Biedni ludzie

       Przeleżałem dzisiaj prawie cały dzień i nawet muzyka, 

którą włączyłem kilka razy, nie dotarła do mnie, bo 

zbyt szybko traciłem przytomność. Krótkie "Requiem"

Bibera dwukrotnie przespałem niemal od początku do 

końca, choć to piękna rzecz. (Nie wiem wprawdzie, 

czy w tym akurat wykonaniu).  

     Nie udało mi się też posłuchać sonaty fletowej g-moll 

Bacha.  To wcześniejsza, bardziej melancholijna i cicha 

wersja jego najlepszej sonaty h-moll.  (Niestety zapis partii 

fletu nie zachował się, ale to niewielki, jak się okazuje, 

problem dla doświadczonego flecisty).  I dopiero pieśni 

Brahmsa śpiewane przez Panią Garancę, na chwilę wyrwały 

mnie z otchłani snu, tak podobnego czasem do śmierci.

      Nie załatwiłem żadnej z koniecznych spraw i okazało 

się, że nie mam w domu nic do jedzenia, a  to skłoniło 

mnie na szczęście do wyjścia i zaczerpnięcia świeżego

powietrza, kiedy tylko zdołałem się podnieść.  

      Nie ma chyba nic gorszego od klaustrofobii.  

Na pobliskim jeziorku, gdzie dotarłem z torbą

lekką od zakupów, ujrzałem łabędzia.  W zeszłym roku

była ich para.  A w tym roku tylko jeden. Nie wiem,

co się stało z drugim (drugą),  ale Jego widok w mroku

bardzo mnie pocieszał, zwłaszcza, że przez cały czas

płynął obok mnie, kiedy robiłem mu zdjęcia. Było

jednak dość zimno, zmarzły mi ręce i musiałem 

wracać.

     Jutro muszę pojechać na odległą pocztę (nie ma 

tam ode mnie łatwego dojazdu), żeby odebrać pieniądze, 

które przesłała Mamie siostra, dla niej i dla ciotki Eli.  

To drobna kwota, ale ciotce zabrakło "na życie", a i tak 

jest nadmiernie wychudzona i jak już kiedyś wspomniałem

boję się, że wiatr ją kiedyś porwie.  Pomaga zresztą 

Mamie na różne możliwe sposoby.  

     Listonosz nawet nie zadzwonił, tylko zostawił 

ponowne awizo, a Mama od dawna już nie wychodzi z 

domu, a ona, ani Luba, nie słyszała, żeby kiedykolwiek 

dzwonił.  (W skrzynce pierwszego awizo też nie zostawił). 

Czuję się raczej słabo i wolałbym uniknąć jazdy 

autobusami, ale one na te pieniądze czekają.  

     Wzrusza mnie zresztą ta rodzinna solidarność. Siostra 

Mamy ma już prawie 95 lat i marną emeryturę.  Jest 

bardzo żywotna jak na kogoś, kto wyszedł z powstańczych 

kanałów z gruźlicą.  Zresztą urodziła się podobno ważąc 

1, 8 kg, podczas, gdy Mama ważyła sporo ponad pięć.  

     Martwię się o pewną bliską mi osobę, która nie 

czuje się dobrze, ale nie chce ze mną rozmawiać.  To

sprowadza na mnie sporą troskę, ale jej o tym nie 

powiem.  Być może nie spodziewa się ona w kontakcie 

ze mną żadnej radości, a tylko ją czymś niepokoję.  

Kiedyś o pewnym filozofie powiedziano, że "kiedy zjawia 

się w towarzystwie, natychmiast wszystkich zasmuca."

Należę do osób dość refleksyjnych, a samotność

pogłębia tylko mą melancholię. Staram się jednak nie 

poddawać przygnębieniu i myślę, że "trzymanie się razem" 

jest często czymś radosnym, jeśli tylko potrafimy 

zauważyć, że inna osoba coś nam daje.  Bardzo łatwo 

to czasem przeoczyć.   

    Znajomy malarz nie odpowiedział na list, w którym

szczerze o czymś napisałem.  Niestety mówienie 

prawdy jest często źle odbierane, choć staram się

zachowywać w tym pewien umiar ;-)   To serdeczny

człowiek, ale traktuje mnie czasem nieco protekcjonalnie

...jak przystało na uznanego artystę. Jest też ode mnie

trochę starszy.  Tak, czy owak ożywiona korespondencja 

nagle się urwała...I raczej nie myślę, że z innego 

powodu. 

     Według Arystotelesa przyjaźń jest środkiem między 

wrogością, a pochlebstwem, ale to nie znaczy, że prawdę 

należy zawsze skrzętnie ukrywać, zwłaszcza kiedy jest to 

prawda o nas samych, a nie o przyjacielu i niczego od

niego poza zrozumieniem nie wymaga.  

    Przyjaźń to, według Arystotelesa, wzajemna życzliwość, 

którą sobie dwoje ludzi uświadamia i troska o dobro tej 

drugiej osoby (rozumiane także jako dobro w sensie

głęboko moralnym).  Jest ona czymś innym niż znajomość 

oparta na wzajemnej korzyści, czy wspólnych 

przyjemnościach.  (Dlatego nie kończy się, gdy ktoś

orientuje się, że zbyt mało na niej korzysta). 

Nie istnieje lepsza koncepcja przyjaźni, ale ta jest

chyba za trudna jak na nasze neurotyczne czasy i

prawdziwa przyjaźń jest czymś wyjątkowym. 

     Trudno jest czasem nie poddawać się przygnębieniu,

ale to jedyna możliwość ocalenia wolności i nadziei. 

Rabbi Nachman, jeden z moich mistrzów, mawiał 

nawet "Jeśli uważasz, że uszczęśliwi cię zrobienie czegoś

głupiego, zrób to." 

      To dość ryzykowna rada, ale tylko wtedy, kiedy rozumie

się ją zbyt dosłownie. W depresji ludzie robią często 

głupie rzeczy, sprowadzając na siebie czasem niebezpieczeństwo.

Dlatego muszą być też jakieś granice szaleństwa.  Nie należy

jednak zbyt mocno zaciskać sobie pętli na szyi.   

     Rabbi słusznie odróżniał przygnębienie od żalu.  W 

przygnębieniu jest jakiś rodzaj tłumionego gniewu, a w

żalu raczej bezradność i poczucie osamotnienia.  

     Mówił też, jak ważne jest to, kiedy w czyimś pełnym 

zmartwień życiu pojawia się osoba, która pozdrawia 

nas z radością i wnosi w nie uśmiech i pogodę ducha. 

Jednak istnieją niestety ludzie, którzy doskonale orientują 

się w tym, że jest to droga do zdobycia zaufania innej

osoby i wywierania na nią wpływu.  Radość, którą 

wnoszą w czyjeś życie nie jest bezinteresowna. Potrafią

też okrutnie karcić i odrzucać osobę, która nie 

spełnia ich ukrytych oczekiwań.  Kontakt z taką 

nie mającą dobrych intencji osobą, naraża na 

rozczarowanie lub zawód, a czasem nawet niszczy życie. 

      Umiar między nadmierną ufnością, a podejrzliwością,

określa rozsądek.  Ale to zwykle zbyt mało, aby móc

być dla kogoś życzliwym lub 

kochać...

     Zdjęcie nazumi13  



           

     

    

 

  

 

 

 

 

Komentarze

  1. Tytuł tego tekściku wymaga może niewielkiego komentarza. Biedni ludzie, to ludzie biedni w znaczeniu materialnym, ale często jednak mający pewne poczucie wartości ludzkich i wartości więzi, jakie między ludźmi istnieją. W innym sensie biedny jest człowiek osamotniony, który nie ma czasem nawet do kogo się odezwać lub zwierzyć mu się ze swych radości i trosk. W tym znaczeniu każdy potrzebuje bliskości jakichś ludzi...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty