Późnojesienne nastroje


                                   zdjęcie nazumi13

 

               Homer, a w VII w p. n. e twórca liryki 

     miłosnej Mimnermos, porównywali los człowieka

     z losem nietrwałych liści.   Chciałem przytoczyć

     tu wiersz Mimnermosa, który jest mi, mimo 

     swego pesymizmu bardzo bliski, ale musiałbym szukać 

     go przez całą noc bez większej nadziei, że go odnajdę. 

     Dlatego odżałuję tu piękno samego utworu i nie będę

     go również streszczał.  Ledwo się rodzimy a dopada

     nas starość i śmierć, zauważa poeta.  Ale konstatując

     to odzieramy jego wizję przemijania z całej poezji.  

          Mówiąc o przenikaniu się i wzajemnym związku

     greckiej poezji i filozofii często przytaczałem ten 

     wiersz podczas moich wykładów.  Mówiłem też o tym,

     jak Grecy w tym czasie pojmowali duszę i o ich 

     przekonaniu, że po śmierci jest ona pozbawiona pamięci

     i sił witalnych i jest właściwie senną marą.  O jej 

     istnieniu świadczy jedynie to, że mamy we śnie wizje

     i coś sobie wyobrażamy. Jeden dzień najlichszego życia

     na ziemi jest więcej wart niż wieczność w zaświatach.

           Później, nie w tym archaicznym okresie, orficy, 

     Pitagoras,  Platon, a jeszcze później Plotyn i 

     neoplatonicy pojmowali ją inaczej, a jeszcze inaczej stoicy, 

     Arystoteles i Epikur.  Warto poczytać starą, ale dobrą 

     historię filozoficznej psychologii Bretta i zobaczyć jak to 

     wyglądało. 

           Ja chcę tu powiedzieć o czymś innym, pozostawiając 

    kwestię istnienia duszy na boku, a raczej zwierzyć się   

    z pewnego nastroju. Jesień to dla mnie zawsze pora, 

    nim przyjdą listopadowe chłody, oswajania się z 

    przemijaniem i z nicością.  Nie jestem chyba w tym

    całkiem odosobniony. Lato w naszym klimacie trwa krótko, 

    przewala się burzliwie i nagle przechodzi w porę niekoniecznie 

    złotą, w której życie dogorywa a dzień gaśnie zbyt szybko   

    w mroku i mgłach zmierzchu.  Drzewa gubią liście, mucha  

    mrze bezsensownie, pies chłepce wodę z brudnej kałuży, 

    trzęsąc się z zimna na bezdrożu, wiatr wieje, a deszcz zalewa 

    wszystko.  We mgle ożywają cienie zmarłych. 

        Jednak nie ma we mnie żalu, że życie upłynęło, jaki 

    odnaleźć można w jesiennym wierszu Iwaszkiewicza z 

    zapachem wanilii i trupim, ze świerszczami, kastanietami 

    i klepsydrą.  Dionizos w moich życiu dawno przysnął, a 

    może przeobraził się w zupełnie inne bóstwo i nawet już 

    nie wegetuje w cmentarnych bluszczach. W moim  życiu 

    nie było żadnej obfitości ani spełnienia, niczego, co można 

    by porównać do owoców jesieni.  Raczej twardość losu i 

    nieuniknioność straty. Ledwie kogoś lub coś pokochałem, 

    a już to traciłem.  Tak więc to pożegnanie z łąką i słońcem 

    i wejście w zaświaty jest dla mnie czymś chłodnym.  

    Jak napis na londyńskim nagrobku "Darkness without no 

     sorrows." Przeraża mnie zawsze jedynie wiosna i myśl o 

     dogasaniu w pustce i samotności, kiedy życie ekspoloduje.    

     Nic nie może się równać tej wiosennej melancholii. 

         Strata...Dziewczyna, której chłopca zakatowała, jak

     myśli, policja,  powiedziała, że śpi wąchając zapach jego 

     koszuli.  Wzruszyło mnie to...I nie ma to żadnego 

     znaczenia, gdzie i kiedy to było, bo mogło się zdarzyć 

     wszędzie.  Jeden z komentarzy do buddyjskiej "Sutry 

     serca" nosi tytuł "Nie ma cierpienia."  Ma to w sobie

     metafizyczną prawdę, która jest tak daleka od przeżywania

     życia przez większość ludzi, że można ją potraktować jedynie

     jako paradoks.  Człowiek, który obumiera jako człowiek,

     może czuć taki komfort pustki.  Buddyzm oczywiście próbuje

     łączyć taką mądrość z głębokim współczuciem, co bynajmniej 

     nie jest oczywiste...

   

          

     

              

                                  

Komentarze

  1. ...W tym, o czym pisałem, bardziej chodzi o egzystencjalny nastrój, niż o metafizykę. Oczywiście współczesnej wiedzy Grekom, Hindusom, czy Chińczykom brakowało, co nie znaczy, że jesteśmy od nich mądrzejsi. Współczesna kultura tego raczej nie potwierdza. Co więcej, zdecydowaną większość istot ludzkich na świecie tkwi w przesądach i użytku żadnego z wiedzy naukowej nie czyni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewolnictwo we współczesnym świecie nie jest może nawet mniej powszechne, choć przybiera na ogół (choć nie zawsze) inne formy i nauczyliśmy się nazywać je inaczej...W Libii, na skutek interwencj Zachodu, demokracja polega na tym, że sprzedaje się na targu związane w kiście kobiety i mężczyzn, którzy zwisają głowami do dołu. A wyzysk ekonomiczny zmusza na świecie do pracy malutkie dzieci. Nauczyliśmy się tworzyć złudzenia i nie mówić o pewnych rzeczach wprost. Wiara w postęp moralny w epoce ludobójstwa i rewolucyjnych rzezi wynika raczej z myślenia życzeniowego...

      Usuń
    2. Można oczywiście myśleć, że ten czas się skończył. Ja jednak zgadzam się z pisarzem Bocheńskim, że po wszystkich upokorzeniach dawni niewolnicy nie będą mieli dla nas litości...

      Usuń
    3. Oczywiście tak zwany Zachód ma na pół humanitarne prawo, demokratyczne instytucje i opiekę socjalną...Ale jaki się robi z nich użytek to też widać czasem jak na dłoni. Rządy bogatych krajów mogą jeszcze opłacać pokój i porządek społeczny z tego, co wcześniej zrabowały.

      Usuń
    4. Bezpośredniego na szczęście prawie nie ma...

      Usuń
  2. Dalej słusznie piszesz o losie, boskiej interwencji i reinkarnacji. Nie są to koncepcje, które wyjaśniają wiele, a los duszy po śmierci może nas nie obchodzić. Ja jednak jak Tołstoj myślę, że na świecie nie było zbyt wielu mądrych ludzi i tym mniej jest ich teraz i dlatego staram się poznać myśli i przeżycia tych niewielu. Myśli te wciąż jeszcze są podstawą współczesnej cywilizacji, która jednak degeneruje się i zmierza ku upadkowi, któremu nauka nie jest w stanie zapobiec, ponieważ nie rozpoznaje wartości, a jedynie świat, czy raczej zjawiska, opisuje. Współczesna anglosaska filozofia analityczna też w tym nie pomaga. Filozofia, poezja i mistycyzm zawsze będą istniały i coś istotnego jednak o ludzkim życiu mówią...

    OdpowiedzUsuń
  3. Metafizykę oceniam pewnie tak samo jak Ty. Podziwiam może jako pewna konstrukcje ludzkiego umyslu, czasem piękną. Ale zauważ, że Kant, który metafizykę dekonstruował, uznał jednak wiarę w nieśmiertelność duszy za postulat rozumu praktycznego. I wielu ludzi myśli podobnie.

    Problem duszy, psyche, jest dla mnie ważny o tyle, że przeżycia psychiczne to cząstka nas samych. Odpowiedź na pytanie, jaki jest status ontologiczny tak zwanej duszy, zwłaszcza pojmowanej jako osobny byt, nie jest dla mnie czymś istotnym. Buddyzm głosi, że duszy, pojmowanej jako osobna jaźń po prostu nie ma i pod tym względem zbliża się do ateizmu. Ale cierpienie istnieje i dlatego istnieje konieczność zajęcia wobec życia jakiejś postawy i poczucia jego wartości. Scjentyzm przeżył się jako koncepcja rozumienia świata po niesłychanym okrucieństwie dwóch światowych wojen, a wiedzą naukowa bywa wykorzystywana dla celów najbardziej nieludzkich...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam za te ą i inne usterki w moich komentarzach, ale pisząc szybko trudno mi nad ekscesami sztucznej inteligencji smartfona zapanować...
    Jest ważna rzecz, z którą zgadzam się z Twoim tokiem myślenia. Jeśli istnieje jakaś dobrze uzasadniona wiedza naukowa oparta na doświadczeniu, na przykład wiedza z zakresu biologii czy fizyki, to jej wyników nie można odrzucać tak długo, jak długo racjonalne myślenie oparte na doświadczeniu nie wniesie do niej istotnej korekty...I nie można ich zastąpić fantazjowaniem, choć wielu rzeczy jeszcze nie wiemy.
    Oczywiście nie uważam Ciebie za scjentystę, ale moja wiara w autorytet nauki jest dość ograniczona, mimo oczywistych korzyści, jakie ze sobą niesie i rozwoju technologii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkrycia naukowe powinny służyć dobru a nie złu. Ale jak podać to kontroli nie ograniczając rozwoju samej nauki? Broń masowej zagłady to też wynalazek nauki...

      Usuń
    2. Alma
      Każda kontrolę da się obejść w zaciszu laboratorium. I zawsze znajdą się ludzie, którzy będą zdecydowani wykorzystać osiągnięcia nauki przeciwko innym ludziom. Winne są temu wrodzone i niezbywalne cechy naszego gatunku, a mianowicie ciekawość i chęć dominacji jednej populacji nad drugą.

      Człowiek nie jest panem tego świata.
      Jesteśmy tylko gatunkiem zwierząt na ziemi.
      Umysł daje nam inne możliwości niż pozostałym gatunkom i pcha nas do poznania życia - niezwyklego w swym skomplikowaniu i zarazem prostocie. Próbujemy coś zrozumiec z tego świata, ale zawsze będzie to jedynie jego cząstka.

      Usuń
  5. Przeczytałem przed chwilą (jestem na mieście) krótki utwór Miłosza "O agonii Zachodu."
    Zaczyna się bardzo ciekawie...Ale kończy właściwie na niczym i nie wiadomo dobrze, co jest mitem, a co rzeczywistością. Może rzeczywiście nie wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zresztą nie tylko jego utwory tak się kończą 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. zapewne powodem, ze poeta powie cos takiego:
    "Ledwo się rodzimy a dopada nas starość i śmierć, zauważa poeta."
    zapewne powodem jest, ze ludzie kiedys zyli znacznie, ale to znacznie krocej.
    30 kilka lat - czlowiek byl juz stary kilkaset lat temu.
    Przytaczanie tych "madrości" dzisiaj brzmi naprawde nie na miejscu.
    Ja juz zyje prawie 66 lat a do starości jeszcze dla mnie bardzo daleko.
    Nawet nie bardzo wiem, jak zdefiniować czym jest starość.
    Dzisiaj 60 letni czlowiek jeszcze ma daleko do przysłowiowej starości.
    To tak komentuje, ze ta wiedza przekazana nam przez wspomnianych Filozofow/poetow jest nieadekwatna na dzisiejsze czasy.
    Trzeba wszystko postrzegac w odpowiednim kontekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, gdyby przecietny Filozof zyl ok 80 do 100 lat, nigdy by nie wypowiedzial "madrości":
      "Ledwo się rodzimy a dopada nas starość i śmierć"
      czy Homer and Mimnermos, porównywali los człowieka z losem nietrwałych liści.
      Ja juz tak dlugo żyję, ze wydaje sie mnie ze 100 lat żyję.
      A gdzie jeszcze drugie 100?
      Albo Filozofowie mają twierdzenia mijające sie z sensem albo zyli naprawdę krótko.

      Usuń
    2. logicznie nie jestem pewien, czy zapisy o urodzinach czy smierci prowadzone byly prawidlowo 2,500 lat temu.
      Moze tak jak w Rosji za rewolucji dopisano niektorym towarzyszom po 10 lat.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty