Londyńska przygoda inspektora Nezumiego

                                                zdjęcie nazumi13

 

          W londyńskiej mgle mogą przydarzyć się rzeczy, 

o których nie śniło się nawet filozofom.

     - W tej alejce zniknął przed laty i już go więcej nie

widziałam. - oznajmiła pochlipując Nereida Naxos. 

     Inspektor Nezumi zamyślił się.  Był dokładnie w tym

samym miejscu kilka lat temu. To był zupełnie inny okres 

jego życia. Tak wiele zmieniło się w tak krótkim czasie.   

Nie spodziewał się, że Noriko odejdzie. Odchodząc powiedziała:

"Cieszmy się życiem, dopóki ono jeszcze jest."  Następnego 

dnia już nie żyła.  

     Nezumi starał się ustalić fakty.  Przede wszystkim sprawdził 

własne alibi i doszedł do wniosku graniczącego niemal z 

pewnością, że jej nie zabił.  Pomijając już to, że nigdy nikogo 

nie zabił, miał trzech świadków, że w chwili morderstwa po 

pogrzebie wypalił jointa z synem zmarłej.  W podobny sposób 

udało mu się ustalić, że ani jego szef Furukuma, który był w 

tym czasie w burdelu, ani żaden z kolegów Noriko nie mógł  

pozbawić jej życia.  

     Działając dalej z równą dociekliwością nabrał przekonania, 

że Noriko zabiła się sama.  Ogarnął go wielki smutek. Oczywiście

upozorowała morderstwo.  Furukuma chciał mu przydzielić 

nową asystentkę, ale stanowczo odmówił.

       - W tej alejce zniknął przed laty i już go więcej nie widziałam 

- powtórzyła Nereida.  

      - Ach, przepraszam, wyłączyłem się na chwilę...Tak bywa!  -

      - Ale widzi pan, on ukradł mojemu ojcu cztery miliony 

dolarów. -

      - Czy warto szukać człowieka ze względu na tak nieistotną

sumę?  - 

      - Dla mnie to dużo.  Ojciec stracił wszystko i wyskoczył 

z 58 piętra.  Ale nie zabił się...Muszę opłacać jego rehabilitację. -

      - Faktycznie rzadko się zdarza.  -

      - Był bardzo wierzący i bogowie go ocalili.  Wie pan, 

inspektorze, w budynku nie było otwieranych okien, ale on

sobie wstawił. Powiedział, że chce, aby jego gabinet przypominał

dom.  Oczywiście testował bezpieczeństwo i wypchnął przez

to okno kota.  Przez trzy dni i trzy noce płakałam, ale kot 

przeżył, tylko gdzieś sobie poszedł, a potem czekał przed 

budynkiem.  Ojciec połamał się trochę, ale jest nadzieja, że

zacznie latać.  Dlatego muszę dorwać tego skurwiela! - 

      -  Nie zajmuję się poszukiwaniem zaginionych.  -

      -  Ale mam nadzieję, że zrobi pan dla mnie wyjąteczek. -

      -  Nawet, gdybym chciał, niewiele mogę pani pomóc.

Ten człowiek nie żyje.  - 

      - Nie ufam panu!   Proszę mnie o tym przekonać.  -

      - Za chwilę spotkamy jego ducha.  -

      - Raczy pan żartować, inspektorze. -  

      Nereida mimo swoich dwudziestu ośmiu lat miała

jeszcze trochę przywiędłego wdzięku, podobnie jak 

kwiaty, które nie stoją zbyt długo w wazonie.  "Musiała

to być kiedyś piękna kobieta!" - pomyślał inspektor - 

"Kogoś mi nawet przypomina. Ale jej czar dawno prysnął!  

Rozkapryszona córka milionera, która chce ratować dziada."  

W tej samej chwili zawstydził się.  "Biedna dziewczyna.  

Współczuję  jej ojcu.  Skoczyć z takiej wysokości i się nie 

zabić. Trzeba mieć naprawdę pecha!"

       - Mam wrażenie, że pan gdzieś odlatuje, inspektorze. 

Przyleciałam specjalnie do Londynu licząc na pomoc w

załatwieniu mojej sprawy.  Kieliszeczek szkockiej? -

       - Piję tylko zmieszaną. - 

      Wyciągnęła z okazałej torby, którą dźwigała, butelkę

i dwa kieliszki.  Usiedli na ławeczce. 

       - Będę tu jeszcze przez tydzień.  Mogę być pańską

niewolnicą przez ten czas. -

       -  Jak już powiedziałem: On nie żyje.  -

       - Jak pan woli, to mogę z panem porozmawiać o sztuce.

Znałam pewną gejszę i wiele się od niej nauczyłam. Nie była

to zwykła sza, tylko gejsza, a to jest spora różnica. - 

       -  Człowiek mądry nie będzie sobie roił, że jest silny

i stworzony do wielkich rzeczy, droga pani Nereido.  Nie

jestem w stanie wyśledzić ducha i zmusić go do zwrotu

przehulanej za życia kwoty.  Jak będzie tu za chwilę

przechodził, proszę z nim pogadać.  Może ma ochotę na

odrobinę relaksu w kulturalnej atmosferze.  Ja...widzi

pani, nie wspomniałem o tym, ale niedawno straciłem

partnerkę. - 

      - A co to szkodzi?   Zrobię ci laskę, kotku! Jestem w tym

dobra!  Po wypadku ojca zmuszona byłam uprawiać prostytucję. 

To będzie mineta twojego życia. Chyba, że wolisz inaczej? 

A potem pogadamy o surrealistach.  - 

      - Wolę od razu o surrealistach. -

      - Proszę bardzo... -

     Nie zdążyła jednak nic więcej powiedzieć, kiedy zjawił

się przed nimi duch.  Nereida przywitała go odpowiednio. 

      - To jakieś nieporozumienie. - rzekł duch - Nie mam

przyjemności znać pani, ani pani ojca.  Pani słownictwo 

sporo mi o pani powiedziało.  Proszę zająć się lepiej tym

dżentelmenem!  - 

      Kobieta rzuciła się na niego, ale rozpaczliwie chwytała

tylko powietrze i w końcu udusiła się.  Leżała teraz martwa

wśród jesiennych liści.  Duch przybrał poważny wyraz

twarzy i zapytał:

      -  Dlaczego mnie zawezwałeś?  -

      -  Chciałem z kimś pogadać. Czuję się bardzo samotny. 

Wiesz, jak to jest, kiedy człowiek nagle zostaje sam.  -

      - Chciałeś się pozbyć tej dziwki?  -

      - Może nie do końca zrozumiałeś moje intencje. Chciałem

tylko zachować do niej jakiś dystans.  W gruncie rzeczy bardzo

mi jej szkoda.  Oczywiście historię z ojcem zmyśliła.  Podobnie

jak to, że studiowała na Harvardzie.  -

      - Może chciała cię bliżej poznać?  -

      - Tak.  Mam wyrzuty sumienia.  -

      - Niektórzy ludzie tak reagują na duchy. Nie ma w tym

żadnej twojej winy.  -

      - I nigdy nie była prostytutką...  -

      - Dla mnie to też oczywiste!  -

      - Więc powiedz mi - dlaczego? -

      - Twoja sława, Mistrzu...Pamiętam, że jak żyłem, 

rozczytywałem się w opowieściach o tobie, które pisał

Nazumi.  -  

      - To stracił czytelnika...Chciałbym powiedzieć, że nic 

z tego, co o mnie pisał nie jest prawdą, ale nie potrafię 

kłamać.  -

      - Wiem, że popadłeś w melancholię.  Zapewniam cię,

że po śmierci nie ma już nic i Twoja Noriko nie cierpi. 

Ale mogłeś ją pozbawić życia na tysiąc sposobów:

poprzez mantrę śmierci, rzucając na nią ciężkie voodu,

siłą sugestii prowadząc jej umysł ku samobójstwu... -

     - Wierzysz w duchy?  W ten sposób nie można nikogo

realnie zabić!  Czyżbyś był okultystą?  - 

     - A ja to niby nie jestem duchem?  - odpowiedział

spokojnie duch.  Inspektor rozważał coś przez długą

chwilę, jakby nagle zobaczył śnieg:

     - To kwestia definicji.  - zauważył.

     - Ale mnie widzisz? -

     - Raczej wyczuwam. Śmierdzisz dekadencją!  - 

     Po tych słowach duch ulotnił się, a inspektor Nezumi

zapadł w półroczny letarg.  Kiedy się obudził, była pełnia

wiosny.  Na trawniku krety usypały spory kopiec.  Obok

niego zabezpieczył ślady dwukrotnie użytej prezerwatywy

i zużytą zapalniczkę.   Ciało Nereidy Naxos leżało obok

z rozrzuconymi nogami. Jej włosy łonowe były nieco

nadpalone.  Zrobił jej serię zdjęć.  W chwili, kiedy je robił, 

zaskoczyło go dwóch bobbies.  

     Dopiero, kiedy okazał im legitymacją służbową uwierzyli, 

że nie jest nekrofilem.  Pokazał im zdjęcia śladów stóp ducha.

Były nieproporcjonalnie duże.  Stąd sugestia, że widmo

musiało być olbrzymem.  Niestety rozmiękczony kondom

trudno było włożyć pęsetą w opakowanie foliowe.  Obok

ciała leżała przywalona kamieniem kartka z napisem

"Czy nadal nie wierzysz w duchy?"  Nezumi zachwycił

się jakością papieru i tuszu, odpornego na działanie 

opadów atmosferycznych. 

      - Jestem dziwnie głodny. - powiedział.  Jeden z 

bobbies wyjął z kieszeni kanapkę z jajkiem, papryką

i ciecierzycą i poczęstował go.  

      - Nie kręć się tu więcej, skośnooki. - zauważył -

Nie możemy cię kryć! - 

      - A nie macie czegoś do picia? -

      - Wyjdziesz z parku i będzie sklep nocny. Ale

o trzeciej go zamykają. Tera je czwarta... -   

      Kiedy odeszli, zorientował się, że żadnego ciała

nie było.  Musiała to być kolejna sztuczka Noriko, 

Mistrzyni tworzenia iluzji.  Nie miał już wątpliwości,

że przebrała się za Nereidę Naxos, chcąc przetestować

jego wierność, a potem położyła się na trawie. Musiała

mu podać sporą dawkę jakiegoś usypiacza i dlatego 

spał tak długo.  Chciała nim wstrząsnąć i upozorowała

gwałt na sobie, którego dopuścił się duch.   

      Coś mu jednak w tej sekwencji zdarzeń nie pasowało.

Ale co?  

 

 

      

      -   

 

 
 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty