Irytacja Pani Ogawy
- Nic nie jest rzeczywiste. - powiedziała Pani Ogawa
idąc ścieżką pośrodku ogrodu. - A kiedy zapadamy w
sen tylko wydaje nam się, że coś śnimy. Śnienie we
śnie i śnienie na jawie są tak samo nierzeczywiste.
Dlatego śmieszy mnie ten wasz Jung, kiedy mówi, że
sen jest po coś. -
Zagapił się trochę przyglądając się piaskowi,
kamykom i muszelkom imitującym dno morza.
- Nie zgadzasz się z tym, co powiedziałam? -
spytała.
- Powiem szczerze, że ja to wszystko pozapominałem:
Freuda, Junga i jogę śnienia. Martwi mnie jednak to, że
ludzie żyją jak we śnie...Śnią swój sen zapominając o
tym, że skutki tego, co robią są realne, bo "nikt nie błądzi na
własny rachunek" - że kogoś pozbawiają życia, zdrowia,
mienia, godności, albo sprawiają, że ktoś sobie życie odbiera,
albo cierpi z powodu nędzy lub samotności. - powiedziałem
patrząc na piaskowe morze.
- Musisz mi to chyba jakoś wyjaśnić, bo nie bardzo rozumiem,
o czym mówisz. -
- To nie tak trudno...W pewnym uproszczeniu, które jednak
do tego wystarcza, są przyczyny i skutki, a nie jedynie
zbiegi okoliczności i koincydencje. Dlatego okrucieństwo,
niewdzięczność, czy zdrada, o ile je zauważamy, wywołują
często naszą dezaprobatę. -
- Okrucieństwo? Czy ty przypadkiem nie przesadzasz?
Czy nie jest to jakieś twoje urojenie? -
- Jest wojna. Młody żydowski chłopiec bez nogi pomaga
niemieckim żołnierzom, dostając za to odrobinę jedzenia.
Tego dnia też coś dostaje. Wyciąga rękę po miskę, w której
jest granat. Skacze bezradnie na jednej nodze, ale nie
może uciec. SS-mani pokładają się ze śmiechu widząc
jak jego ciało rozrywa wybuch. Taki jest kres jego
ufności. Myślał żydek, że wkupi się w ich łaski i
przeżyje. Inny SS-man dobrotliwie uśmiecha się do
dziewczynki i zachęca ją, aby podeszła. Ta podchodzi
bliżej, a wtedy jego kolega, stojący z boku, przestrzeliwuje
jej czaszkę, wzbudzając podobną wesołość! -
- Wojna to skrajność! Nie wiesz nawet, co ci żołnierze
przedtem wycierpieli. -
- Jeśli nawet, to z pewnością nie od niewinnych dzieci.
Słyszałaś może o tym, jaki aplauz tłumu wzbudza śmierć
zabijanych byków. Ale, czy wiesz też o tym, jak są
do niej przygotowywane? Przeciera się im oczy wazeliną,
aby nie mogły dobrze widzieć, wkłada w nozdrza bawełnę,
aby utrudnić im oddychanie, w nogi wciera się substancje
żrące, żeby utrudnić im zachowanie równowagi i aby nie
mogły się położyć, wbija igłę w środek genitaliów, a następnie
zamyka w ciasnym i ciemnym pomieszczeniu, z którego
wybiegają pozornie wyzwolone ku światłu słońca wprost na
swych morderców... -
- Zapomniałeś o rzeźniach, pięknoduchu. -
- Dobrze, zatem będę mówił o ludziach. W obozach
koncentracyjnych Niemcy wdrożyli pewną obiecującą ich
zdaniem technologię sterylizacji kobiet-podludzi. Kazano
im się rejestrować w jakimś okienku, a potem osoba, która
miała ich zarejestrować oddalała się i przesyłała
im dawkę promieniowania tak wielką, że kobiety te, Żydówki,
Słowianki i Greczynki, umierały w męczarniach na nowotwory,
które powstawały w wypalonych miejscach ich ciała. To
działanie uznawano za racjonalne. -
- Co to wszystko ma do rzeczy? Chcesz powiedzieć, że
ludzie są okrutni? -
- Strzelano do ludzi nad dołami z wapnem, żeby łatwiej
ich było pogrzebać. Nawet Himmler skarżył się w związku
z tym w liście do żony i córeczki na kłopoty żołądkowe.
Ofiary przypominały czasem szkielety, a jakieś maszyny spychały
ciała zagłodzonych do dołu. Wymyślono komorę gazową i
niewyobrażalne tortury już przed całymi wiekami, zanim
jeszcze zaistniały odpowiednie technologie. -
- Wszystko to wiemy, ale co właściwie to ma do rzeczy?
Mówisz o jakiejś moralnej przyczynowości, która nie istnieje. -
- Zakładamy czasem jej istnienie dla ratowania poczucia
odpowiedzialności, z potrzeby współczucia i chęci pomagania
innym. Nie jest to żadna kwalifikacja metafizyczna, jednak ma
sens, bo niezawinione cierpienie istnieje. Ale kto się tym
przejmuje? Po każdej wojnie życie zaczyna się od nowa na
zgliszczach, czasem jak gdyby nigdy nic, a nawet wśród
okrucieństw wojny trwa w najlepsze. A kiedy na krześle
elektrycznym parował mózg żywej jeszcze ofiary, niektórzy
ludzie zastanawiali się tylko nad tym, czy sąd nie pomylił się
wydając wyrok na niewłaściwą osobę. Przemilcza się
okrucieństwa zwycięzców, albo tłumaczy, że były one
nieuniknione, jak to co stało się w Hiroszimie i Nagasaki,
albo w Hamburgu, choć to przecież Hitler powiedział, że
zwycięzców nikt nie pyta o racje. A kiedy tylko wspomnisz
o tym, że jedni ludzie gromadzą za dużo, podczas gdy inni
umierają z głodu, spotka cię głuche milczenie, ktoś nazwie
cię komunistą, alb powie, że konające dzieci same są
sobie winne, a w ogóle to przecież taka karma. Zapewne w
poprzednim wcieleniu były złymi ludźmi. Zresztą, wielu ludzi
wierzy w to, że niewinne ofiary znajdą się w raju na całą
wieczność, a ich cierpienie jest tylko chwilą. Po co sobie
psuć dobrą zabawę? Mówisz tylko tyle, że okrucieństwem
mało kto się przejmuje. -
- Ale, co to ma wspólnego z naszą rzeczywistością? -
- Co obchodzi młodego byczka (przepraszam za to
określenie) w metrze, że jakiś staruszek zarazi się od niego
wirusem i umrze? Widziałem wczoraj inteligentnego starszego
pana, który siedział skulony i przerażony, a na przeciwko
niego rozwrzeszczani młodzi oprawcy bez masek. Powiedzą
oczywiście, że śmierć słabych i nieprzystosowanych to
naturalna selekcja i nie może skłonić ich do tego, aby dusili
się w maskach, które i tak nie chronią skutecznie. To czyniłoby
z nich niewolników. Zresztą, choć umarło na świecie kilka
milionów ludzi, nie ma ich zdaniem dowodu, że coś
takiego jak wirus w ogóle istnieje. Ludzie zawsze na
coś umierali. A ten pan powinien prowadzić zdrowszy tryb
życia, zamiast się trząść, a poza tym żyje już bezwstydnie
długo. A kiedy będzie umierał w męczarniach , to jego duch
nie przyjdzie do nich i nie pomści swej krzywdy. A czy w
ogóle będzie wiadomo, od kogo się zaraził? I przecież nikt
nie robi tego umyślnie. Jak mają wierzyć w wirusa, skoro
ich się nie ima? -
Pani Ogawa popatrzyła na niego z politowaniem:
- I po co to wywlekać takie rzeczy? Dzieje się i tak
tylko to, co się dzieje. A gdyby nie mogło się dziać, to
by się nie działo. Zobacz, jakie to wszystko, o czym mówisz,
mało realne. Przecież ten dziadek i tak kiedyś odwali kitę.
Siedzi skulony ze strachu. Czy nie jest to małostkowe? -
- Podniosłem trochę na nich głos i poprosiłem, żeby
założyli maski. A jeden z nich wysiadł za mną z wagonu
i chciał mnie pobić. Ale wsiadł z powrotem, bo szkoda
mu było na mnie czasu. -
- I po co się tak narażać? Czy to coś zmieni? -
- Oni albo uważają, że się nimi manipuluje, chcąc
pozbawić ich przyrodzonej wolności, albo zgoła ich nie
obchodzi to, że ktoś tam umrze, kiedy im samym to nie
grozi. Dla nich tego rodzaju związki przyczynowo-skutkowe
nie istnieją. -
- Wciąż nie wiem, o czym mówisz. -
- Mówię tu o trzech rodzajach okrucieństwa.
Pierwsze polega na zadawaniu komuś cierpienia, bądź
powodowaniu jego śmierci z sadyzmu, albo dla osiągnięcia
jakiejś korzyści. Do drugiego używa się już w tym celu
pewnej technologii, a trzeci rodzaj, to okrucieństwo
niezamierzone, z którego ktoś nie zdaje sobie sprawy. To
ostatnie bywa niezauważone i czasem uważa się, że
okrucieństwem nie jest, bo nie wynika z zamiaru udręczenia
kogoś. Wszystkie te rodzaje okrucieństwa stają się w pewnych
sytuacjach czymś w rodzaju tabu. Nie wolno i nie
powinno się o nich wspominać. Pewien Żyd w Londynie
popełnił na ulicy samobójstwo, bo ludzie nie chcieli słyszeć
o obozach zagłady. Tak samo ignorowano informacje
Karskiego...Nasza wrażliwość jest selektywna. Widać to
na przykładzie polityki informacyjnej tak zwanych mediów,
gdy więcej mówi się o próbie zabicia jakiegoś rosyjskiego
dysydenta niż o ludobójstwie, które ma miejsce w tym
samym czasie w innej, równie nieodległej części świata.
- No i co z tego? -
- Nie pamiętając o istnieniu okrucieństwa w pewien sposób
godzimy się na nie. Jesteś z natury dobrotliwa i dlatego
myślisz, że nie ma ono dostępu do twego serca. Ale gdybyś
widziała minę tego biednego człowieka, to serce by ci
pękło. Ale oni powiedzą, że to rząd zastrasza takich jak
on. Nie chcą żadnych ograniczeń... -
- Karski? Czy to jakiś Polak? Ludzie nie chcą, aby
ktoś ich niepokoił. Nie rozumiesz tego? Co ich to obchodzi?
Po co im podsuwać takie obrazy? Czy w ich życiu cierpienia
jest za mało?...Ale ja twierdzę, że jest ono złudzeniem.
Tworzymy je sami. -
Zbliżała się wiosna. Spadł niewielki deszczyk, ale
Pani Ogawa nie zwróciła na to złudne zjawisko uwagi:
- Boję się ciebie! - wykrzyknęła. - Ja mam realne,
a nie jakieś wydumane problemy. Myślisz, że od gadania
cokolwiek się zmieni? -
- Powiedziałaś przecież, że "Nic nie jest rzeczywiste."
Ja nawet z tym się zgadzam, ale jak widzisz, tylko do
pewnego stopnia. Na użytek praktyczny trzeba jednak
zakładać, że coś j e s t rzeczywiste, a nie jest tylko snem
wariata, czy rojeniem motyla. -
- Powiedziałam, bo tak mi przyszło do głowy. I nadal
tak mówię, bo moja kobieca intuicja nigdy mnie nie
zawodzi. Nie będę sobie głowy truła jakimiś dywagacjami.
Ja muszę mieć co włożyć do garnka. Ty o tym nie masz
pojęcia, bo żywisz się powietrzem i dzielisz włos na czworo.
Jeszcze mi tylko powiedz, że jesteś chory na chorobę
nowotworową, albo na depresję. -
- A czy Twoim zdaniem istnieje jakiś związek między
praniem, a tym że bielizna jest czysta? Czy też nam się
to tylko śni? -
- Nie rozmawiam z Tobą! - zakończyła gniewnie
Pani Ogawa.
- Przecież cierpienie nie istnieje? -
- Żegnam! -


...Ja to już mogę być tylko piękny i młody.
OdpowiedzUsuńW bogactwo raczej zwątpiłem 😃
Z metafizycznego punktu widzenia nierealne może być wszystko. Podobnie w mistycznym, czy poetyckim uniesieniu możemy oderwać się od realnego życia. Ale Pani Ogawie wydaje się tylko, że się od niego odrywa i w końcu jej praktyczny duch zwycięża. Tyle tylko, że dla poczucia bezpieczeństwa nie chce o niczym wiedzieć...Współczuję takim osobom (a są to przeważnie kobiety), ponieważ za taką postawą ukrywa się lęk, który ma przecież jakieś zadawnione przyczyny. Przerost mechanizmów obronnych jest zawsze czymś spowodowany. A z tego punktu widzenia wszelkie filozofowanie, a nawet zwykła refleksja, wydają się być czasem jakąś niegodziwością...
OdpowiedzUsuń