Coraz szybciej...
W styczniu 1601 r włoski misjonarz Matteo Ricci podarował ówczesnemu chińskiemu Cesarzowi dwa zegary - mały zegarek podręczny i duży zegar wahadłowy. Podręczny, zrobiony z brązu i pozłacany był z repetycją i wygrywał melodię, co wprawiło Cesarza w taki podziw, że całe dnie spędzał na bawieniu się nową zabawką. Nie miał chyba zbyt wiele do roboty. Ale od tego czasu datuje się ogromny import zegarków sprowadzanych z Europy do Chin. Pisze o tym Li Jingze w opartym na faktach historycznych opowiadaniu "Zegary Matteo Ricci."
Podobno Cesarzowa nie dowiedziałaby się o istnieniu zabawki Cesarza, gdyby nie doniosły jej o tym jego trzy konkubiny. Zapragnęła więc zobaczyć ten przedmiot, a Cesarz nie mógł jej tego odmówić. Zawezwał też swych eunuchów. Musieli oni nauczyć się rozbierać zegarek na części i dokładnie poznali jego budowę i funkcjonowanie ku zazdrości innych, którzy widzieli w tym drogę do zaszczytów. Autor pisze, że omal nie oszaleli zapoznając się z tym cudem techniki. Li Lingze żyje w naszych czasach i być może ponosi go nieco wyobraźnia, kiedy opisuje takie przeżycia, ale jest to dość prawdopodobne.
Nie będę tu streszczał całego opowiadania, a jedynie przytoczę z niego początkowe zdanie. "Czas był dotychczas jedynie cieniem przemieszczającym się z ruchem słońca, a jego miarą było kapanie następujących po sobie kropel wody czy przemieszczanie się ziarenek piasku przez przestrzeń." Chcę bowiem postawić pytanie: W jaki sposób mechaniczne mierzenie czasu mogło wpłynąć na jego percepcję? Chińczycy mieli podobno cykliczną, a nie linearną koncepcję czasu, przez analogię do powtarzalności zjawisk natury. Czytałem o tym kiedyś w książce zatytułowanej bodajże "Czas w kulturze", ale z czasem moja wiedza na ten temat zatarła się. Czy dokładniejszy pomiar czasu sprawia, że żyjemy bardziej racjonalnie? A może jednak za bardzo się śpieszymy? Jest taka znana anegdota, którą przytoczę tak, jak ją pamiętam.
Anglik i Hindus czekają w metrze na pociąg.
- Będzie dopiero za trzy minuty - żali się Anglik.
- A co to są trzy minuty w porównaniu z wiecznością. - odpowiada Hindus.
Już Goethe był przerażony tym, że żyjemy za szybko i nie mamy czasu na to, aby refleksyjnie przeżywać życie i bliżej poznawać innych ludzi. A rewolucja przemysłowa jeszcze się wtedy nie dokonała, a jedynie rozpoczęła. Teraz mamy elektroniczną rewolucję. Czy oznacza to kres kontemplacyjnej postawy wobec świata i życia?
Wiem, że takie naiwne pytania mogą nawet rozbawić tego, kto ma wiedzę dotyczącą sposobów mierzenia czasu, a próba odpowiedzi na nie może być uznana za stratę czasu. Ale spodobał mi się przytoczony niedawno przeze mnie aforyzm, że to nasze własne ego siedzi nam na karku i nas pogania. Oczywiście dość łatwo się na takie postawienie sprawy oburzyć. Przecież tyle jest w życiu, poza sama pracą, spraw do załatwienia i taki przepływ informacji. Dlatego moje pytania są nieco przekorne. Trochę w duchu pytania, które postawiła mi kiedyś skrzypaczka z Serbii, kobieta i artystka dojrzała: "Postęp techniczny...A gdzie jest humanizm?" Ale ona była tym bardzo oburzona...


Ja początkowo chciałem napisać podręczny, ale sugerowałem się tekstem przekładu, który może być nieprecyzyjny. Po konsultacji z fachowcem, poprawię to...🙂
OdpowiedzUsuń