Nieco przewrotna opowieść o pięknej Donnie Luisie...

      

    

    

    Piękno zaklęte w marmur trwa tak długo, jak

długo istnieje kamień, z którego zostało wydobyte. 

Ale i ono jest kruche.  

    Donna Luisa spała w najlepsze w swym sarkofagu,

kiedy ktoś otworzył drzwi do katedry, a następnie

wbiegł do bocznej nawy i zawołał: 

    - Wstawaj!  Nie będziesz tu spała przez całą

wieczność!  -

    - Nie wiem, kto do mnie mówi...Czy to ty, Gesualdo? -

    - Nie...ja jestem Guido.  Byłem przyjacielem księcia. 

Niestety poległ w bitwie i jego ciało włóczyły psy.  Nim 

skonał prosił mnie, żebym nie ważył się cię tknąć. Myślał

bowiem, że żyjesz.  Ale teraz sytuacja wygląda zgoła 

inaczej. - 

    - Faktycznie z mego ciała pozostały już tylko kostki i 

jakiś proch. Szybciej niż myślałam...Ale cóż, starzejemy 

się. - 

    - Dlatego też nie czuję się związany słowem i mogę

chyba ponowić mą propozycję. -

    - Przyjdź za tydzień!  Jestem senna...- 

    - Teraz, albo nigdy!  Mam całkowicie pewną informację

od zaufanych szpiegów,  że miasto będą niedługo 

oblegać Hiszpanie. Musisz stąd uciekać, zanim ogołocą 

cię z sukni, pierścieni i pereł, a może nawet i z cnoty! -

    - Nieprawda, oni wierzą w Boga i boją się Go!  A 

skarbów mają dość w Nowym Świecie! Jeśli pragniesz 

mego ciała, to wiedz, że prawie go nie mam.  Kto by 

pomyślał, że w katedrze może być tyle mrówek.  Wyjadły 

mi oczy! - 

    - Ach, zupełnie tego nie widać!  Masz cudowne

oczodoły. Pragnę jedynie twej duszy! ...Ale ruszaj się 

szybciej, bo ukradną mi szkapę. -  

    - Dobrze, już wstaję. Ale tylko przez pamięć o moim 

Gesualdo.  Miłość jest silniejsza niż grób! -

    Odjechali.  Ale coś tknęło arcybiskupa i polecił 

otworzyć opuszczony sarkofag. Po dokładnych 

oględzinach doszedł do wniosku, że to diabeł porwał

Donnę Luizę...

    - To miejsce spoczynku nie może jednakowoż stać 

puste. Musimy znaleźć dziewczynę podobną do księżnej

i ją tu położyć. Rozejrzyj się i mi ją przyprowadź. 

Dawno już przestałem służyć Bogu, jak wiesz i okłamuję

perfidnie naszą matkę Kościół.  Podpisałem cyrograf. - 

    - Da się zrobić. - 

    - Fascina lente!  Lepiej dobrze poszukaj, żeby pod 

względem czaszki i układu kostnego była naprawdę

podobna.  - 

    - A Hiszpanie? -

    - Przekupię ich!  Zresztą, to pobożni ludzie. -

    Guido i Donna Luisa zniknęli szybko i dotarli aż do 

Toskanii i tam w willi rozpoczęli nowe życie.  

Zapomniałem wspomnieć, że on również poległ w

owej bitwie, ale nieco później, bliżej wieczora i był

już także pozbawiony ciała.  Ich pożycie układało

się szczęśliwie i mieli ze sobą kilkoro dziatek - duszków.

Doczekali nawet wnucząt.  Ale później ich drogi

rozeszły się przez nadmierne upodobanie Guidona do 

tytoniu, alkoholu i opium.  

     Dziewczynę odnaleziono, zwabiono na jakieś 

spotkanie i uśmiercono, a następnie jej ciało złożono 

w sarkofagu.  Był to dla niej spory honor, bowiem była

niskiego urodzenia. Jej szczęście nie trwało jednak 

zbyt długo.  Najpierw część katedry strawił ogień, 

uszkadzając nieco sarkofag,  a w XX wieku 

przeprowadzano tam badania archeologiczne, 

natrafiono bowiem na szczątki dawniejszych budowli.  

Przy tej okazji ustalono, że choć kościotrup ubrany 

był w autentyczną suknię Donny Luisy, którą 

prawdopodobnie porzuciła ona podczas ucieczki, to

jednak wiele istotnych szczegółów - jak układ kości 

miednicy, czy szerokość nosa,  wskazuje na to, że

nie mogły to być jej doczesne szczątki.  Usunięto 

więc je stamtąd, przemilczając jedynie chwilowo fakt, 

że sarkofag w ten sposób opustoszał.  

     Stała się jednak rzecz, której nikt nie mógł 

przewidzieć.  Donna Luisa zjawiła się w katedrze

i przyglądała się sarkofagowi tak długo, aż zwróciło to

uwagę Benito Mussoliniego, który kierował owymi 

pracami.  Karierę swą zawdzięczał ów młody jeszcze 

człowiek odpowiedniemu nazwisku, które

które budziło korzystne dla niego skojarzenia. 

Niestety trochę psuło mu ją imię. 

     Ów Benito nabrał podejrzeń, że zmęczona doczesnymi 

przygodami księżna  zechce powrócić na miejsce 

dawnego spoczynku. Nie mógł jednak do tego dopuścić, 

bowiem podważałoby to zasadność jego ustaleń, o 

których zdążył już raportować w publikacji naukowej. 

Pod wieczór zaczaił się więc w mroku bocznej nawy 

i uderzył Donnę Luisę w głowę tłuczkiem do mięsa. 

W ten sposób chciał skierować trop policji na 

kobietę lub kucharza jako przypuszczalnego sprawcę

mordu.  

     Przez całe lata, mimo zmiany nazwiska, jego 

autorytet naukowy był niepodważalny, jednak kres

jego żywota może budzić niejaką grozę.  Którejś

zimowej nocy przechodząc obok zbroi rycerza, 

został przez nią uduszony. To Guido pomścił drugą 

śmierć swej ukochanej. 

    Czy istnieje coś większego od ludzkiej przewrotności?

Mussolini bezczelnie położył się na miejscu, w którym

spoczywała niegdyś Donna Luisa.  Wiedział wprawdzie,

że zostanie stamtąd wyrzucony po kolejnych badaniach

archeologicznych, ale zamierzał wprawić w konfuzję

swych pozostałych przy życiu kolegów. 

     Nieszczęsna Donna Luisa nie miała szczęścia i rzuciła

się do opustoszałej studni gdzieś na wsi, odnajdując tam

miejsce swego spoczynku.  Wieśniacy dość długo

próbowali szukać w jej toni naszyjnika z pereł 

oprawionych w wykwintne złoto i innych skarbów. 

Kilku z nich nawet przy tym utonęło.  

     Któregoś dnia okoliczną łąką przechodziła 

dziewczyna, którą zamordowano na polecenie Jego 

Ekselencji i przypadkiem nastąpiła bucikiem na jakąś 

starą ropuchę. Zamierzała zmiażdżyć jej łeb, ale ta 

zapiszczała i wypluła drogocenny naszyjnik.  Obok

wartości samego złota i pereł miał on ogromną 

wartość muzealną, a także tę, jaka przypada w udziale  

dewocjonaliom, bowiem zniknięcie Donny Luisy 

z grobu owiane było legendą.  Dziewczyna mogła

go jedynie odsprzedać paserowi za znikomą cząstkę

jej katalogowej ceny.  Ten jednak i tak pożałował

lirów i kiedy zjawa relaksowała się na plaży trzech

zbirów poderżnęło jej gardło.  Na szczęście zjawy

nie czują już żadnego fizycznego bólu.  

     Kiedy nie ma prawdy na świecie, każdy kto pragnie 

dobra, powinien chcieć uchodzić za szaleńca, powiedział

kiedyś pewien mądry rabbi.  Dlatego opowiedziałem tę

opowieść...




 


   

 

 

   

   

    

    

    

Komentarze

  1. Jako autor, który sklecił w nocy tę opowieść mogę tylko powiedzieć, że choć nikt jej nie przeczytał, mam nadzieję, że nie jest ccałkiem nieudana...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tez dopiero teraz przeczytalem, Nezumi czytam a raczej pochłaniam całą Twoja tworczosc.
    Te teraz opowiadanie jest naprawde fenomenalne.
    Przeczytałem z ogromnym zainteresowaniam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty