
      Dla mnie ktos o 30 lat mlodszy ode mnie jest młody oraz zawsze bedzie młodszy ode mnie :)

      Usuń
    4. oj Piotrze czuje Twoje rozczarowanie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty