O pewnej bliskiej mi muzyce
Mimo powodów do troski, słucham sonat, fantazji
i innych klawiszowych utworów C. P. E. Bacha. Napisałem
"klawiszowych", bo sam ten Bach przeznaczył je na
klawesyn, klawikord lub fortepiano. Ale chorwacka
pianistka A.M. Markovina gra je na współczesnym fortepianie
o brzmieniu nieco lżejszym niż Steinway (Bossendorfer).
Wolę zawsze brzmienie instrumentów "z epoki", albo ich
kopii i takie nagrania najbardziej lubię. Ich brzmienie
wydaje mi się czasem jak z innego świata, cudownie
księżycowe. Jednak skoro Bacha Ojca, gra się tyle na
współczesnym fortepianie, a gra się na nim także Couperina
i Scarlattiego, to nie widać racjonalnych powodów, dla których
miałoby się tak nie wykonywać utworów jego syna. Znam też
ze dwa inne wykonania niektórych utworów Emanuela Bacha
na współczesnym fortepianie (oba udane). Zasługą artystki
jest, nie pozbawione głębszej wartości, nagranie ich wszystkich.
Dla mnie osobiście ma to spore znaczenie, ponieważ znam
utwory tego Bacha bardziej nawet niż utwory Beethovena.
I choć duchem opuścił już barok, a nie wszedł w pełni w
klasycyzm, to właśnie jego twórczość dokonała pewnego rodzaju
transgresji i Mozart, Haydn oraz Beethoven zawdzięczają mu
wiele. To wiadomo od dawna, choć nie jest to świadomość
powszechna skoro słuchacze ze zdziwieniem piszą, że to nie jest
backround music, a producent tych nagrań, że Emanuel nie był
jedynie jednym z synów Bacha.
Artystka nie została obsypana nagrodami, ale jej nagranie
budzi podziw, a nawet zachwyt wielu słuchaczy, co sprawia,
że słucha się tej wspaniałej muzyki bardziej błogo, z
poczuciem pewnej wspólnoty z innymi.
Oczywiście pojawiła się też recenzja słuchacza, który użył
słowa "horrible"i napisał, że Markovina wybiera szybkie
tempa jak automat, inżynierowie dźwięku nie mają pojęcia
o nagrywaniu, a wybór współczesnego instrumentu, który
robi "bump, bump" to katastrofa. Być może jest w tym
jakaś cząstka prawdy. Tempa mogą być czasem odczuwane
jako zbyt szybkie, a jakość techniczna nagrania nie musi być
idealna. Ale uwaga tego Pana, że gdyby to grał Gould,
albo Horszowski, to miałoby to sens, wskazuje na pewien
typ recenzji z istoty swej nieżyczliwej i głupiej.
Pisałem już tutaj dlaczego ten Bach jest mi bliski,
więc wspomnę tylko o tym, że w pewnym sensie, jak
inni wielcy ludzie, nie należy wyłącznie do epoki, w
jakiej żył. Znam też negatywne opinie o jego twórczości,
którą krytykował np. Schweitzer, twierdząc, że jest
w niej, obok przejawów talentu, też "zbyt wiele pospolitej
miernoty" i geniuszem, a może nawet i wybitnym
kompozytorem go nazwać nie można. A także wyrażony
przez kogoś innego pogląd, że intelekt miał w nim przewagę
nad zdolnościami. Z opinią Schweitzera można jeszcze jako
tako dyskutować, choć jest skrajnie nieobiektywna i
naznaczona jakimś uprzedzeniem, ale ten drugi pogląd
to już kompletna bzdura w odniesieniu do kompozytora
tak pełnego wyobraźni i poszukującego, a nawet wybiegającego
czasem myślą w epoki późniejsze, dla którego muzyka była
mową uczuć. To prawda, że był też podziwianym teoretykim
sztuki interpretacji muzyki klawiszowej, a jego traktat
studiuje się do dzisiaj.
Emanuel Bach nie miał łatwego życia jako kompozytor.
Najpierw był zależny od gustu Ojca, potem Fryderyka Wielkiego
i dopiero w Hamburgu uzyskał status niezależnego artysty,
na którym mu zależało. Oju zawdzięczał oczywiście bardzo
wiele, ale Fryderyk Wielki nie rozumiał go i szykanował, i
dopiero, kiedy artysta oddalił się z jego służby, nie chciał go z
niej zwolnić. (O ile dobrze pamiętam). Jednemu i drugiemu
sprawił zapewne kłopot swym pragnieniem artystycznej i
duchowej niezależności. Miał nawet odwagę ostro krytykować
gust muzyczny władcy. To wyjaśnia jednak także nieco
okoliczności pojawienia się czasem owej "miernoty."
Twórczość fortepianowa Emanuela Bacha, pełna
dysonansów, zaskakujących pauz i zmian nastroju, "ewokuje"
czasem (jak się uczenie mówiło w moim Zakładzie Estetyki)
nie tyle sentymentalnego, co zgoła romantycznego ducha.
A retoryka, czy brak gładkości formy, to akurat cechy
pożądane u tego, kto dokonuje przejścia od formy już
ukształtowanej ( z jej czasem konwencjonalną
miernotą) do formy, jaka przedtem nie istniała, co jest
pewnego rodzaju rewolucją, a nie jedynie przelotną
zasługą w kształtowaniu formy sonaty fortepianowej,
czy jakiejkolwiek innej formy.
W kontemplacyjnych, powolnych i mrocznych,
częściach wielu utworów Bacha wyczuwa się nie tylko
"pruski smutek", za który ganił go Ojciec, ale i głębię uczuć,
a stworzona przez niego właściwie forma fantazji (do której
nawiązał później Mozart) jest czymś niezwykle cennym.
W twórczości religijnej był podobno epigonem - to znaczy
naśladował ojca. Jednak nie można tego powiedzieć o jego
religijnych pieśniach, które są czymś zupełnie innym i bywają
czasem przejmujące i głębokie...
Ale zrobiło się już widno i dzień nie "poluzuje" mi
swych "obostrzeń" ani egzystencjalnego niepokoju...
A ci, których uważam za bliskich - samotności. (Choć,
na szczęście, nie wszyscy).
Jeśli ktoś uważnie czyta me teksty o muzyce, zauważy,
że piszę w nich również o życiu i o sobie...Czy tak się
powinno robić, czy nie - nie zastanawiam się, korzystając
tutaj ze swobody wypowiedzi, którą sam sobie nadaję. Nie
chciałbym w tym jednak oczywiście przesadzać...bo to jedna
ze zmór naszych czasów. Demokracja sprawiła, że każdemu
wydaje się, że może mówić, co mu ślina na język przyniesie...



Klawikord niestety bardzo trudno dobrze nagrać...To cichy instrument, a jak się podbija dźwięk, nie brzmi zbyt dobrze. Ale i tak go lubię. Choć można i na nim grać czasem zbyt sennie, albo schematycznie, a wtedy delikatna poezja znika.
OdpowiedzUsuńZarzut, że ktoś nie zastanawia się nad właściwym doborem tempa, brzmi poważnie, ale należałoby go jakoś udokumentować.
trzeba by go jakoś udokumentować.
Sprytnie sztuczna inteligencja ukryła kawałek tekstu, żeby mi go później dodać. Nie mogę czasem wyjść z podziwu ;-)
OdpowiedzUsuńMoja wiedza o muzyce nie jest zbyt rozległa. Nie jestem muzykologiem, historykiem muzyki, ani muzykiem i o wielu rzeczach nie mam pojęcia. Ale słucham jej dużo i zawsze chcę też coś o niej wiedzieć, szczególnie wtedy, kiedy jej nastrój lub jakieś inne właściwości utworów są mi bliskie 🙂
OdpowiedzUsuń