Zasady. Opowieść rosyjska
Jesień zasnuła mgłą sad. Piotr Iwanowicz wrócił
do domu i zastanawiał się, co dalej. O siódmej ma
przyjść Matriona z koszykiem jaj, razowcem, żurem i
bańką mleka. Lepiej się nie kłaść. Ciekawe, czym jej
zapłaci. Przedwczoraj przecież wszystko przegrał w
karty do Briusowa i nie ma nawet kopiejki.
Zastanawiające - gdyby Bóg istniał, to by go uprzedził,
a może chciał go tylko doświadczyć? Matriona pewnie
rozedrze mordę, ale jak z powrotem zabierze?
Najlepiej kiedy wszystko schowa do kredensu, a
potem dopiero powie, że nie ma.
Ach, gdyby Nastia żyła! ...A tak każdy tylko
przychodzi i panie hrabio to, panie hrabio tamto, a
nikt nawet nie zapyta o zdrowie. Ot taki Bykow!
Niby oficer, poważna postać, a ciągle tylko od
człowieka czegoś chce. A czy ja go w ogóle znam?
Strzelałem się z nim o Fionę, ale nikt nikogo nawet
nie drasnął. Sukinsyn w wojsku strzelać się nie
nauczył!
Pokręcił się po kuchni, założył płaszcz i wyszedł.
Najlepiej, jak Matriona zostawi wszystko Lubce, a ta
powie, że jak pan wróci, to odda. A jak wróci ze
spaceru, to żurku z kromką chleba poda. Wciąż tylko
się staruszka modli i modli, a nikt jej nie słucha.
Wyszedł na drogę do Muchówki. Pusto jakoś,
zimno i mży. Żywego ducha! Był już prawie pod
lasem, kiedy nagle zobaczył, że ktoś naprzeciwko
niego idzie. To było niemożliwe...Briusow!
- Idziesz Briusow, nie jedziesz. Nogi utrudzisz!
Czy to właściwa pora na przechadzkę? Co cię
sprowadza w moje ubogie strony? -
- Ano, spacerek dla zdrowia. Doktor z Moskwy
zalecił. Kawałek na furce podjechałem z miasta.
Mająteczek twój przyszedłem obejrzeć. Ale widzę,
że się gdzieś wybierasz? -
- A co ci, że tak powiem, do mego majątku?
Latem przyjedź, będzie na co popatrzeć. -
- Do lata jeszcze kawał czasu. Karta ci nie szła,
Iwanie Piotrowiczu i może nie pamiętasz, bo co
nieco wypiłeś, że mająteczek jest mój. Rozmawiałem
już o tym z mecenasem. -
- Jak to, twój? -
- Ano, mój! Wszystko przegrałeś. A jeszcze
dług u mnie będziesz miał, ale ci umorzę. Załatwiłem
ci już nawet mieszkanko na mieście. Niejaka
Suworowa ma przytulną komórkę. Na początku
nie będziesz musiał za nic płacić, tylko jej
posprzątasz. Sic transit gloria mundi!...No, nie
obruszaj się tak! Nikt ci grać przecież nie
kazał. A może w miłości będziesz miał szczęście? -
- Mógłbym cię zabić Briusow, ale nie zrobię
tego. -
- To co? Idziemy? -
- Idź sam. Lubka cię wpuści. -
- To ta starucha? Weź sobie jakąś młodą.
Tyle dziewuch po karczmach płacze. A ty jak
Puszkin jesteś! Czułe masz serce. Małżonkę
twoją świętej pamięci znałem...dosyć, że tak
powiem blisko, ale to stare dzieje, nie warto
nawet wspominać w taką zawieruchę. -
- Drugi raz mógłbym cię teraz zabić, ty
podlecu! - wykrzyknął hrabia.
- A kto ci broni? Zabijaj sobie do woli.
Czasu mam sporo. Wszystko sobie dokładnie
obejrzę, a jutro przyślę Żyda. Szkoda, że
plucha taka. -
- Powiedziałem już - Luba cię wpuści.
A teraz żegnam! Nie zwykłem długo zaszczycać
rozmową kanalii. -
- A Bykowa znałeś? Powiesił się biedak na
pasku od spodni w zeszłą niedzielę. Gadają,
że to przez jakąś Fionę. Femme fatale!
A kobiecina taka, że nawet byś na nią nie spojrzał.
Ale Bykow to tępak! Wstyd tylko armii i carowi
przynosił, jak wiesz! -
- Chyba coś ci przed chwilą powiedziałem. -
- Nie obruszaj się tak, kotuś! Zawsze jak jaką
miłą duszę spotkam, to chcę sobie trochę pogadać
ze szczerej sympatii dla osobnika. Szkolne lata mi się
nieraz przypominają! Pamiętasz, jak z Wołkowem
przytuliłeś do ściany Cygankę? Trzymaliście ją
za ręce, a ja sobie nieźle pomacałem. A ty nie
chciałeś! Zawsze taki wstydliwy, job twoju mać! -
- Łżesz Briusow! Wiesz dobrze, że to nie ja
trzymałem. -
- Ale mogłeś! Czasem nie rozumiem ludzi.
Niemota jesteś! Chcę, ale się boję. Nie to, co
ten Bykow. Wiedział, że do damy trzeba tylnym
wejściem... A dlaczego jej nie broniłeś? Płakać
tylko umiesz. -
- Idź do diabła! -
- A może to ja jestem diabeł? Myślę, że Bóg mnie
bardzo potrzebuje i wprost nie może się beze mnie
obyć. Dlatego nie wątpię w jego istnienie. -
Iwan Piotrowicz kontynuował swą przechadzkę.
Gdzieś po drodze za cmentarzem powinien być
opuszczony staw. Utopić się w takiej sytuacji to
żaden dyshonor, a zresztą po śmierci gazet się nie
czyta. Szkoda, że taka mgła! Chciał jeszcze
nacieszyć trochę oczy słonecznym światłem nim
utonie na zawsze w mroku...A było słuchać
Schopenhauera! Karty to bezmyślna, głupia
rozrywka. A taki Briusow? Zły człowiek nie
jest. Ma serce! Każdy by na jego miejscu tak postąpił,
a on jeszcze pogadać chciał...Tylko Nastię
niepotrzebnie tykał. Trzeba zrozumieć...
Zamyślił się trochę i przeszedł staw. Od Trockiego
by pożyczył. Ale powie: "Wiesz dobrze, że nieba bym
ci przychylił, Piotrze Iwanowiczu. Ja wciąż pamiętam
jakeś mnie bronił w kantorze, kiedy mnie za pejsy
targali i że ten ślad na twarzy masz po nahajce. Nasi
mędrcy mówią - nie ma piękniejszej rzeczy nad
ludzką wdzięczność! Wpłać mi tysiąc
rubelków, a pożyczę ci i sto tysięcy na przyjazny
procent...Nie masz?"
A może na cmentarz pójść? Pożegnać się z
Fioną...Co ja mówię? Z Nastią, małżonką ślubną
moją. A potem na kolana paść przed popadią,
może by ubłagała męża i dałby jakie rozgrzeszenie?
Ale i tu kopiejki trzeba! Na strasznym sądzie
spłonąć żywcem to podobno drobiazg! A co,
jak to wszystko naprawdę jest? Ponad siły to
wszystko, ponad siły!
Nagle zorientował się, że ktoś za nim idzie.
A nawet dotknął jego pleców.
- Wystraszyłeś się, biedaku, co? To ja Briusow,
gdybyś przypadkiem zapomniał. Mam dla ciebie
dobrą nowinę! -
Nie odpowiedział.
- Miałeś wielkie szczęście! Zaraz po tym, jak
wygrałem od Ciebie, napadli na mnie,uważasz,
na ulicy i tłukli. Przybiegł stójkowy i dali nogę.
Ale w domu źle się poczułem z wrażenia...I jak się
może domyślasz, nie żyję i...Tylko się nie obraź...
zwracam ci weksel! Musimy sobie pomagać! -
- Za późno Briusow, przyjacielu! Ja już nie
chcę żyć na takim świecie. -
- Ale, co ci szkodzi? Pożyj! I tak kiedyś umrzesz.
Długo się nie pomęczysz. Młody może nie jesteś,
ale jeszcze nie jedną cipkę skrwawisz! Tylko w karty
już raczej nie graj i tyle nie pij, jak nie daj Boże
przegrasz. -
- Oddaj go Fionie i uwolnij ją. Codziennie
ktoś ją niewoli. -
- A także w nocy...Nie mogę, Piotrze Iwanowiczu.
Są jakieś zasady...Jak dziewczyna idzie do burdelu, to
wie, co ją tam czeka. A niektóre to lubią! Może
nawet większość. Tania jest, to się nie nudzi. Z głodu
nie umrze, a i dzieciom coś da. -
- Może brzydkie lubią...Ale ona...była piękna. -
- Jak zwykle przesadzasz! Poza tym, bądź pewny,
zmieniła się... Na cerkiew nie oddam, a rodziny,
jak wiesz, nie mam przez ten pomór - widomy dowód,
że Bóg istnieje, bo ja przecie przeżyłem. Bykowowi
mógłbym oddać, gdyby żył, dla śmiechu! -
- Nie akceptuję takiego świata. -
- Nie martw się o to. Biesy już pracują, a chłopi
ostrzą kosy. Będzie rewolucja socjalna i wszelka
swołocz na wierzch wypłynie jak gówno...A ty byś
wśród greckich bogów pewnie pożył i cieszył się
ludzkim szczęściem. Piękni byli ci greccy bogowie!
Za dużo czytasz, hrabio! -
- Dziękuję, ale teraz zostaw mnie samego. -
- Niech będzie twoja wola, nie moja! - rzekł duch
i przepadł we mgle...


Świetna krótka opowieść :)
OdpowiedzUsuńNaprawde Nezumi jesteś mistrzem w tworzeniu takich niesamowitych historii